Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 137
Перейти на страницу:

— Lord Mark Vorkosigan, milady — zaanonsował złowrogim tonem sługa, a Mark wzdrygnął się.

— Dziękuję, Pym. — Księżna skinieniem głowy odprawiła sługę, którego wiek wskazywał, że od dawna tu mieszka. Członek straży przybocznej, dobrze ukrywając ciekawość i rozczarowanie, rzucił ukradkowe spojrzenie w jego stronę dopiero wtedy, gdy zamykał za sobą drzwi.

— Witaj, Marku. — Księżna Vorkosigan mówiła ciepłym altem. — Usiądź, proszę. — Wskazała mu fotel stojący naprzeciw kanapy. Nie wyglądał na pułapkę, która mogła go uwięzić za pomocą przemyślnego mechanizmu, stał też w pewnej odległości od księżnej; Mark posłuchał zaproszenia i ostrożnie usiadł. Ku jego zdziwieniu, siedząc, nie majtał nogami w powietrzu. Czyżby fotel zrobiono specjalnie dla Milesa?

— Miło mi, że w końcu mogę cię poznać — oświadczyła. — Choć przykro mi, że w tak niezręcznej sytuacji.

— Mnie także — bąknął. Było mu miło czy przykro? I kim w zasadzie są, gdy tak siedzą naprzeciw siebie i raczą się uprzejmymi kłamstwami? Kim jesteśmy, milady? Rozejrzał się zaniepokojony, czy gdzieś w pobliżu nie ma Rzeźnika Komarru. — Gdzie… pani mąż?

— Rzekomo wita się z Eleną. Ale w istocie schował głowę w piasek i wypchnął na linię ognia mnie. To zupełnie nie w jego stylu.

— Nie… nie rozumiem, proszę pani. Nie miał pojęcia, jak się do niej zwracać.

— Przez dwa ostatnie dni pił lekarstwo na żołądek w ogromnych ilościach… musisz zrozumieć nasz punkt widzenia, dochodziły do nas tylko strzępy wiadomości. Pierwszy komunikat, że dzieje coś złego, przyniósł kurier z kwatery głównej CesBezu. Illyan informował ogólnikowo, że Miles zaginął w akcji i o szczegółach dowiemy się później. Z początku byliśmy dalecy od paniki. Miles kiedyś już znikał, czasem nawet na dość długo. Dopiero kiedy kilka godzin później dostaliśmy i rozkodowaliśmy pełny przekaz od Illyana wraz z wiadomością o twoim przyjeździe, wszystko stało się jasne. Mieliśmy trzy dni na przemyślenia.

Siedział w milczeniu, usiłując objąć umysłem fakt, że wielki admirał książę Vorkosigan, straszny Rzeźnik Komarru, ten tajemniczy i przerażający potwór, w ogóle może mieć punkt widzenia, nie mówiąc o tym, że zwykli śmiertelnicy tacy jak on potrafili go zrozumieć.

— Illyan nigdy nie używał dwuznaczności — ciągnęła księżna. — Ale w całym raporcie udało mu się ani razu nie użyć zwrotu „nie żyje” czy czegoś o tym znaczeniu. Zapisy medyczne sugerują jednak coś innego. Zgadza się?

— Hm… kriozabieg chyba się udał. — Czego ona od niego chciała?

— Tak więc zatrzymaliśmy się w dziwnym stanie zawieszenia, emocjonalnego i prawnego. — Westchnęła. — Chyba byłoby łatwiej, gdyby… — Spuściła oczy na swoje kolana. Po raz pierwszy zacisnęła dłonie. — Zdajesz sobie sprawę, że będziemy mówić o różnych ewentualnościach, których wiele dotyczy ciebie. Ale nie mogę uznać Milesa za zmarłego, dopóki jego ciało nie uległo rozkładowi.

Przypomniał sobie tamtą falę krwi, która chlusnęła na beton.

— Ee… — wykrztusił bezradnie.

— Dzięki temu, że potrafisz grać rolę Milesa, udało ci się wprowadzić w błąd parę osób. — Spojrzała na niego w zamyśleniu. — Powiadasz, że Dendarianie przyjęli cię jak Milesa?

Skulił się w fotelu, czuł palące spojrzenie jej szarych oczu, a jego ciało falowało i marszczyło się pod koszulą, szarfą i przyciasnymi spodniami Milesa.

— Od tamtego dnia trochę… przybrałem na wadze.

— W tak krótkim czasie? W ciągu trzech tygodni?

— Tak — mruknął, czerwieniejąc.

Uniosła brew.

— Celowo?

— Mniej więcej.

— Ha. — Odchyliła się do tyłu, spoglądając na niego z zaskoczeniem. — Bardzo sprytne posunięcie.

Otworzył usta, ale szybko je zamknął, zdał sobie bowiem sprawę, że jego podwójny podbródek staje się przez to bardzo widoczny.

