Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 236
Перейти на страницу:

Plany. Karede mimowolnie podniósł naczynie Ajimbury i o mało nie napił się wina, na szczęście w porę zrozumiał, co robi. Wciąż trzymał miskę-puchar, chociaż głównie po to, żeby pokryć zmieszanie. Wszyscy — przynajmniej w każdym razie ci, którzy wiedzieli — byli pewni, że zniknięcie Wysokiej Lady Tuon jest częścią rywalizacji o sukcesję po Cesarzowej, niech nam żyje wiecznie. Tak wyglądało życie w rodzinie cesarskiej. Gdyby Wysoka Lady nie żyła, trzeba by mianować nowego spadkobiercę. Gdyby nie żyła... A jeśli żyła... Wtedy Biała Wieża mogłaby rzeczywiście wysłać swojego najlepszego człowieka, zleciwszy mu porwanie Tuon. O ile Poszukujący nie grał z nim w jakąś własną grę. Poszukujący próbowali przecież złapać w sidła każdego z wyjątkiem samej Cesarzowej, niech nam żyje wiecznie.

— Przekazałeś ten pomysł swoim zwierzchnikom, a oni go odrzucili, w przeciwnym razie nie przyszedłbyś do mnie. No chyba że... Nie wspomniałeś im o niczym, co? Dlaczego?

— Sieć jest znacznie bardziej poplątana, niż sądzisz — powtórzył cicho Mor, z uwagą wpatrując się w drzwi, być może podejrzewając, że ktoś za nimi podsłuchuje ich rozmowę. Skąd u niego ta nagła ostrożność? — Jest sporo... komplikacji. Te dwie damane zwolniła Lady Egeanin Tamarath, która wcześniej miała kontakty z Aes Sedai. Mówiąc dokładniej, bliskie kontakty. Bardzo bliskie. Wyraźnie wypuściła inne damane, starając się odwrócić uwagę od ucieczki tamtych. Tej samej nocy miasto opuściła też Egeanin wraz z trzema kolejnymi damane i przypuszczamy, że przyłączyła się do Merrilina oraz pozostałych. Nie wiemy, kim była trzecia damane — podejrzewamy kogoś ważnego spośród Atha’an Miere albo może jakąś Aes Sedai, która do tej pory ukrywała się w Ebou Dar. Zidentyfikowaliśmy w każdym razie jej sul’dam i dowiedzieliśmy się, że obie były blisko związane z Suroth. Ona sama jest mocno związana z Aes Sedai — Mor przekazywał te rewelacje z pozoru spokojnym tonem, lecz Karede nie dziwił się, że mężczyzna znajduje się o krok od wybuchu.

Miał też wiele racji. Suroth rzeczywiście spiskowała z Aes Sedai i zdeprawowała przynajmniej niektórych Poszukujących ważniejszych od Mora, a Biała Wieża co jakiś czas przydzielała niezwykłe zadania swoim najlepszym mężczyznom. Cała historia brzmiała wiarygodnie. Kiedy Furyka wysłano wraz ze Zwiastunami, otrzymał zadanie szukania wśród członków Krwi osób o wygórowanych ambicjach. Zawsze istniała możliwość, że ludzie ci, będąc tak daleko od Imperium, zechcą stworzyć na tych terenach własne, małe królestwa. A sam Karede wysłał żołnierzy do miasta, bo choć wiedział, że niezależnie od jego działań obronnych ono upadnie, jego ludzie mogli przynajmniej gnębić wroga od wewnątrz.

— Znasz kierunek, w którym się udali, Almuracie?

Mor potrząsnął głową.

— Poszli na północ, a ktoś w stajniach pałacowych wspomniał o mieście Jehannah, jednak wygląda mi to na oczywistą próbę wyprowadzenia nas w pole. Pewnie na pierwszym lepszym skrzyżowaniu zmienią kierunek. Sprawdziliśmy wszystkie łodzie, które mogłyby przewieźć przez rzekę tak liczną grupkę osób, jednak rozmaite jednostki pływają po okolicznych wodach. Nikt tu nad niczym nie panuje, nikt niczego nie kontroluje.

— To daje wiele do myślenia.

Poszukujący skrzywił się nieznacznie, jednak powoli już rozumiał, że Karede zaangażuje się w sprawę tylko w takim stopniu, w jakim zechce. Kiwnął głową.

— Cokolwiek postanowisz zrobić, musisz znać wszystkie fakty. Można się zastanowić, w jaki sposób dziewczyna omamiła tych kupców. Najwyraźniej zawsze towarzyszyli jej dwaj lub trzej żołnierze. Ludzie podawali również bardzo dokładny opis ich zbroi. — Poszukujący wyciągnął lekko rękę, jakby chciał dotknąć szaty Furyka, na szczęście wykazał się mądrością i zamiast tego położył sobie dłoń na udzie. — Większość osób określiłaby kolor owych zbroi jako czarny. Rozumiesz mnie? Poza tym... Jeśli się zdecydujesz na jakiś ruch, nie zwlekaj. — Mor podniósł puchar. — Twoje zdrowie, Generale Sztandaru. Furyku! Zdrowie twoje i Imperium.

Karede bez wahania opróżnił naczynie Ajimbury.

Poszukujący odszedł równie nagle, jak się zjawił. Drzwi, które za sobą zamknął, niemal natychmiast znów się otworzyły i w progu stanął Ajimbura. Od razu wpatrzył się oskarżycielsko w puchar-czaszkę w rękach swego pana.

