Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
- Автор: Тертлдав Гарри Норман
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-875-2
- Переводчик: Anna Reszka
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:
— To Alypia Gavra, bratanica Thorisina, zamknij więc swój plugawy pysk — zgrzytnął Skaurus.
Legionista cofnął się o krok ze strachu, potem skoczył, by znaleźć sobie gdzie indziej jakieś inne zajęcie. Marek przyglądał się jego odejściu, zaskoczony własną furią. Przecież żołnierz doszedł do jak najbardziej naturalnego wniosku.
Na zawołanie trybuna przybiegł Gorgidas, by obejrzeć Alypię. Ułożył ją w wygodnej pozycji, a potem okrył peleryną Skaurusa. Wstał i ruszył w stronę następnego rannego legionisty.
— Nie zamierzasz zrobić nic więcej? — zapytał Marek.
— Co proponujesz? — zapytał Gorgidas. — Prawdopodobnie mógłbym ją obudzić, ale to nie przyniosłoby jej nic dobrego. Z tego, co widzę, biedna dziewczyna przeżyła tyle, że starczyłoby na obdzielenie sześciu ludzi. Winisz ją, że zemdlała? Właśnie tego potrzebuje. Odpoczynek jest najlepszym lekarstwem, jakie zna ciało, i byłbym przeklęty, gdybym temu przeszkadzał.
— No cóż, zapewne masz rację — powiedział uprzejmie Skaurus, przypominając sobie po raz setny, jak drażliwy staje się Grek wówczas, gdy ktoś kwestionuje jego medyczne decyzje.
Alypia drżała i mruczała do siebie, gdy za jednym z posłańców Marka wpadł do sali tronowej Nepos. Mimo żałosnego biadolenia nad zniszczoną Wielką Bramą, tłusty kapłan był w doskonałym nastroju. Nie zatrzymując się wznosił ręce w geście błogosławieństwa. Rzymianie w większości ignorowali go, ale niektórzy z legionistów przeszli na nową wiarę i czcili Phosa; oni i służący z nimi Videssańczycy kłaniali się przechodzącemu Neposowi.
Kapłan dostrzegł Skaurusa, skinął mu głową na powitanie i zbliżając się uśmiechnął się szeroko. Ale był mniej niż w połowie drogi do trybuna, gdy nagle zatoczył się jak pod wpływem fizycznego ciosu.
— Niech Phos ma litość — wyszeptał. — Co tu się działo? — Znów ruszył, ale wolniej. Markowi przyszedł na myśl człowiek zmagający się z wichurą.
Nepos zajrzał do kotła z okrzykiem głębszej odrazy niż wstręt Skaurusa. Trybun widział jedynie odrażającą rozpustę tortury, ale Nepos, jako kapłan i mag, zrozumiał siłę czaru, jaki ona wyzwalała, i wzdrygnął się z przerażenia.
— Dobrze zrobiłeś, wzywając mnie — powiedział, najwyraźniej biorąc się w garść. — To, że Sphrantzesowie wystąpili przeciwko nam, jest jedną rzeczą, ale to… to… — Przerwał, bo brakło mu słów. — Nigdy nie wyobrażałem sobie, że mogą tak nisko upaść. Ortaias Sphrantzes, na ile go znam, jest tylko głupim młodym człowiekiem, podczas gdy Vardanes…
— Leży martwy na górze — dokończył za niego Skaurus. Nepos spojrzał na trybuna, który ciągnął: — Rozprawiliśmy się z czarami, ale czarnoksiężnik… — Pokrótce opowiedział, co zaszło. — Być może oblegamy go na górze — skończył.
— Avshar w pułapce? W pułapce? — wybuchnął Nepos, gdy słowa trybuna w pełni doń dotarły. — Dlaczego zatem tracimy czas na gadanie?
— Być może — powtórzył z naciskiem Marek, ale kapłan już nie słuchał. Odwrócił się i pobiegł ku schodom, a jego błękitna szata plątała mu się wokół kostek. Marek usłyszał najpierw sandały klapiące na schodach, a potem jak Nepos zderzył się ze schodzącym Rzymianinem.
— Z drogi, ty niedołęgo, ty wyliniała fujaro! — krzyknął Nepos tenorem skrzeczącym z podniecenia.
Rozległo się szuranie, gdy on i żołnierz mijali się na ciasnych schodach, potem kapłan znów pomknął na górę.
Kiedy legionista pojawił się na dole, nadal potrząsał głową.
— A tego co ugryzło? — zapytał płaczliwie, ale nie otrzymał odpowiedzi.
