Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]

Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:

Po przegranej bitwie, w której zginął władca Videssos, Mavrikios Gavras, Imperium pogrążyło się w chaosie. Rozgorzła walka o władzę. W zamieszaniu wojny domowej nowym Imperatorem ogłasza się Ortaias Sphrantzes, a wówczas rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa staje po stronie prawowitego sukcesora tronu — Thisina Gavrasa...
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 94
Перейти на страницу:

Outis Rhavas ściął z tyłu jednego z uciekinierów, potem drugiego, we własny sposób zachęcając bandytów do zatrzymania się i podjęcia walki. Ale nawet wtedy, gdy u jego boku pozostali najtwardsi, Rzymianie w końcu odepchnęli go od czarnoksięskiego kotła. Musiał się cofnąć w kierunku cesarskiego tronu.

Marek walczył z jednym z jego zastępców. Człowiek ów był szybki niczym atakująca żmija; dwa razy z rzędu trafił Skaurusa, a złośliwe cięcie tylko o włos minęło oko trybuna. Ale opryszek pośliznął się w wielkiej kałuży krwi, która wypłynęła z zabitej przez jego pana służącej. Zanim zdołał odzyskać równowagę, ostrze Skaurusa rozdarło mu gardło. Upadł na zbezczeszczone zwłoki dziewczyny.

Trybun, ruszając w pościg za ocalałymi, zerknął do żelaznego kociołka, którego Rhavas bronił z taką zaciekłością. Zdrętwiał z przerażenia na widok tego, co zobaczył. We wrzącej, mętnej wodzie pływało martwe niemowlę, delikatne ciałko już zaczynało odpadać od kości. Nie — poprawił się — nawet nie niemowlę; maleństwo było nie większe od dłoni.

Jego oczy przesunęły się na rozcięty brzuch służącej, wróciły z niedowierzaniem na kocioł, i trybunowi zrobiło się niedobrze. Pluł raz za razem, by pozbyć się z ust obrzydliwego smaku, i żałował, że w równie łatwy sposób nie może oczyścić swej pamięci.

Poczuł, jak ogarnia go wewnętrzne zimno. Zmroziła go wiedza, że istnieje gorsze zło od męczeńskiej śmierci Doukitzesa. Kusiło go, by przyjąć wiarę Videssos, bowiem z pewnością pod postacią Outisa Rhavasa chodził po ziemi sam Skotos.

Ta myśl wiodła do następnej i nagle Marka opanowała straszliwa pewność.

— Rhavas! — krzyknął; imię to splugawiło mu język niczym wymioty. Potem rozwiązał anagram, potworny żart, i wykrzyczał drugie imię: — Avshar!

W Wielkim Dworze zapadła cisza; miecze zawisły w powietrzu. Imię Outisa Rhavasa wzbudzało wściekłość i nienawiść, ale książę-czaraoksiężnik z Yezd od wielu lat w serca mieszkańców Videssos wszczepiał zimne przerażenie. Marek spojrzał na szeregi Rhavasa i zobaczył, jak czerwone policzki Vardanesa Sphrantzesa nagle bledną. Arystokrata z przerażeniem zrozumiał, że głównym filarem jego władzy był największy wróg państwa.

Rhavas — nie, Avshar — z odległości trzydziestu dzielących ich stóp złożył trybunowi szyderczy ukłon, będący wyrazem uznania dla jego przenikliwości.

— Bardzo dobrze — zachichotał, a Skaurus zastanowił się, dlaczego od razu nie rozpoznał tego złego i groźnego głosu. — Zdaje się, że jesteś mądrzejszy od tych psów. To dobrze o tobie świadczy.

Po chwili konsternacji legioniści rzucili się ze zdwojoną furią na poplecznika tego, który nazwał się Outisem Rhavasem.

Ludzie, przeciwko którym ruszyli, dziesiątkami zaczęli ciskać miecze na ziemię. Rhavas-bandyta był przywódcą, za którym pociągnęli w nadziei na krew i grabieże, ale tylko nieliczni Videssańczycy chcieliby dobrowolnie służyć Avsharowi.

Jakiś bandyta ze wzniesioną szablą skoczył od tyłu na swego dawnego pana. Ale Avshar odwrócił się z prędkością wilka; jego ciężki miecz rozłupał hełm i czaszkę śmiałka.

— Prawdziwy pies — krzyknął — kąsający pięty pana, za którym podążał! Jest takich więcej?

Ludzie, którzy niegdyś mu służyli, cofnęli się ze strachu. Wszyscy poza garstką, która nadal otaczała go i z radością walczyła dla tego, kogo uważała za wcielenie Skotosa. Byli to najgorsi z bandy, ale wcale nie najsłabsi. Prawie wszyscy nosili kaftany poplamione ochronnym wywarem — żadne skrupuły nie powstrzymywały ich od włożenia rąk do tego ohydnego kotła.

