Pelagia i czerwony kogut
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Prowincjonalny kryminał #3
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: Noir sur Blanc
- ISBN: 83-7392-078-1
- Переводчик: Henryk Chłystowski
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:
Rebe Szefarewicz zaprowadził uczniów do Ściany Płaczu.
Stanęli w szeregu i zaczęli się modlić. Szmulik zamknął oczy, aby wyobrazić sobie Świątynię w całej jej nieprzemijającej wspaniałości – jaka była dawniej i jaka będzie, kiedy wybije godzina.
Nagle sąsiad szturchnął go łokciem w bok i kogoś mu wskazał.
Stał tam włóczęga w brudnym chałacie, przepasany niebieską szmatą. W ręku trzymał sękaty kostur, a na nogach miał chłopskie łapcie, uwalane zaschłą gliną. Goła kudłata głowa, na plecach worek na sznurku – w krainie Pejl nazywają je sidorami.
Oberwaniec z ciekawością obserwował kołyszących się boleściwie Żydów. Niedbale zadarł szatę i podrapał się po żylastej, włochatej goleni – spodni pod łachmanami nie miał.
Cóż to robicie, ludzie, i dlaczego płaczecie? – zapytał po hebrajsku, dziwacznie wymawiając słowa. Wyglądało na to, że mimo rosyjskich łapci jest jednak Żydem, tyle że dosyć osobliwym. Żeby Żyd nie wiedział, co opłakuje się przy Ścianie Płaczu?! Z całą pewnością obłąkany.
Prawo nakazuje okazywać szaleńcom współczucie, Szmulik więc odpowiedział uprzejmie włóczędze – rzecz jasna, nie po hebrajsku (święty język nie jest przeznaczony do byle jakiego gadania), ale w jidysz:
– Opłakujemy zburzoną Świątynię.
Niezbyt dobrze rozumiem twój język, odparł golonogi w swym śmiesznym hebrajskim, przypominającym klekotanie ptaka. Powiedziałeś, że opłakujecie świątynię? Tę, która stała tutaj dawniej? Wskazał Wzgórze Świątynne.
Szmulik skinął, już żałując, że wdał się w rozmowę.
Włóczęga zdziwił się. A po cóż to, powiada, ją opłakiwać? Kamienie to kamienie. Lepiej, byście się modlili, żeby jak najszybciej przyszedł Meszycha.
Szmulik nie od razu zrozumiał, co to za „Meszycha", ale kiedy się domyślił, że to przekręcone słowo „Masziach", Mesjasz, to się przestraszył. Tym bardziej że rebe przestał odmawiać modlitwę i odwrócił się. Podskoczył do niego Beri, który wszystko wie, i szepnął:
– Rebe, to rosyjski prorok Manujła, ten właśnie... Widziano go już w mieście, mówiłem wam. Czoło nauczyciela groźnie się zmarszczyło, a on sam głośno powiedział po rosyjsku:
– Jestem Aron Szefarewicz, członek rady rabinów miasta Jeruszalaim. A kimże jesteś ty, który toczysz czcze rozmowy w języku modlitwy, dla ciebie obcym? Skąd przyszedłeś i jak się nazywasz?
Włóczęga odpowiedział, że nazywa się Emmanuel, a przyszedł z góry Har Ha-Zetim, gdzie spędził noc w jednej z tamtejszych jaskiń. Po rosyjsku mówił także nieszczególnie – o takich powiada się, że mają „kaszę w ustach". I co to za jaskinie na Górze Oliwnej? Może grzebalne? No, to rebe da mu teraz za bluźnierstwo!
Nauczyciel jednak o jaskinię się nie dopytywał, zamiast tego rzekł z obrzydzeniem:
– I dlatego jesteś taki brudny w dzień szabatu? Kopałem ziemię, to i uświniłem się jak prosiak, beztrosko zaśmiał się Emmanuel.
– Kopałeś ziemię? W szabat? I chcesz mienić się Żydem? Wokół zebrał się cały tłum. Wszyscy chcieli posłuchać, jak wielki talmudysta, mistrz słownych pojedynków, rozprawi się z fałszywym prorokiem. Człowiek, który nazwał się Emmanuelem, lekceważąco machnął ręką. Ee, powiedział, nie człowiek dla szabatu, ale szabat dla człowieka.
– Żydzi tak nie mówią, tak mówi chrześcijański bóg Jezus – zauważył na stronie, zwracając się do uczniów, rebe Szefarewicz. – Nie, Emmanuelu, ty nie jesteś Żydem.
