Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
— Hmm… przekręcasz moje słowa. Gdy masz na sobie te szorty — bez spódnicy — w miejscu publicznym, odsłaniasz tak wiele swojego ciała, że jest to nieprzyzwoite. W tej chwili idziesz szosą z całkowicie odsłoniętymi nogami… na przykład ci ludzie, w samochodzie, który minął nas przed chwilą, widziałem, jak się na ciebie gapili!
— Fajnie. Mam nadzieję, że się im podobało.
— Co?
— Powiedziałeś mi, że jestem piękna. Jest jednak możliwe, że twój sąd nie jest miarodajny. Mam nadzieję, że mój widok sprawia przyjemność również innym ludziom.
— Bądź poważna, Margrethe. Mówimy o twoich nagich członkach. Nagich.
— Powiedziałeś, że moje nogi są nagie. To prawda. Wolę, żeby takie były, kiedy jest ciepło. Dlaczego tak patrzysz, kochanie? Czy mam brzydkie nogi?
(Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja, i nie ma na tobie skazy.)
— Masz piękne nogi, kochanie. Powtarzałem ci to wielokrotnie. Nie chcę jednak dzielić się z innymi twoim pięknem.
— Nie ubędzie go od tego. Wróćmy do tematu. Alec, tłumaczyłeś mi, że moje nogi są nieprzyzwoite. Nie wiem, w jaki sposób zamierzasz mnie o tym przekonać. Sądzę, że to niemożliwe.
— Ależ, Margrethe, nagość jest nieprzyzwoita z samej swojej natury. Prowokuje lubieżne myśli.
— Naprawdę? Czy widok moich nóg powoduje u ciebie erekcję?
— Margrethe?
— Alec, nie bądź ćwokiem. Zadałam proste pytanie.
— Nieodpowiednie pytanie.
Westchnęła:
— Nie rozumiem, dlaczego to pytanie ma być nieodpowiednie w rozmowie pomiędzy mężem a żoną. Nigdy nie przyznam, że moje nogi są nieprzyzwoite. Albo nagość. Bywałam już naga w obliczu setek ludzi…
— Margrethe!
Wyglądała na zaskoczoną.
— Musisz chyba o tym wiedzieć?
— Nie wiedziałem o tym i słysząc to, przeżyłem szok.
— Doprawdy? Wiesz przecież, jak dobrze pływam.
— Co to ma do rzeczy? Przecież też dobrze pływam. Nie robię tego jednak nago. Mam kostium kąpielowy. (Przypomniałem sobie nagle basen na „Konge Knut”. Rzecz jasna moja ukochana była przyzwyczajona do pływania nago. Zostałem wyprowadzony w pole.).
— Och, prawda. Widziałam takie kostiumy w Mazatlanie. I w Hiszpanii. Lecz, kochanie, znów zboczyliśmy z tematu. Problem jest szerszy niż to, czy gołe nogi są nieprzyzwoite, albo czy powinnam była pocałować Steve’a na pożegnanie, a nawet czy powinnam być ci posłuszna. Pragniesz uczynić ze mnie coś, czym nie jestem. Chcę być twoją żoną przez wiele lat, przez całe życie — mam też nadzieję pójść z tobą do nieba, jeśli takie jest twoje przeznaczenie. Lecz, kochanie, nie jestem dzieciakiem ani niewolnicą. Chcę żyć z tobą w zgodzie, gdyż jestem twoją żoną, ale nie będę wykonywać twoich poleceń tylko z tego powodu.
Chciałbym móc powiedzieć, że olśniłem ją swoją błyskotliwą ripostą. Tak jest, mógłbym to powiedzieć, lecz nie byłaby to prawda. Starałem się właśnie wymyślić jakąś odpowiedź, gdy samochód, który właśnie nas minął, zwolnił nagle. Usłyszałem sygnał, jeden z tych, na które mówią „wilk”. Pojazd zatrzymał się i cofnął w naszą stronę.
— Podwieźć was? — usłyszeliśmy głos.
— Jasne! — odkrzyknęła Margrethe i popędziła w tamtą stronę. Byłem zmuszony uczynić to samo.
Była to bagażówka. Za kierownicą siedziała kobieta, obok niej mężczyzna. Oboje byli w moim wieku lub nieco starsi. Mężczyzna sięgnął ręką za siebie i otworzył drzwi.
— Właźcie!
Podsadziłem Margrethe, wsiadłem za nią i zatrzasnąłem drzwi.
— Zmieścicie się? — zapytał. — Jeśli nie, zwalcie te śmieci na podłogę. Nigdy nie siadamy na tylnym siedzeniu, więc to wszystko się tam gromadzi. Jesteśmy Clyde i Bessie Grubb.
— On jest Grubb. Ja jestem po prostu dobrze odżywiona — dodała kobieta.
— Powinniście się teraz roześmiać. Już to słyszałem.
