Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]

Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:

Po przegranej bitwie, w której zginął władca Videssos, Mavrikios Gavras, Imperium pogrążyło się w chaosie. Rozgorzła walka o władzę. W zamieszaniu wojny domowej nowym Imperatorem ogłasza się Ortaias Sphrantzes, a wówczas rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa staje po stronie prawowitego sukcesora tronu — Thisina Gavrasa...
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 94
Перейти на страницу:

Nawet walcząc z czarnobrodym oprychem, Skaurus zastanawiał się, dlaczego Avshar z taką łatwością oddał schody, dlaczego na chwilę zostawił bitwę swoim stronnikom. Gdzie on jest? Przeciwnik wymachiwał mieczem jak szaleniec, trybun miał więc niewiele czasu na rozglądanie się.

W pewnej chwili pozwolił, by szabla przeniknęła z sykiem obok niego, wszedł w zatoczony przez nią łuk i ciął bandziora po gardle. Tak, Avshar był tutaj, stał przed zamkniętymi drzwiami z Vardanesem Sphrantzesem. Schylając się, mówił coś do Sevastosa, który przecząco potrząsał głową. Wtedy trzasnął go w twarz odzianą w ciężką rękawicę dłonią.

Vardanes, okazujący w chwili upadku wszystkich swych nadziei resztki silnej woli, nadal nie chciał wykonać polecenia czarnoksiężnika. Avshar z zimną premedytacją uderzył go po raz drugi. Marek miał wrażenie, że coś jakby złamało się w dumnym Sevastosie. Biurokrata przez całe życie rządził swoją frakcją bez uciekania się do brutalnej siły, przez rzucanie dumnych żołnierzy Videssos na kolana bez stosowania przemocy. Teraz miał do czynienia z osobą, której, jak odkrył, nie może stawić czoła. Wyciągnął mosiężny klucz zza pasa, przekręcił go w zamku i wsunął się do sąsiedniego pokoju.

Marek zapomniał o nim prawie natychmiast. Walczył opierając się plecami o plecy Yiridoviksa. Wspólnymi siłami oczyścili dość przestrzeni, by mogli wejść legioniści ze schodów. Mimo napływających bez przerwy posiłków, walka była niezwykle zacięta. Zacięta dla mieczy Skaurusa i Celta, bowiem ostrza Rzymian nie mogły zranić ludzi Avshara. Trzeba było tłuc ich drzewcami włóczni i innymi namiastkami maczug albo rozbrajać zręcznym ruchem miecza, a potem rzucać na podłogę i wykańczać gołymi rękami. Bandyci kazali Rzymianom drogo płacić za swe życie.

Cena miała jeszcze wzrosnąć, ale Avshar, jakby uważając, że wszystko stracone, stał na uboczu i przyglądał się, jak jego ludzie giną jeden po drugim. Jedynie wtedy, gdy jakiś legionista podchodził zbyt blisko do strzeżonych przez niego drzwi, jego miecz wyskakiwał w stronę przeciwnika, walcząc z nim ze zwykłą zręcznością i siłą. W szukaniu łatwiejszej ofiary nie było żadnego wstydu, dlatego też w końcu książę-czarnoksiężnik stał przed drzwiami nie niepokojony przez nikogo.

Walcząc z mniej zagorzałymi wrogami, Rzymianie przetoczyliby się przez nich i udali za Vardanesem Sphrantzesem. Ale Avshar był niczym lew zapędzony w matnię; jego fałszywy majestat budził grozę i strach. Pchnij — ponaglił się w myśli Skaurus — i skończ z nim. Ale w oczach Avshara, widocznych przez szczeliny przyłbicy, płonęła taka nienawiść, że trybun nie mógł się ruszyć. Nawet Viridoviks, odporny na zastraszenie, stanął jak wryty.

Zapadła dziwna cisza, przerywana jedynie sapaniem legionistów i jękami rannych. Avshar, nie odwracając się, zabębnił w drzwi. Odziana w żelazo ręka sprawiła, że drzwi aż podskoczyły na zawiasach. Odpowiedziało mu milczenie. Uderzył raz jeszcze, mówiąc:

— Wychodź, głupcze, bo inaczej odsunę się i pozwolę, by cię dopadli.

Nastała kolejna chwila ciszy, ale Avshar zaczął się odsuwać, drzwi otworzyły się i stanął w nich Vardanes Sphrantzes. Sevastos w prawej ręce trzymał sztylet. Lewa z okrutną siłą zaciskała się na nadgarstku młodej dziewczyny, ubranej jedynie w krótką koszulę z przezroczystego złotego jedwabiu, która nie tyle okrywała, ile wręcz akcentowała jej nagość.

Mimo że była wymalowana, jej twarz nie była twarzą pałacowej ladacznicy; widoczna na niej wiedza była innego rodzaju. Jednakże dopiero w chwili, gdy padły słowa spokojnego powitania: — Dobrze, że się spotykamy, Marku Emiliuszu Skaurusie — trybun poznał Alypię Gavrę.

