Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]

Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:

Kryminalna zagadka w świecie Dysku.
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 77
Перейти на страницу:

Odwrócili się i szybko odeszli.

Marchewa zbliżył się do golema, który na kolanach próbował poskładać rozbitą tabliczkę.

— Chodźmy, panie Dorfl — powiedział. — Odprowadzimy pana przez resztę drogi.

— Oszaleliście? — powiedział Sock i spróbował zamknąć drzwi. — Myślicie, że chcę to z powrotem?

— Jest pańską własnością — przypomniał Marchewa. — Ludzie próbowali go rozbić.

— Powinniście im pozwolić. Nie słyszeliście, co mówią? Nie chcę tego pod moim dachem!

Znów próbował zatrzasnąć drzwi, ale przeszkodziła mu stopa strażnika.

— Obawiam się, że popełnia pan wykroczenie — oznajmił Marchewa. — Konkretnie: zaśmiecanie.

— Niech pan będzie poważny!

— Zawsze jestem.

— Zawsze jest — potwierdziła Angua.

Sock zamachał gorączkowo rękami.

— Może sobie iść. A sio! Nie chcę, żeby w mojej rzeźni pracował zabójca! Weźcie go sobie, jeśli tak wam na nim zależy.

Marchewa chwycił drzwi i otworzył siłą. Sock cofnął się.

— Czy proponuje pan łapówkę przedstawicielowi prawa, panie Sock?

— Czy pan oszalał?

— Nigdy nie szaleję — odparł Marchewa.

— Nigdy — westchnęła Angua.

— Strażnikom nie wolno przyjmować prezentów. — Marchewa obejrzał się na Dorfla, który stał opuszczony na ulicy. — Ale mogę go od pana kupić. Za uczciwą cenę.

Sock przyjrzał się Marchewie, potem golemowi, potem znów Marchewie.

— Kupić? — upewnił się. — Za pieniądze?

— Tak.

Rzeźnik wzruszył ramionami. Kiedy ktoś proponuje pieniądze, nie warto się zastanawiać, czy jest normalny.

— To co innego — uznał. — Kiedy go kupowałem, był wart pięćset trzydzieści dolarów, ale oczywiście teraz zdobył nowe umiejętności…

Angua warknęła. Wieczór był męczący, a zapach świeżego mięsa drażnił zmysły.

— Przecież jeszcze przed chwilą chciał pan go nam podarować!

— No, podarować owszem, ale interes to co innego…

— Zapłacę jednego dolara — zaproponował Marchewa.

— Dolara? To przecież rozbój w biały…

Angua błyskawicznie wyciągnęła rękę i chwyciła go za kołnierz. Wyczuwała żyły, zapach jego krwi i strachu… Starała się myśleć o kapuście.

— Już prawie noc — warknęła.

Podobnie jak człowiek w zaułku, Sock także posłuchał zewu dziczy.

— Dolar — wychrypiał. — W porządku. Uczciwa cena. Jeden dolar.

Marchewa wręczył mu monetę, po czym sięgnął po notes.

— Bardzo ważne jest pokwitowanie — wyjaśnił. — Oficjalne i zgodne z prawem przeniesienie własności.

— Oczywiście. Jasne. Chętnie.

Sock zerknął zrozpaczony na Anguę. Nie wiedział dlaczego, ale jej uśmiech nie wyglądał tak, jak powinien. Pospiesznie napisał kilka linii.

Marchewa zajrzał mu przez ramię.

Ja Gerhardt Sock oddaję okazicielowi pełne i całe prawo własności golema Dorfla w zamian za Jednego Dolara i za wszystko co golem zrobi, on tera odpowiada i niema to ze mną nic wspulnego

Podpisano: Gerhardt Sock

— Interesujący dobór sformułowań, ale wygląda na legalny dokument — uznał, odbierając rzeźnikowi papier. — Bardzo dziękuję, panie Sock. To chyba najlepsze możliwe rozwiązanie.

— To wszystko? Mogę już iść?

— Naturalnie. I…

Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.

— No brawo — mruknęła Angua. — Teraz masz golema. Wiesz chyba, że odpowiadasz za wszystko, co on zrobi?

— Jeśli to prawda, czemu ludzie je rozbijają?

— Do czego chcesz go używać?

Marchewa spojrzał zamyślony na Dorfla, który stał wpatrzony w ziemię.