Był rzeczywiście gruby. Jeden z tych muskularnych mężczyzn o grubych kościach, którzy w wieku szkolnym są atletycznie zbudowani, a potem przybierają na wadze. Jego żona opisała ich oboje poprawnie. Nie była gruba, lecz miała lekką nadwagę.
— Bardzo nam miło. Jesteśmy Alec i Margrethe Graham. Dziękujemy wam, żeście się zatrzymali.
— Te uprzejmości są zbyteczne, Alec — odpowiedziała kobieta. — Dokąd jedziecie?
— Bessie, proszę cię, uważaj na drogę.
— Clyde, jeśli nie odpowiada ci sposób, w jaki prowadzę tego grata, możemy się przesiąść.
— Nie, nie. Radzisz sobie świetnie.
— Więc się przymknij, albo skorzystam z reguły K. Słucham, Alec?
— Jedziemy do Kansas.
— O, kurczę! Nie wybieramy się tak daleko. W Chambers skręcamy na północ. To kawał drogi stąd, około dziewięćdziesięciu mil. No ale, podwieziemy was przynajmniej tyle. Co macie zamiar robić w Kansas?
(Co miałem zamiar robić w Kansas? Otworzyć lodziarnię… przywieść moją ukochaną żonę z powrotem do owczarni… przygotowywać się do dnia sądu.)
— Zmywać naczynia.
— Mój mąż jest zbyt skromny — powiedziała cicho Margrethe. — Mamy zamiar otworzyć małą restaurację. Jednak na naszej drodze do tego celu z pewnością znajdzie się zmywanie naczyń. Lub jakakolwiek inna praca.
Wyjaśniłem im, co się z nami stało, zmieniając niektóre fakty i pomijając to, w co nie mogliby uwierzyć.
— Restauracja została zniszczona, nasi meksykańscy wspólnicy zabici. Straciliśmy wszystko. Wspomniałem o zmywaniu naczyń, ponieważ jest to jedyna praca, którą można dostać niemal zawsze. Mogę się jednak podjąć prawie wszystkiego.
— Alec, tak podchodząc do sprawy, staniesz na nogi szybciej, niż sobie wyobrażasz — odparł Clyde.
— Straciliśmy trochę pieniędzy, to wszystko. Nie jesteśmy zbyt starzy, aby zaczynać od nowa. (Mój Boże, czy wstrzymasz się z dniem sądu na tyle, abym zdążył tego dokonać? Bądź wola Twoja, amen.)
Margrethe uścisnęła mi rękę. Clyde zauważył to. Odwrócił się na siedzeniu, kierując się twarzą w stronę żony oraz naszą.
— Uda ci się — stwierdził. — Z taką żoną, jak twoja, musi ci się udać.
— Mam nadzieję. Dziękuję.
Wiedziałem, po co zwrócił się w naszą stronę. Żeby się pogapić na Margrethe. Chciałem mu powiedzieć, żeby trzymał swoje gały przy sobie, lecz w tej sytuacji nie mogłem tego zrobić. Poza tym było oczywiste, że państwo Grubb nie widzieli niczego złego w stroju mojej ukochanej. Pani Grubb była ubrana tak samo, z tym, że skąpiej. Muszę przyznać, że choć nie była tak olśniewającą pięknością, jak Margrethe, była całkiem niebrzydka.
Na Pustyni Pstrej zatrzymaliśmy się i wysiedliśmy z samochodu, aby popatrzeć na to niewiarygodne piękno natury. Widziałem już ją kiedyś, ale Margrethe była tu po raz pierwszy. Z wrażenia po prostu ją zatkało. Clyde powiedział mi, że zawsze się tu zatrzymują, choć przejeżdżali już tędy setki razy.
Przepraszam: Widziałem już ją kiedyś, ale w innym świecie. Pustynia Pstra była dowodem na to, co podejrzewałem. To nie Matka Ziemia podlegała tym szaleńczym zmianom, lecz jedynie człowiek i jego dzieła, a nawet one tylko w części. Jednak jedyne nasuwające się wytłumaczenie tego faktu prowadziło prosto do paranoi. W żadnym razie nie wolno było się jej poddać. Musiałem się opiekować Margrethe.
Clyde kupił nam hot dogi i coś do picia. Nie zgodził się, żebym za to zapłacił. Gdy wróciliśmy do samochodu, zasiadł za kierownicą i zaprosił Margrethe, aby usiadła przy nim. Nie byłem z tego zadowolony, ale nie mogłem tego okazać, gdyż Bessie natychmiast powiedziała:
— Biedny Alec! Posadzili go ze starą babą! Nie przejmuj się, kochanie. Jeszcze tylko dwadzieścia trzy minuty do zakrętu do Chambers… nawet mniej, biorąc pod uwagę, w jaki sposób Clyde prowadzi.