Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 96
Перейти на страницу:

— Dziękuję ci, Margrethe.

— Kochanie, robię to dla zachowania własnej godności, w równym stopniu, jak twojej. Całe życie brzydziłam się widokiem męża i żony niezgadzających się ze sobą — spierających się — kłócących — publicznie. Jeśli powiesz, że słońce pokryte jest małymi, jasnozielonymi szczeniakami, nie zaprzeczę temu publicznie.

— Ależ tak właśnie jest!

— Słucham? — Zatrzymała się i spojrzała na mnie zaskoczona.

— Moja droga Marga. Masz zadowalającą odpowiedź na każde pytanie. Jeśli kiedykolwiek zobaczę jasnozielone szczeniaki na powierzchni słońca, będę pamiętał, aby powiadomić cię o tym na osobności, żeby nie zmuszać cię do podjęcia kłopotliwej decyzji przy świadkach. Kocham cię. Wyczytałem zbyt wiele z tego, co powiedziałaś Steve’owi, dlatego, że naprawdę się o ciebie martwię.

Wzięła mnie za rękę i przez pewien czas szliśmy w milczeniu.

— Alec?

— Słucham, kochanie.

— Nie chcę cię martwić. Jeśli nie mam racji i pójdziesz do chrześcijańskiego nieba, chciałabym pójść tam z tobą. Jeśli oznacza to powrót do wiary w Jezusa — a wydaje się, że tak jest — to tego właśnie pragnę. Spróbuję tego dokonać, nie mogę jednak nic obiecać, gdyż wiara nie zależy jedynie od woli. Niemniej jednak spróbuję.

Zatrzymałem się, aby ją pocałować, co rozbawiło ludzi w przejeżdżającym obok samochodzie.

— Kochanie, nie mogę cię prosić o więcej. Czy pomodlimy się razem?

— Alec, wolałabym nie. Pozwól mi pomodlić się samej. Na pewno to zrobię. Powiem ci, gdy nadejdzie czas na wspólną modlitwę.

Po chwili para ranczerów zatrzymała się, aby nas podwieźć. Wysadzili nas w Winslow, nie zadając żadnych pytań. My również nie udzieliliśmy im żadnych informacji, co było swojego rodzaju rekordem.

Winslow jest znacznie większe niż Winona. Jak na warunki pustynne jest to już porządne miasto — liczące chyba z siedem tysięcy mieszkańców. Znaleźliśmy tam okazję, aby uczynić coś, co pośrednio sugerował nam Steve i co omówiliśmy ze sobą poprzedniej nocy.

Steve miał rację. Nie byliśmy odpowiednio ubrani na pustynię. Nie mieliśmy jednak wyboru, gdyż w takim stroju zaskoczyła nas zmiana światów. Nie dostrzegłem jednak na pustyni nikogo, kto miałby na sobie garnitur. Nie widziałem też białych kobiet ubranych w suknie. Meksykanki i Indianki miały spódnice, lecz kobiety anglosaskie ubrane były w spodnie lub szorty — dżinsy, luźne spodnie, spodnie do jazdy konnej czy coś w tym rodzaju. Rzadko spódnice, nigdy suknie… Ponadto nasze ubiory nie były odpowiednie nawet na miasto. Wyglądały niemodnie, jak stroje sprzed stu lat. Nie pytajcie mnie dlaczego. Nie znam się na modzie, zwłaszcza kobiecej. Garnitur, który miałem na sobie, był elegancki i drogi, gdy miał go na sobie mój „patrón”: Don Jaime w Mazatlanie w innym świecie… lecz mając go na grzbiecie na pustyni w Arizonie w tym świecie, wyglądałem jak łachmyta. W Winslow znaleźliśmy sklep, jakiego nam było trzeba. „UŻYWANE CIUCHY — Milion okazji — tylko za gotówkę, bez gwarancji, bez zwrotów. Wszystkie używane ubrania sterylizowane przed sprzedażą”. Powyżej umieszczono ten sam napis w języku hiszpańskim.

Po godzinie, długim przebieraniu się w różne ciuchy i intensywnym targowaniu w wykonaniu Margrethe zaopatrzyliśmy się w stroje odpowiednie na pustynię. Miałem na sobie spodnie khaki i taką samą koszulę oraz słomiany kapelusz w lekko kowbojskim stylu. Margrethe była ubrana bardziej skąpo — szorty miała równocześnie krótkie i obcisłe — aż do nieprzyzwoitości — natomiast górna część stroju składała się z czegoś, co było mniej niż gorsetem, lecz nieco więcej niż biustonoszem. Nazywało się to „stanikiem”.

