Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
- Автор: Пратчетт Теренс Дэвид Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 978-83-7337-719-6
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
Odwrócili się i szybko odeszli.
Marchewa zbliżył się do golema, który na kolanach próbował poskładać rozbitą tabliczkę.
— Chodźmy, panie Dorfl — powiedział. — Odprowadzimy pana przez resztę drogi.
— Oszaleliście? — powiedział Sock i spróbował zamknąć drzwi. — Myślicie, że chcę to z powrotem?
— Jest pańską własnością — przypomniał Marchewa. — Ludzie próbowali go rozbić.
— Powinniście im pozwolić. Nie słyszeliście, co mówią? Nie chcę tego pod moim dachem!
Znów próbował zatrzasnąć drzwi, ale przeszkodziła mu stopa strażnika.
— Obawiam się, że popełnia pan wykroczenie — oznajmił Marchewa. — Konkretnie: zaśmiecanie.
— Niech pan będzie poważny!
— Zawsze jestem.
— Zawsze jest — potwierdziła Angua.
Sock zamachał gorączkowo rękami.
— Może sobie iść. A sio! Nie chcę, żeby w mojej rzeźni pracował zabójca! Weźcie go sobie, jeśli tak wam na nim zależy.
Marchewa chwycił drzwi i otworzył siłą. Sock cofnął się.
— Czy proponuje pan łapówkę przedstawicielowi prawa, panie Sock?
— Czy pan oszalał?
— Nigdy nie szaleję — odparł Marchewa.
— Nigdy — westchnęła Angua.
— Strażnikom nie wolno przyjmować prezentów. — Marchewa obejrzał się na Dorfla, który stał opuszczony na ulicy. — Ale mogę go od pana kupić. Za uczciwą cenę.
Sock przyjrzał się Marchewie, potem golemowi, potem znów Marchewie.
— Kupić? — upewnił się. — Za pieniądze?
— Tak.
Rzeźnik wzruszył ramionami. Kiedy ktoś proponuje pieniądze, nie warto się zastanawiać, czy jest normalny.
— To co innego — uznał. — Kiedy go kupowałem, był wart pięćset trzydzieści dolarów, ale oczywiście teraz zdobył nowe umiejętności…
Angua warknęła. Wieczór był męczący, a zapach świeżego mięsa drażnił zmysły.
— Przecież jeszcze przed chwilą chciał pan go nam podarować!
— No, podarować owszem, ale interes to co innego…
— Zapłacę jednego dolara — zaproponował Marchewa.
— Dolara? To przecież rozbój w biały…
Angua błyskawicznie wyciągnęła rękę i chwyciła go za kołnierz. Wyczuwała żyły, zapach jego krwi i strachu… Starała się myśleć o kapuście.
— Już prawie noc — warknęła.
Podobnie jak człowiek w zaułku, Sock także posłuchał zewu dziczy.
— Dolar — wychrypiał. — W porządku. Uczciwa cena. Jeden dolar.
Marchewa wręczył mu monetę, po czym sięgnął po notes.
— Bardzo ważne jest pokwitowanie — wyjaśnił. — Oficjalne i zgodne z prawem przeniesienie własności.
— Oczywiście. Jasne. Chętnie.
Sock zerknął zrozpaczony na Anguę. Nie wiedział dlaczego, ale jej uśmiech nie wyglądał tak, jak powinien. Pospiesznie napisał kilka linii.
Marchewa zajrzał mu przez ramię.
Ja Gerhardt Sock oddaję okazicielowi pełne i całe prawo własności golema Dorfla w zamian za Jednego Dolara i za wszystko co golem zrobi, on tera odpowiada i niema to ze mną nic wspulnego