Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bogowie, honor, Ankh-Morpork [Jingo - pl]
Bogowie, honor, Ankh-Morpork [Jingo - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bogowie, honor, Ankh-Morpork [Jingo - pl]

Электронная книга - «Bogowie, honor, Ankh-Morpork [Jingo - pl]». Краткое содержание книги:

Coś nowego pojawiło się między starożytnymi miastami Ankh-Morpork i Al-Khali. Dosłownie. To wyspa, wynurzająca się z dna Okrągłego Morza Dysku. Ponieważ jest niezamieszkana i oba miasta roszczą sobie do niej prawa, komendant Vimes ze swymi wiernymi strażnikami staje wobec zbrodni tak wielkiej, że żadne prawa jej nie obejmują.
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 87
Перейти на страницу:

— Kocioł, mowa tu o cudzie? — upewnił się w końcu Reg. — Czy tylko o bardzo powolnym procesie trawiennym?

— Lepiej byś uczynił, martwiąc się o stan swojej duszy nieśmiertelnej, niż robiąc sobie żarty — odparł surowo funkcjonariusz Wizytuj.

— Właściwie to martwi mnie raczej stan mojego nieśmiertelnego ciała.

— Mam tutaj ulotkę, która przyniesie ci znaczną…

— Kocioł, czy jest dość duża, żeby z niej zrobić stateczek, który nas wszystkich uratuje?

Funkcjonariusz Wizytuj wykorzystał okazję.

— Aha. Tak, metaforycznie rzecz ujmując, jest…

— Czy ten statek nie ma szalupy ratunkowej? — wtrąciła pospiesznie Cudo. — Jestem pewna, że ją widziałam, kiedy wchodziliśmy na pokład.

— Tak… szalupa… — mruknął Detrytus.

— Ktoś chce sardynkę? — zaproponowała krasnoludka. — Udało mi się otworzyć puszkę.

— Szalupa… — powtórzył Detrytus. Mówił jak ktoś odkrywający niemiłą prawdę. — Takie coś… dużego ciężkiego, co by nas spowalniało…?

— Tak. Widziałem ją, na pewno — oświadczył Reg.

— Tak… Była taka… — przyznał Detrytus. — To szalupa, tak?

— A już przynajmniej powinniśmy dopłynąć w jakieś osłonięte miejsce i rzucić kotwicę.

— Tak… kotwica — mruczał Detrytus. — To takie duże coś z takimi niby-hakami, tak?

— Oczywiście.

— Ciężkie coś?

— Naturalnie!

— Dobra. I… no… gdyby ktoś ją rzucił już dawno, z powodu, że była ciężka, to pewnie teraz nic by nie pomogło?

— Niespecjalnie.

Reg wyjrzał z ładowni. Niebo pokrywał przecinany ognistymi zygzakami brudnożółty dywan. Gromy huczały bez przerwy.

— Ciekawe, jak nisko spadł barometr — powiedział.

— Na samo dno — odparł ponuro Detrytus. — Możesz mi wierzyć.

Ostrożne otwieranie drzwi leżało w naturze D’regów. Zwykle po drugiej stronie stał wróg. Wcześniej czy później.

Zobaczył obrożę. Leżała na podłodze tuż obok niewielkiej fontanny wody, ciurkającej z kadłuba. Zaklął cicho.

Odczekał chwilę, a potem szybko pchnął drzwi. Stuknęły o ścianę.

— Nie chcę ci zrobić krzywdy — powiedział do mroku zęzy. — Gdybym miał taki zamiar, już byś…

Żałowała, że nie użyła formy wilka. Z wilkiem nie miałaby żadnych kłopotów — ale to właśnie był główny kłopot. Łatwo by wygrała, lecz potem byłaby nerwowa i wystraszona. Człowiek potrafi to opanować. Wilk niekoniecznie. Reagowałaby błędnie, panicznie, zwierzęco…

Popchnęła go mocno, zeskakując na podłogę znad drzwi, przekoziołkowała w tył, zatrzasnęła kajutę i przekręciła klucz.

Miecz przebił deski jak gorący nóż ciepły smalec.

Ktoś syknął tuż obok. Odwróciła się i zobaczyła dwóch ludzi trzymających sieć. Zarzuciliby ją na wilka. Ale nie spodziewali się nagiej kobiety. Nieoczekiwane pojawienie się nagiej kobiety zawsze skłania do przemyślenia najbliższych planów.

Kopnęła obu, mocno, i pobiegła w przeciwnym kierunku. Otworzyła pierwsze z brzegu drzwi, wpadła do środka i zatrzasnęła je za sobą.

To była kajuta z psami. Poderwały się, otworzyły pyski… i opadły znowu. Wilkołak posiada znaczną władzę nad innymi zwierzętami, niezależnie od formy, jaką przybrał. Co prawda jest to głównie władza nakazująca im kulić się i wyglądać na niejadalne.

