Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 158
Перейти на страницу:

Sidney stał za wysokim ceramicznym blatem. Miał świeżo nawoskowane i wymyślnie podwinięte wąsy.

— Szybko pani zareagowała — stwierdził.

— Skuteczność to moja dewiza.

Zamknął frontowe drzwi i zmienił szyld — teraz napis zawiadamiał, że sklep zostanie ponownie otwarty za godzinę.

— Proszę za mną. — Poprowadził Sulę do tylnego pokoju. Pomieszczenie wyglądało równie schludnie jak kilka dni temu, a zapach haszyszu był tym razem nieco stłumiony. Na nienagannej powierzchni stołu leżał krótki karabin. Sidney włączył lampę i uniósł go do światła.

— Nazwijmy to Sidney Model Jeden — powiedział. — Zdecydowałem się na prostą broń… żeby nie wymagała ciężkich baterii i skomplikowanej produkcji.

Światło połyskiwało na matowoczarnych powierzchniach karabinu. Rzeczywiście był siermiężny: kolba z kawałków pręta z włókna węglowego, lufa z gumowej rury kanalizacyjnej, metalowa komora i żelazny celownik.

— Szybko pan zareagował — stwierdziła Sula.

— Prostą broń łatwo zmontować, jeśli nie wymaga się elegancji — stwierdził Sidney. — Jest nielegalna, a to duże ułatwienie, bo nie musiałem dodawać podkładki rozpoznawania odcisku kciuka i kodu zamka, wymaganych przez prawo. Wszystko to wykonały komputerowe obrabiarki. Najtrudniej było z amunicją.

Sięgnął do szuflady, wyciągnął magazynek w kształcie rury i wetknął go w karabin.

— Użyłem tradycyjnego materiału napędowego zawierającego utleniacz. Chciałem, żeby były bezłuskowe, żeby ludzie nie musieli produkować nabojów. — Pogrzebał w szufladzie i wyjął małe żółte walce przypominające filtr papierosa. — Materiał pędny jest prosty: standardowy DD6 używany we Flocie. Strzela na powierzchni planety, w próżni kosmicznej i pod wodą. Składniki są łatwe do zdobycia, można je zmieszać w kuchni na stole i upiec w piecu. — Wręczył Suli kilka walców. W dotyku były suche i ziarniste. Sula wyobraziła sobie, jak babcie wypiekają je w brytfannie, i ten obraz wywołał na jej twarzy uśmiech.

— Kule można odlać z metalu lub twardego plastiku, potem przykleić je epoksydem do napędu — powiedział Sidney. — Niestety, żadna z tych kul nie przebije standardowej zbroi policyjnej, ale są skuteczne w przypadku bardziej miękkich materiałów.

Sula przyjrzała się bliżej walcom materiału napędowego.

— A co pan stosuje jako zapalnik?

Sidney uśmiechnął się posępnie.

— Nie chciałem, żeby ludzie babrali się w czymś takim jak piorunian rtęciowy i urywali sobie palce.

— Mieliśmy ten sam problem z naszymi bombami.

— Da się temu zaradzić. Rozumie pani, DD6 zapala się w wysokiej temperaturze, więc wbudowałem w zamek standardową diodę emitującą światło laserowe. — Paroma celowymi ruchami złamał karabin i podniósł rzeczoną część do światła. — To najważniejszy element broni. Można go odzyskać z prawie każdego urządzenia komunikacyjnego, z jednostek komu, odtwarzaczy muzyki i wideo. Ludzie mogą tego mieć tyle, ile zechcą, i Naksydzi w żaden sposób nie są w stanie temu zapobiec. Zasilanie stanowi mała mikrobateria, wszędzie dostępna. Operator musi wymienić diodę po oddaniu kilkuset strzałów, ale wymiana trwa bardzo krótko i da się ją zrobić w terenie.

Sidney złożył karabin.

— Składa się łatwo i bez problemu rozkłada się na części. Elementy mechaniczne są tak wykonane, że jest dużo luzu i będą się szybko zużywały, ale nawet jeśli ktoś będzie się nim brutalnie posługiwał, karabin to wytrzyma i nie będzie się zacinał. Nie ma prawdziwego zamka, ale można cofnąć rygiel… ta dźwignia… — przesunął ją — przestawia z pojedynczego strzału na automatyczny.

— Mogę go potrzymać?

Uśmiechnął się.

— Oczywiście.

Karabin, czysty i chłodny, znalazł się w dłoniach Suli. Podniosła go do barku, badając balans. Dla amortyzacji rurowata kolba obłożona była kawałkami pianki i błyszczącą taśmą. Karabin sprawiał wrażenie zabawki.

