Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 130
Перейти на страницу:

Graniczyło to z cudem, gdyż był on pełen ludzi — mężczyźni siedzieli po północnej stronie, kobiety po południowej. Pomiędzy ogniskiem a wełnianym łożem stała niska kanapa, jedyny prawdziwy mebel w tym pomieszczeniu. Pamiętając, co przykazał mu strażnik, Viridoviks pokłonił się spoczywającemu na niej człowiekowi, którym niewątpliwie był sam Targitaus.

— No. Trochę ci to zajęło, zanim mnie zauważyłeś — powiedział do Gala wódz nomadów. Va-lash i pozostali Khamorthci złożyli pokłon o wiele wcześniej. Nie wydawał się jednak rozzłoszczony. Videssański Targitausa był o wiele bardziej płynny niż język jego strażnika, ale nie tak dobry jak Varatesha. Celt przyjrzał się człowiekowi, który miał zadecydować o jego losie. Targitaus był mężczyzną w średnim wieku, i trudno byłoby go nazwać przystojnym — brzuchaty, pokryty bliznami, z wielkim haczykowatym nosem, który musiał być dobrze połamany jakiś czas temu i teraz wskazywał na prawy róg jego ust. Gęsta, szara broda i nieprzycinane włosy wystające spod czapki powodowały, że przypominał nieco dmuchawiec. Ale piwne oczy, osadzone w delikatnej sieci zmarszczek, były niepokojąco inteligentne. Sam będąc szlachcicem w Galii, Viridoviks rozpoznawał przywódcę bez trudu.

— Wyglądasz jak „Alugh” — zauważył Targitaus. Przy jego gardłowym akcencie, trudno było domyślić się co ma na myśli wódz, ale po chwili Viridoviks zrozumiał, że chodzi mu o „Haloga”. Khamorth kontynuował: — Podejdź do ogniska, żebym mógł cię lepiej zobaczyć.

W towarzystwie Rambehishta, Yaramna i pozostałych, Viridoviks przecisnął się pomiędzy mężczyznami otaczającymi ognisko. Nomadzi, którzy siedzieli na poduszkach albo rozłożonych kocach, odchylali się na bok, by go przepuścić.

— Wielki mężczyzna — powiedział Targitaus, kiedy Celt stanął przed nim. — Dlaczego ty taki duży? Zmęczysz każdego konia.

— No tak, ale dziewczyny nie narzekają — mruknął Viridoviks. Targitaus zamrugał, a potem zachichotał. Gal uśmiechnął się do siebie; nie pomylił się co do niego.

Człowiek siedzący na ziemi po prawej stronie wodza przetłumaczył ich rozmowę, tak by wszyscy ją zrozumieli. Był to pierwszy Khamorth o gładkiej twarzy, jakiego widział Viridoviks. Jego policzki były różowe i błyszczące w świetle ogniska. Głos mężczyzny był czymś pomiędzy tenorem a kontraltem. Nosił wąskie szaty, które wydawały się za obcisłe dla jego korpulentnej sylwetki.

Widząc spojrzenie Celta, Targitaus powiedział:

— To Lipoxais. Jest enaree naszego klanu.

— Szamanem, jak powiedzielibyście w Videssos — dodał Lipoxais. Jego videssański był niemal perfekcyjny. Rzewne spojrzenie, jakim obdarzył Viridoviksa, kazało mu się zastanowić czyenaree był eunuchem, jak myślał na początku, czy też był po prostu zniewieściały.

— Tak, szaman — Targitaus przytaknął niecierpliwie. — Nie będziemy teraz mówić o słówkach. — Zmierzył Viridoviksa wzrokiem, od dołu do góry i z powrotem. Dwukrotnie zatrzymywał wzrok na długim mieczu, wiszącym u boku Celta. — Powiesz mi swoją historię, tak, i wtedy zobaczymy, jakie słowa trzeba powiedzieć.

— Zgoda — powiedział i zaczął opowiadanie od momentu porwania. Wódz przerwał mu:

— Nie, zaczekaj. Co robisz Pardraja, najpierw? Ty nie człowiek Imperium, nie Khamorth i Arshaum też nie… to jasne dosyć, na duchy wiatru! — roześmiał się charczącym głosem.

Czując się tak jakby tonął, Viridoviks powiedział prawdę Gdy Lipoxais przetłumaczył, groźne pomruki podniosły się pomiędzy siedzącymi przy ogniu wojownikami.

— Ty przyszedłeś prowadzić Arshaum przez Pardraja i chcesz moje podziękowania i pomoc? — warknął Targitaus Dotknął swojej szabli, jakby chcąc sobie przypomnieć, gdzie ona jest.

