Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 152
Перейти на страницу:

– Mam propozycję, panie poruczniku.

– Jaką?

– Rankiem będzie gęsta mgła, czuję to w kościach.

Porucznik obserwował go spod zmrużonych powiek. Światło pochodni malowało na kanciastej twarzy młodszego dziesiętnika głębokie cienie, maskujące nawet wyraz oczu, ale cała postawa podoficera była zdecydowanie inna niż do tej pory. Nur nie był już taki... obcesowo arogancki, lekceważący i Kenneth musiał sam przed sobą przyznać, że przegapił chwilę, gdy ta zmiana zaszła. Gdyby on sam był trochę bardziej próżny, mógłby uznać, że to wpływ dobrego oficera. Tylko że Nur nadal wyglądał na takiego, co to oficerom przegryza gardła i nie poddaje się żadnym wpływom.

– No i?

– Jeśli tu jest szczelina prowadząca na drugą stronę góry i powieje wiatr ze wschodu...

Kenneth rozejrzał się. Większość kompanii stała tu i tam, z pochodniami w dłoniach, choć w ciemnościach mogli liczyć raczej na szczęście niż wzrok. Wszyscy spali poprzedniej nocy tylko kilka godzin, a zmęczeni ludzie mogą przegapić przejście, choćby było wielkości chałupy.

– Skąd będzie najlepiej widać?

– Myślę, że musimy się cofnąć pod obóz Wozaków, panie poruczniku. Będziemy widzieć ponad milę na obie strony.

– Dobrze. Kompania! Zbierać się!

Tam właśnie rozbili namioty. I czekali na świt w miejscu, skąd rankiem mieli widok na ścianę Zewnętrznych Wierchów. Te góry były wysokie, czarne i popękane. Niegościnne jak gawra z niedźwiedzicą w ciąży. Z drugiej strony, od Wyżyny musiały sprawiać jeszcze gorsze wrażenie. Kenneth wiedział, że na całej wschodniej ścianie Olekadów nie ma ani jednej przełęczy, wąwozu, przesmyku, nic, tylko lekkie wzniesienie terenu i wyrastające z niego nagie skały.

To już z tej strony całość wygląda lepiej, przynajmniej kosodrzewina jakoś się trzyma, pomyślał kwaśno.

Razem z zimnym słońcem pojawiła się mgła, gęsta jak śmietana, najpierw klejąca się do ziemi, a potem wysuwająca pasma w stronę gór. Po kwadransie wał mgły oparł się o skalną ścianę, pogrążając połowę hali w mlecznym oparze.

Kompania obserwowała to w milczeniu.

I nagle, gdy Kenneth już stracił nadzieję, coś dmuchnęło w białą ścianę, mgła zakłębiła się, jakby przedarł się przez nią niewidzialny kształt albo bitewny mag uformował strumień Mocy. Kilku strażników zagwizdało z uznaniem, ktoś podszedł i poklepał Nura po plecach. Kenneth uśmiechnął się lekko i żartobliwie zasalutował. Młodszy dziesiętnik skinął głową i oddał honory, nie spuszczając wzroku z porucznika.

Kenneth zaklaskał:

– Andan! Dwie włócznie, namierz mi tę dziurę. Zostaniesz tu i będziesz nas kierował.

Raz-dwa wbito głęboko w ziemię dwie włócznie, jedną z przodu, drugą dwadzieścia stóp za nią. Linia wyznaczona przez ich wierzchołki pokrywała się z miejscem, z którego dmuchał wiatr. W górach odległości mogły mylić, a zapamiętywanie miejsca na oko kończyło się na ogół szukaniem jakiegoś punktu z dokładnością do kilkudziesięciu jardów w lewo czy w prawo.

– Znaki?

– Jeden dym w lewo, dwa w prawo, żaden, jesteśmy na miejscu.

– Tak jest.

– I Andan... w twoje lewo, nie nasze. I czekaj, aż dotrzemy na miejsce. Idziemy, mgła powinna zaraz opaść.

Na miejscu, kierowani przez unoszące się w górę słupy dymu, znaleźli w końcu przejście.

Szczelina nie była szersza niż dwie stopy i zarośnięta krzakami. Na dodatek kilka jardów w głąb blokował ją zator z kamieni i zamarzniętego śniegu. Zimą musiała tu spaść lawina i warstwa śniegu sięgała jeszcze na wysokość trzech chłopa. Późną jesienią może i rzeczywiście można było tędy przejść, ale teraz? Zapewne w końcu ciepłe wiatry i deszcze roztopią przeszkodę, ale na to potrzeba miesięcy. Kenneth obejrzał dziurę i przywołał najbliższego dziesiętnika.

– Cerwes, do mnie.

