Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 158
Перейти на страницу:

— Tak?

— To nie jest broń, jaką pan zwykle robi. Przeciwnie, chodzi o coś, co można złożyć bez większych kosztów z części, które łatwo można dostać.

Sidney parsknął, rozbawiony, ale po chwili zaczął się zastanawiać.

— Obrabiarki sterowane komputerowo potrafią wykonywać zadziwiające rzeczy, jeśli zostaną odpowiednio zaprogramowane.

— Przyznaję, że moje umiejętności programowania obrabiarek są ograniczone.

Sidney uśmiechnął się.

— Aktualnie mam dużo wolnego czasu. Pozwolę sobie zająć swój umysł tym zagadnieniem, a potem, panno… Lucy, prawda?

— Tak, Lucy.

— Jeśli pani zadzwoni do mnie za kilka dni, może będę coś dla pani miał.

* * *

— Fantastyczne! — powiedziała Spence, gdy odebrali pierwszą partię broni od Sidneya i wieźli ją do domu P.J., by złożyć ją w piwnicy. — Nie mogę uwierzyć, że dał nam to wszystko. I do tego amunicję!

— Prawda, że jest odważny? — spytał P.J. Przez godzinę nosił skrzynki w chmurze dymu z fajki Sidneya i teraz uśmiechał się bardziej głupkowato niż zwykle.

— Nie jest odważny — stwierdziła Sula. — Jest samobójcą.

Głupi uśmiech zniknął z twarzy P.J.

— Milady? To znaczy… Lucy, to znaczy… — Otwierał usta jak ryba, bezskutecznie szukając słów.

— Czy myślisz, że producenci nie zarejestrowali numerów seryjnych tych karabinów? A obowiązkowe testy balistyczne, które musi przejść każda sztuka broni, nim opuści fabrykę? Jak tylko użyjemy którejś z tych strzelb, Naksydzi znajdą ślad do Sidneya i powieszą go za żebra, żeby się dowiedzieć, komu to przekazał. A to zaprowadzi ich do ciebie, P.J.

P.J. zbladł.

— Och — powiedział tylko.

— Może Sidney ma nadzieję, że zabierze ze sobą kilku Naksydów. Może nie dba ani o siebie, ani o ciebie. Albo może sądzi, że uda mu się ukryć. Nie dowiemy się, jakie są jego zamiary, więc będziemy trzymać te karabiny u ciebie w piwnicy i nie użyjemy ich, dopóki nie będziemy mieli gwarancji, że Sidney jest bezpieczny.

Sula obserwowała drogę i Macnamarę, który jechał bardzo ostrożnie — dym haszyszu podziałał na niego tak samo, jak na pozostałych.

— Ponadto w stosunku do naszego pana Sidneya mam pewne plany, które się pokrzyżują, jeśli popełni samobójstwo.

* * *

Przed końcem dnia udało jej się namówić Sidneya, by otworzył sklep wyłącznie dla naksydzkiej klienteli.

— I tak tylko elita może sobie pozwolić na pana strzelby — stwierdziła.

Każda jednostka broni była obłożona podatkiem stu zenitów — to półroczne zarobki zwykłego człowieka. W ten sposób broń stała się niedostępną dla zwykłego konsumenta.

— Jeśli będzie pan zaopatrywał w broń nowych odbiorców, przejdzie pan przez ich systemy zabezpieczeń — kontynuowała.

Sidney uśmiechnął się ponuro.

— Przewiduje pani dla mnie rolę zabójcy?

— Nie, do tego mamy innych ludzi — odparła Sula, Mam nadzieję — pomyślała.

— Proszę pana natomiast o uważne obserwowanie jak jest z dostępem do nich, jacy strażnicy stoją i gdzie, jakie są procedury, wszystko, co mogłoby się przydać.

— Zgoda. Jak się z panią skontaktować?

Sula zawahała się. Przedtem odmówiła P.J. podania swoich namiarów w obawie, że mógłby ją przypadkowo zdradzić. Gdyby teraz w obecności P.J. podała te informacje Sidneyowi, mógłby się obrazić. Choć niezbyt się przejmowała uczuciami P.J., nie chciała go czymś zniechęcić.

— Później damy panu znać — powiedziała. — Tymczasem my będziemy się z panem kontaktować.