Alypia Gavra otworzyła oczy. Nepos prawie na nią nie spojrzał; ohydne czary Avshara i słowa Skaurusa, że książę-czarnoksiężnik może być nadal osiągalny, wypędziły z jego myśli takie drobiazgi jak bratanica cesarza.
Księżniczka usiadła powoli i ostrożnie. Marek był gotów ją podtrzymać, ale ruchem ręki odmówiła pomocy. Choć nadal była bardzo blada, jej usta skrzywiły się z irytacji.
— Miałam o sobie lepsze zdanie — powiedziała.
— To nie ma znaczenia — odpowiedział trybun. — Ważne, że jesteś bezpieczna i miasto jest w rękach Thorisina.
Tak jest naprawdę — pomyślał raczej z oszołomieniem. Wcześniej był zbyt pochłonięty walką i dopiero teraz zdał sobie sprawę ze zwycięstwa. Ogarnęło go podniecenie.
— Och tak, jestem doskonale bezpieczna. — W głosie Alypii brzmiał zmęczony, cyniczny ton, którego Marek nie słyszał wcześniej. — Mój stryj bez wątpienia powita mnie z otwartymi ramionami. Mnie, żonę swego rywala Autokratora i zabawkę… — Przerwała, nie chcąc nawet wypowiadać tej myśli.
— Wszyscy wiemy, że zostałaś zmuszona do zawarcia tego małżeństwa — powiedział zdecydowanie Skaurus.
Alypia zdobyła się na nikły uśmiech, ale bardziej z powodu jego zapalczywości niż słów. Część uniesienia trybuna przygasła. Niepokój Alypii miał nieprzyjemny wydźwięk prawdy.
Rozproszył go odgłos schodzącego z góry Neposa. Nietrudno było rozpoznać kapłana po krokach; jego sandały klapały, a nie stukały jak podkute obuwie Rzymian. Łatwo było również odgadnąć jego nastrój, bowiem kroki były powolne i ciężkie, niepodobne do podnieconego tupotu, z jakim mknął na górę.
Pierwszy rzut oka potwierdził obawy trybuna; światło zniknęło z oczu kapłana, ramiona zaś opadły, jak gdyby dźwigał na nich ciężar świata.
— Zniknął? — zapytał retorycznie Marek.
— Zniknął! — powtórzył jak echo Nepos. — Smród magii będzie snuł się przez wiele dni, ale jej autor uciekł, by dręczyć nas dalej. Niech Skotos zaciągnie go wprost do piekła! Czy jego siła nią ma granic?! Czar teleportacji znany jest w naszej Akademii, ale wymaga długich przygotowań i nie pozwala rzucającemu zabrać ze sobą niczego. Jednakże Avshar rzucił go w ciągu kilku sekund i zniknął razem ze zbroją, mieczem i wszystkim innym. Może Phos sprawi, że w pośpiechu pomylił się i pojawił w sercu wulkanu albo na otwartym morzu, gdzie zatonął pod ciężarem swej zbroi.
Ale beznadziejny ton kapłana dawał do zrozumienia, jak mało to było prawdopodobne. Skaurus też nie mógł wyobrazić sobie tak prostego końca Avshara. Był pewien, że książę-czarnoksiężnik udał się tam, gdzie chciał i nigdzie indziej — bez względu na to, jakie miejsce podsunęła mu jego przesycona jadem imaginacja. I ta myśl sprawiła, że w ustach trybuna smak triumfu stał się gorzki.
ROZDZIAŁ IX
Viridoviks powiedział:
— Ostatnie wydarzenia tylko potwierdzają to, co mówiłem od początku; tym Videssańczykom nie wolno ufać. Mieszkańcy miasta przez całe oblężenie opowiadali się za Sphrantzesami, a potem, gdy ci przegrali, zwrócili się przeciwko nim.
— Rzeczy rzadko są takie proste — odparł Marek, odchylając się na krześle.
Rzymianie wrócili do koszar, które zajmowali w zeszłym roku, zanim Mavrikios rozpoczął kampanię przeciwko Yezda. Słodki zapach kwitnących pomarańczy wpadał przez szeroko otwarte okiennice; drobna siatka zatrzymywała nocne owady.
Gajusz Filipus ugryzł twardą bułkę z żelaznych racji każdego legionisty, które naruszono, gdyż w mieście zaczynało brakować jedzenia. Przeżuwał kęs w zadumie, a po chwili sięgnął po stojący na niskim stole kubek wina i napił się.
— Tak, ci przeklęci głupcy sami sprowadzili nieszczęście na własne głowy — przyznał. — Gdyby bandyci Rhavasa… nie, powinien powiedzieć Avshara… nie wyprawili się na plądrowanie, by uczcić odparcie naszego ataku, przewrót Zigabenosa zakończyłby się niczym.