— Dorfl!

Golem uniósł wzrok.

— Tu jest twój kwit. Nie musisz mieć właściciela.

Golem ujął kartkę papieru między dwa grube palce.

— To znaczy, że teraz należysz do siebie — mówił zachęcającym tonem Marchewa. — Sam jesteś swoim właścicielem.

Dorfl wzruszył ramionami.

— Czego się spodziewałeś? — spytała Angua. — Że zacznie machać chorągiewką?

— On chyba nie zrozumiał — domyślił się Marchewa. — Czasami trudno jest wtłoczyć komuś do głowy nową myśl…

Urwał nagle.

Wyjął kartkę z nieruchomych palców Dorfla.

— To chyba może zadziałać — stwierdził. — Metoda wydaje się trochę… inwazyjna. Ale w końcu one rozumieją tylko słowa…

Otworzył głowę Dorfla i wrzucił do środka pokwitowanie.

Golem mrugnął. A dokładniej, jego oczy pociemniały, a potem znów się rozjarzyły. Bardzo powoli uniósł jedną rękę i poklepał się w czubek głowy. Potem uniósł drugą i obracał nią w obie strony, jakby nigdy jej jeszcze nie widział. Popatrzył na własne stopy, potem wokół siebie, na skryte we mgle budynki. Spojrzał na Marchewę. Spojrzał na chmury nad ulicą. I znowu na Marchewę.

A potem, bardzo wolno, wcale się nie zginając, runął na plecy i z hukiem uderzył o bruk. Światło w jego oczach przygasło.

— No i masz — powiedziała Angua. — Teraz się zepsuł. Możemy już iść?

— Coś tam jeszcze się jarzy — zauważył Marchewa. — Pewnie to było dla niego za wiele. Nie możemy go tak zostawić. Może gdybym wyjął pokwitowanie…

Przyklęknął obok golema i sięgnął do klapki w głowie.

Dłoń Dorfla poruszyła się tak szybko, że nawet nie było widać ruchu. Nagle znalazła się na miejscu, chwytając Marchewę za przegub.

— Ha… — Marchewa delikatnie cofnął rękę. — Najwyraźniej… czuje się lepiej.

— Thssss — powiedział Dorfl. Głos wibrował we mgle.

Golemy mają usta. Usta są elementem konstrukcji. Ale te były otwarte i odsłaniały wąską linię czerwonego światła.

— O bogowie… — Angua cofnęła się o krok. — One nie mogą mówić!

— Thssss! — Była to nie tyle zgłoska, ile odgłos uchodzącej pary.

— Poszukam kawałka twojej tab… — zaczął Marchewa, rozglądając się dookoła.

— Thssss!

Dorfl wstał niezgrabnie, łagodnie odsunął go na bok i odszedł ciężkim krokiem.

— Teraz jesteś zadowolony? — spytała Angua. — Nie będę tropić tego nędznego gliniaka. Może poszedł rzucić się do rzeki.

Marchewa pobiegł kilka kroków za golemem, ale zatrzymał się i zawrócił.

— Dlaczego tak bardzo ich nienawidzisz? — spytał.

— Nie zrozumiesz tego. Naprawdę myślę, że nie zrozumiesz. To… to są nieożywione rzeczy. One… tak jakby ciskają ci w twarz fakt, że nie jesteś człowiekiem.

— Ale ty jesteś człowiekiem!

— Trzy tygodnie na cztery. Czy nie rozumiesz, że kiedy ty musisz cały czas uważać, golemy, te przedmioty, są akceptowane? To okropne. Przecież one nawet nie żyją. Ale mogą sobie chodzić, gdzie chcą, i nigdy nie słyszą złośliwych uwag o srebrze albo czosnku… No, przynajmniej do teraz. To są zwyczajne maszyny do wykonywania pracy.

— Tak są traktowane, istotnie — przyznał Marchewa.

— Znowu jesteś rozsądny! — warknęła. — Umyślnie starasz się rozumieć wszystkie punkty widzenia! Czy nie mógłbyś chociaż raz spróbować być niesprawiedliwy?

Nobby na chwilę został sam wśród rozbawionych gości. Odepchnął więc łokciami kelnerów koło bufetu i w tej właśnie chwili nożem wyskrobywał salaterkę.

— Ach, lord de Nobbes — usłyszał za plecami jakiś głos.

1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 77
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)