— Chce go pani wypróbować?

Sula spojrzała na niego zdziwiona.

— Można to zrobić tutaj?

Sidney wypowiedział kilka słów. Rozległo się buczenie maszynerii, fragment podłogi odchylił się na zawiasach i ukazała się mała winda.

— Używam jej do transportu cięższych towarów. — Wszedł do windy, a Sula ostrożnie oparła broń na ramieniu i stanęła przy nim. Sidney znów coś powiedział i winda zjechała w dół.

W ciemnych podziemiach sklepu pachniało stęchlizną i metalem. Gdy Sidney zapalił światło, Sula zobaczyła wielki pusty magazyn, w poprzek którego biegły dwie szerokie epoksydowe rury kanalizacyjne tworzące strzelnicę, i umieszczone w odległym końcu tarcze. Mężczyzna wziął ze stojaka dwie pary słuchawkowych tłumików, jedne włożył sobie na uszy, a drugie podał Suli.

Sula włożyła tłumiki, oparła karabin na biodrze i przesunęła kciukiem do przodu rygiel. Potem oparła broń na ramieniu, spojrzała przez celownik, zrobiła spokojny wdech i powolny wydech i nacisnęła spust. W zamkniętej przestrzeni rozległ się bardzo głośny huk. Odrzutu prawie nie było, co jest normalne w przypadku bezłuskowej amunicji. Dziura, która się pojawiła w cienkiej plastikowej nakładce na tarczy, była w odległości dłoni od środka.

— Nieźle — stwierdził Sidney. — Ten karabin ma mnóstwo zalet, ale celność nie jest jego najmocniejszą stroną.

Sula wystrzeliła jeszcze kilka pojedynczych pocisków, żeby lepiej poczuć broń, a potem przeszła na tryb automatyczny. Spodziewała się gładkiego, jednostajnego ryku, jaki znała z treningów z karabinami, które potrafiły walić ponad sto pocisków na sekundę, ale ten karabin tylko dość wolno terkotał i cały czas mogła kierować go na cel.

Wystrzeliła kilka serii — cały magazynek. Opuściła karabin, a Sidney wyciągnął rękę i przycisnął taster — do Suli podjechała kiwająca się na lince tarcza celownicza. Jej środek był podziurawiony jak sito.

— Niezbyt elegancki, prawda? — powiedział. — W bezpośredniej zaciekłej walce nie dorównuje broni policyjnej czy wojskowej, ale w ataku z zaskoczenia, w zamachu powinna zdać egzamin.

Sula wyjęła magazynek i spojrzała na karabin.

— Proszę mi pokazać, jak go rozłożyć.

— Naturalnie. W tym czasie, gdy będę to robił, proszę mi powiedzieć, ilu ludzi bierze udział w tym pani ruchu oporu.

Spojrzała na niego.

— Proszę wybaczyć, ale nawet gdybym wiedziała, nie mogłabym panu powiedzieć.

— Na pewno niewielu. — Sidney zrobił ponurą minę. — Inaczej nie prosiłaby mnie pani, żebym skonstruował karabin. — Uśmiechnął się. — I nie potrzebowałaby pani P.J. Ngeniego.

Sula stłumiła wybuch śmiechu.

— Powiedzmy, że Naksydzi zdziesiątkowali nasze szeregi po zasadzce przy Axtattle.

Sidney patrzył na nią uważnie.

— I właściwie nie ma podziemnego rządu?

— Byłabym wdzięczna — odparła po chwili wahania — gdyby pan nikomu o tym nie mówił, zwłaszcza P.J.

Twarz Sidneya znów rozjaśnił uśmiech.

— Podoba mu się to, że jest tajnym agentem, prawda? Sula poczuła w krzyżu ostrzegawcze mrowienie.

— Jak bardzo to mu się podoba?

Sidney w lot zrozumiał, o co jej chodzi.

— Nie jest niedyskretny, jak sądzę, ale przychodzi do mnie i dużo mówi. Cieszy się, że ma kogoś, komu może wszystko opowiedzieć. — Pokręcił głową. — Chyba dziewczyna go rzuciła.

— Tak, to prawda.

Wlepił wzrok w podłogę.

— Czego to ludzie nie zrobią dla miłości.

Sula zmarszczyła brwi.

— A dlaczego pan to robi?

Podniósł wzrok, jego zęby błysnęły pod zakrzywionym wąsem, jakby warknął.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)