Gdy ujrzałem Margę tak ubraną, szepnąłem do niej:

— Z pewnością nie pozwolę ci pokazać się publicznie w tym bezwstydnym kostiumie.

Odpowiedziała mi:

— Kochanie, nie zachowuj się od rana jak ćwok. Jest za gorąco.

— Nie żartuję. Zabraniam ci to kupić!

— Alec, nie przypominam sobie, żebym cię pytała o pozwolenie.

— Sprzeciwiasz mi się?

Westchnęła:

— Być może tak… Nie chcę tego robić. Czy kupiłeś maszynkę do golenia?

— Wiesz, że tak!

— Mam dla ciebie majtki i skarpetki. Czy potrzebujesz czegoś jeszcze?

— Nie. Margrethe, przestań zmieniać temat.

— Kochanie, powiedziałam już, że nie zamierzam się z tobą kłócić w miejscu publicznym. W tym kostiumie jest też spódnica. Chciałam ją przymierzyć. Pozwól mi to zrobić i zapłacić rachunek. Potem wyjdziemy na zewnątrz i porozmawiamy na osobności.

Kipiąc ze złości, zrobiłem to, co chciała. Muszę zresztą przyznać, że dzięki jej handlowym zdolnościom wyszliśmy ze sklepiku z większą ilością pieniędzy, niż weszliśmy. Jak to możliwe? Ten garnitur od mojego „patróna” Don Jaimego, który na mnie wyglądał tak śmiesznie, na właścicielu sklepiku leżał jak ulał. W gruncie rzeczy właściciel był nawet podobny do Don Jaimego. Zgodził się on dać mi w zamian za niego wszystko, co mi było potrzebne — koszulę khaki, spodnie i słomiany kapelusz. Margrethe zażądała jednak dopłaty. Domagała się pięciu dolarów, otrzymała dwa.

Gdy płaciła rachunek, dowiedziałem się, że użyła podobnej magii pozbywając się swego niepotrzebnego już kostiumu. Wkroczyliśmy do sklepu mając 7. 55 dolarów, wyszliśmy z 8. 80… oraz ubraniami na pustynię dla nas obojga, grzebieniem (do wspólnego użytku), szczoteczką do zębów (podobnie), plecakiem, maszynką do golenia oraz niezbędną ilością bielizny i skarpetek — wszystko używane, lecz podobno wysterylizowane.

Nie jestem biegły w taktyce, zwłaszcza w stosunkach z kobietami. Wyszliśmy na otwartą przestrzeń, gdzie mogliśmy porozmawiać swobodnie, i nawet nie zdawałem sobie sprawy, że już zostałem pokonany. Nie zatrzymując się ani na chwilę, Margrethe oświadczyła:

— Słucham, kochanie. Chciałeś o czymś porozmawiać.

— Hmm. Jak założysz spódniczkę, ten kostium jest do przyjęcia. Ostatecznie. Nie wolno ci jednak pokazywać się publicznie w tych szortach. Jasne?

— Mam zamiar nosić same szorty tylko wtedy, kiedy będzie upalnie. Tak jak teraz.

— Margrethe, powiedziałem ci…

Rozpięła spódnicę i zaczęła ją zdejmować.

— Znowu mi się sprzeciwiasz!

Złożyła ją w kostkę i powiedziała:

— Proszę cię, czy mogę ją schować do plecaka?

— Jesteś świadomie nieposłuszna!

— Ależ, Alec, nie muszę być ci posłuszna, ani ty mnie.

— Ale… posłuchaj, kochanie, bądź rozsądna. Wiesz, że nie wydaję ci zwykle rozkazów. Jednak żona musi być posłuszna mężowi. Czy jesteś moją żoną?

— Powiedziałeś mi, że nią jestem, więc pozostanę nią, zanim mi nie powiesz, że jest inaczej.

— A więc twoim obowiązkiem jest mnie słuchać.

— Nie, Alec.

— Ale to jest podstawowy obowiązek żony!

— Nie zgadzam się z tym.

— Ależ… to szaleństwo! Czy chcesz mnie opuścić?

— Nie. Chyba, żebyś się ze mną rozwiódł.

— Nie uznaję rozwodów. Rozwody są sprzeczne z Pismem.

Nie odpowiedziała.

— Margrethe, proszę cię, załóż spódnicę!

— O mały włos byś mnie przekonał, najdroższy — odpowiedziała cicho. — Czy potrafisz mi wytłumaczyć, dlaczego tego pragniesz?

— Jak to dlaczego? Te szorty, noszone bez spódnicy, są nieprzyzwoite.

— Nie rozumiem, w jaki sposób fragment stroju może być nieprzyzwoity, Alec. Tylko osoba może okazać się taka. Czy chcesz powiedzieć, że jestem nieprzyzwoita?

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)