Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 87
Перейти на страницу:

— Nie, nie w porządku — zgasiłem papierosa i wstałem. Barnes nie wydawał się tym przejmować. — Albo się z nią zobaczę i upewnię się, że nic się jej nie stało, albo niczego dla ciebie nie zrobię. Nie tylko niczego dla ciebie nie zrobię, ale może nawet zabiję cię, aby udowodnić, jak bardzo jestem niechętny zrobieniu czegokolwiek. W porządku?

Ruszyłem powoli w jego kierunku. Wiedziałem, że może zawołać Carlów, ale zupełnie się tym nie przejmowałem. W razie czego ja potrzebowałbym tylko kilku sekund, podczas gdy Carlowie musieliby przez godzinę rozgrzewać te swoje idiotyczne zwały mięśni. I wtedy zorientowałem się, dlaczego Barnes zachowuje się tak swobodnie.

Zanurzył rękę w stojącej u jego boku teczce i w jego dłoni błysnął metalowy przedmiot. Był to duży pistolet. Trzymał go luźno nad kroczem, mierząc w mój brzuch z odległości około dwóch i pół metra.

— A więc to taki z ciebie żartowniś — odezwałem się. — Uważaj, bo dostaniesz erekcji, Barnes. Czy to nie przypadkiem colt delta elitę?

Tym razem nie odpowiedział, tylko wpatrywał się we mnie.

— Kaliber dziesięć milimetrów — powiedziałem. — Broń dla ludzi, którzy albo mają małego penisa, albo mało wiary w swoją umiejętność trafienia w środek celu.

Zastanawiałem się, jak przebyć te dwa i pół metra, nie obrywając zbyt dotkliwie. Nie było to łatwe, ale mimo wszystko możliwe. Pod warunkiem, że miało się jaja. Przed i po zdarzeniu.

Musiał wyczuć, o czym myślę, ponieważ odbezpieczył pistolet. Bardzo powoli. Muszę przyznać, że trzask był sugestywny.

— Wiesz, co to jest kulka Glaser, Thomas? — mówił cichym, niemal kojącym głosem.

— Nie, Rusty — odparłem. — Nie wiem, co to jest kulka Glaser, ale coś mi się wydaje, że wolisz mnie zanudzić na śmierć wyjaśnieniami niż zastrzelić. No, dawaj.

— Kula produkowana przez Glaser Safety Sług to mała miseczka z miedzi. Wypełniona drobniutkim śrutem zanurzonym w ciekłym teflonie — odczekał, aż to do mnie dotrze. Wiedział, że zrozumiem. — Producent daje gwarancję, że w chwili uderzenia glaser przekazuje celowi dziewięćdziesiąt pięć procent swojej energii. Pocisk nie przelatuje na wylot, nie rykoszetuje, tylko rozwala cel — przerwał, aby pociągnąć łyk whisky. — Robi duże, ale to bardzo duże dziury w ciele.

Musieliśmy tak stać przez dobrych kilka chwil. Barnes smakował whisky, ja smakowałem życie. Poczułem, że się pocę i zaczęły mnie swędzieć łopatki.

— Dobra — powiedziałem. — Być może chwilowo nie będę próbował cię zabić.

— Miło mi to słyszeć — odparł Barnes po dłuższej chwili, ale colt nie zmienił położenia.

— Zrobienie dużej dziury w moim ciele specjalnie ci nie pomoże.

— Ale też nie sprawi mi specjalnie przykrości.

— Muszę z nią porozmawiać, Barnes. To z jej powodu tu się znalazłem. Jeżeli z nią nie porozmawiam, to wszystko nie ma większego sensu.

Minęło kolejnych dwieście lat i w pewnym momencie zacząłem podejrzewać, że Barnes się uśmiecha. Nie wiedziałem jednak, z jakiego powodu to robi, ani jak długo to trwa. Podobne uczucie towarzyszy widzowi w kinie, który — przed rozpoczęciem filmu próbuje zgadnąć, czy zaczęto już przygaszać światła.

I wtedy to do mnie dotarło. A raczę) się o mnie otarło. Fleur de Fleurs Niny Ricci, jedna cząsteczka na bilion.

Znajdowaliśmy się nad rzeką. Tylko we dwoje. Carlowie oddalili się miarowym krokiem, choć zgodnie z rozkazem Barnesa nie spuszczali nas z oka. Światło księżyca odbijało się od powierzchni rzeki, oświetlając twarz Sary mlecznym blaskiem.

