Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 137
Перейти на страницу:

— Och — wydyszał. — Tak, proszę.

— Podejrzewałam, że już to zrozumiałeś. Dobrze, że się zgadza my. Ponieważ nie jesteś Milesem, nie możesz go udawać. Chcę wiedzieć, kim jest Mark.

— Pani… sam nie wiem. — Został zmuszony do szczerości, lecz w jego głosie dała się słyszeć nutka udręki.

Przyglądała mu się z głębokim zrozumieniem.

— Mamy czas — powiedziała spokojnie. — Miles… chciał, żebyś tu przyjechał. Mówił, że chętnie pokazałby ci wszystko. Wyobrażał sobie, że nauczy cię jeździć konno. — Wzdrygnęła się ukradkiem.

— Galen próbował mnie uczyć w Londynie — przypomniał sobie Mark. — Strasznie dużo kosztowało, a ja nie byłem w tym dobry, toteż w końcu kazał mi unikać koni, gdy znajdę się na Barrayarze.

— Tak? — Jej twarz nieznacznie pojaśniała. — Hm, widzisz, bo Miles jako jedynak ma… miał… ma bardzo romantyczne podejście do rodzeństwa. Ja mam brata, więc nie poddaję się takim uczuciom. — Zamilkła, rozejrzała się, a potem nachyliła bliżej, nieoczekiwanie ściszając konfidencjonalnie głos. — Na Kolonii Beta masz wuja, babcię i dwóch kuzynów, są w równym stopniu twoimi krewnymi jak Aral, ja i twój kuzyn Ivan, którzy mieszkamy na Barrayarze. Pamiętaj, masz wybór. Jednego syna oddałam Barrayarowi i przez dwadzieścia osiem lat przyglądałam się, jak Barrayar próbuje go zniszczyć. Może Barrayarowi już wystarczy?

— Ivana chyba tu nie ma? — spytał z przerażeniem Mark, jak gdyby przestał jej słuchać.

— Nie zatrzymał się w Domu Vorkosiganów, jeśli o to pytasz. Jest w Vorbarr Sułtanie, w kwaterze głównej Cesarskich Sił Zbrojnych. Być może… — jej oczy rozbłysły — pokaże ci część tego, co Miles chciał ci pokazać.

— Możliwe, że Ivan wciąż jest na mnie zły za to, co mu zrobiłem w Londynie — zauważył drżącym głosem Mark.

— Przejdzie mu — zawyrokowała z przekonaniem księżna. — Muszę przyznać, że Miles na pewno z wielką radością wykorzystywałby cię, żeby wytrącać ludzi z równowagi.

Wszystko wskazywało na to, że odziedziczył to dziwactwo po matce.

— Mieszkam na Barrayarze prawie trzydzieści lat — rzekła w zamyśleniu. — Tyle razem przeszliśmy. I tyle jeszcze musimy przejść. Nawet silna wola Arala zaczyna się wyczerpywać. Może nie zdąży my ze wszystkim w tym pokoleniu. Moim zdaniem pora na zmianę warty… cóż.

Po raz pierwszy rozluźnił się i rozparł w fotelu; zamiast się kulić, zaczął patrzeć i słuchać. Miał przed sobą sojusznika, choć nie był pewien, jak do tego doszło i dlaczego. Galen nie rozwodził się zbytnio nad osobą księżnej Cordelii Vorkosigan, miał bowiem przede wszystkim obsesję na punkcie swego dawnego wroga, Rzeźnika Komarru. Zdaje się, że Galen jej nie doceniał. Wytrzymała tu dwadzieścia dziewięć lat… może i on potrafi? Po raz pierwszy pomyślał, że można tego dokonać.

Ktoś zapukał w podwójne drzwi prowadzące na korytarz. Na pytające „Tak?” księżnej, skrzydło drzwi uchyliło się i wyjrzała zza niego głowa mężczyzny, który posłał jej wymuszony uśmiech.

— Mogę już wejść, droga pani kapitan?

— Chyba tak — odparła księżna Vorkosigan.

Wszedł, zamykając za sobą drzwi. Mark poczuł, jak w gardle w okamgnieniu wyrósł mu ogromny czop; zaczął na zmianę przełykać ślinę i głęboko oddychać, ledwie panując nad odruchami. Nie, nie zemdleje w obecności tego człowieka. Ani nie zwymiotuje. Zresztą w tym momencie w żołądku mógł mieć najwyżej łyżeczkę żółci. To był on, bez wątpienia, premier admirał książę Aral Vorkosigan, były regent Cesarstwa Barrayaru i w istocie dyktator trzech światów, zdobywca Komarru, geniusz wojskowy, przenikliwy mózg polityczny — oskarżany o morderstwa, tortury i szaleństwo… doprawdy za dużo jak na jednego człowieka o krępej sylwetce, który zbliżał się teraz wolnym krokiem do Marka.

