Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
Demony Leningradu [calibre 3.42.0] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony Leningradu [calibre 3.42.0]

Электронная книга - «Demony Leningradu [calibre 3.42.0]». Краткое содержание книги:

Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 86
Перейти на страницу:

Kiedy zajechałem przed komendę, czekał już na mnie jeden z ludzi Poliakowa.

– Pan pułkownik prosił o spotkanie w mieszkaniu Wiery – poinformował mnie, ledwo wysiadłem z samochodu.

No cóż, jak konspiracja, to konspiracja. Hamując zniecierpliwienie, zasiadłem ponownie za kierownicą, ruszyłem na Arbat. Mimo wszystko podniosło mnie to na duchu – gdyby „Polak” nie chciał pomóc, nie spotykałby się ze mną u Wiery, spławiłby mnie w swoim gabinecie.

Zaparkowałem samochód tuż przy wejściu do kamienicy, wspiąłem się na piętro. W mieszkaniu zastałem tylko Poliakowa, najwyraźniej pozbył się jakimś sposobem staruszek i Wiery.

– Wiesz, że Natasza jest nie do uratowania? – spytał zamiast powitania.

Skinąłem posępnie głową.

– No to najważniejszą sprawę mamy za sobą, reszta to drobiazg.

– Drobiazg?! A co z Kutiepowem?

– No przecież mówię: drobiazg.

Przyjrzałem się uważnie milicjantowi – nie wyglądał na pijanego.

– Myślisz, że tak łatwo skasować pułkownika bezpieki?!

– Zależy komu – odparł, wzruszając ramionami. – Dla mnie to niewielki problem.

– Możesz wyjaśnić?

– Dwa miesiące temu zastrzelono generała Gurładze. Sprawcy do dzisiaj nie wykryto. A twój przyjaciel przyjechał do Moskwy tuż po tym, jak ty wróciłeś z Leningradu.

– I co z tego?

– Znalazłem pistolet mordercy. Wiem o nim tylko ja, nikt więcej. To tokariew. Jeszcze dzisiaj Kutiepow zostanie aresztowany. Jakiś tydzień temu na adres komendy przyszedł donos informujący, że zabójcą jest twój znajomy...

– Zaraz, zaraz, on naprawdę zastrzelił Gurładze?

– Prawda to pojęcie z zakresu filozofii – oznajmił, przypatrując się swoim paznokciom. – Ja zajmuję się realnym życiem. Jak powiedziałem, na adres komendy przyszedł donos na Kutiepowa, nie – zadecydował po krótkim namyśle – lepiej dwa donosy. Mamy też broń, za pomocą której dokonano zbrodni. Znajdziemy ją w mieszkaniu Kutiepowa. Aha, prawie bym zapomniał: jeden z moich kapusiów, kieszonkowiec z zawodu, podmieni mu na ulicy pistolet. Zaraz potem pan pułkownik usłyszy strzały dochodzące z pobliskiego zaułka. Jak przypuszczam, pierwsze, co zrobi, to sięgnie po broń. Kiedy zostawi na niej swoje odciski palców, pistolet zostanie zamieniony ponownie na jego własny. Ot i wszystko. Moim zdaniem, wystarczy...

Oniemiałem. Mimo że dochodziły mnie już wcześniej słuchy o ogromnych możliwościach i bezwzględności Poliakowa, dopiero teraz w pełni dotarło do mnie, z kim mam do czynienia: na terenie Moskwy „Polak” był niemal wszechmocny...

– Ale czy oni uwierzą? – wyjąkałem.

– Jacy „oni”? Władza?

– NKWD, Beria...

– Uwierzą, jeszcze jak uwierzą...

– Nie rozumiem?

– Po pierwsze: wszelkie dowody będą wskazywały na Kutiepowa.

– To oczywiste – burknąłem ze zniecierpliwieniem. – Po drugie?

– Po drugie...

– Tak?

– Gurładze był zastępcą Szaposznikowa – poinformował milicjant. – Teraz rozumiesz?

