Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 84
Перейти на страницу:

Nie napotkali jednak żadnych ludzi. Na tym rozległym terenie niekiedy widać było owalne cienie jurt i ślady ognisk, jak widma małych wiosek, które zwinięto, przenosząc się w inne miejsce. Step trwał niezmiennie, ludzie żyli tutaj zawsze w podobny sposób i ślady te mogli pozostawić Hunowie, Mongołowie, czy nawet Sowieci, a ci, którzy je pozostawili, mogli byli tędy przejść i zniknąć w zupełnie innym czasie. Może, pomyślał Kola, kiedy ulegną zatarciu ostatnie ślady cywilizacji, kiedy Ziemia zostanie zapomniana i pozostanie już tylko Mir, wszyscy staną się nomadami, których wessie owa ogromna otchłań ludzkiego przeznaczenia.

Nigdzie żadnych ludzi. Od czasu do czasu Czyngis-chan wysyłał grupy poszukiwawcze, ale bez rezultatu.

I wtedy, zupełnie nieoczekiwanie, zwiadowcy natknęli się na świątynię w samym środku stepu.

Wysłano grupę, aby zbadała całą rzecz. Yeh-lii włączył do grupy Kolę i Sabie, w nadziei, że ich odmienny punkt widzenia może się przydać.

Świątynia była małym, pudełkowatym budynkiem z wysokimi, ozdobnie rzeźbionymi drzwiami i kołatkami w kształcie lwich głów. Do wnętrza wiódł przedsionek, obramowany lakierowanymi filarami, a belki nośne ozdobiono złotymi czaszkami. Kola, Sabie i kilku Mongołów ostrożnie weszli do środka. Na niskich stołach, pośród resztek jedzenia leżały zwoje manuskryptów. Ściany były drewniane, powietrze wypełniał silny zapach kadzideł i wrażenie było przejmujące.

Kola wyszeptał:

— Jak myślisz, to chyba buddyści?

Sabie nie miała żadnych zahamowań i powiedziała na głos:

— Tak. I przynamniej kilku z nich jest wciąż gdzieś w pobliżu. Nie wiadomo, z jakiej epoki pochodzi to miejsce. Buddyści są tak samo ponadczasowi jak nomadowie.

— Niezupełnie — ponuro powiedział Kola. — Sowieci próbwali oczyścić Mongolię ze świątyń. To miejsce musi pochodzić sprzed dwudziestego wieku…

Z mroku w głębi świątyni wyszły, powłócząc nogami, dwie postacie. Mongolscy żołnierze wyciągnęli sztylety, ale doradca Yeh-lii powstrzymał ich, powiedziawszy coś ostrym tonem.

Na początku Kola myślał, że to dwójka dzieci, wydawali się tak drobnej budowy. Jednak kiedy wyłonili się z mroku, zobaczył, że jeden z nich to rzeczywiście dziecko, ale drugi to starzec. Miał na sobie czerwoną satynową szatę i pantofle oraz sznur bursztynowych paciorków i był najwyraźniej lamą. Był zdumiewająco chudy i przeguby wystawały mu z rękawów jak kości jakiegoś ptaka. Dzieckiem był chłopiec w wieku co najwyżej dziesięciu lat, takiego samego wzrostu jak starzec i niemal równie chudy. Też miał na sobie czerwoną szatę, a na nogach płócienne buty, co Kola zauważył zaraz na początku. Lama obejmował chłopca swym chudym ramieniem, ale był tak kruchy, że nawet dla dziecka nie mógł być żadnym ciężarem.

Lama uśmiechnął się, ukazując prawie bezzębne usta, i zaczął coś mówić głosem, który przypominał szelest. Mongołowie próbowali odpowiedzieć, ale wkrótce stało się jasne, że nie mają żadnych punktów wspólnych.

Kola szepnął do Sabie:

— Spójrz na buty tego chłopca. Może to miejsce nie jest tak stare, jak myślimy.

Sabie chrząknęła.

— Buty są nowe. Ale to niczego nie dowodzi. Jeżeli ich zostawiono tutaj samych, dziecko musiało stąd wychodzić, żeby zdobyć pożywienie…

— Lama jest taki stary — szepnął Kola. Rzeczywiście, jego skóra wyglądała jak papier i cała w plamach spowodowanych podeszłym wiekiem zwisała pofałdowana na kościach, a jego oczy były tak bladoniebieskie, że wydawały się niemal przezroczyste. Wrażenie było takie, jak gdyby sublimował z wiekiem i jego istota wyparowała.

