Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 87
Перейти на страницу:

Krew odpłynęła mu z twarzy, kiedy osunął się w dół, desperacko starając się zmniejszyć nacisk na przegub dłoni. Puściłem go, zanim dotknął kolanami chodnika, ponieważ uznałem, że jeżeli pozwolę mu wyjść z tej sytuacji z twarzą, nie dam mu pretekstu do podjęcia innych działań. Nie chciałem również, aby przez resztę popołudnia Ronnie klęczała nad nim i powtarzała: „No, już dobrze, dobrze, kto jest moim dzielnym żołnierzem?”

— Przepraszam — powiedziałem i uśmiechnąłem się niepewnie, jakbym również nie do końca wiedział, co się stało. — Nic ci nie jest?

Philip rozprostował rękę i posłał mi pełne nienawiści spojrzenie, ale obaj wiedzieliśmy, że niczego w związku z tym nie zrobi. Mimo wszystko nie miał pewności, czy celowo zadałem mu ból.

Ronnie stanęła między nami i łagodnie położyła dłoń na jego piersi.

— Philip, to zupełnie nie tak jak myślisz.

— Czyżby?

— Naprawdę. Łączą nas tylko interesy.

— Pierdolenie. Sypiasz z nim. Nie jestem idiotą.

Ostatnia uwaga powinna poderwać na nogi każdego — porządnego oskarżyciela, ale Ronnie tylko przymknęła oczy i wskazała na mnie.

— To Arthur Collins — powiedziała i przerwała, czekając aż Philip zmarszczy brwi. Co po chwili uczynił. — Namalował ten tryptyk, który widzieliśmy w Bath, pamiętasz? Powiedziałeś wtedy, że ci się podoba.

Philip spojrzał na Ronnie, potem na mnie, potem znów na Ronnie. Świat zdążył wykonać kawałek obrotu wokół własnej osi, zanim Philip przetrawił tę wiadomość, Być może wstydził się trochę, że się pomylił, ale przede wszystkim odczuwał ulgę, że nie musi mnie uderzyć — słuchajcie, to ja już się szykowałem, żeby ogłuszyć tego nicponia, zmusić go, żeby mnie błagał o litość, a tu się okazuje, że to jedna wielka pomyłka. To ktoś inny. Wszyscy się śmieją. Przezabawny z ciebie człowiek, Philipie.

— Ten z owcami? — zapytał, poprawiając krawat i mankiety dobrze wyćwiczonym gestem.

Zerknąłem na Ronnie, ale najwyraźniej tym razem nie miała ochoty mi pomóc.

— Tak naprawdę przedstawiają anioły — wyjaśniłem. — Ale wiele osób myli je z owcami.

Wydawał się usatysfakcjonowany odpowiedzią i wyszczerzył zęby w uśmiechu.

— Mój Boże, tak mi przykro. Wolę nie myśleć, co sobie o mnie pomyślałeś. Sądziłem… w sumie to już nieważne, prawda? Jest taki jeden facet… zresztą nieważne.

— Chciał jeszcze dodać coś w tym duchu, ale ja rozłożyłem szeroko ręce, aby pokazać, że w zupełności to rozumiem i sam popełniam podobny błąd trzy albo cztery razy dziennie.

— Pan wybaczy — powiedział Philip, biorąc Ronnie pod rękę.

— Oczywiście — odparłem. Philip i ja byliśmy teraz najlepszymi kumplami.

Odeszli jakieś dwa metry ode mnie, a ja zdałem sobie sprawę, że minęło już co najmniej pięć minut, odkąd miałem w ustach ostatniego papierosa. Uznałem, że czas naprawić ten błąd. Jaskrawe anoraki wciąż kręciły się zaniepokojone kawałek dalej na chodniku. Pomachałem im, żeby pokazać, że, owszem, Londyn to zwariowane miasto, — ale powinni już sobie pójść i mimo wszystko spędzić milo dzień.

Philip rzecz jasna próbował wkupić się w łaski Ronnie, ale wyglądało na to, że zagrał kartą „Wybaczam ci” zamiast znacznie silniejszej „Proszę, wybacz mi”, którą w ostatecznym rozrachunku znacznie łatwiej wziąć lewę. Ronnie wykrzywiła usta w pół akceptującym, pół znudzonym grymasie i zerkała na mnie od czasu do czasu, aby pokazać, jak ją to wszystko męczy.

W odpowiedzi posłałem jej uśmiech i właśnie wtedy Philip sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej plik papierów. Długi i cienki. Bilet lotniczy. Bilet z gatunku: „Wyjedziemy razem na weekend, będziemy uprawiać seks i pić szampana od świtu do nocy”. Podał go Ronnie i pocałował ją w czoło (kolejny błąd), pomachał Arthurowi Collinsowi, wybitnemu malarzowi z regionu West Country, po czym się oddalił.