Dowódca Szóstej dziesiątki podszedł, rzucił okiem, ściągnął hełm, podrapał się po głowie, gwizdnął. Wąskie pęknięcie rozszerzało się ku górze, ale niechętnie, jakby zrobiono je w skale wyjątkowo wąską klingą. Przy dnie miało trzy stopy szerokości, a wysoko, wysoko, wąziutki pasek nieba sugerował, że tam nie ma wiele więcej. Masa brudnego śniegu i kamieni blokowała je skutecznie.

– Weźmiesz ludzi i pójdziecie górą, sprawdźcie, jak daleko sięga ten śnieg i czy wszędzie jest tak wąsko. Bo tu na pewno nie zbudują sobie pomostu, chyba że na sam szczyt.

– Kto idzie ze mną?

Kenneth zmarszczył brwi. No tak, przyzwyczaił ludzi, że zawsze idą dwie dziesiątki, jedna stara i jedna nowa. Tylko że to od razu zwalało całą odpowiedzialność za zadanie na Andana, Bergha albo Velergorfa jako starszych stopniem. Pora usamodzielniać młodszych podoficerów.

– Potrzebujesz niańki, młodszy dziesiętniku? A może chcesz powiedzieć, że sobie nie poradzisz?

– Nie, panie poruczniku. Tak, panie poruczniku. To znaczy poradzimy sobie, panie poruczniku.

– No to do roboty. Varhenn! Poślij kogoś po And’ewersa i Hasa. I niech Andan zbiera się tutaj.

– Już posłałem, panie poruczniku.

– Dobra. Chwila na odpoczynek.

Chwila ta trwała, dopóki nie wróciła dziesiątka Cerwesa. Raport był krótki – dalej szczelina się rozszerza, nawet do ośmiu stóp, choć jej dno rzadko jest równe. Całość lekko zakręca i dlatego nie widać nic na przestrzał, wylot znajduje się kilkaset jardów od ostrogi. Wyżyna nie ma końca. Kenneth przyjął salut i odesłał Szóstą na bok. Teraz czekali.

And’ewers przyjechał rydwanem. Kenneth pierwszy raz widział bojowy pojazd Verdanno z bliska. Szeroko rozstawione koła, burty z gęsto splecionej wikliny, elastyczna podłoga z pasów suszonej skóry. I dwa konie, długonogie i szerokopierśne. Konie przeznaczone do pościgów i szybkich manewrów. Burty osłaniały woźnicę i jego towarzysza aż do pasa, a dla dodatkowej osłony można było na nich powiesić tarcze, lecz mimo to całość sprawiała wrażenie lekkości i zwrotności. Być może najbardziej podkreślały to koła, wysokie na ponad cztery stopy, za to z ośmioma szprychami nie grubszymi niż cal. Aż dziwne, że nie rozleciały się pod ciężarem kowala i jego towarzysza.

And’ewers bezbłędnie wyłowił kilka spojrzeń.

– Nigdy nie widzieliście rydwanu?

– Nie z tak bliska. – Velergorf wyglądał na zafascynowanego. – Gdzie je chowaliście?

– Każdy można rozebrać i załadować na wóz. Całość waży nie więcej niż sto pięćdziesiąt funtów.

– No myślę. Używacie czarów, żeby ta zabawka się nie rozpadła?

– He, he. – Has wyłonił się zza pleców And’ewersa. – Dobre. Utrzymają trzech ludzi w pełnym uzbrojeniu, pędząc cwałem przez step. Mieliśmy mnóstwo czasu, żeby je udoskonalić. Gdzie ta szczelina?

– Tu. – Kenneth wskazał miejsce za swoimi plecami. – Jest gorzej, niż myślałem.

Oględziny dziury w skałach trwały chwilę. Porucznik stwierdził z pewną ulgą, że ani kowal, ani czarownik nie wyglądali na rozczarowanych.

– Wysłałem dziesiątkę, by sprawdziła, czy nic więcej nie blokuje drogi. Trzeba usunąć ten śnieg i kuć. Jeśli Czarny się zgodzi, możemy ściągnąć doświadczonych budowniczych, specjalistów od tuneli...

Przerwał, widząc na twarzy Hasa coś dziwnego. Czarownik miał zamknięte oczy, oddychał głęboko, pełną piersią wciągając hausty powietrza. Prawą rękę wyciągnął przed siebie, a jego palce wykonywały powolny taniec, jakby pieściły niewidzialny klejnot. Odezwał się nagle, ochrypłym szeptem w języku Wozaków, postąpił krok naprzód, po chwili kolejny i wszedł do szczeliny.

Kenneth zrobił ruch, jakby chciał za nim pójść, ale potężne ramię zablokowało mu drogę.

– Nie. – Kowal patrzył na porucznika spokojnie, bez złości. – Niech będzie przez chwilę sam. Czekał na to bardzo długo.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)