Przebiegła obok psów i szarpnęła zasłonę nad koją.

Leżący tam mężczyzna otworzył oczy. Był Klatchianinem, ale bladym z bólu i osłabienia. Miał cienie pod oczami.

— Ach, umarłem — powiedział. — Umarłem i trafiłem do raju. Czy jesteś houri?

— Nie mam ochoty słuchać takich wyrażeń, bardzo dziękuję — odparła Angua. Wypraktykowanym ruchem rozdarła zasłonę na dwie części.

Miała niewielką przewagę nad męskimi wilkołakami — nagie kobiety rzadziej powodowały narzekania. Niestety, otrzymywały czasem bardzo stanowcze propozycje. Jakieś okrycie było więc niezbędne dla zachowania skromności i uniknięcia niewygodnych awansów. Dlatego przygotowanie prowizorycznego ubrania z czegokolwiek, co znalazło się pod ręką, stanowiło jedną z mniej znanych, ale ważnych umiejętności wilkołaków.

Angua znieruchomiała. Dla niewprawnego oka wszyscy Klatchianie wyglądają tak samo, lecz w końcu dla wilkołaka wszyscy ludzie też wyglądają tak samo — apetycznie. Ale ona umiała rozróżniać.

— Jesteś księciem Khufurahem?

— Tak. A ty…?

Ktoś kopniakiem otworzył drzwi. Angua skoczyła do okna i odrzuciła na bok sztabę blokującą okiennice. Strumień wody chlusnął do kajuty, zdołała jednak wspiąć się i wyjść na zewnątrz.

— Tylko przechodziłaś? — wymamrotał książę.

71-godzinny Ahmed podszedł do okna i wyjrzał. Wokół rozkołysanego statku pieniły się obramowane ogniem błękitnozielone fale. Nikt nie zdołałby się utrzymać na powierzchni.

Odwrócił głowę i spojrzał na burtę, gdzie Angua trzymała się zwisającej liny.

Zobaczyła, że do niej mrugnął. Potem odwrócił się i usłyszała jego słowa:

— Musiała utonąć. Wracajcie na stanowiska.

Po chwili na pokładzie trzasnął właz.

Słońce wzeszło na bezchmurnym niebie.

Patrzący, gdyby znalazł się w tamtym miejscu, dostrzegłby na maleńkim obszarze morza niewielką różnicę w ruchu fal.

Mógłby się nawet zastanowić nad kawałkiem wygiętej rury, która obracała się z cichym zgrzytem.

Gdyby zdołał przyłożyć do niej ucho, usłyszałby słowa:

— …pomysł podczas drzemki. Kawałek rury, dwa ukośne lusterka… Rozwiązanie naszych kłopotów z powietrzem i ze sterowaniem!

— Fascynujące. Rura do patrzenia, przez którą można oddychać.

— Na bogów! Skąd wiedziałeś, panie, że tak się nazywa?

— Zgadłem przypadkiem.

— Zaraz… Ktoś przerobił moje siedzenie przy pedałach! Jest teraz wygodne!

— A tak, kapralu. Zrobiłem kilka pomiarów, kiedy spaliście, i przebudowałem siodło, nadając mu lepszą konfigurację anatomiczną…

— Robiłeś pomiary?

— Tak, ja…

— A co z moimi regionami… siodłowymi?

— Proszę, nie ma się czym niepokoić, anatomia jest jedną z moich pasji…

— Naprawdę? To może na początek przestaniesz się pasjonować moją…

— Hej, widzę tam jakąś wyspę!

Rura przekręciła się z piskiem.

— Ach, to Leshp. Widzę ludzi. Do pedałów, panowie. Zbadajmy dno oceanu…

— Na pewno je poznamy, z nim przy sterach…

— Cicho bądź, Nobby.

Rura skryła się pod falami. Wypłynęła chmura bąbelków i dała się słyszeć wilgotna dyskusja, czyim zadaniem powinno być wkładanie korka. Po chwili kawałek morza, dotąd całkiem pusty, stał się jakoś jeszcze puściejszy.

Nie było żadnych ryb.

W takich chwilach Twardziel Jackson byłby gotów zjeść nawet ciekawą mątwę.

Ale morze było puste. I niedobrze pachniało. Musowało cicho. Twardziel Jackson widział rozpryskujące się na powierzchni bąbelki cuchnące siarką i zepsutymi jajami. Zgadywał, że wynurzenie nowego lądu musiało poruszyć bardzo dużo mułu. Efekt byłby fatalny nawet na dnie stawu, z tymi wszystkimi żabami, robalami i czym tam jeszcze, a tutaj przecież chodziło o morze…

Próbował zawrócić te myśli, ale wynurzały się z głębin jak… jak…

Dlaczego nie ma ryb? Owszem, w nocy szalał sztorm, ale zwykle w tych okolicach łatwiej się łowi po burzy, gdyż… przywołuje…

Tratwa się zakołysała.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)