Sara wyglądała okropnie i wspaniale zarazem. Straciła trochę na wadze i za dużo płakała. Dwanaście godzin wcześniej dowiedziała się, że jej ojciec nie żyje, a ja w całym życiu nie pragnąłem niczego bardziej niż objąć ją wtedy ramieniem. Wiedziałem jednak, że nie powinienem. Nie mam pojęcia dlaczego.

Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu, wpatrując się w rzekę. Na motorówkach zgaszono światła, kaczki już dawno poszły spać. Nie licząc części oblanej księżycową poświatą, rzeka była czarna i cicha.

— A więc… — powiedziała.

— No — odparłem.

Nastąpiło kolejne długie milczenie. Zastanawialiśmy się nad tym, co trzeba powiedzieć. To tak jak z wielką betonową piłką, którą trzeba podnieść. Obchodzi się ją dookoła, wypatrując miejsca, za które można by ją uchwycić, ale przecież ono nie istnieje.

Sara zaczęła pierwsza.

— Powiedz szczerze. Nie wierzyłeś nam, prawda?

Niemal się zaśmiała, więc mało brakowało, żebym — odpowiedział, że ona z kolei nie wierzyła, że nie próbowałem zabić jej ojca. W porę się powstrzymałem.

— Nie, nie wierzyłem.

— Uważałeś nas za godnych pożałowania. Para szalonych Amerykanów widząca duchy w nocy.

— Coś w tym guście.

Znowu zaczęła płakać, a ja siedziałem i czekałem, al — minie nawałnica. Kiedy się uspokoiła, zapaliłem dwa papierosy i podałem jej jednego. Zaciągnęła się mocno i co kilka sekund strzepywała nieistniejący popiół do rzeki. Obserwowałem ją, udając, że tego nie robię.

— Saro — powiedziałem. — Przepraszam. Za wszystko, Za to, co się stało. Naprawdę ci współczuję. Chciałbym… , — za nic w świecie nie potrafiłem wymyślić odpowiednich słów. Czułem tylko, że powinienem coś powiedzieć. — Chciałbym jakoś to wszystko naprawić. To znaczy wiem, że twój ojciec…

Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Chciała mi w ten sposób powiedzieć, żebym się nie martwił.

— Mimo to zawsze, niezależnie od okoliczności — brnąłem niezdarnie — mamy wybór między właściwym i niewłaściwym postępowaniem. A ja chcę postąpić właściwie. Rozumiesz?

Skinęła głową. Co było cholernie miłe z jej strony, bo nie miałem zielonego pojęcia, o co mi chodziło. Miałem zbyt wiele rzeczy do powiedzenia i za mały mózg, aby je sobie uporządkować. Urząd pocztowy na trzy dni przed Bożym Narodzeniem — tak właśnie wyglądał mój umysł.

Westchnęła.

— Był dobrym człowiekiem, Thomas.

No i co się mówi w takiej sytuacji?

— Jestem tego pewien — odparłem. — Lubiłem go.

Mówiłem prawdę.

— Rok temu jeszcze tego nie wiedziałam. Nie myśli się w ten sposób o swoich rodzicach, prawda? Że są dobrzy albo źli. Po prostu są — zamilkła. — Dopóki ich nie zabraknie.

Przez chwilę wpatrywaliśmy się w rzekę.

— Twoi rodzice żyją?

— Nie — powiedziałem. — Ojciec umarł, kiedy miałem trzynaście lat. Zawał serca. Matka cztery lata temu.

— Przykro mi.

Nie mogłem w to uwierzyć. Nawet w takiej sytuacji potrafiła się zdobyć na uprzejmość.

— Nic się nie stało. Miała sześćdziesiąt osiem lat.

Sara nachyliła się do mnie i zdałem sobie sprawę, że — mówię bardzo cicho. Nie byłem pewien dlaczego. Być może z szacunku dla jej żalu, a może nie chciałem zmącić lej odrobiny spokoju, jaki odnalazła.

— Jakie jest twoje ulubione wspomnienie związane I matką?

Z tonu, jakim zadała to pytanie, wywnioskowałem, że naprawdę chce poznać odpowiedź i z przyjemnością wysłucha jakiejś historii z mojego dzieciństwa.

— Ulubione wspomnienie? — zastanawiałem się przez chwilę. — Wszystkie dni między siódmą a ósmą wieczorem.

— Dlaczego?

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)