Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
Sidney stał za wysokim ceramicznym blatem. Miał świeżo nawoskowane i wymyślnie podwinięte wąsy.
— Szybko pani zareagowała — stwierdził.
— Skuteczność to moja dewiza.
Zamknął frontowe drzwi i zmienił szyld — teraz napis zawiadamiał, że sklep zostanie ponownie otwarty za godzinę.
— Proszę za mną. — Poprowadził Sulę do tylnego pokoju. Pomieszczenie wyglądało równie schludnie jak kilka dni temu, a zapach haszyszu był tym razem nieco stłumiony. Na nienagannej powierzchni stołu leżał krótki karabin. Sidney włączył lampę i uniósł go do światła.
— Nazwijmy to Sidney Model Jeden — powiedział. — Zdecydowałem się na prostą broń… żeby nie wymagała ciężkich baterii i skomplikowanej produkcji.
Światło połyskiwało na matowoczarnych powierzchniach karabinu. Rzeczywiście był siermiężny: kolba z kawałków pręta z włókna węglowego, lufa z gumowej rury kanalizacyjnej, metalowa komora i żelazny celownik.
— Szybko pan zareagował — stwierdziła Sula.
— Prostą broń łatwo zmontować, jeśli nie wymaga się elegancji — stwierdził Sidney. — Jest nielegalna, a to duże ułatwienie, bo nie musiałem dodawać podkładki rozpoznawania odcisku kciuka i kodu zamka, wymaganych przez prawo. Wszystko to wykonały komputerowe obrabiarki. Najtrudniej było z amunicją.
Sięgnął do szuflady, wyciągnął magazynek w kształcie rury i wetknął go w karabin.
— Użyłem tradycyjnego materiału napędowego zawierającego utleniacz. Chciałem, żeby były bezłuskowe, żeby ludzie nie musieli produkować nabojów. — Pogrzebał w szufladzie i wyjął małe żółte walce przypominające filtr papierosa. — Materiał pędny jest prosty: standardowy DD6 używany we Flocie. Strzela na powierzchni planety, w próżni kosmicznej i pod wodą. Składniki są łatwe do zdobycia, można je zmieszać w kuchni na stole i upiec w piecu. — Wręczył Suli kilka walców. W dotyku były suche i ziarniste. Sula wyobraziła sobie, jak babcie wypiekają je w brytfannie, i ten obraz wywołał na jej twarzy uśmiech.
— Kule można odlać z metalu lub twardego plastiku, potem przykleić je epoksydem do napędu — powiedział Sidney. — Niestety, żadna z tych kul nie przebije standardowej zbroi policyjnej, ale są skuteczne w przypadku bardziej miękkich materiałów.
Sula przyjrzała się bliżej walcom materiału napędowego.
— A co pan stosuje jako zapalnik?
Sidney uśmiechnął się posępnie.
— Nie chciałem, żeby ludzie babrali się w czymś takim jak piorunian rtęciowy i urywali sobie palce.
— Mieliśmy ten sam problem z naszymi bombami.
— Da się temu zaradzić. Rozumie pani, DD6 zapala się w wysokiej temperaturze, więc wbudowałem w zamek standardową diodę emitującą światło laserowe. — Paroma celowymi ruchami złamał karabin i podniósł rzeczoną część do światła. — To najważniejszy element broni. Można go odzyskać z prawie każdego urządzenia komunikacyjnego, z jednostek komu, odtwarzaczy muzyki i wideo. Ludzie mogą tego mieć tyle, ile zechcą, i Naksydzi w żaden sposób nie są w stanie temu zapobiec. Zasilanie stanowi mała mikrobateria, wszędzie dostępna. Operator musi wymienić diodę po oddaniu kilkuset strzałów, ale wymiana trwa bardzo krótko i da się ją zrobić w terenie.
Sidney złożył karabin.
— Składa się łatwo i bez problemu rozkłada się na części. Elementy mechaniczne są tak wykonane, że jest dużo luzu i będą się szybko zużywały, ale nawet jeśli ktoś będzie się nim brutalnie posługiwał, karabin to wytrzyma i nie będzie się zacinał. Nie ma prawdziwego zamka, ale można cofnąć rygiel… ta dźwignia… — przesunął ją — przestawia z pojedynczego strzału na automatyczny.
— Mogę go potrzymać?
Uśmiechnął się.
— Oczywiście.
Karabin, czysty i chłodny, znalazł się w dłoniach Suli. Podniosła go do barku, badając balans. Dla amortyzacji rurowata kolba obłożona była kawałkami pianki i błyszczącą taśmą. Karabin sprawiał wrażenie zabawki.