Włóczęga przysiadł na piętach, położył kostur na kolanach i z rozbawieniem, od dołu, popatrzył na nauczyciela. Odpowiedział tak. Żadnego boga Jezusa nie znam, a Żydem jestem, możesz być tego pewien. Wszak Żyd to nie ten, który zrodzony jest z Żydówki, nosi pejsy i nie je wieprzowiny, ale ten, który pragnie oczyścić duszę. Żydem może zostać każdy, kto zawrze przymierze z Bogiem, i bezcelowe jest tu wymyślanie głupich zakazów i pozbawianie małych chłopców kawałka ciała. Bóg uwierzy człowiekowi i bez tego. Tu Emmanuel zaniósł się śmiechem i zakończył swą bluźnierczą przemowę w sposób absolutnie nieprzyzwoity, wręcz łobuzerski. Rozważ sam, powiedział, członku rady rabinów, po co Bogu, do którego należą wszystkie skarby nieba i ziemi, jeszcze i taki skarb – kawałek twojej pipiske!
Zabawne słówko zabrzmiało tak nieoczekiwanie, że niektórzy uczniowie zachichotali, Szmulik zaś przymknął oczy, aby czym prędzej uwolnić się od obrazu, jaki natychmiast wyrysowała zbyt zuchwała wyobraźnia: Pan Bóg przygląda się darowi rebe Szefarewicza i zastanawia się, co ma z tym drobiazgiem zrobić – czy ma go jakoś zachować, czy też wyrzucić.
Chichoty urwały się. Zapanowała złowieszcza cisza. Jeszcze nikt nigdy tak strasznie nie znieważył czcigodnego rebe, i w dodatku na oczach całego tłumu Żydów! I nie gdzie indziej, tylko pod Ścianą Płaczu!
Czy należy się dziwić, że nauczyciel nie potrafił się opanować?
– Żydzi! – zakrzyknął, potrząsając pięścią. – Bijcie w niegodziwca kamieniami!
Mało kto spośród obecnych podniósł kamień, a jeśli nawet, to raczej dla pozoru. Bo jakże to –
obrzucać żywego człowieka kamieniami?
Rzucił tylko Michl-Byk, najgorszy spośród uczniów, którego rebe trzymał w jeszybocie do najcięższych robót. Michl był dwakroć roślejszy od pozostałych i czterykroć silniejszy. Wszyscy bali się jego gniewnego i bezwzględnego charakteru. Szmulik widział raz, jak Byk pochwycił za ogon psa podwórzowego i roztrzaskał mu głowę o ścianę. Przy czym pies go nie ugryzł, nawet nie obszczekał – leżał tylko pośrodku drogi, co psy bardzo lubią.
Kamień trafił kucającego w pierś. Ten zachwiał się, ale podniósł szybko i przyłożył rękę do miejsca, gdzie go uderzono.
Michl ujął następny kamień, ale wówczas Emmanuel, patrząc krzywdzicielowi w oczy, wyrzekł szybko bardzo dziwne słowa. Chłopcze, zawołał żałośliwie, to mnie boli! Boli mnie tak samo jak twego ojca, kiedy go zabijano.
Byk wypuścił kamień i pobladł. Szmulik nigdy by nie uwierzył, że twarda miedziana gęba Michla może być tak biała.
Bo i jakże! Skąd obcy człowiek dowiedział się, że w czasie połtawskiego pogromu „Chrystusowi oprycznicy" zabili ojca Michla?
Tu opamiętał się także rebe Szefarewicz – machnął ręką, żeby pozostali również odrzucili kamienie.
– To utrzymujesz, że jesteś Żydem? – zapytał.
Oczywiście, Żydem, wymruczał dziwny włóczęga, ściągając kołnierz swojej chlamidy na dół. Na kościstej piersi ślad po uderzeniu szybko stawał się granatowopurpurowy.
Nauczyciel rzekł złowieszczo:
– To doskonale. Henech, gejno mit mir![13]
I skierował się szybkim krokiem do pałacu Machkame, który stał w sąsiedztwie Ściany Płaczu.
Henech, miejscowy uczeń, który znał języki arabski i turecki, popędził za nim.
Szmulik od razu się domyślił, dokąd i po co spieszy rebe. W Machkame mieściły się sąd miejski i zaptija, turecka policja. Wedle prawa wszyscy Żydzi podlegają radzie rabinów i jeśli członek rady poleci wsadzić któregoś z nich do więzienia, powinno to być wykonane.
Zdaje się jednak, że Emmanuel o tym nie wiedział, bo w ogóle się nie przestraszył, a nikt spośród Żydów go nie uprzedził.
Byk ochryple zapytał:
– Skąd wiesz o moim ojcu? Włóczęga w odpowiedzi: przeczytałem.
– Gdzie przeczytałeś? W gazecie? Przecież to było siedem lat temu!
Nie w gazecie, powiedział Emmanuel, ale w książce.
13
Henech, chodź ze mną (jidysz).