Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 152
Перейти на страницу:

Och, to było to. Jeszcze nie odpowiedź, ale przynajmniej sensownie zadane pytanie. Kilka lat temu przez te okolice przewaliła się dziwna choroba. Kto ją wywołał i jak rozniósł w środku zimy?

Daghena westchnęła i zawiesiła woreczek na piersi.

– Babka chciała ci się pokazać – stwierdziła wyraźnie zdumiona. – To wielki zaszczyt. Najwyraźniej cię lubi.

Posrukała palcem w otwartą stronę.

– I co teraz? Nie wiem, czy dowiedziałyśmy się czegoś ważnego.

– Właśnie coś mi przyszło do głowy. – Kailean sprawdzała ostatnie zapisy. – Patrz, tu powyżej zapisano „zabity przez zbójców”, „zginął przywalony drzewem”, „utonął w stawie”. A to zapisy z tej wiosny. „Poraniony przez niedźwiedzia, zmarł”, „zamarzła na śmierć”, „porwany przez lawinę”. Widzisz? Pomóż mi szukać!

– Czego?

– Zapisków o morderstwach i zaginięciach, które trapią okoliczne ziemie. Patrz – znalazła odpowiednią stronę – tu jest napisane „wieża przy drodze do zamku Kehloren”. I masz na dole – „sześciu ludzi pod dowództwem Oleasa Greha”. I nic więcej, żadnego wpisu, że załoga została zabita. Jakby hrabia był przekonany, że oni żyją i mają się dobrze. Czy on kiedykolwiek wspomniał, że coś dzieje się na jego ziemiach? Nie. Poskarżył się, że Górska Straż nie zapewnia bezpieczeństwa? Nie. Narzekał na jej dowódcę?

Daghena patrzyła na nią, mrużąc oczy.

– Nigdy. Ani razu. Myślałam, że to też część meekhańskiej tradycji, wiesz, nie mów nic, co mogłoby zmartwić gościa. Ale – zaczęła ostrożnie – chyba nie sądzisz, że on nie wie...?

– Ani on, ani nikt z jego rodziny. Cholera, a pamiętasz pierwszy dzień? Aeryh wracał z jakiejś wycieczki, pamiętasz? Tutaj jest tylko ze dwudziestu zbrojnych, więc jemu towarzyszyło nie więcej jak kilku z nich. Czy hrabia pozwoliłby swojemu dziedzicowi na takie wyprawy, jeśli wiedziałby, że w okolicy nawet oddziały Górskiej Straży nie mogą czuć się pewnie? A Wozacy? Wyruszyli, ile? Sześć, siedem dni temu. Hrabia milczy w tej sprawie, a powinien wiercić ci dziurę w brzuchu. On nie wie. Ten arogancki bękart żyje we własnym świecie i w ogóle nie ma pojęcia, co się wokół niego dzieje.

Spojrzały na siebie. Czy to była podstawa do interwencji Szczurzej Nory? Z pewnością. Ktoś używał potężnych czarów przeciw staremu, arystokratycznemu rodowi. Czarów, które mamiły pamięć, wpływały na posiadaną wiedzę i sprawiały, że hrabia żył całkowicie nieświadomy niebezpieczeństwa.

Jeśli to prawda, to Cywras-der-Maleg był ofiarą. A to, co działo się w górach, mogło być w równym stopniu skierowane przeciw niemu, co służyć odwracaniu uwagi Górskiej Straży.

– Zabieramy księgę do Besary. Niech zdecyduje, co z tym zrobić.

Właściwie nie miały innego wyjścia. Ich wizyta kończyła się pojutrze i raczej nie było szans na ponowne przedłużenie zaproszenia.

Drzwi otworzyły się bezszelestnie, a Kailean prawie podskoczyła, bo nikogo wcześniej nie usłyszała ani nie poczuła. Ale wstała spokojnie i stanęła przodem do wejścia, zasłaniając księgę.

– Dość późno jak na...

Miała zamiar rzucić jakiś złośliwy komentarz, ale słowa ugrzęzły jej w ustach. W drzwiach stała kobieta ubrana w strój służącej, a jej twarz przez chwilę wyglądała obco, nim wreszcie Kailean ją skojarzyła.

– Sainha Gemhel – przypomniała sobie. – Osobista służąca panienki Laiwy.

Powiedziała to na głos, nie tylko dla potwierdzenia faktu, ale też by ostrzec Daghenę. Od wizji, jaką zaprezentowały jej duchy zamordowanych strażników, ustaliły, że każdy, kto ma bliski kontakt z narzeczoną Aeryha, jest podejrzany. A gdy zjawia się w środku nocy z oczami zmrużonymi w wąziutkie szparki i dłońmi schowanymi za plecami, zmienia się w potencjalnego wroga.