Rozumiałem. Marszałek Szaposznikow to jeden z najbardziej zaufanych ludzi towarzysza Stalina: szef Sztabu Generalnego i członek Stawki. Jeśli ktoś zabił jego zastępcę... Tak, morderca musiał sam obracać się nie tylko w wysokich, ale w najwyższych kręgach władzy. Inaczej nie byłby w stanie nawet zbliżyć się do Gurładze. A tak przypisanie morderstwa Kutiepowowi będzie na rękę wszystkim; samemu zabójcy, Stalinowi i innym członkom Stawki Wierchownogo Gławnokomandowanija, organu kierującego siłami zbrojnymi kraju. Zabójca Gurładze dostanie szansę, aby raz na zawsze odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia, a nasi przywódcy chętnie uwierzą we wszystko, co przekona ich, że mordercą jest ktoś obcy, ktoś z zewnątrz. Inaczej musieliby go szukać wśród swoich. Jeśli plan Poliakowa się powiedzie, Kutiepowa nie uratują nawet niebiańskie hufce. Skończy tak, jak mu kiedyś przepowiadałem: na zonie. Chyba że rozstrzelają go na miejscu...

– No dobrze – powiedziałem. – A co z Nataszą? Kiedy będę mógł się z nią spotkać? I czy nie warto pogadać z błatnymi o tych morderstwach? Mogliby nam pomóc w pilnowaniu...

– Błatni – Poliakow przerwał mi bez ceregieli – mogliby nam pomóc tylko w jednym: jak najszybszym osiągnięciu Królestwa Niebieskiego.

– To znaczy?

– To znaczy, że nie bacząc na nasze działania, towarzysz Ławrentij Pawłowicz Beria podjął swoje.

– Mianowicie?

– Od tygodnia w Moskwie trwa wielkie polowanie, zwierzyną są błatni. Aresztuje się ich i wysyła do obozów pracy praktycznie bez sądu, na podstawie donosów i ustaleń milicji. Pretekstem jest oczyszczenie zaplecza frontu z niepewnego klasowo elementu.

– Czy on naprawdę myśli, że powstrzyma w ten sposób morderstwa? Założę się, że bandyci nie mają nic wspólnego z tą sprawą.

– Nie wiem, co sobie myśli Generalny Komisarz – wzruszył ramionami Poliakow. – Nie zwierza mi się. Natomiast jestem pewien, że w obecnej sytuacji błatni nam nie pomogą.

– No dobrze, a Natasza?

– Myślę, że niedługo będziesz mógł się z nią spotkać, dziś priorytetem jest pułkownik Kutiepow. Wydaje mi się jednak, że jesteś bezpieczny.

– Akurat! Jeśli mnie oskarżyła...

– Nie oskarżyła.

– Skąd wiesz?!

– Nie wiem, co powiedziała na Łubiance, nie jestem wróżką – odparł Poliakow – ale w momencie, kiedy ją aresztowali, tam, w kamienicy, wzięła wszystko na siebie.

– Nie rozumiem?

– Krzyczała, że to wszystko jej wina, że o niczym nie wiedziałeś. Mądra dziewczyna...

Zacisnąłem zęby – domyślałem się, o co chodzi milicjantowi. Bezpieczniacy świetnie zdawali sobie sprawę, że lokatorzy słyszą, co się dzieje, że każdy z nich zamarł z uchem przy drzwiach. W takiej sytuacji nie miało sensu wymuszać zeznań na Nataszy – w końcu publicznie się przyznała. Niebezpiecznie było też próbować zwalić winę na mnie, przecież żona zdrajcy oświadczyła, że nie orientowałem się w sytuacji. Tak, towarzysz Kutiepow miał problem... Bo nie wątpiłem, że zrobiłby wszystko, żeby mnie w to wmieszać. Tyle że nie wyszło, Natasza go przechytrzyła. Pozostawało pytanie: dlaczego w ogóle wciągnęła mnie w to gówno?

– To co robimy? – spytałem.

– Czekamy – odparł lakonicznie Poliakow. – Kiedy Kutiepow zostanie aresztowany, załatwię ci widzenie z Nataszą.

Cóż, czekać to czekać. Jutro wszystko się wyjaśni. Tak czy owak. Albo mój przyjaciel z Leningradu przestanie być zagrożeniem, albo wraz z Poliakowem spotkamy się na Łubiance, a pytania będzie zadawał pułkownik Kutiepow...

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Kiedy wstała z brudnej, betonowej podłogi, mogłem jej się przyjrzeć uważnie. Miała posiniaczoną twarz, ale opuchlizna niemal już zeszła – widomy znak, że po aresztowaniu zostawiono ją w spokoju. Niecierpliwym gestem rozmazała po policzku krew z rozciętej wargi, stanęła przede mną z niemym błaganiem w oczach.

– Wybacz mi, kochanie – wyszeptała. – Wybacz...

Zacisnąłem pięści, postąpiłem krok naprzód. Nie próbowała zasłonić się przed kolejnym ciosem, czekała.

– Co zeznałaś na Łubiance? – wycedziłem w końcu przez zęby.

1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)