Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 137
Перейти на страницу:

— To nie jest problem, Quinn — szepnął. — To katastrofa. — Powoli położył obie dłonie na czarnym i lśniącym blacie biurka. A więc stąd Miles wziął ten gest, pomyślał bez związku Mark, przyglądając mu się.

— Jest zamrożony w kriokomorze. — Quinn oblizała wyschłe wargi.

Illyan zamknął oczy, jego usta poruszały się, wypowiadając nieme modlitwy albo przekleństwa — Mark nie był pewien. Po chwili rzekł łagodnie:

— Mogłaś od tego zacząć. Reszta byłaby logicznym wnioskiem. — Otworzył w końcu oczy i spojrzał na nich w skupieniu. — Co się więc stało? Odniósł poważne rany, czy, nie daj Bóg, został ranny w głowę? Porządnie przeprowadzono zabieg wstępny?

— Sama pomagałam w zabiegu. W warunkach bojowych. Chyba… chyba poszło dobrze. Nie wiadomo, dopóki… Został paskudnie ranny w pierś. Z tego, co widziałam, nie było żadnej rany powyżej szyi.

Illyan ostrożnie odetchnął.

— Masz rację, Quinn. Rzeczywiście, to jeszcze nie katastrofa, tylko problem. Zawiadomię Cesarski Szpital Wojskowy w Vorbarr Sułtanie, żeby przygotowali się na przyjęcie swojego najsławniejszego pacjenta. Natychmiast przetransportujemy kriokomorę z waszego statku do mojego kuriera. — Zaczął bełkotać z ulgi?

— Hm… — bąknęła Quinn. — Chyba nie.

Illyan położył dłoń na czole, jak gdyby nagle rozbolała go głowa.

— Skończ, Quinn — powiedział głosem drżącym od tłumionego lęku.

— Zgubiliśmy kriokomorę.

— Jak można zgubić kriokomorę?

— To była komora przenośna. — Pochwyciwszy jego płonące spojrzenie, zaczęła pospiesznie relacjonować. — Została na dole w zamieszaniu podczas ewakuacji. Na obu desantowcach myśleli, że komora jest na pokładzie drugiego. Nieporozumienie — przysięgam, że sama sprawdzałam. Okazało się, że sanitariusz eskortujący kriokomorę został odcięty od wahadłowca przez oddziały wroga. Znalazł jednak urządzenie załadunkowe w porcie towarowym. Wydaje się nam, że stamtąd wysłał komorę.

— Wydaje się wam? Za chwilę zapytam o tę akcję desantową. Tymczasem mów — dokąd wysłał kriokomorę?

— O to właśnie chodzi, że nie wiemy. Zabili go, zanim zdążył o tym zameldować. W tej chwili kriokomora może zmierzać do dowolnego miejsca we wszechświecie.

Illyan odchylił się na krześle i potarł usta zaciśnięte w dziwnym, upiornym uśmiechu.

— Rozumiem. Kiedy to się stało? I gdzie?

— Dwa tygodnie i trzy dni temu w Obszarze Jacksona.

— Wysłałem was wszystkich na Illyrikę, przez Stację Vega. Jak u diabła trafiliście do Obszaru Jacksona?

Stojąc w pozycji „spocznij” z rękami założonymi z tyłu, Quinn przedstawiła zwięzłą relację o wydarzeniach ostatnich czterech tygodni od początku na Escobarze do chwili obecnej.

— Mam tu pełny raport z dokumentacją holowidową i osobistym dziennikiem Milesa. — Położyła na konsoli kostkę danych.

Illyan spojrzał na nią wzrokiem węża; jego dłoń nawet nie drgnęła, by zabrać kostkę.

— A czterdzieści dziewięć klonów?

— Wciąż są na pokładzie „Peregrine’a”, kapitanie. Chcielibyśmy je wysadzić.

Moje klony. Co Illyan z nimi zrobi? Mark nie śmiał zapytać.

— Z moich doświadczeń wynika, że osobisty dziennik Milesa jest raczej bezużytecznym dokumentem — zauważył chłodno Illyan. — Ma dość sprytu, żeby pewne rzeczy przemilczeć. — Zamyślił się i zamilkł na dłuższą chwilę. Potem wstał i zaczął spacerować po ciasnym pomieszczeniu. Znienacka spadła maska spokoju; wykrzywił twarz i z hukiem wyrżnął pięścią w ścianę. — Niech go wszyscy diabli, z własnego pogrzebu robi farsę! — wrzasnął.

Stał odwrócony do nich plecami; gdy się odwrócił i usiadł, jego twarz była nieruchoma i obojętna. Uniósł wzrok, zwracając się do Eleny Bothari-Jesek.