— Status twojej osoby stał się przedmiotem bardzo ożywionej dyskusji. Głosowałam przeciw pomysłowi, by utrzymać prawdę o Milesie w tajemnicy i kazać ci go udawać. Przede wszystkim to zupełnie niepotrzebne. Porucznik lord Vorkosigan nierzadko znikał na długie miesiące; ostatnio częściej jest nieobecny. O wiele ważniejsza wydaje się kwestia, jak cię przedstawić jako lorda Marka Vorkosigana, jeżeli rzeczywiście masz być lordem Markiem.

Przełknął ślinę, choć miał zupełnie wyschnięte gardło.

— Mam jakiś wybór?

— Będziesz miał, ale racjonalny, dopiero gdy zdążysz się z tym wszystkim oswoić.

— Nie mówi pani chyba poważnie. Przecież jestem klonem.

— Pochodzę z Kolonii Beta, dziecko — odparła cierpkim tonem. — W sprawach klonów prawo betańskie cechuje wyjątkowy rozsądek i przejrzystość. To Barrayar jest wobec nich bezradny. Ci Barrayarczycy! — Wymówiła to jak przekleństwo. — Barrayar ma niewielkie doświadczenia w stosowaniu wszystkich wariantów technologicznych reprodukcji. Nie ma precedensów. A jeśli coś nie jest tradycją — dodała, akcentując ostatnie słowo z podobną ironią, jak wcześniej Bothari — Jesek — nie wiedzą, jak sobie z tym radzić.

— Kim więc jestem dla pani jako Betanki? — zapytał nerwowo, czując równocześnie prawdziwe zaciekawienie.

— Synem lub synem mojego syna — odrzekła natychmiast. — Urodzonym bez zezwolenia, ale uznanym przeze mnie za dziedzica.

— Naprawdę są takie kategorie prawne w pani ojczyźnie?

— Oczywiście. Gdybym poleciła sklonować Milesa, uzyskawszy przedtem zezwolenie, byłbyś po prostu moim synem. Gdyby Miles zrobił to samo jako osoba pełnoletnia, on zostałby twoim prawnym rodzicem, a ja jako jego matka miałabym wobec ciebie zobowiązania nie mniejsze niż prawdziwa babcia. Kiedy zostałeś sklonowany, Miles oczywiście nie był pełnoletni, a ty nie urodziłeś się na podstawie zezwolenia. Gdybyś był nieletni, razem z Milesem poszlibyśmy do sędziego, który przyznałby komuś opiekę nad tobą, kierując się wyłącznie twoim dobrem. Oczywiście w oczach betańskiego i barrayarskiego prawa nie jesteś już niepełnoletni. — Westchnęła. — Czas obowiązkowej opieki minął. Straciliśmy tę szansę. Sprawa dziedziczenia własności zapłacze się zapewne w gąszczu przepisów prawnych Barrayaru. Gdy nadejdzie odpowiednia pora, Aral porozmawia z tobą na temat barrayarskiego prawa zwyczajowego albo jego braku. Pozostaje nasz związek emocjonalny.

— A istnieje taki? — zapytał ostrożnie. Wcześniej bał się dwóch rzeczy: że księżna nieoczekiwanie wyciągnie broń i go zastrzeli lub rzuci się na niego w bardzo niestosownym wybuchu uczuć macierzyńskich, ale obie możliwości stawały się coraz mniej prawdopodobne. Słuchał beznamiętnego głosu i nie potrafił przeniknąć jej myśli.

— Istnieje, choć musimy dopiero odkryć, czym jest naprawdę. Sam pomyśl. W twoim ciele jest połowa moich genów, a mój samolubny genom został ewolucyjnie zaprogramowany w ten sposób, że instynktownie szuka swoich kopii. Druga połowa pochodzi od mężczyzny, którego podziwiam najbardziej na całym świecie, w każdej przestrzeni i każdym czasie, tak więc jestem tobą zainteresowana podwójnie. Powiedzmy, że artystyczna kombinacja naszych genów przykuwa moją uwagę.

Jej słowa brzmiały sensownie, logicznie i — co najważniejsze — nie zawierały gróźb pod jego adresem. Ucisk w żołądku i gardle wyraźnie zelżał. Mark znów poczuł głód, pierwszy raz od opuszczenia orbity.

— Związek między tobą a mną nie ma jednak nic wspólnego ze związkiem między tobą a Barrayarem. To domena Arala, który przedstawi ci własne poglądy na ten temat. Tylko jedna rzecz została już rozstrzygnięta. Dopóki tu przebywasz, jesteś sobą, Markiem, młodszym o sześć lat bratem bliźniakiem Milesa. Nie jego imitacją ani zastępcą. Zatem im bardziej się różnisz od Milesa, tym lepiej dla ciebie.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)