Mark oglądał jego holowidy pochodzące z różnych lat; być może dlatego pierwsza sensowna myśl, jaka mu przyszła do głowy, brzmiała: Wygląda na starszego, niż sądziłem. Książę Vorkosigan był starszy od swej betańskiej żony o dziesięć umownych lat, lecz wyglądał na starszego o dwadzieścia czy nawet trzydzieści. Miał bielsze włosy niż na holowidach sprzed dwóch lat. Vorkosigan był niski jak na Barrayarczyka, niemal tego samego wzrostu, co księżna. Miał wyrazistą, surową i ogorzałą twarz. Nie włożył na siebie kompletnego zielonego munduru, tylko spodnie oraz kremową koszulę z podwiniętymi rękawami i rozpiętą pod szyją. Jeśli chciał swoim strojeni zaakcentować swobodę, zupełnie mu się to nie udało. Gdy wszedł do pokoju, atmosfera zagęściła się tak, że trudno było oddychać.

— Uspokoiłem Elenę — poinformował książę Vorkosigan, sadowiąc się u boku żony i przyjmując pozycję, która miała wyrażać otwartość — położył dłonie na kolanach, ale siedział na brzeżku kanapy, nie opierając się. — Przyjazd wywołuje widocznie więcej wspomnień, niż się spodziewała. Jest dość poruszona.

— Za chwilę pójdę z nią porozmawiać — obiecała księżna.

— To dobrze. — Vorkosigan obrzucił Marka taksującym spojrzeniem. Zaintrygowany? Pełen wzgardy? — Tak. — Doświadczony dyplomata, który zdołał nakłonić trzy planety, by weszły na drogę rozwoju, siedział teraz, nie mogąc wydusić słowa, jak gdyby nie potrafił odezwać się do Marka. Zwrócił się zatem do żony: — Naprawdę wzięli go za Milesa?

W smutnych oczach księżnej Vorkosigan zaigrały przez chwilę ogniki rozbawienia.

— Od tego czasu trochę przybrał na wadze — powiedziała bezbarwnym głosem.

— Rozumiem.

Milczenie przeciągało się nieznośnie.

— Kiedyś miałem pana zabić przy pierwszym spotkaniu — wyrzucił z siebie nagle Mark.

— Tak, wiem. — Książę Vorkosigan rozsiadł się wygodnie, zatrzymując wreszcie wzrok na twarzy Marka.

— Zmuszali mnie, żebym ćwiczył dwadzieścia różnych metod, aż doszedłem do takiej wprawy, że mogłem posłużyć się każdą przez sen. Jednak podstawowy plan polegał na tym, żeby zaaplikować panu na skórę plaster z toksyną paraliżującą, bo wtedy autopsja wykazałaby, że śmierć nastąpiła w wyniku niewydolności serca. Miałem znaleźć stosowny moment, w którym będziemy sam na sam, i dotknąć plastrem części ciała, której dosięgnę. Jak na zabójczy środek, działał dziwnie wolno. Miałem czekać przez dwadzieścia minut, aż pan umrze, i za nic w świecie nie mogłem zdradzić, że nie jestem Milesem.

Książę uśmiechnął się posępnie.

— Rozumiem. Świetna zemsta. Wysmakowana artystycznie. Pewnie by się udała.

— Jako nowy książę Vorkosigan miałem później stanąć na czele ataku na Cesarstwo.

— A to by się nie udało. Jak zresztą zakładał Ser Galen. Chciał, żeby w chaosie, jaki by nastał po klęsce, wybuchło powstanie na Komarze. Miałeś zostać jeszcze jednym złożonym w ofierze Vorkosiganem. — Gdy mówił o tym groteskowym spisku, rozluźnił się i uspokoił.

— Plan zabicia pana stanowił sens mego istnienia. Dwa lata temu byłem gotów. Wytrzymałem cały ten czas u Galena tylko z powodu tego jedynego celu.

— Głowa do góry — odezwała się księżna. — Większość ludzi zupełnie nie ma celu w życiu.

— CesBez zgromadził sporą dokumentację na twój temat — zauważył książę — kiedy spisek wyszedł na jaw. Obejmowała okres od chwili, gdy w szalonym umyśle Galena zrodził się pomysł stworzenia ciebie, aż do twojego zniknięcia z Ziemi przed dwoma miesiącami. Jednak w dokumentacji nie znalazł się żaden trop, który mógłby sugerować, że, hm, twoja ostatnia przygoda w Obszarze Jacksona jest jakąś ukrytą częścią projektu zamachu na moje życie. A jest? — W jego głosie zabrzmiała nutka powątpiewania.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)