Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
- Автор: Тертлдав Гарри Норман
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-875-2
- Переводчик: Anna Reszka
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:
— Po drugiej stronie jest Avshar. On…
Marek miał zamiar ostrzec Halogajczyka, że Avshar odprawia jakieś czary, ale ten nie zwrócił na niego uwagi. Czerwony Zeprin hodował swoją nienawiść i żądzę zemsty od czasu śmierci Mavrikiosa pod Maraghą; teraz obydwa uczucia wybuchły z pełną siłą. Rzucił się na drzwi, rycząc:
— Dokąd teraz uciekniesz, czarnoksiężniku?
Legioniści skoczyli na boki, gdy wielki topór wżarł się w drewno. Dobrze zrobili; ogarnięty szaleńczą furią Halogajczyk nie dbał o zachowanie ostrożności. Drzazgi strzelały pod ciosami jego topora. Żadne drewno, nieważne jak grube czy wzmocnione, nie mogło długo wytrzymać takiego ataku.
Skaurus uświadomił sobie, że jego ręce obejmują mocno Alypię Gavrę; czuł ciepło jej skóry pod cienkim negliżem.
— Wybacz, pani — powiedział. — Proszę.
Narzucił jej na ramiona swą szkarłatną pelerynę.
— Dziękuję — odrzekła i odsunęła się od niego, by otulić się szczelnie okryciem. W jej zielonych oczach rozbłysła wdzięczność, która jednak nie zakryła płonącego w ich głębi bólu. — Poznałam rzeczy dużo gorsze od dotyku przyjaciela — dodała cicho.
Nim Marek zdołał ułożyć stosowną odpowiedź, Zeprin krzyknął z triumfu, gdyż deski i zasuwy poddały się w nierównej walce. Wznosząc wysoko topór, przedarł się przez wyłamane drzwi, za nim zaś pośpieszyli z bronią w pogotowiu Skaurus i Viridoviks. Gajusz Filipus i inni Rzymianie także nie tracili czasu.
Trybun nie dostrzegł, co kryje się za drzwiami ani kiedy Vardanes je otworzył, ani później, gdy uciekał za nie Avshar. Teraz wytrzeszczył oczy ze zdumienia. Była to komnata żywcem wyjęta z kosztownego burdelu: lustrzany sufit z wypolerowanego brązu, obsceniczne, ale pięknie wykonane ścienne freski, rozrzucone jasne jedwabie, zakładane tylko po to, by je natychmiast zdjąć, miękkie, szerokie łoże z okryciami zapraszająco odrzuconymi na bok.
I gapił się również z innego powodu; tego samego, który zmusił po kilku krokach Zeprina do zatrzymania się w konsternacji — komnata była pusta. Kłykcie Halogajczyka zbielały na stylisku topora. Pałał żądzą mordu, a nie znalazł ofiary. Chrapliwy oddech wyrwał się z jego ust, gdy siłą woli zmuszał ciało do zachowania spokoju.
Oczy Marka skoczyły do okien; wysokich, wąskich szczelin, przez które kot nie mógłby się prześliznąć, z co dopiero człowiek. Viridoviks z trzaskiem schował miecz do pochwy.
— Ten drań zniknął. Znów okpił nas swoją magią — warknął i zaklął po galijsku.
Mimo ssącego uczucia w żołądku, trybun jeszcze nie chciał w to uwierzyć. Rozkazał żołnierzom:
— Przewróćcie tę komnatę do góry nogami. Może mimo wszystko Avshar ukrywa się pod łóżkiem czy w szafie.
Minęli go; jeden podejrzliwy legionista raz po raz wbijał swój gladius w materac myśląc, że może Avshar w jakiś sposób zdołał wleźć do środka.
— Nie, jasne, że to magia — powiedział żałośnie Viridoviks, gdy poszukiwania nie przyniosły rezultatu.
— Zamknij się — uciszył go Marek, ale nie zwrócił większej uwagi na Celta.
Właśnie zauważył złocone kajdany, osadzone w słupkach przy łóżku i pomyślał, że śmierć Vardanesa Sphrantzesa być może była zbyt lekka.
— Magia i magia — powiedział Gajusz Filipus. — Pamiętasz, jak cały bitewny szereg Yezda zniknął na mgnienie oka, nim videssańscy czarnoksiężnicy znaleźli odpowiedni czar? Może ten suczy syn używa tej samej sztuczki.
Trybunowi nie przyszło to na myśl. Chociaż pokładał w tym niewielką nadzieję, rozesłał posłańców po pałacowym kompleksie i pchnął gońca do Najwyższej Świątyni Phosa w poszukiwaniu maga Neposa. Postawił również legionistów, jeden obok drugiego, w wyłamanych drzwiach, mówiąc:
— Jeżeli Avshar uczynił się nie tylko niewidzialnym, ale i niewyczuwalnym, zasługuje na ucieczkę.