— Eleno, chyba jest jasne, że muszę przez pewien czas zostać na Komarze, by koordynować poszukiwania z wydziału do spraw galaktycznych CesBezu. Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby od miejsca działań dzieliło mnie pięć dni drogi. Oczywiście… ułożę jakiś oficjalny raport o zaginięciu porucznika lorda Vorkosigana i niezwłocznie przekażę księżnej i księciu Vorkosiganom. Niechętnie powierzę dostarczenie wiadomości podwładnemu, ale trudno. Czy zgodzisz się wyświadczyć mi przysługę i będziesz eskortować lorda Marka do Vorbarr Sultany, żeby przekazać go pod ich opiekę?

Nie, nie, nie, krzyknął bezgłośnie Mark.

— Wolałabym… raczej nie lecieć na Barrayar, kapitanie.

— Premier zechce zadać pytania, na które potrafi odpowiedzieć tylko ktoś, kto był na miejscu zdarzenia. Jesteś najlepszym kurierem do spraw… tak złożonych i delikatnych. Przyznaję, że to bolesna misja.

Bothari-Jesek wyglądała, jakby wpadła w pułapkę.

— Kapitanie, jestem dowódcą statku, nie mogę zostawić „Peregrine’a”. I, szczerze mówiąc, nie mam ochoty eskortować lorda Marka.

— Dam ci w zamian wszystko, o co poprosisz.

Zawahała się.

— Wszystko?

Skinął twierdząco głową.

Zerknęła na Marka.

— Dałam słowo, że wszystkie klony z Domu Bharaputra znajdą się w bezpiecznym miejscu, gdzie będą traktowane humanitarnie i gdzie nie dostaną ich Jacksończycy. Przejmie pan na siebie moje zobowiązanie?

Illyan przygryzł wargę.

— Oczywiście, CesBez może szybko i bez kłopotu wymazać ich prawdziwą tożsamość. Natomiast umieszczenie w bezpiecznym miejscu jest nieco bardziej skomplikowane. Ale tak. Możemy przejąć klony.

Przejąć. Co Illyan miał na myśli? Na szczęście Barrayarczycy nie praktykowali niewolnictwa, mimo swych licznych wad.

— To jeszcze dzieci — wyrzucił z siebie Mark. — Musi pan pamiętać, że to tylko dzieci. — Trudno o tym pamiętać, chciał dodać, ale nie śmiał, zmrożony spojrzeniem Bothari-Jesek.

Illyan zerknął przelotnie na Marka.

— Wobec tego zasięgnę rady księżnej Vorkosigan. Coś jeszcze?

— „Peregrine” i „Ariel”…

— Muszą na razie zostać na orbicie Komarru i trzeba je objąć kwarantanną komunikacyjną. Przeproście swoich ludzi, będą to musieli jakoś wytrzymać.

— Pokryje pan koszty tej nieszczęsnej misji? Illyan skrzywił się.

— Niestety, tak.

— I… proszę szukać Milesa!

— Naturalnie — sapnął kapitan.

— Wobec tego lecę — oświadczyła słabym głosem, bardzo blada.

— Dziękuję — odrzekł cicho Illyan. — Mój statek kurierski w każdej chwili jest do twojej dyspozycji. — Jego wzrok niechętnie spoczął na Marku. Przez całą drugą połowę rozmowy starał się w ogóle na niego nie patrzeć. — Ilu ludzi do ochrony sobie życzysz? — zwrócił się do Eleny Bothari-Jesek. — Dam im do zrozumienia, że dopóki bezpiecznie nie dotrzesz przed oblicze księcia, podlegają twoim rozkazom.

— Nie chcę nikogo, ale przypuszczam, że od czasu do czasu będę musiała się przespać. Dwóch — postanowiła Bothari-Jesek.

I tak oficjalnie zostałem jeńcem rządu Cesarstwa Barryaru, pomyślał Mark. Kurtyna.

Bothari-Jesek wstała i dała Markowi znak, by zrobił to samo.

— Chodź. Chcę zabrać parę rzeczy z „Peregrine’a”. Powinnam też powiedzieć pierwszemu oficerowi, żeby przejął dowodzenie i wyjaśnił żołnierzom, że muszą pozostać na pokładzie. Wrócę za trzydzieści minut.

— Dobrze. Komandor Quinn, proszę zostać.

— Tak jest.

Illyan wstał, aby odprowadzić Bothari-Jesek.

— Powiedz Aralowi i Cordelii… — zaczął, lecz urwał. Chwila zdawała się przeciągać w nieskończoność.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)