Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 104
Перейти на страницу:

Możecie być pewni, że gdyby Szmulik został władcą świata, urządziłby go w najdoskonalszy sposób. Nikt by już więcej nie wojował, dlatego że zawsze przecież można się dogadać. Nikt by więcej nikogo nie dręczył: jeśli ludziom dobrze jest razem, niechaj żyją razem, ale jeśli źle, to można się rozstać, miejsca na ziemi dużo. I wszyscy goje zaczęliby przestrzegać przykazań Tory – początkowo tylko koniecznych, nazywanych chowa, a później także pożądanych, rszut. Wkrótce wszyscy, ale to wszyscy, staliby się Żydami, a Szmulik zasłynąłby jako największy spośród ludzi, większy nawet niż prorocy Mojżesz i Eliasz. Jeśli nazywać rzeczy po imieniu, zostałby mesjaszem, który uratuje świat i pogodzi go z Bogiem.

Nawiasem mówiąc, Szmulik własnym rozumem doszedł do wielkiego odkrycia, ale, broń Boże, nie podzielił się nim z rebe Szefarewiczem. Mesjasz nie przyjdzie z nieba; mesjaszem zostanie ten, kto rozszyfruje imię Pańskie i nie ulęknie się go wymówić, weźmie na siebie odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się na Ziemi. A wtenczas nadejdzie poranek, kiedy słońce nie wyjrzy już zza gór, bo nie będzie już miało po co ogrzewać ziemi: człowiek dokonał swoich przeznaczeń, proch w proch się obróci, a duch powróci do Pana. I wszystko to dzięki Szmuelowi z Żytomierza, który niegdyś nazywał się Mamzer.

Wśród uczniów wielkiego rebe Szefarewicza – przygarbionych, krótkowzrocznych, wiecznie siąkających nosami – nie on jeden płonął boskim ogniem, z którym równać się nie mogą żałosne gojowskie marzenia o karierze i bogactwie. Ale Szmulikowy płomień gorzał najjaśniej, bo był on ilujem. Madame Pierłowa, która całe życie spędziła w Kijowie i zupełnie nie znała hebrajskiego, mówiła po rosyjsku: „genialny chłopiec". To też brzmi nieźle. Nazwała go jeszcze kiedyś „Mozartem Talmudu", ale gdy okazało się, że ten Mozart to muzykant, Szmulik się obraził. Bo czy można przyrównywać szlachetną sztukę studiowania kabały do rzępolenia na skrzypcach! Z drugiej strony czegóż wymagać od kobiety, która w języku Żydów nie potrafi odmówić nawet najprostszej modlitwy?

Illuj z jeszybotu wielkiego rebe Szefarewicza – oto jaką reputację zyskał sobie Szmulik w

Jeruszalaim, a przecież jest tu zaledwie od paru tygodni.

Rzecz jasna, nic takiego by się nie zdarzyło, gdyby nie rebe, o którego uczoności i nabożności opinia dotarła aż tutaj, tak że sam riszon lecyjon, najważniejszy rabin, który ma na szyi medal od sułtana i ksywę z pieczęciami od tureckiego paszy, poprosił żytomierskiego mędrca o przybycie do świętego miasta wraz z uczniami. Czy często zdarza się, żeby aszkenazyjskiemu rabinowi przypadł w udziale taki zaszczyt?

Żydzi spierali się, jak określić rebe Szefarewicza: czy uznać go za gaona, wielkiego uczonego, czy też za lamed-wowa, to znaczy jednego z trzydziestu sześciu sprawiedliwych, którzy zawsze powinni być obecni na świecie, dlatego że tylko z ich powodu Pan nie niszczy naszej grzesznej Ziemi. Jeśli na świecie zabraknie choć jednego lamed-wowa – to koniec. Dla trzydziestu pięciu On nie zechce już tego dłużej znosić.

Kiedy w zeszłym roku rebe Szefarewicz zachorował na świnkę (a wszyscy wiedzą, jak niebezpieczna to choroba dla niemłodego człowieka), Szmulik okropnie się przestraszył: nie daj Boże, nauczyciel umrze, a z nowym lamed-wowem wyjdą jakieś trudności – i co wtenczas? Ale rebe nie umarł, stał się jedynie jeszcze bardziej zawzięty.