— Nie ma mowy — warknął Gajusz Filipus.
Przez wąskie okna doszły ich odgłosy potyczki. Skaurus wyjrzał zaciekawiony, ale pole widzenia było zbyt wąskie; zdołał tylko dostrzec biegnących ludzi. Byli to Videssańczycy, lecz nie potrafił stwierdzić, czy żołnierze Thorisina atakują, czy kontratakują.
Zaniepokojony, postanowił zejść na dół i upewnić się, czy legioniści w razie potrzeby zdołają obronić Wielki Dwór. Byli zdyscyplinowani i powinni automatycznie przedsięwziąć wszelkie środki ostrożności, ale lepiej sprawdzić. Magia Avshara i walka na schodach mogły spowodować pewne rozprzężenie.
Zostawił strażników przy drzwiach i postawił innych przy schodach. Ich oczy powiedziały mu, że uważają to za absurdalne, ale nie kwestionowali rozkazu; jak Fayard Namdalajczyk, wypełniali rozkazy bez słowa.
Alypia Gavra ruszyła z trybunem po schodach.
— Jesteś tedy świadkiem mej hańby — powiedziała z jak zawsze pozornym spokojem, ale Marek widział, że zaciska pelerynę przy szyi jedną ręką, szarpie za rąbek drugą, próbując okryć się jak najszczelniej.
Wiedział, że chodzi jej o coś więcej niż o pasma żółtego jedwabiu pod peleryną. Przemówił powoli, starannie dobierając słowa:
— To, co nie zbruka serca człowieka, nie może zniszczyć jego życia ani wyrządzić mu najmniejszej krzywdy.
W Rzymie coś takiego byłoby zwykłym stoickim frazesem, ale do Videssańczyków głośniej niż słowa przemawiały uczynki — co w odniesieniu do ludu, widzącego świat jako wojnę między dobrem i złem, było jak najbardziej zrozumiałe. I dlatego Alypia wpatrzyła się bacznie w twarz Marka, podejrzewając szyderstwo. Nie znalazłszy go, wyszeptała:
— Jeżeli kiedykolwiek w to uwierzę, to tylko dzięki tobie wrócę do siebie. A za coś takiego nie wystarczą najgorętsze podziękowania.
Przez resztę drogi na dół księżniczka patrzyła wprost przed siebie. Skaurus studiował szorstkie kamienie klatki schodowej, by ona mogła cieszyć się jak największą prywatnością.
Alypia sapnęła z przerażenia, gdy zeszli do sali tronowej. Komnata nie przypominała już poważnego ceremonialnego Serca Imperium, ale tylko pole bitewne po zakończonej walce. Ciała i połamane meble walały się po polerowanej posadzce, splamionej kałużami krzepnącej krwi. Ranni klęli, jęczeli albo leżeli w milczeniu, w zależności od poniesionych obrażeń. Gorgidas przechodził od jednego do drugiego, udzielając pierwszej pomocy.
Jeden rzut oka wystarczył, by Marek zorientował się, że przy Wielkiej Bramie nie będzie kłopotu. Niezastąpiony jak zawsze Kwintus Glabrio trzymał w pogotowiu podwójny oddział legionistów, gotowych do odparcia ataku. Ale żołnierze byli już rozluźnieni, ich pila wspierały się o ziemię, miecze spoczywały w pochwach. Młodszy centurion pomachał do swego dowódcy.
— Wszystko pod kontrolą! — zawołał, a Skaurus w odpowiedzi skinął głową.
Przeklęty kocioł Avshara nadal parował na środku sali, chociaż ogień pod nim już wygasł. Trybun chciał przeprowadzić Alypię jak najszybciej, ale ona znieruchomiała na widok rozczłonkowanego ciała.
— Och, moja biedna, droga Kalline — wyszeptała, kreśląc na piersiach okrągły znak słońca Phosa. — Tego się obawiałam, gdy usłyszałam twój krzyk. Wiec taka spotkała cię nagroda za wierność swej pani?
Jakoś zdołała zachować niewzruszony wyraz twarzy, ale dwie łzy spłynęły po jej policzkach. Potem jej oczy wywróciły się i dziewczyna osunęła się na posadzkę. Wstrząsające wydarzenia dnia w końcu złamały jej silnego ducha. Pożyczona peleryna rozchyliła się przy upadku, odsłaniając prawie nagie ciało.
— Jedna z ladacznic Vardanesa, co? — zapytał jakiś Rzymianin, łypiąc lubieżnie okiem. — Może widziałem ładniejsze, ale na piersi Wenus, nie miałbym nic przeciwko, gdyby te długie nogi owinęły się wokół mego ciała.