Na razie przekazała mu prosty zestaw sygnałów, jakiego używali z P.J. Słowa „pierwszorzędnie” miał użyć, gdyby pojawiło się jakiekolwiek zagrożenie ze strony Naksydów. Skinął głową z mądrą miną, choć pamiętając, ile haszyszu wypalił tego dnia, Sula miała pewne wątpliwości, czy Sidney potrafi zachować pion, a co dopiero zrozumieć instrukcję.

Była pewna, że wkrótce się o tym przekona.

Gdy wróciła do wspólnego mieszkania, sprawdziła jednostkę komunikacyjną Gredel, Casimir dzwonił trzy razy, proponując jej wieczorne wyjście. Sula długo, z rozkoszą pławiła się w wodzie z olejkiem bzowym i zastanawiała się nad odpowiedzią. Potem wyłączyła kamerę, by nie przekazywała obrazu jej twarzy, wzięła ręczny kom i oddzwoniła do Casimira.

— Niezły pomysł — powiedziała do ponurego oblicza. — Chyba że masz już inne palny.

Ponura mina zniknęła — Casimir wpatrywał się w displej mankietowy, próbując odnaleźć obraz.

— Czy to ty, Gredel? — spytał. — Dlaczego cię nie widzę?

— Jestem w wannie.

— Też wziąłbym kąpiel — powiedział z przebiegłą miną. — Może dołączę do ciebie?

— Spotkajmy się w klubie. Powiedz tylko, o której godzinie.

Umówili się.

Zdążę się jeszcze trochę pomoczyć, a potem przespać ze dwie godziny — pomyślała.

— Jak powinnam się ubrać?

— Wystarczy to, co masz teraz na sobie.

— Ha, ha. A to, co miałam ostatnio na sobie?

— Tak. Dobrze.

— Więc do zobaczenia.

Skończyła rozmowę i kazała kranom napełnić wannę gorącą wodą. Czujnik audio w łazience nie był zbyt dobry, więc musiała się pochylić i odkręcić kurek ręcznie. Woda napływała, para unosiła się i Sula zamknęła oczy; powoli odprężała się, wchłaniając zapach bzu.

W wyobraźni widziała czyste porcelanowe powierzchnie. Celadon, fajans, różowa Pompadour; głaskała palcami zapamiętaną krakelurę wazonu Yu-yao.

Dzień dobrze się zaczął. Pomyślała, że może być tylko lepiej.

* * *

Poprawiła żakiet, wychylając się przez okno. Kramarze zamykali stoiska albo już odjeżdżali małymi trójkołowymi pojazdami załadowanymi z tyłu towarem. Zarządzone przez Naksydów zaciemnienie — nie mówiąc o łapankach — bardzo źle wpływało na interesy; po zmroku na ulicach było mało ludzi.

— Powinienem pójść z tobą — upierał się Macnamara.

— Na randkę?

Wydął usta jak nadąsane dziecko.

— To niebezpieczne. Wiesz, kim on jest. Roztrzepała palcami czarne farbowane włosy.

— To zło konieczne. Wiem, jak z nim postępować.

Macnamara chrząknął pogardliwie. Sula spojrzała na Spence: siedziała na kanapie i udawała, że nic nie słyszy.

— To przestępca — rzekł Macnamara. — Z tego, co wiem, może być nawet zabójcą.

Najprawdopodobniej zabił znacznie mniej ludzi niż ja — pomyślała. Pamiętała pięć naksydzkich statków pod Magarią, zmienionych w płachty oślepiającego białego światła, ale postanowiła nie przypominać o tym Macnamarze.

Odwróciła się od okna i spojrzała na niego.

— Powiedzmy, że chcesz zacząć jakiś interes i nie masz pieniędzy. Co byś zrobił? — spytała.

Patrzył podejrzliwie, jakby był pewien, że wciąga go w pułapkę.

— Poszedłbym do szefa swojego klanu — odparł.

— A gdyby szef klanu ci nie pomógł?

— Zwróciłbym się do kogoś z klanu patronackiego. Na przykład do para.

Sula skinęła głową.

— A jeśli bratanek para prowadzi podobny interes i nie chce mieć konkurencji?

Macnamara znów zrobił nadąsaną minę.

— Nie poszedłbym do Małego Casimira, to pewne.

— Ty może byś nie poszedł, ale wielu ludzi zwraca się do takich jak on. I rozkręcają interesy, a Casimir proponuje im ochronę przed zemstą bratanka para i ich klanu. W zamian dostaje pięćdziesiąt albo sto procent odsetek od pożyczki i klient świadczy mu inne przysługi.

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)