Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
- Автор: Przechrzta Adam
- Год: 2011
- Язык: польский
- Год: Fabryka Słów
- ISBN: 978-83-7574-617-4
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Demony Leningradu [calibre 3.42.0]». Краткое содержание книги:
Kiedy zajechałem przed komendę, czekał już na mnie jeden z ludzi Poliakowa.
– Pan pułkownik prosił o spotkanie w mieszkaniu Wiery – poinformował mnie, ledwo wysiadłem z samochodu.
No cóż, jak konspiracja, to konspiracja. Hamując zniecierpliwienie, zasiadłem ponownie za kierownicą, ruszyłem na Arbat. Mimo wszystko podniosło mnie to na duchu – gdyby „Polak” nie chciał pomóc, nie spotykałby się ze mną u Wiery, spławiłby mnie w swoim gabinecie.
Zaparkowałem samochód tuż przy wejściu do kamienicy, wspiąłem się na piętro. W mieszkaniu zastałem tylko Poliakowa, najwyraźniej pozbył się jakimś sposobem staruszek i Wiery.
– Wiesz, że Natasza jest nie do uratowania? – spytał zamiast powitania.
Skinąłem posępnie głową.
– No to najważniejszą sprawę mamy za sobą, reszta to drobiazg.
– Drobiazg?! A co z Kutiepowem?
– No przecież mówię: drobiazg.
Przyjrzałem się uważnie milicjantowi – nie wyglądał na pijanego.
– Myślisz, że tak łatwo skasować pułkownika bezpieki?!
– Zależy komu – odparł, wzruszając ramionami. – Dla mnie to niewielki problem.
– Możesz wyjaśnić?
– Dwa miesiące temu zastrzelono generała Gurładze. Sprawcy do dzisiaj nie wykryto. A twój przyjaciel przyjechał do Moskwy tuż po tym, jak ty wróciłeś z Leningradu.
– I co z tego?
– Znalazłem pistolet mordercy. Wiem o nim tylko ja, nikt więcej. To tokariew. Jeszcze dzisiaj Kutiepow zostanie aresztowany. Jakiś tydzień temu na adres komendy przyszedł donos informujący, że zabójcą jest twój znajomy...
– Zaraz, zaraz, on naprawdę zastrzelił Gurładze?
– Prawda to pojęcie z zakresu filozofii – oznajmił, przypatrując się swoim paznokciom. – Ja zajmuję się realnym życiem. Jak powiedziałem, na adres komendy przyszedł donos na Kutiepowa, nie – zadecydował po krótkim namyśle – lepiej dwa donosy. Mamy też broń, za pomocą której dokonano zbrodni. Znajdziemy ją w mieszkaniu Kutiepowa. Aha, prawie bym zapomniał: jeden z moich kapusiów, kieszonkowiec z zawodu, podmieni mu na ulicy pistolet. Zaraz potem pan pułkownik usłyszy strzały dochodzące z pobliskiego zaułka. Jak przypuszczam, pierwsze, co zrobi, to sięgnie po broń. Kiedy zostawi na niej swoje odciski palców, pistolet zostanie zamieniony ponownie na jego własny. Ot i wszystko. Moim zdaniem, wystarczy...
Oniemiałem. Mimo że dochodziły mnie już wcześniej słuchy o ogromnych możliwościach i bezwzględności Poliakowa, dopiero teraz w pełni dotarło do mnie, z kim mam do czynienia: na terenie Moskwy „Polak” był niemal wszechmocny...
– Ale czy oni uwierzą? – wyjąkałem.
– Jacy „oni”? Władza?
– NKWD, Beria...
– Uwierzą, jeszcze jak uwierzą...
– Nie rozumiem?
– Po pierwsze: wszelkie dowody będą wskazywały na Kutiepowa.
– To oczywiste – burknąłem ze zniecierpliwieniem. – Po drugie?
– Po drugie...
– Tak?
– Gurładze był zastępcą Szaposznikowa – poinformował milicjant. – Teraz rozumiesz?
