Pan Lodowego Ogrodu. Tom I
- Автор: Гжендович Ярослав
- Серия: Pan Lodowego Ogrodu #1
- Год: 2005
- Язык: польский
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Pan Lodowego Ogrodu. Tom I». Краткое содержание книги:
Oprócz tego pracuje jako dziennikarz „wolny strzelec”, prowadzi stałą rubrykę naukowo-cywilizacyjną w Gazecie Polskiej i tłumaczy komiksy, głównie z serii Usagi Yojimbo i Batman.
W Fabryce Słów ukazała się Księga jesiennych demonów, jego pierwszy autorski zbiór opowiadań grozy.
Pan Lodowego Ogrodu to pierwsza powieść Jarosława Grzędowicza, w mistrzowski sposób łącząca elementy science fiction i fantasy.
— Zabiłeś mi syna — wychrypiał Ulle osłupiały. Rybia płetwa nadal wisiała mu w skołtunionej brodzie.
Drakkainen podszedł do niego szybkim krokiem, wszedł po schodkach werandy i przydepnął mu nagle klatkę piersiową, przyciskając plecy handlarza do ściany.
Dmuchnął w palce, w których nagle pojawiła się srebrna moneta.
— Wczoraj zapłaciłem ci gwichta — powiedział. — Dzisiaj dam ci markę. Srebro jest twardsze niż złoto i myślę, że wydłubiesz je tym razem z czoła.
— Cco... — wyjąkał Wędzony Ulle.
— Było ich trzech — warknął Drakkainen. — Nikt mnie nie zna w tym mieście, a jednak na mnie czekali. Teraz leżą w opłotku, a ja chcę wiedzieć, co masz z tym wspólnego. Nosili to. — Pokazał amulet. — Wszyscy trzej. Kumasz się z Wężami?
Wyciągnął dłoń do jego twarzy. Ulle wybałuszył oczy, ukazując wąski pasek białek jak przerażony koń, ale Vuko pstryknął tylko rybią płetwę, która zaczęła go już irytować.
— Był tylko jeden — wyrzęził Ulle, nie spuszczając wzroku z monety, którą Drakkainen trzymał między kciukiem a palcem wskazującym. — Jeden, nie trzech. I przyszedł na nabrzeże zaraz, jak poszedłeś. Zapytał dokładnie tak jak ty. Czy był tu ktoś dziwny i pytał o wysokiego, ślepego męża z włosami jak krucze pióra. Nie pamiętam, co powiedziałem, przysięgam. Pamiętam tylko jego oczy. Zrobiły się złote. A wokół była mgła. Chwilę potem siedziałem w kantorze zupełnie sam. Jucha leciała mi z nosa. Przysięgnę na Hinda, jeżeli chcesz. A teraz daj mi podejść do syna.
— Twój syn zaraz się obudzi — powiedział Drakkainen. — Może będzie rzygał, ale nic więcej. Niech przykłada mokre szmaty do głowy i się prześpi. Najlepiej, jakby mógł przyłożyć lód.
Zabrał nogę, pozwolił Ullemu odkleić się od ściany i wykaszleć.
— Chyba ci wierzę — rzekł Vuko. — Tylko dlaczego jakiś Wąż miałby mnie znać?
— Nie znał cię — odparł Wędzony Ulle. — Ale znał tego czarnego, którego szukasz, chyba. Pytał o kogokolwiek dziwnego, a ty jesteś dziwny.
— Wcale nie jestem dziwny — nadąsał się Drakkainen. — Nie piłem tylko dzisiaj cappuccino.
— Czego? — zapytał Ulle w osłupieniu.
— Nieważne. Nawet ty tego nie masz. Daj mi korzennego piwa.
— Jak będziesz mnie jeszcze kiedy chciał odwiedzić — zauważył Ulle z niesmakiem — nie zjeżdżaj z dachu.
Syn Wędzonego Ulle jęknął i usiadł, potrząsając boleśnie głową.
Rozdział 6
Ogień Pustyni
Nie lekceważ szeptów i szelestów trawy
Nie lekceważ iskier niesionych przez wiatr
Pożoga jest chwilą
I bezmyślnym gniewem
Pozostaną szare od popiołu zgliszcza
I tylko ból będzie płonął bez końca