Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 296
Перейти на страницу:

Skinął głową.

– Kazałem ich pilnować gwardzistom Wieży. Jednak można uznać, że Nynaeve udzieliła im swego rodzaju gwarancji.

– Swego rodzaju?

– Użyła wobec niej kilku równoważników określenia „wełnianogłowa”, ale poza tym powiedziała, że nic złego ci z premedytacją nie zrobi.

– Cudownie. – Cóż, skłonna do rozmowy Seanchanka zawsze się przyda. Światłości. Co się stanie, jeżeli zostanie zmuszona do walki na dwa fronty: z Trollokami i z Seanchanami?

– Nie poszedłeś za własną radą – powiedziała na widok zaczerwienionych oczu Gawyna i znużenia, które zobaczyła w jego ruchach, gdy osunął się na krzesło stojące przed jej biurkiem.

– Ktoś musi pilnować drzwi – stwierdził. – Gdybym postawił przed nimi gwardzistów, każdy by się domyślił, że nie ma cię na Polu.

Odgryzła kęs chleba – na Światłość, z czegóż on mógł być upieczony? – i zerknęła w raport. Trudno było odmówić słuszności jego słowom, ale nie podobało się jej, że będzie niewyspany w takim dniu jak ten. Więź zobowiązań łącząca go z nią jako jej Strażnika może się okazać pomocna, ale tylko do pewnego stopnia.

– A więc miasto naprawdę padło – zadumała się. – Mury strzaskane, pałace zdobyte. Ale widzę, że Trolloki nie spaliły całego miasta. Większość, lecz zdecydowanie nie całe.

– Prawda – zgodził się Gawyn. – Niemniej nie ulega wątpliwości, że Caemlyn należy uznać za stracone. – Czuła w łączącej ich więzi, jak sztywnieje, wypowiadając te słowa.

– Przykro mi.

– Wielu ludziom udało się uciec, ale trudno ocenić, jakiej części, ponieważ przez tych wszystkich uchodźców nie znamy prawdziwego stanu populacji miasta sprzed inwazji. Zginęły zapewne setki tysięcy.

Egwene jęknęła bezgłośnie. Armia ludzi zgładzona w ciągu jednej nocy. A to pewnie dopiero początek masakry. Ilu dotąd już zginęło w Andorze? Można było tylko zgadywać.

W magazynach Caemlyn znajdowała się większość zapasów żywności andorańskiej armii. Przed oczyma przemknęły jej możliwe obrazy tragedii – setki tysięcy ludzi chwiejnym krokiem idących przez opustoszały krajobraz z płonącym miastem za plecami. Jednak nawet to zdawało się mniej przerażające niż widmo głodu zaglądające w oczy żołnierzom Elayne.

Skreśliła notkę dla Silviany, w której rozkazała jej zorganizować operację, polegającą na transporcie przez bramy wszystkich zdolnych do Uzdrawiania sióstr do Białego Mostu. Rozważała też aprowizację dla Andoru, choć jeszcze nie zdecydowała, ponieważ Białej Wieży nie zbywało na zapasach.

– Widziałaś tę notkę na samym końcu? – zapytał Gawyn.

Nie wpadła jej w oko. Zmarszczyła brwi i przeczytała pojedyncze zdanie skreślone na końcu raportu ręką Silviany. Rand al’Thor życzył sobie spotkać się ze wszystkimi władcami o…

Zerknęła na stary, drewniany stojący zegar. Spotkanie zaczynało się za pół godziny.

Jęknęła, a potem zaczęła pośpiesznie przełykać resztki śniadania. Niezbyt to było dostojne, ale nie zamierzała spotkać się z Randem na pusty żołądek.

– Chyba uduszę tego chłopaka – powiedziała, otarłszy wreszcie usta. – Dawaj, ruszamy.

– Zawsze możemy przybyć jako ostatni – zauważył Gawyn, podnosząc się. – Okażemy mu tym samym, że nie może nam rozkazywać.

– I damy szansę przekonania wszystkich pozostałych do jego racji? Nie, jeśli mnie tam nie będzie, nie będę miała szansy wyłożenia kontrargumentów. Nie podoba mi się to, ale w chwili obecnej Rand ma wszystkie karty w ręku. Wszyscy z niecierpliwością czekają, co im zaproponuje.

Otworzyła bramę z powrotem do swego namiotu na Polu Merrilora, wyszli oboje w tym kącie, który przeznaczony był pod Podróżowanie. Zaraz opuścili namiot i natychmiast otoczył ich gwar ludzkiej ciżby. Ludzie nawoływali się, stukot końskich kopyt zlewał się w cichy, jednostajny grzmot, oddziały szły stępa i galopem na miejsce zbiórki. Czy Rand zdawał sobie sprawę, co tu nawyprawiał? Zgromadzenie na jednym miejscu zdenerwowanych i niepewnych żołnierzy było jak wrzucanie fajerwerków do kotła stojącego na ogniu. Wybuch jest ostatecznie nieunikniony.