Rozumiałem. Marszałek Szaposznikow to jeden z najbardziej zaufanych ludzi towarzysza Stalina: szef Sztabu Generalnego i członek Stawki. Jeśli ktoś zabił jego zastępcę... Tak, morderca musiał sam obracać się nie tylko w wysokich, ale w najwyższych kręgach władzy. Inaczej nie byłby w stanie nawet zbliżyć się do Gurładze. A tak przypisanie morderstwa Kutiepowowi będzie na rękę wszystkim; samemu zabójcy, Stalinowi i innym członkom Stawki Wierchownogo Gławnokomandowanija, organu kierującego siłami zbrojnymi kraju. Zabójca Gurładze dostanie szansę, aby raz na zawsze odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia, a nasi przywódcy chętnie uwierzą we wszystko, co przekona ich, że mordercą jest ktoś obcy, ktoś z zewnątrz. Inaczej musieliby go szukać wśród swoich. Jeśli plan Poliakowa się powiedzie, Kutiepowa nie uratują nawet niebiańskie hufce. Skończy tak, jak mu kiedyś przepowiadałem: na zonie. Chyba że rozstrzelają go na miejscu...
– No dobrze – powiedziałem. – A co z Nataszą? Kiedy będę mógł się z nią spotkać? I czy nie warto pogadać z błatnymi o tych morderstwach? Mogliby nam pomóc w pilnowaniu...
– Błatni – Poliakow przerwał mi bez ceregieli – mogliby nam pomóc tylko w jednym: jak najszybszym osiągnięciu Królestwa Niebieskiego.
– To znaczy?
– To znaczy, że nie bacząc na nasze działania, towarzysz Ławrentij Pawłowicz Beria podjął swoje.
– Mianowicie?
– Od tygodnia w Moskwie trwa wielkie polowanie, zwierzyną są błatni. Aresztuje się ich i wysyła do obozów pracy praktycznie bez sądu, na podstawie donosów i ustaleń milicji. Pretekstem jest oczyszczenie zaplecza frontu z niepewnego klasowo elementu.
– Czy on naprawdę myśli, że powstrzyma w ten sposób morderstwa? Założę się, że bandyci nie mają nic wspólnego z tą sprawą.
– Nie wiem, co sobie myśli Generalny Komisarz – wzruszył ramionami Poliakow. – Nie zwierza mi się. Natomiast jestem pewien, że w obecnej sytuacji błatni nam nie pomogą.
– No dobrze, a Natasza?
– Myślę, że niedługo będziesz mógł się z nią spotkać, dziś priorytetem jest pułkownik Kutiepow. Wydaje mi się jednak, że jesteś bezpieczny.
– Akurat! Jeśli mnie oskarżyła...
– Nie oskarżyła.
– Skąd wiesz?!
– Nie wiem, co powiedziała na Łubiance, nie jestem wróżką – odparł Poliakow – ale w momencie, kiedy ją aresztowali, tam, w kamienicy, wzięła wszystko na siebie.
– Nie rozumiem?
– Krzyczała, że to wszystko jej wina, że o niczym nie wiedziałeś. Mądra dziewczyna...
Zacisnąłem zęby – domyślałem się, o co chodzi milicjantowi. Bezpieczniacy świetnie zdawali sobie sprawę, że lokatorzy słyszą, co się dzieje, że każdy z nich zamarł z uchem przy drzwiach. W takiej sytuacji nie miało sensu wymuszać zeznań na Nataszy – w końcu publicznie się przyznała. Niebezpiecznie było też próbować zwalić winę na mnie, przecież żona zdrajcy oświadczyła, że nie orientowałem się w sytuacji. Tak, towarzysz Kutiepow miał problem... Bo nie wątpiłem, że zrobiłby wszystko, żeby mnie w to wmieszać. Tyle że nie wyszło, Natasza go przechytrzyła. Pozostawało pytanie: dlaczego w ogóle wciągnęła mnie w to gówno?
– To co robimy? – spytałem.
– Czekamy – odparł lakonicznie Poliakow. – Kiedy Kutiepow zostanie aresztowany, załatwię ci widzenie z Nataszą.
Cóż, czekać to czekać. Jutro wszystko się wyjaśni. Tak czy owak. Albo mój przyjaciel z Leningradu przestanie być zagrożeniem, albo wraz z Poliakowem spotkamy się na Łubiance, a pytania będzie zadawał pułkownik Kutiepow...
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
Kiedy wstała z brudnej, betonowej podłogi, mogłem jej się przyjrzeć uważnie. Miała posiniaczoną twarz, ale opuchlizna niemal już zeszła – widomy znak, że po aresztowaniu zostawiono ją w spokoju. Niecierpliwym gestem rozmazała po policzku krew z rozciętej wargi, stanęła przede mną z niemym błaganiem w oczach.
– Wybacz mi, kochanie – wyszeptała. – Wybacz...
Zacisnąłem pięści, postąpiłem krok naprzód. Nie próbowała zasłonić się przed kolejnym ciosem, czekała.
– Co zeznałaś na Łubiance? – wycedziłem w końcu przez zęby.