– Ktoś chodził nocą po zamku. – Służąca mówiła dokładnie w ten sam sposób, w jaki odezwała się wtedy, na wieży. Spokojnie, bez emocji, oznajmującym tonem. – Ktoś grzebał w nie swoich sekretach.

Dag oderwała się od stolika, swobodnie podeszła do toaletki. Podniosła ciężkie lusterko z polerowanej stali i przejrzała się demonstracyjnie.

– Zamierzałam pójść do łóżka Inro. Możesz zamknąć drzwi.

– Panienkę trzeba chronić. Także przed tymi, których zdaje się darzyć sympatią. Przysięgałam.

Kobieta opuściła swobodnie ręce, a Kailean poczuła, jak mimowolnie obnaża zęby i marszczy nos. Z dłoni przybyłej kapała ciemność. Wijące się wężowym ruchem smugi spływały w dół i znikały w kamieniach posadzki.

– To ty zabiłaś strażników na wieży?

Służąca zdawała się jej nie słyszeć.

– Tyle cykli się ukrywamy. Tylu wiernych zginęło. Oni są coraz bliżej, ale jest jeszcze szansa.

– Na co?

Nie doczekała się odpowiedzi, tylko nagle coś dotknęło jej stopy i popłynęło wrzącą smołą wzdłuż kości. I w mgnieniu oka Berdeth przejął kontrolę. Skoczyła w górę, odrywając się od atakujących od posadzki smug, opadła na stolik, przykucnęła, zawarczała. Z najwyższą trudnością odzyskała panowanie nad własnym ciałem. Próba rzucenia się i wgryzienia tej kobiecie w gardło raczej nie była dobrym pomysłem.

– Więcej. Jest was więcej.

Dag odwróciła się z dziwnym uśmiechem.

– O wiele więcej, niż myślisz.

Duchy zatańczyły wokół niej, śmiejąc się i ciągnąc za sobą smugi Mocy.

– Zabawimy się, jeśli tego właśnie szukasz – dodała.

Krzyk, który nagle rozdarł nocną ciszę, nie przypominał niczego, co może wydać z siebie ludzkie gardło. Zaraz dołączył do niego kolejny.

Kailean wstała, wskazała na okno.

– Ktokolwiek was ściga, właśnie przybył, moja droga.

* * *

Cztery krótkie sygnały rogu obwieściły koniec pracy. Trzy dni i trzy noce, tyle zajęło Wozakom przebicie się przez górę. Długi prawie na milę tunel wykonali w czasie, jaki zwykłym kopaczom, uzbrojonym w kilofy i łomy, zajęłoby ledwo poszerzenie wejścia. Ale zapłacili za to wysoką cenę.

Has wyglądał jak chodzący trup, skóra pokrywająca jego czaszkę i dłonie stała się półprzezroczysta i lśniła nieprzyjemnym, woskowym połyskiem, oczy zapadły się, zmatowiały, włosy wychodziły garściami.

Gdy Kenneth w końcu go zobaczył, przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć.

– Zamierzałeś się zabić, czarowniku?

Blade wargi wygięły się w parodii uśmiechu. Has zakasłał.

– Trudno... khe, khe.

Zwykły kaszel przeszedł nagle w potężne, suchotnicze rzężenie, które trwało tak długo, aż wydawało się, że czarownik nie odzyska już oddechu. Towarzyszące mu dziewczęta zakrzątnęły się raz-dwa, jedna wyjęła z garnka gorący okład, rozchyliła czarną szatę na piersi mężczyzny – Kenneth zgrzytnął zębami, widząc każde żebro prześwitujące przez skórę – i położyła na mostku parującą ściereczkę, druga nabrała jakiegoś ciemnego płynu do drewnianego kubka i czekała cierpliwie, dopóki atak nie ustanie. Gdy tylko kaszel przycichł, przyłożyła mu naczynie do ust i wbrew słabym protestom, zmusiła do pociągnięcia kilku łyków. Has wyraźnie poczuł się lepiej.

– Widzisz, poruczniku, trudno mi będzie umrzeć, bo te nieustępliwe bestie przemocą trzymają mnie przy życiu.

Jedną z bestii była średnia córka kowala, drugą – młodsza. Has odpoczywał w wozie And’ewersa, który wziął na siebie ciężar postawienia go na nogi. Dziewczęta nie wyglądały na specjalnie przytłoczone obowiązkami.

– Idźcie już. – Czarownik machnął ręką. – Zostawcie mężczyzn męskim sprawom.

– Jak dłubanie w nosie i puszczanie bąków. – Starsza z nich pogroziła leżącemu palcem. – Nie ma mowy. Orne zagroziła, że jeśli spuścimy cię z oka, sprawi, że wyrosną nam ogony.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)