Ronnie patrzyła za nim przez chwilę, wreszcie podeszła do mnie wolnym krokiem.

— Anioły — powiedziała.

— Arthur Collins — powiedziałem.

Spojrzała na bilet i westchnęła.

— Chce, żebyśmy dali sobie jeszcze jedną szansę. Nasz związek jest zbyt wartościowy i tak dalej.

Mruknąłem „aha” i przez chwilę wpatrywaliśmy się w chodnik.

— A więc zabiera cię do Paryża? Gdybyś mnie zapytała o zdanie, powiedziałbym, że to oklepany pomysł.

— Do Pragi — wyjaśniła, a w mojej głowie zapaliła się ostrzegawcza lampka. Ronnie otworzyła bilet. — Praga to według Philipa nowa Wenecja.

— Praga — powtórzyłem i pokiwałem głową. — Mówi się, że o tej porze roku znajduje się w Czechosłowacji.

— Dokładnie w Czechach. Philip wyraźnie to podkreślił. Słowacja zeszła na psy i nawet w połowie nie jest tak piękna. Zarezerwował hotel w pobliżu rynku.

Ponownie spojrzała na otwarty bilet i głośno wstrzymała oddech. Przyjrzałem się dokładnie jej ręce, ale nie dostrzegłem pełzającej po niej tarantuli.

— Coś nie tak?

— CED — rzuciła, zatrzaskując książeczkę z biletami.

Zmarszczyłem brwi.

— Co z nim? — Nie rozumiałem, do czego zmierza, mimo że lampka nadal się paliła. — Wiesz już, kto to jest?

— On jest OK, prawda? — powiedziała Ronnie. — Zgodnie z tym, co było napisane w terminarzu Sary, CED jest OK.

— Zgadza się.

— No właśnie — wręczyła mi bilet. — Popatrz na przewoźnika.

Popatrzyłem.

Być może powinienem był domyślić się tego wcześniej. Być może wiedzieli o tym wszyscy poza mną i Ronnie. Ale zgodnie z planem podróży wydrukowanym przez Sunline Travel dla pani R. Crichton, skrót literowy narodowego przewoźnika nowych Czech brzmi CEDOK.

Rozdział 15

W wojnie, bez względu na to, kto nazywa się zwycięzcą, nie ma wygrywających, wszyscy są przegrani.

Neville Chamberlain

W ten sposób dwie nitki mojego życia miały się spleść w Pradze.

Do Pragi wyjechała Sara i do Pragi wysyłali mnie Amerykanie, abym przeprowadził tam pierwszy etap operacji, którą uparli się ochrzcić mianem Uschnięte Drzewo. Powiedziałem im od razu, że według mnie to okropna nazwa, ale albo wymyślił ją ktoś ważny, albo zdążyli już wydrukować papier listowy, ponieważ nie chcieli ustąpić. Tom, operacja nazywa się Uschnięte Drzewo i kropka.

Sama operacja, przynajmniej oficjalnie, była standardowym, podręcznikowym planem infiltracji grupy terrorystycznej, a następnie maksymalnego pokrzyżowania szyków jej dostawcom, mocodawcom, sympatykom i ukochanym. Naprawdę nic szczególnego. Na całym świecie agencje wywiadowcze nieustannie podejmują podobne starania, ponosząc w różnym stopniu porażkę.

Druga nitka, nitka Sary, nitka Barnesa, Morderstone’a i Projektu Absolwent, wiązała się ze sprzedawaniem helikopterów paskudnym, despotycznym rządom i w tym wypadku nazwę wybrałem sam. Nazwałem ją „O Boże!”

Obie nitki splatały się w Pradze.

Miałem tam polecieć w piątek wieczorem, co oznaczało sześć dni szkolenia u Amerykanów oraz pięć nocy picia herbaty i trzymania się za ręce z Ronnie.

Philipek poleciał do Pragi w dniu, w którym prawie złamałem mu nadgarstek, aby przyklepać kilka ważnych umów z aksamitnymi rewolucjonistami, zostawiając Ronnie zdezorientowaną i więcej niż przygnębioną. Zanim mnie poznała, jej życia nie wypełniały może emocjonujące wydarzenia, ale nie można go też było nazwać drogą przez mękę. Trudno jednak oczekiwać, aby czuła się w pełni zrelaksowana, kiedy nagle wkroczyła do świata wypełnionego terroryzmem i zabójstwami, a do tego musiała sobie radzić z szybko rozpadającym się z związkiem.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)