Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 96
Перейти на страницу:

— Chciałem tylko…

— Przestań! Nie chcę żadnych wyjaśnień. Jesteś w błędzie! Teraz ja jestem zła i nie uspokoję się, dopóki nie przyznasz mi racji! Przemyśl to dobrze!

Odwróciła się i pomaszerowała prędko w stronę skrzyżowania autostrad 66 i 89. Popędziłem za nią.

— Margrethe!

Nie odpowiedziała, lecz przyśpieszyła kroku.

— Margrethe!

Wbiła wzrok przed siebie.

— Margrethe, kochanie! Nie miałem racji. Przepraszam cię.

Zatrzymała się nagle, odwróciła i zarzuciła mi ramiona na szyję. Zaczęła płakać.

— Och, Alec! Tak cię kocham, choć taki z ciebie ćwok!

Nie odpowiedziałem jej od razu, gdyż usta miałem zajęte całowaniem. W końcu rzekłem:

— Też cię kocham. Co to jest ćwok?

— To właśnie ty.

— Hmm… w takim razie jestem twoim ćwokiem i musisz ze mną pozostać. Nie odchodź już ode mnie.

— Nie zrobię tego. Już nigdy.

Wróciliśmy do tego, co robiliśmy przed chwilą.

Po dłuższej chwili odsunąłem swą twarz od niej na tyle, aby móc szepnąć:

— Nie mamy gdzie się przespać, a nigdy tego nie potrzebowałem tak jak teraz.

— Alec, sprawdź swoje kieszenie.

— Co?

— Kiedy Steve mnie całował, szepnął mi, abym ci kazała sprawdzić kieszenie i powiedział: „Pan o was zadba”.

Znalazłem ją w lewej kieszeni. Złota dziesięciodolarówka. Nigdy przedtem nie trzymałem w ręku takiej monety. Była ciepła i ciężka.

XVI

Czyż człowiek u Boga niewinny,

u Stwórcy stworzenie jest czyste?

Księga Hioba 4, 17

Wskazania dajcie — zamilknę,

i wyjaśnijcie w czym błądzę.

Księga Hioba 6, 24

W drogerii położonej w centrum Flagstaff zamieniłem tę dziesięciodolarówkę na dziewięć srebrnych dolarów, dziewięćdziesiąt pięć centów oraz kostkę mydła, na którą namówiła mnie Margrethe.

— Alec, drogeria to nie bank. Mogą ci nie chcieć rozmienić pieniędzy, jeśli nic nie kupisz. Potrzebne nam mydło. Muszę uprać naszą bieliznę, musimy się też wykąpać… a podejrzewam, że na takiej taniej kwaterze, jaką polecał nam Steve, może nie być ani kawałeczka mydła.

Miała całkowitą rację. Sprzedawca uniósł brwi na widok dziesięciodolarówki, lecz nie powiedział nic. Wziął monetę w rękę, uderzył nią o szklaną krawędź lady, aby posłuchać dźwięku, następnie sięgnął ręką za swą kasę, wyciągnął stamtąd małą buteleczkę i poddał monetę próbie za pomocą kwasu.

Powstrzymałem się od komentarza. W milczeniu odliczył dziewięć srebrnych dolarów, pół i ćwierćdolarówkę oraz dwie dziesięciocentówki. Zamiast schować je natychmiast do kieszeni, poddałem wszystkie kolejno temu samemu testowi, korzystając z jego lady. Następnie oddałem mu jedną z dolarowych monet.

On też tego nie skomentował — słyszał głuchy odgłos wydany przez tę rzekomą srebrną monetę. Odjął jednego dolara od stanu w swej kasie, wręczył mi następną monetę, która brzęczała jak dzwon, schował fałszywą gdzieś na dnie szuflady i odwrócił się do mnie plecami.

Na granicy miasta, w połowie drogi do Winony, znaleźliśmy lokal na tyle nędzny, byśmy mogli sobie pozwolić na nocleg. Margrethe zaczęła się targować po hiszpańsku. Gospodarz zażądał pięciu dolarów. Margrethe wezwała Najświętszą Panienkę i troje innych świętych na świadków tego, co chcą z nią zrobić, po czym zaoferowała pięć peso.

Nie zrozumiałem tego manewru. Wiedziałem, że nie miała żadnych meksykańskich pieniędzy. Nie zamierzała chyba zaoferować mu tych „królewskich” peso, które wciąż miałem ze sobą?