Vardanes Sphrantzes stał niezdecydowany, jak pająk schwytany w sieć większego pająka. Nie uważał się za złego człowieka, jedynie praktycznego, i bał się Avshara tak, jak daleki od doskonałości człowiek może lękać się prawdziwego nikczemnika. Ale Sevastos bardziej od Avshara obawiał się poddania Skaurusowi i, poprzez niego, Thorisinowi Gavra-sowi. Aż za dobrze orientował się, jaki los czeka przegranych w wojnach domowych Videssos. Znał również swoje poczynania, które doprowadziły do wyniesienia jego bratanka na tron, i był pewny, że w oczach zwycięzcy jest już martwy.

Książę-czaraoksiężnik zobaczył wahanie Sphrantzesa i jego głos smagnął go niczym bicz:

— Dalejże, robaku! Jak myślisz, co możesz teraz beze mnie zrobić? — I Vardanes, który czuł tylko pogardę dla żołnierzy, spojrzał raz jeszcze na grzebieniaste hełmy Rzymian, ich ostre miecze i długie włócznie. Wydawało się, że wszystkie ostrza zniżają się wyłącznie ku niemu. Wola go opuściła i uciekł z Avsharem.

Droga, którą wybrali — jedyna, którą mogli wybrać — wiodła w górę wąskich spiralnych schodów. Zaczynały się one tuż na prawo od złoto-szafirowego cesarskiego tronu i nie mogły być częścią pierwotnego projektu sali, bowiem brutalnie wdzierały się w delikatną mozaikę na ścianie. Marek zastanawiał się, jaka to starożytna zdrada spowodowała, że któryś z ostrożnych Imperatorów postawił bezpieczeństwo ponad pięknem.

Gdy nieliczni zwolennicy Avshara dotarli do schodów, legioniści nie mogli już posuwać się w dotychczasowym tempie. Schody były tak wąskie, że jeden człowiek mógł powstrzymać armię, a książę-czarnoksiężnik osobiście szedł w tylnej straży, tworząc jakby korek, który niełatwo było z tej butelki wyciągnąć.

Trybun i Viridoviks atakowali po kolei. Nie tylko prawie dorównywali Avsharowi pod względem wielkości i siły, ale ich broń opierała się jego czarom. Przy każdym ciosie wyryte na ostrzach druidyczne znaki błyskały złotem, odpierając jady zawarte w jego broni.

Legioniści, tłocząc się tuż za plecami swych przywódców, dźgali nad ich głowami w Avshara. Był on chroniony czarem, nie mogli więc go zranić, ale psuli mu pchnięcia i przeszkadzali. Jego ciężki miecz przeciął gładko niejedno drzewce pilum, niemniej jednak Avshar był zmuszony cofać się krok po kroku.

— Walczmy z nim razem, jednocześnie — wydyszał Viridoviks. Marek potrząsnął głową. Schody były tak wąskie, że dwaj walczący ramię w ramię tylko sobie przeszkadzali, ale odmówiłby również wtedy, gdyby miejsca było więcej. Gdy po raz pierwszy jego miecz spotkał się z bronią Gala, obaj aż zawirowali; tylko bogowie wiedzieli, co mogłoby się zdarzyć, gdyby ostrza zetknęły się po raz drugi.

Spiralne schody zatoczyły trzy pełne obroty. Potem potężna sylwetka Avshara zarysowała się na tle jaśniejszym od przygnębiającego mroku klatki schodowej. Książę-czarnoksiężnik cofnął się po pokonaniu najwyższego stopnia, jakby zapraszał ścigających go ludzi do wejścia.

I Marek tak zrobił, aczkolwiek czujnie, spodziewając się podstępu. Pamiętał ucieczkę Avshara z Videssos rok wcześniej; nagle zatrzaskujące się drzwi arsenału na nabrzeżu, trupa sługi czarnoksiężnika mówiącego głosem swego pana; miecze i włócznie, które walczyły, choć nikt nie trzymał ich w rękach. Avshar nigdy nie był bardziej niebezpieczny niż wtedy, gdy pozornie ustępował.

Ostrze trzasnęło we wzniesioną tarczę trybuna, ale dzierżył je nie mag, lecz bandzior, czerwony na twarzy mężczyzna z wielką, tłustą, czarną brodą. Skaurus sparował i skontrował. Sztych był niezdarny, ale długie ostrze i jego zasięg zmusiły przysadzistego przeciwnika do cofnięcia się o krok. Trybun szybko ruszył na górę, z Viridoviksem o stopień za plecami i legionistami tłoczącymi się niżej.

Pomieszczenie ponad salą tronową musiało być prywatną komnatą Imperatora, ustronnym miejscem wypoczynku po ceremonii Wielkiego Dworu. Marek zobaczył sześć czy osiem wyściełanych krzeseł i kanapę. Ludzie Avshara odrzucili sprzęty pod ściany przedstawiające pejzaż morski, by mieć więcej miejsca do walki. Bezceremonialne traktowanie zniszczyło jedno z krzeseł i w powietrzu wirowały szare pióra.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)