— Znasz tę pogłoskę, Ajimbura? — Zamiast się upewniać, czy niski służący podsłuchiwał, równie dobrze Furyk mógłby spytać, czy słońce wschodzi co ranek. Ajimbura — tak czy owak — nie zaprzeczył.

— Nie kalałbym sobie języka takimi brudami, wielki — odparował, podchodząc bliżej.

Karede pozwolił sobie na westchnięcie. Niezależnie od tego, kto zorganizował zniknięcie Wysokiej Lady Tuon — ona sama czy ktoś inny — dziewczynie groziło ogromne niebezpieczeństwo. A jeśli plotki łączyły się z jakąś sztuczką Mora... Najlepszy sposób na pokonanie kogoś innego jest rozpoczęcie własnej gry.

— Wyjmij moją brzytwę. — Siadając, sięgnął po pióro. Lewą ręką przytrzymał prawy rękaw szaty, usiłując nie powalać go atramentem. — Potem znajdziesz kapitana Musenge i jeśli zastaniesz go samego, wręczysz mu pismo. Wracaj szybko, mam dla ciebie więcej zadań.

Krótko po południu następnego dnia Karede przepływał już port na promie odchodzącym co godzinę odmierzaną punktualnie przez grzmiące dzwony. Prom był powolną, niezgrabną barką, niezdarnie falującą na wzburzonych portowych wodach. Liny, którymi przywiązano do pokładowych knag pół tuzina kupieckich wozów krytych płóciennymi budami, skrzypiały wraz z każdym ruchem promu, konie przestępowały nerwowo, tupiąc kopytami, a wioślarze musieli walczyć z woźnicami i wynajętymi strażnikami, którzy chcieli wymiotować za burtę. Niektórzy ludzie po prostu nie mają wystarczająco mocnych żołądków i nie nadają się na rejsy. Jedna z przedstawicielek stanu kupieckiego, kobieta o miedzianej cerze i nalanej twarzy, stała na dziobie spowita w ciemny płaszcz i balansując lekko wraz z falowaniem promu, wpatrywała się niewzruszenie w zbliżającą się przystań. Ignorowała przy tym stojącego obok niej Furyka Karede’a. Prawdopodobnie wiedziała, że jest Seanchaninem, choćby po siodle jego gniadosza, generał ukrył wszakże zieloną oficerską kurtę z czerwoną lamówką pod prostym szarym płaszczem, toteż jeśli kobieta w ogóle się zastanawiała nad jego osobą, uważała go zapewne za zwykłego żołnierza. Z pewnością nie wyglądał na osadnika, gdyż nosił przy biodrze miecz. Furyk wiedział, że choć starał się nie rzucać w oczy, ktoś mógł podpatrzeć, jak idzie przez miasto lub wsiada na prom, jednakże nic nie mógł na to w tej chwili poradzić. Przy odrobinie szczęścia minie jeszcze dzień lub dwa, zanim ktoś zauważy, że nie ma go w gospodzie i że nie zamierza do niej zbyt szybko powrócić.

Siodło rozhuśtało się, gdy prom uderzył mocno w obite skórą słupki przystani. Karede pierwszy zjechał na brzeg po spuszczonym trapie. Kupcy dopiero zaganiali woźniców do wozów, które przewoźnicy promowi odwiązywali od knag. Furyk zmuszał Aldazara do zaledwie powolnego stępa po kamieniach, nadal śliskich od porannego deszczu, rozmytego końskiego łajna i kup pozostałych po wyraźnie niedawnym przejściu owczego stada. Dopiero kiedy wjechali na Drogę do Illian, pozwolił wałachowi przyspieszyć, choć jedynie do kłusa. W podróży, której długości się nie zna, niecierpliwość zazwyczaj okazuje się wyłącznie błędem.

Wzdłuż trasy, za przystanią, po obu stronach pobudowano liczne gospody — budynki o płaskich dachach, pobielone obecnie popękanym i łuszczącym się tynkiem, których szyldy zdążyły już wypłowieć bądź też poodpadały. Ta droga znaczyła północną krawędź Rahad. Na ławach przed gospodami rozsiedli się niedbale odziani mężczyźni, którzy ponuro przypatrywali się jego przejazdowi. Nie dlatego, że był Seanchaninem — Karede podejrzewał, że nie są milsi dla żadnego innego konnego. Ani ogólnie dla żadnego innego posiadacza choćby kilku monet. Wkrótce opuścił szeregi gospod i przez następne parę godzin pędził między gajami oliwkowymi i małymi farmami, których pracownicy byli na tyle przyzwyczajeni do przejezdnych, że nawet się nie odrywali od swoich zajęć. Ruch był w każdym razie rzadki: Furyka minęło kilka farmerskich wozów na wysokich kołach i — dwa razy — kolumna jadących do Ebou Dar kupców, którym towarzyszyli wynajęci wartownicy. Wielu woźniców i dwaj kupcy nosili charakterystyczne dla Illian brody. Karede zdziwił się, że IIliańczycy wciąż handlują z Ebou Dar mimo walk z Imperium, jednak ludzie po tej stronie Morza Wschodniego często postępowali osobliwie, cechowali się dziwacznymi zwyczajami i nie bardzo się kojarzyli z bohaterami historii opowiadanych o ojczyźnie wielkiego Artura Jastrzębie Skrzydło. Wielu w ogóle takich bohaterów nie przypominało. Trzeba ich będzie oczywiście zrozumieć, skoro mieli wejść w skład mieszkańców Imperium, ale zadanie przestudiowania ich zachowania otrzymają inni, ważniejsi od niego. On zresztą miał swoje obowiązki.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)