Nie dowiedziałem się tego, ponieważ gospodarz zaproponował w odpowiedzi trzy dolary, i na tym stoi, seniora, Bóg mi świadkiem…

Ostatecznie ustalili cenę na półtora dolara. Następnie Marga wypożyczyła czystą pościel i koc za kolejne pięćdziesiąt centów i zapłaciła za wszystko dwoma srebrnymi dolarami, chcąc jednak na dodatek czystych poduszek i poszewek. Dostała je, lecz „patrón” zażądał dopłaty. Marga wręczyła mu dziesięciocentówkę. Ukłonił się głęboko i zapewnił nas, że jego dom należy do nas.

Następnego ranka o siódmej wyruszyliśmy w dalszą drogę wypoczęci, czyści, zadowoleni i głodni. W pół godziny później znaleźliśmy się w Winonie, jeszcze bardziej zgłodniali. Wrzuciliśmy coś na ruszta w barku zainstalowanym w przyczepie — cała sterta placków — dziesięć centów, kawa — pięć — drugi kubek za darmo, masło i syrop bez ograniczeń.

Margrethe tak się opchała plackami, że nie zdołała zjeść wszystkiego. Zamieniliśmy więc talerze i dokończyłem to, co zostawiła.

Wywieszka na ścianie głosiła: PŁACIĆ GOTÓWKĄ PRZY ODBIORZE. BEZ NAPIWKÓW. CZY JESTEŚCIE GOTOWI NA DZIEŃ SĄDU? Kucharz, który był też kelnerem (i, jak sądzę, właścicielem), miał tuż pod ręką egzemplarz „Strażnicy”. Zapytałem go:

— Bracie, czy masz jakieś wieści o tym, kiedy oczekiwać dnia sądu?

— Nie żartuj sobie z tego. Wieczność w czeluści piekielnej to bardzo długi czas.

— Nie żartuję — odpowiedziałem — sądząc ze znaków, myślę, że jesteśmy już w siedmioletnim okresie zapowiedzianym w jedenastym rozdziale Apokalipsy, wersety drugi i trzeci. Nie wiem jednak, jak daleko już się w nim pogrążyliśmy.

— Jesteśmy już w jego drugiej połowie — oświadczył. — Dwaj świadkowie już prorokują i pojawił się Antychryst. Czy jesteś w stanie łaski? Jeśli nie, lepiej załatw to migiem.

— Ty także bądź gotów — odpowiedziałem. — Nie znasz dnia ani godziny, gdy nadejdzie Syn Człowieczy.

— Lepiej w to uwierz!

— Wierzę. Dziękuję za pyszne śniadanie.

— To nieistotne. Niech Pan ma cię w Swojej opiece.

— Dziękuję. Niech cię błogosławi i czuwa nad tobą.

Wyszliśmy oboje i skierowaliśmy się ponownie na wschód.

— Jak się czuje moje kochanie?

— Najedzona i szczęśliwa.

— Ja też. Szczególnie uszczęśliwiło mnie coś, co zrobiłaś dziś w nocy.

— Mnie też. Jak zawsze, mój kochany. Za każdym razem.

— Hmm. To fakt. Mnie też zawsze. Chodziło mi jednak o to, co powiedziałaś przedtem, gdy Steve zapytał cię, czy zgadzasz się ze mną co do dnia sądu i odpowiedziałaś mu, że tak. Marga, nie potrafię ci wyjaśnić, jak bardzo mnie martwiło, że nie chciałaś powrócić w ramiona Jezusa. Dzień sądu zbliża się. Nie znamy nawet godziny. Byłem zmartwiony. Nadal się martwię. Najwyraźniej jednak zaczynasz ponownie dostrzegać światło, choć nie mówiłaś jeszcze o tym ze mną.

Przeszliśmy chyba ze dwadzieścia kroków, a Margrethe nie odzywała się. W końcu powiedziała cicho:

— Ukochany, zażegnałabym twoje obawy, gdybym mogła. Niestety to niemożliwe.

— Słucham? Nie rozumiem. Wytłumacz mi to, proszę.

— Nie powiedziałam Steve’owi, że się z tobą zgadzam, lecz że nie mogę się nie zgodzić.

— Ależ to jest to samo!

— Nie, kochanie. Nie powiedziałam mu, choć to szczera prawda, że nigdy nie będę publicznie spierać się ze swoim mężem o cokolwiek. Jeśli się z tobą nie zgadzam, powiem ci to na osobności. Nie przy Steve’ie czy kimkolwiek innym.

Zastanowiłem się nad tym przez chwilę, powstrzymując się od kilku nasuwających się komentarzy. Na koniec powiedziałem:

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)