Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 152
Перейти на страницу:

Porucznik też to poczuł, delikatny podmuch, nie tak zimny, jak się można było spodziewać, z wyraźnym zapachem rozmarzającej ziemi.

– Wiatr ze wschodu. – And’ewers zapatrzył się w głąb pęknięcia. – Zbierający zapachy znad wrzosowisk Loa’hey, pędzący przez Równinę Psów, łowiący wilgoć na brzegach Białych Jezior i Berweny. Nigdzie więcej na świecie wiatr nie ma takiego zapachu. On nie czuł go od wielu lat.

– Ty też nie. – Kenneth cofnął się nieco.

– To prawda. Ale moją domeną jest ogień i żelazo, a jego powietrze i woda. Jego to bardziej łapie za serce.

Porucznik obrócił się i skinął na dziesiętników.

– Rozbijemy obóz tam. – Wskazał żołnierzom teren kilkadziesiąt jardów od szczeliny. – A oni niech w spokoju badają przejście.

Kompania ruszyła we wskazanym kierunku.

– Nie musicie się spieszyć.

– Wiem. – Kowal spojrzał na skały, spomiędzy których dochodził głos Hasa. – Dziękuję.

– Nie ma za co. Szósta Kompania zawsze do usług. – Kenneth podążył za swoimi ludźmi. – Rozpalcie ze dwa ogniska, zostajemy tu na jakiś czas.

Uśmiechnął się pod nosem. Udało im się, doprowadzili Verdanno w miejsce, w którym ci mogli poczuć wiatr ze swojej ojczyzny. W takiej chwili nawet gulasz z suszonej wołowiny będzie nieźle smakował.

* * *

Skała jęczała głucho, dudniła i drżała. I to drżała tak, że nawet siedząc kilkadziesiąt jardów od szczeliny, czuli to w kościach. Orne i Has przypuścili zdecydowany szturm na kamień, a wspierająca ich grupa pomniejszych czarowników i czarownic okazała się liczniejsza, niż Kenneth mógł przypuszczać. Przynajmniej kilkunastu ludzi ubranych czasem tak ekstrawagancko, jak Has, a czasem zwyczajnie, kręciło się w pobliżu wejścia do szczeliny, a zbliżając się do nich, Kenneth zawsze czuł na języku żelazisty posmak i włosy jeżyły mu się na całym ciele. Czarownicy Verdanno korzystali z Mocy w sposób może nie tak widowiskowy, jak się spodziewał, ale bardzo intensywny.

I skuteczny. Do południa wejście miało już dobre osiemnaście stóp szerokości, jęczało i buchało parą, a wozy wywożące z wnętrza skalny gruz ledwo nadążały z pracą.

Powietrze i woda. Tak powiedział And’ewers. Powietrze i woda miały być domeną Hasa i czarownik wykorzystywał je do miażdżenia i kruszenia skał z jakąś ponurą, bezwzględną zaciętością. Nie poszedł, jak Kenneth się tego spodziewał, na drugą stronę góry, by spojrzeć na wyżynę, odmówił swojemu pragnieniu, jakby chciał je wykorzystać jako siłę napędową do walki z kamieniem. Potem zaczął poszerzać przejście. I trzeba przyznać, że robił to w sposób, który mógł wzbudzić podziw każdego meekhańskiego czarodzieja.

Porucznik tylko raz podszedł popatrzeć, jak Has pracuje. Czarownik uwalniał Moc, topiąc śnieg i lód zalegający w przejściu, ale nie pozwalał wodzie uciec, wypłynąć na zewnątrz, tylko zmuszał ją do wędrówki po skalnych ścianach, do wspinania się na skały, wsiąkania w szczeliny i niewidoczne gołym okiem pęknięcia, do penetrowania kamienia. W sumie były to proste sztuczki, które każdy czarodziej korzystający z aspektów związanych z wodą mógł wykonać. Ale potem Has stanął na palcach, rozłożył szeroko ręce i nagle wykonał gest, jakby próbował klasnąć albo łapał nadlatujący pocisk. Dłonie zatrzymał jakiś cal od siebie, ale między skałami rozległ się głuchy dźwięk, a Kenneth miał wrażenie, że ktoś wykręca mu żołądek.

I nagle skalne ściany zazgrzytały, zadudniły głucho i zaczęły się pokrywać warstwą szronu. Lodowy jęzor sięgał stóp czarownika i pełzł na boki i w górę jak malowane na szybie mroźne kwiaty, tylko sto, tysiąc razy szybciej. W niektórych miejscach grubiał, pęczniał zmrożonymi zrębami, dziwacznymi, przestrzennymi naroślami, w innych ściekał w dół stalaktytami. I cały czas towarzyszyły mu jęki i trzaski pękających kamieni.