— Tak — powiedziała Sabie. — Ma dziewięćdziesiątkę jak nic. Ale spójrz na nich obu, Kola. Zapomnij o różnicy wieku. Spójrz na ich oczy, budowę kości, brodę…

Kola przyjrzał się im, żałując, że nie ma lepszego światła. Kształt czaszki chłopca przesłaniała czarna czupryna, ale jego twarz, bladoniebieskie oczy… Wyglądają podobnie.

— No właśnie — powiedziała Sabie sucho. — Kola, kiedy przychodzisz do takiego miejsca, to na całe życie. Przybywasz jako ośmioletni czy dziewięcioletni młodzieniec, zostajesz tutaj, recytujesz modlitwy i robisz to nadal, gdy masz dziewięćdziesiąt lat, jeżeli dożyjesz tego wieku.

— Sabie…

— Tych dwoje to jedno, to ten sam człowiek, młodzieniec i stary lama znaleźli się tutaj razem w wyniku igraszek czasu. I ten chłopiec wie, że kiedy się zestarzeje, pewnego dnia zobaczy swoje własne młodsze ja, idące ku niemu przez step. — Wyszczerzyła zęby w uśmiechu. — Nie wydają się speszeni, prawda? Może filozofii buddyjskiej nie trzeba aż tak bardzo naginać aby pogodzić się z tym, co się wydarzyło. Po prostu koło się zamyka, to wszystko…

Mongolscy żołnierze bez entuzjazmu szukali, żeby coś zrabować, ale nie było tam niczego oprócz resztek jedzenia i małych skarbów związanych z praktykami religijnymi: młynków modlitewnych i świętych tekstów. Mongołowie zamierzali zabić mnichów. Przygotowywali się do tego beznamiętnie, w końcu robili to systematycznie, zabijanie było ich chlebem powszednim. Kola zdobył się na odwagę i interweniował u doradcy Yeh-lii, ażeby tego nie czynić.

Pozostawili świątynię w jej wiecznym śnie i armia ruszyła dalej.

27. Zjadacze ryb

Po trzech tygodniach podróży wzdłuż wybrzeża Zatoki Eumenes zawiadomił nowożytnych, że zwiadowcy natknęli się na zamieszkaną wioskę.

Powodowani ciekawością i potrzebą oderwania się od morza Bisesa, Abdikadir, Josh, Ruddy i mały oddział brytyjskich żołnierzy pod dowództwem kaprala Batsona dołączyli do oddziału straży przedniej, na czele rozciągniętej kolumny wojsk Aleksandra. Wszyscy oni dyskretnie zaopatrzyli się w broń palną. Kiedy znaleźli się na lądzie, Casey, którego noga wciąż była słaba, patrzył ze statku z zazdrością.

Od wioski dzielił ich dzień marszu i droga była naprawdę mozolna. Chociaż Ruddy jako pierwszy zaczął narzekać, wkrótce ten marsz wszystkim dał się we znaki. Jeśli szli zbyt blisko brzegu, pod nogami mieli tylko sól i kamienie i żadnej roślinności, ale wszedłszy dalej w głąb lądu, znaleźli się na wydmach, po których posuwać się było trudno, nawet jeśli nie było deszczu. Zawsze istniało niebezpieczeństwo gwałtownych powodzi, kiedy masy wody płynęły wąskimi korytami. A kiedy deszcz przestał padać, pojawiły się całe chmary gzów.

Nieustannym zagrożeniem były węże. Nikt z nowożytnych nie potrafił rozpoznać odmian, jakie napotykali po drodze, ale jeśli wziąć pod uwagę, że pochodzili z czasów odległych o dwa miliony lat czy nawet więcej, nie było to takie zaskakujące.

Bisesa patrzyła z gniewem na nieruchome Oczy unoszące się bez trudu nad najbardziej trudnym terenem, które beznamiętnie obserwowały jej wysiłki, kiedy je mijała.

Pod koniec dnia grupa dotarła do wioski. Wraz z macedońskimi żołnierzami Bisesa i pozostali wdrapali się na skarpę, aby się jej przyjrzeć. Znajdowała się w pobliżu brzegu i robiła wrażenie biednej. Zgarbione chaty przycupnęły na kamienistej ziemi. Za wioską kilka wychudłych owiec skubało karłowatą trawę.

Mieszkańcy nie wyglądali zachęcająco. Zarówno dorośli, jak i dzieci mieli długie, potargane, brudne włosy, a mężczyźni brody. Ich głównym źródłem pożywienia były ryby, które łapali, wchodząc do wody i zarzucając sieci zrobione z kory palmowej. Wykonywali tę pracę odziani w coś, co wyglądało jak wyprawione skóry ryb czy może nawet wielorybów.

Ruddy powiedział:

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)