— A dlaczego nie? Zasługuję na nie. — Targitaus gapił się na niego, Lipoxais podniósł wyskubaną brew. Daj im do myślenia — powiedział sobie Viridoviks — jak zobaczą, że trzęsiesz przed nimi portkami, to koniec. Wyprostował się, patrząc z góry na wodza Khamorth. — Im więcej Ar-shaumów walczy w Videssos, tym mniej wy będziecie mieć do roboty Czyż nie tak?

Targitaus podrapał się po podbródku. Łagodny, wysoki głos Lipaxoisa kończył przekładanie słów Gala na język równin. Viridoviks nie miał odwagi, by się rozejrzeć i zobaczyć jak nomadzi przyjmowali to co mówił, ale wrogie pomruki ucichły.

— No dobrze. Mów dalej — powiedział w końcu Targitaus.

Pokonawszy już najgroźniejszą przeszkodę, Viridoviks rozgrzał się i podbił słuchaczy swoją opowieścią, zwłaszcza gdy zrozumieli, że był wrogiem Varatesha.

— Bratobójca, co? — powiedział Targitaus i splunął na ziemię przed swoją kanapą. — Parę lat temu, próbować przyłączyć się do klanu. Jego historia nawet gorsza niż twoja. On nie tylko nie mówić wszystkiego, on też kłamać. — Spojrzał Viridoviksowi w twarz i Celt nie mógł powstrzymać rumieńca, który wypełzł mu na twarz. — Dalej — powiedział Targitaus. — Co potem?

Viridoviks próbował ostrzec nomadów przed Avsharem, ale oni nie znali imienia czarnoksiężnika i nie bali się go. Niech bogowie pozwolą, by się nie dowiedzieli — pomyślał Viridoviks, i kontynuował opowieść, mówiąc teraz o swojej ucieczce. To wywołało okrzyki nomadów, kiedy usłyszeli tłumaczenie Lipoxaisa.

— Nieźle — powiedział Targitaus. Viridoviks uśmiechnął się. Jak podejrzewał, Khamorth był oszczędny w pochwałach.

— W ciemności, i w ogóle, pojechałem na wschód zamiast na zachód i trafiłem na tych tu twoich chłopaków — skończył Celt. — No, a o tym, to pewnie oni ci mogą lepiej opowiedzieć.

Przerywając sobie nawzajem od czasu do czasu, nomadzi opowiedzieli, jak z ich strony wyglądało spotkanie z Viridoviksem. Zaraz na początku Targitausowi opadła szczęka.

— Nagi!? — powiedział do Gala.

— Moi ludzie czasami tak walczą.

— Może być bolesne — to wszystko, co powiedział wódz.

Jego ludzie przeszli do opisu walki z Rambehishtem. Targitaus rzucił krótkie, złowrogie pytanie pod adresem ponurego nomada.

— Co masz na swoją obronę po tym, jak zostałeś pokonany przez nagiego człowieka? — przetłumaczył Lipoxais.

Gal zacisnął pięści, czekając w napięciu na odpowiedź. Rambehisht był ważną figurą w klanie i gdyby teraz zaczął wykrzykiwać oskarżenia, mogłoby się to źle skończyć. Ale odpowiedzią było tylko wzruszenie ramionami i dwa słowa:

— Pobił mnie — przetłumaczył zwięźle Lipoxais. Rambehisht dodał drugie, nieco dłuższe zdanie. — Wciąż boli mnie głowa, co więcej mogę powiedzieć?

— Tak. — Po tej jednej sylabie Targitaus milczał przez długą chwilę. W końcu wódz Khamorth zwrócił się do Viridoviksa. — Cóż, cudzoziemcze, na pewno jesteś wojownikiem, jeśli nikim więcej. Jesteś twardym żołnierzem, żeby pobić takiego człowieka jak on.

— Twardym? Pewnie, że jestem, i nie tylko.

— Tak — powtórzył nomada, drapiąc się po głowie. — Więc co dalej?

— Gdybym poprosił cię o eskortę do Arshaum, zapłaciłbym za to głową, mógłbym się o to założyć — powiedział Viridoviks. Nie potrzebował pomruków oburzenia ze strony nomadów, gdy Lipoxais przełożył jego słowa. Podsunął tę propozycję tylko po to, by ją odrzucono i by jego prawdziwa oferta wydawała się jeszcze bardziej atrakcyjna. — Więc jak to jest, panie? Masz tu paskudnego sąsiada w tym śmierdzielu Varateshu, nie możesz powiedzieć, że nie. Masz z nim rachunki do wyrównania i ja też mam swój rachuneczek, bogowie o tym wiedzą… — Nie było w pobliżu żadnego Videssańczyka, który wykrzyknąłby teraz „Herezja!” — …i pewnie parę innych klanów z tych okolic, też. Nie byłoby miło zgnieść tego robaczka raz na zawsze? I te parszywe szczury, które za nim biegają? — I Avshara — pomyślał — ale nie powiedział tego głośno. Nomadzi szeptali między sobą, rozważając jego słowa.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)