Wielki Szefarewicz to człowiek szczególny. Jak wiadomo, przy narodzinach każda dusza obdarowana jest iskrą Bożą, u niego zaś to nie iskra i nawet nie świeczka, ale pochodnia, całe ognisko – stać w pobliżu trudno. A i niebezpiecznie, tylko patrzeć, jak się oparzysz. Z tej przyczyny rebe Szefarewicz miał w Żytomierzu wielu wrogów, ale i tutaj, w Jeruszalaim, choć minął zaledwie miesiąc od przyjazdu, wielu także zaczyna się krzywić. Powiadają: nazbyt jest gniewny.

No cóż, to prawda. Nauczyciel jest surowy. Jeśli zajrzy do pokoju lekcyjnego i zobaczy, że ktoś nie zdążył jeszcze się umyć i mruga oczyma, to będzie az och'n wej, krzyki „och" i „wej", czyli, wyrażając się językiem Biblii, płacz i zgrzytanie zębów.

Dlatego, mrużąc oczy od słońca, Szmulik włożył spodni tałes, przygładził niedbale długie włosy i odmówił modlitwę po przebudzeniu: „Dziękuję Ci, Królu żywy i prawdziwy, za to, że w Swojej łasce przywróciłeś mi duszę moją".

Polewając wodą dłonie (każdą po trzykroć, jak jest ustanowione), odmówił modlitwę ablucyjną. Potem udał się do ustronnego miejsca i złożył dziękczynienie Panu Świata za to, że ów mądrze stworzył człowieka, zaopatrując go w niezbędne otwory i wewnętrzne jamy.

Po trzech kolejnych modlitwach – za błogosławieństwo duszy, za spożycie śniadania (żeby nasi wrogowie tak jedli: kubek gorącej wody i połówka placka) i za naukę – Szmulik usiadł wraz z innymi uczniami przy stole i zagłębił się w Gemarze.

Sąsiedzi zachowywali się niestosownie, by nie powiedzieć hałaśliwie: albo czytali głośno, albo potrząsali głowami i kołysali się, a nawet wymachiwali rękami, Szmulik jednak niczego wokół siebie nie widział i nie słyszał. Nie ma na świecie zajęcia bardziej pochłaniającego niż wpisywanie do zeszyciku kombinacji liter i gematrycznych wyliczeń. Zupełnie jakby czas przestał istnieć, zamierając nabożnie: oto już-już Szmulik dotknie Tajemnicy, a świat nie będzie taki sam jak przedtem. Zdarzyć się to może kiedykolwiek, w każdej chwili!

Dźwiękiem, który przywrócił przyszłego zbawcę ludzkości do spraw przyziemnych, było burczenie w brzuchu sąsiada, balabesa Mendlika. Balabesami albo balbesami nazywano młodych przyżenionych, którzy mieszkali i stołowali się przy rodzinie przyszłej żony do czasu osiągnięcia dojrzałości. Mendlik miał zaledwie czternaście lat, musiał więc jeszcze trochę poczekać.

Wcześniej na prawo od Szmulika siedział Michl-Byk, którego imienia zakazano teraz wymawiać, ale przecież na myśli zakazu nie da się nałożyć. O nieszczęsnym Byku Szmulik myślał często. Gdzie jest teraz? Jak mu się wiedzie?

Żyje sobie człowiek, niechby nawet tak tępy i gruboskórny jak Michl, ale to przecież Żyd, żywa dusza, a potem nie wiadomo skąd dopadnie go los, przyjmując postać bosonogiego sztukmistrza, i koniec, nie ma Żyda.

Mendlikowi znowu gdzieś zaburczało, a brzuch Szmulika odezwał się na to przychylnie. Słońce pokonało już południe. Pora na obiad.

Od razu po przybyciu do Jeruszalaim, niechaj trwa na wieki, każdemu uczniowi jeszybotu wręczono listę: w jakiej miejscowej rodzinie ma się żywić w poniedziałek, wtorek, środę i we wszystkie inne dni tygodnia. Tu już jak komu się uda. Dzień niepodobny do dnia. Jeśli rodzina biedna albo skąpa, chodzisz głodny. Jeśli gościnna i współczująca, napchasz się do niemożliwości.

Dzisiaj Szmulikowi wypadało iść do madame Pierłowej. To zarazem dobrze i źle. Dobrze dlatego, że wdowa nakarmi lepiej niż na Paschę: i mięsem, i rybą, i kremowymi ciasteczkami (chwała Bogu naszemu, który stworzył takie cudo). Źle zaś, bo usiądzie obok, będzie wpatrywała się wilgotnymi krowimi oczyma i gładziła po ramieniu, a nawet po policzku. Szmulikowi robiło się od tego niedobrze i ekierka utykała w gardle.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)