Nie ma wyjścia, musi jakoś zapanować nad tym chaosem. Ruszyła szybkim krokiem. Gawyn szedł przy jej lewym boku, trzymając się krok z tyłu. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Świat potrzebował Amyrlin.

Silviana czekała już na nią w stroju ceremonialnym, to znaczy ze stułą i laską, jakby wybierała się na posiedzenie Komnaty Wieży.

– Zajmiesz się tym, kiedy już zacznie się spotkanie – powiedziała Egwene, wręczając jej notatkę.

– Tak, Matko – odparła tamta i ruszyła za nią z drugiej strony. Egwene nie musiała się oglądać na Silvianę i Gawyna, żeby wiedzieć, iż demonstracyjnie ignorują wzajemnie swoją obecność.

W zachodniej części obozu natknęła się na grupkę Aes Sedai, zapalczywie o czymś dyskutujących. Minęła je i wtedy jedna po drugiej zamilkły. Stajenny przyprowadził jej nerwowego tarantowatego wałacha o imieniu Sito; dosiadła go i potoczyła spojrzeniem po zebranych Aes Sedai.

– Tylko Zasiadające Komnaty.

Reakcją była istna powódź cichych, wyważonych protestów – a każdy z głosów brzmiał w typowo władczy dla Aes Sedai sposób. Każda uważała, że jej obecność jest na spotkaniu niezbędna. Egwene przyglądała się im z osobna i dopiero wtedy milkły. Były Aes Sedai, rozumiały, że tego rodzaju sprzeczki są poniżej ich godności.

Wokół niej gromadziły się Zasiadające Komnaty. Oczekując ich, Egwene rozglądała się po Polu Merrilora. Składał się na nie spory obszar shienarańskiegpo stepu z grubsza o kształcie trójkąta, z dwóch boków ograniczonego łączącymi się rzekami – Morą i Erinin – a z trzeciego ścianą lasów. Płaską powierzchnię stepu deformowały skalne formacje: Garb Dashar, wysokie na jakieś sto stóp strome urwiska i Wzgórze Polov, czterdziestostopowe spłaszczone wzniesienie o łagodnych zboczach na arafeliańskim brzegu Mory, zwieńczonym urwiskiem wychodzącym na rzekę. Na południowy zachód od Wzgórza Polov rozciągał się obszar bagien, samo zaś wzgórze znaczyło miejsce, w którym Mora rozlewała się dogodnymi płyciznami zwanymi Brodem Hawal i umożliwiającymi dogodną przeprawę.

Niedaleko znajdował się stedding Ogirów, naprzeciwko niego od północy stare kamienne ruiny. Zaraz po przybyciu na miejsce Egwene złożyła Ogirom kurtuazyjną wizytę, Rand jednak z jakiegoś powodu nie zaprosił ich na zgromadzenie.

Zastępy zbrojne powoli ciągnęły na miejsce zbiórki, położone w samym centrum Pola. Z zachodu, gdzie znajdował się obóz Randa, szły sztandary Ziem Granicznych. Wśród nich łopotał Wilczy Łeb Perrina. Zdziwiła się przelotnie, że już zdążył się dosłużyć własnego godła.

Od południa, zakosami, nadjeżdżał orszak Elayne. Prowadziła go królowa we własnej osobie. Stolica jej kraju wprawdzie płonęła, ale ona wzrokiem sięgała w przyszłość. W przestrzeni między kolumnami Perrina i Elayne szli Tairenianie i Illianie – Światłości, któż wpadł na pomysł rozmieszczenia ich obok siebie? – pełną siłą, dbając, by nie pomieszać szyków.

Trzeba się pośpieszyć. Jej obecność z pewnością uspokoi temperamenty władców, zdusi w zarodku wszelkie ewentualne problemy, w tym najważniejszy bodaj, czyli obecność Aielów. Na miejscu znajdowały się wszystkie klany prócz Shaido. Wciąż nie miała pewności, po czyjej opowiadają się stronie: jej czy Randa. Wśród Mądrych były takie, które zdawały się nadstawiać ucha na jej argumenty, niemniej żadnych jednoznacznych deklaracji od nich nie uzyskała.

– Popatrz tam – odezwała się Saerin, podjeżdżając bliżej. – Ty zaprosiłaś Lud Morza?

Egwene pokręciła głową.

– Nie. Z góry uznałam, że niewielkie są szanse, aby weszły w skład koalicji opowiadającej się przeciwko Smokowi Odrodzonemu. – Ale po prawdzie, to tak ją wyczerpały ostatnie negocjacje z Poszukiwaczkami Wiatru w Tel’aran’rhiod, że nie miała po prostu siły na powtórkę tego doświadczenia. Zdejmował ją strach, że po obudzeniu okaże się, iż przehandlowała nie tylko swe pierworództwo, ale całą Białą Wieżę.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)