Has stał bez ruchu, a skały wokół niego pokrywały się szronem, wreszcie zrobił wydech, opadł na pięty i opuścił ręce. Potem odwrócił się i spojrzał na porucznika.

– Uff, dawno – zachrypiał – dawno nie czułem czegoś takiego. Takiej Mocy... na Wschodzie, na Stepach, lepiej było uważać na waszych tropicieli nieprawomyślnych czarowników, na Łowczych Laal, wszędzie węszących za Pomiotnikami. Prawie zapomniałem, jak to jest.

Mówił powoli, z wyraźnie ściśniętym gardłem, ale w oczach tańczyła mu dzika, nieposkromiona radość. Kenneth mimo woli uśmiechnął się szczerze.

– Ktoś jest winien moim ludziom pranie – wskazał na lodowe rzeźby. – Nie musieliśmy wtedy taplać się w błocie.

– Od odrobiny błota jeszcze nikt nie umarł. – Z ust czarownika buchała para. – Dobrze jest zawczasu ocenić, z kim się idzie na szlak.

– Racja. – Porucznik pokiwał głową i zmienił temat. – Plemienne duchy? Czy dzikie? Ale dzikich nie utrzymałbyś tyle lat z dala od rodzimych ziem, mam rację?

Uniesienie brwi, kpiący grymas, ironiczne skrzywienie warg, wszystko to, co Kenneth widział już w wykonaniu Hasa dziesiątki razy.

– No, no. Ktoś tu przeszedł szkolenie u Szczurów? Albo w jakiejś świątyni?

– Albo służył w położonej najbardziej na północ prowincji, tuż obok ziem aherów, a ich szamani wiążą z sobą duchy poprzez krew i ból. Umiem rozpoznawać takie rzeczy. To – Kenneth wskazał na szron – to nie tylko czyste aspekty.

– Skąd wiesz?

– Bo niektóre z tych lodowych rzeźb, które widać, przybrały kształty zwierząt i roślin.

Has obejrzał się gwałtownie przez ramię.

– He, he. Draniu, prawie mnie nabrałeś.

– Prawie? Omal nie skręciłeś sobie karku. Ale to nie tylko czyste aspekty?

– A po co ci ta wiedza? Jeśli za kilka miesięcy staniesz przed sądem, żeby zeznawać w sprawie naszej ucieczki, będziesz musiał kłamać albo przyznać, że widząc działanie nieaspektowanej magii, nie interweniowałeś, a jako oficer Górskiej Straży pewnie masz taki obowiązek. Naprawdę chcesz, żeby jakiś wojskowy włazidup próbował cię za to wysłać do lochu?

Kenneth otworzył usta i zaraz je zamknął. O tym nie pomyślał. Jeśli Imperium będzie chciało zachować pozory, że wtargnięcie Wozaków na Wyżynę Lytherańską odbyło się bez zgody Cesarza, to na pewno oficer dowodzący oddziałem towarzyszącym Verdanno w górach stanie przed sądem. Jako świadek lub podejrzany. Nagle dotarło do niego, dlaczego Czarny przydzielił tę misję oddziałowi spoza Olekadów. Jego Bękarty zostaną z czystym kontem.

W sumie, dlaczego nie? Gdy będzie po wszystkim, Czerwone Szóstki wrócą do Belenden i na wschodniej granicy nie zostanie nikt, kogo można by oskarżać. Rozwiązanie dobre dla każdego.

– Nie – stwierdził więc. – Nie chcę wiedzieć. Właściwie to nic nie widziałem. Co teraz?

– Teraz ocieplimy nieco atmosferę. – Has wyszczerzył się kpiąco i odwrócił ku szczelinie. – Lepiej się trochę cofnijmy.

Sięgnął po Moc. I nie miało znaczenia, czy korzysta z aspektów, czy ujarzmia ją, jak to robili plemienni czarownicy i szamani, uciekając się do pomocy duchów, stworów zza Mroku czy innych, nienazwanych bytów. Najważniejsze, że czynił to skutecznie. Kenneth znów poczuł ciężki, metaliczny posmak w ustach, zakręciło mu się w głowie. A wtedy – w miarę jak szron znikał – ściany zaczęły ciemnieć, lodowe sople kruszyły się i łamały, woda ściekała, i nagle, z głuchym stęknięciem, na pozornie gładkich powierzchniach pojawiły się pęknięcia. Chwila, dwie, i potężne odłamki oddzieliły się od skały i runęły, niemal całkowicie zamykając przejście.

Czarownik pokiwał głową z zadowoleniem. Machnął ręką, woda zaczęła wpełzać na te głazy, szukać szczelin, wsiąkać w nie... Klaśnięcie i lodowe kwiaty porosły wszystko wokół, a głazy wydały z siebie dźwięk, jakby uderzył w nie olbrzymi młot. Najbliższy po prostu rozpadł się na kawałki, ukazując wnętrze poprzerastane lodem.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)