— Chce go pani wypróbować?
Sula spojrzała na niego zdziwiona.
— Można to zrobić tutaj?
Sidney wypowiedział kilka słów. Rozległo się buczenie maszynerii, fragment podłogi odchylił się na zawiasach i ukazała się mała winda.
— Używam jej do transportu cięższych towarów. — Wszedł do windy, a Sula ostrożnie oparła broń na ramieniu i stanęła przy nim. Sidney znów coś powiedział i winda zjechała w dół.
W ciemnych podziemiach sklepu pachniało stęchlizną i metalem. Gdy Sidney zapalił światło, Sula zobaczyła wielki pusty magazyn, w poprzek którego biegły dwie szerokie epoksydowe rury kanalizacyjne tworzące strzelnicę, i umieszczone w odległym końcu tarcze. Mężczyzna wziął ze stojaka dwie pary słuchawkowych tłumików, jedne włożył sobie na uszy, a drugie podał Suli.
Sula włożyła tłumiki, oparła karabin na biodrze i przesunęła kciukiem do przodu rygiel. Potem oparła broń na ramieniu, spojrzała przez celownik, zrobiła spokojny wdech i powolny wydech i nacisnęła spust. W zamkniętej przestrzeni rozległ się bardzo głośny huk. Odrzutu prawie nie było, co jest normalne w przypadku bezłuskowej amunicji. Dziura, która się pojawiła w cienkiej plastikowej nakładce na tarczy, była w odległości dłoni od środka.
— Nieźle — stwierdził Sidney. — Ten karabin ma mnóstwo zalet, ale celność nie jest jego najmocniejszą stroną.
Sula wystrzeliła jeszcze kilka pojedynczych pocisków, żeby lepiej poczuć broń, a potem przeszła na tryb automatyczny. Spodziewała się gładkiego, jednostajnego ryku, jaki znała z treningów z karabinami, które potrafiły walić ponad sto pocisków na sekundę, ale ten karabin tylko dość wolno terkotał i cały czas mogła kierować go na cel.
Wystrzeliła kilka serii — cały magazynek. Opuściła karabin, a Sidney wyciągnął rękę i przycisnął taster — do Suli podjechała kiwająca się na lince tarcza celownicza. Jej środek był podziurawiony jak sito.
— Niezbyt elegancki, prawda? — powiedział. — W bezpośredniej zaciekłej walce nie dorównuje broni policyjnej czy wojskowej, ale w ataku z zaskoczenia, w zamachu powinna zdać egzamin.
Sula wyjęła magazynek i spojrzała na karabin.
— Proszę mi pokazać, jak go rozłożyć.
— Naturalnie. W tym czasie, gdy będę to robił, proszę mi powiedzieć, ilu ludzi bierze udział w tym pani ruchu oporu.
Spojrzała na niego.
— Proszę wybaczyć, ale nawet gdybym wiedziała, nie mogłabym panu powiedzieć.
— Na pewno niewielu. — Sidney zrobił ponurą minę. — Inaczej nie prosiłaby mnie pani, żebym skonstruował karabin. — Uśmiechnął się. — I nie potrzebowałaby pani P.J. Ngeniego.
Sula stłumiła wybuch śmiechu.
— Powiedzmy, że Naksydzi zdziesiątkowali nasze szeregi po zasadzce przy Axtattle.
Sidney patrzył na nią uważnie.
— I właściwie nie ma podziemnego rządu?
— Byłabym wdzięczna — odparła po chwili wahania — gdyby pan nikomu o tym nie mówił, zwłaszcza P.J.
Twarz Sidneya znów rozjaśnił uśmiech.
— Podoba mu się to, że jest tajnym agentem, prawda? Sula poczuła w krzyżu ostrzegawcze mrowienie.
— Jak bardzo to mu się podoba?
Sidney w lot zrozumiał, o co jej chodzi.
— Nie jest niedyskretny, jak sądzę, ale przychodzi do mnie i dużo mówi. Cieszy się, że ma kogoś, komu może wszystko opowiedzieć. — Pokręcił głową. — Chyba dziewczyna go rzuciła.
— Tak, to prawda.
Wlepił wzrok w podłogę.
— Czego to ludzie nie zrobią dla miłości.
Sula zmarszczyła brwi.
— A dlaczego pan to robi?
Podniósł wzrok, jego zęby błysnęły pod zakrzywionym wąsem, jakby warknął.