Zaskoczony, uczynił mimowolny ruch w jej stronę. Sztylet Sphrantzesa skoczył do jej szyi. Światło zamigotało na jasnym jak lustro srebrze stali. Sztylecik był jedynie wysadzaną klejnotami zabawką wielmożów, ale mógł sprawić, że życie wyciekłoby z dziewczyny, zanim ktokolwiek zdążyłby coś zrobić. Alypia znieruchomiała pod dotykiem tej zimnej pieszczoty.

Dwa kroki dalej Skaurus również zamarł.

— Puść ją, Vardanesie — nalegał, z bliska przypatrując się Sphrantzesowi. Pulchna twarz Vardanesa była blada, wyjąwszy dwa czerwone place wskazujące, gdzie trafiła ręka Avshara. Z lewego nozdrza spływał na brodę cieniutki strumyczek krwi. Na głowie krzywo tkwił wysadzany perłami diadem, co jak na dandysa, jakim był Sphrantzes, było widomą oznaką klęski. Jego oczy, rozszerzone i wytrzeszczone, były oczami kogoś pochwyconego w pułapkę.

— Puść ją — powtórzył cicho Marek. — Ona nie kupi ci ucieczki, wiesz o tym. — Sevastos potrząsną] głową, ale sztylet opadł. Niewiele; o cal czy dwa.

Avshar zachichotał. Jego wesołość była straszniejsza od skrzeku nienawiści.

— Tak, puść ją, Vardanesie — powiedział. — Puść ją, tak jak wypuściłeś z rąk Videssos. Czerpałeś z niego przyjemność tak samo jak z niej, a potem śliniąc się patrzyłeś, jak wyślizguje ci się z rąk. Oczywiście, puść ją. Jakiż znajdziesz lepszy sposób na zakończenie swego partackiego życie? Byłeś bezwartościowy nawet jako marionetka.

Marek nigdy się nie dowiedział, czy któraś z obelg Avshara okazała się nie do zniesienia, czy też w jakiejś ostatniej kalkulacji Vardanes zadecydował — może i słusznie — że śmierć księcia-czarnoksiężnika może być jedyną monetą, jaką Thorisin Gavras zgodzi się przyjąć w zamian za darowanie życia zdrajcy. Bez względu na to, jakie były powody, Sphrantzes pchnął nagle Alypię w ramiona trybuna, potem zawirował i wbił sztylet w osłoniętą zbroją pierś Avshara.

Cienka stalowa igła była doskonałym narzędziem do przeszycia półpancerza, a w desperackie pchniecie Sphrantzes włożył całą siłę, jaka kryła się w dobrze wykarmionym ciele. Skaurus zawsze uważał, że pod zwałami tłuszczu kryją się niczego sobie muskuły. Teraz jego przypuszczenia potwierdziły się, bowiem kiedy Vardanes cofnął rękę, sztylet pozostał wbity po rękojeść. Ale Avshar nawet się nie skrzywił.

— Ach, Vardanesie — powiedział ze śmiechem, który zabrzmiał niczym brzęk tłuczonego szkła. — Daremne usiłowania do samego końca. Moja magia strzeże cię przed ukąszeniem zimnego żelaza. Czy myślisz, że czyni mniej dla mnie, swego twórcy? Patrz, to powinno być zrobione w ten sposób.

Szybki jak atakujący wąż, złapał Sevastosa, podniósł go w powietrze i cisnął nim o ścianę. Marek usłyszał trzask pękającej czaszki i pomyślał, że odgłos ten do złudzenia przypomina szczęk rozbijanego glinianego garnka. Krew zbryzgała malowane fale; Vardanes był martwy, nim osunął się na podłogę.

Avshar wyciągnął sztylet z piersi i zatknął go za pas.

— Dobrego dnia wszystkim — powiedział z ostatnim szyderczym ukłonem i skoczył do sąsiedniej komnaty.

Jego ucieczka uwolniła Rzymian z paraliżu, w jakim obserwowali dramat minionych paru minut. Rzucili się do drzwi, ale chociaż zaniki były na zewnątrz, nie mogli ich otworzyć. Zaatakowali je mieczami i osłoniętymi ciężką zbroją ramionami, lecz apartament nad salą tronową między innymi pełnił rolę małego fortu i portal nie ustąpił.

Przez ich dudnienie przebił się głos Avshara, przemawiający w jakimś chrapliwym języku, na pewno nie videssańskim. Znów magia — pomyślał Marcus czując, jak strach ściska mu wnętrzności.

— Zeprin! — krzyknął, a potem zaklął, słysząc zamieszanie towarzyszące przedzieraniu się Halogajczyka po zatłoczonych schodach.

Wojownik wpadł zadyszany na górę; jego normalnie czerwona twarz stała się prawie purpurowa. Stanął i obracał głowę, póki nie dostrzegł wysokiego pióropusza z końskiego włosia. Trybun wskazał kciukiem drzwi.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)