Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 173
Перейти на страницу:

Coś się na za­wsze zmie­ni.

Uśmiech­nę­ła się szcze­rze.

– Cie­szę się, chłop­cy. Bar­dzo. Naj­wyż­szy czas.

Po­pa­trzy­li na nią uważ­nie, po czym po­waż­nie ski­nę­li gło­wa­mi.

– Wie­my, Ka­ile­an. Naj­wyż­szy czas.

Póź­niej po­my­śla­ła, że po­win­na ją za­sta­no­wić ta na­gła po­wa­ga u zwy­kle po­kpi­wa­ją­cych ze wszyst­kie­go bliź­nia­ków. Ale było tak go­rą­co, że my­śla­ła tyl­ko o schro­nie­niu się pod da­chem i wy­pi­ciu cze­go­kol­wiek, byle za­wie­ra­ło odro­bi­nę wody.

– Idę do ciot­ki, a wy nie ze­psuj­cie tu ni­cze­go, do­brze?

Od­wró­ci­ła się, za­nim rzu­ci­li ri­po­stę. Za mie­siąc, gdy już skoń­czą swo­je noże, nie bę­dzie mo­gła tak się do nich od­zy­wać. Do męż­czyzn trze­ba się zwra­cać ina­czej niż do chłop­ców.

* * *

Do­mo­stwo ku­chen­ne było po pro­stu wo­zem, w któ­rym kró­lo­wał piec. Jed­nak nie zwy­czaj­ny, lecz spe­cjal­na kon­struk­cja z że­la­za i od­po­wied­nio wy­pa­la­nych ce­gieł, sto­ją­ca na czte­rech sta­lo­wych no­gach i pod­trzy­my­wa­na przez kil­ka łań­cu­chów. Moż­na w nim było bez­piecz­nie pa­lić na­wet wte­dy, gdy wóz su­nął przez ste­py, ko­ły­sząc się z boku na bok; sta­lo­we ob­rę­cze, za­mo­co­wa­ne do ścia­ny, za­bez­pie­cza­ły garn­ki przed zsu­nię­ciem się z bla­chy. Mimo iż wozy Ver­dan­no daw­no już nie wę­dro­wa­ły po rów­ni­nach, ciot­ka Vee’ra nie chcia­ła wy­mie­nić pie­ca na zwy­kły. Co oczy­wi­ście nie prze­szka­dza­ło jej na­rze­kać, jaki to z nie­go prze­ży­tek.

Dym, uno­szą­cy się z że­la­znej rury peł­nią­cej funk­cję ko­mi­na, po­wi­nien ją ostrzec, lecz Ka­ile­an była prze­ko­na­na, że ni­g­dzie nie może być go­rzej niż w kuź­ni. My­li­ła się.

Par­ne go­rą­co ude­rzy­ło w nią od pro­gu i na mo­ment ode­bra­ło dech. Zu­peł­nie jak­by pró­bo­wa­ła od­dy­chać zupą. Niby za­pach za­chę­cał, a prze­cież była już głod­na, lecz cia­ło bro­ni­ło się przed tym po­my­słem. Kro­ple potu bły­ska­wicz­nie po­kry­ły jej czo­ło i za­czę­ły spły­wać do oczu. Za­mru­ga­ła.

– Nie stój w pro­gu, dziew­czy­no, bo się za­zię­bisz. Wejdź.

Pra­wie za­po­mnia­ła, po kim bliź­nia­cy odzie­dzi­czy­li po­czu­cie hu­mo­ru. Ostroż­nie zro­bi­ła głę­bo­ki od­dech i we­szła.

W środ­ku po­otwie­ra­no sze­ro­ko wszyst­kie okna i je­śli tyl­ko ze­rwie się ja­kiś wia­te­rek, kuch­nia znów za­cznie przy­po­mi­nać miej­sce prze­zna­czo­ne dla lu­dzi. To „je­śli” było bar­dzo waż­ne, bo od kil­ku dni po­wie­trze sta­ło nie­ru­cho­me jak przed bu­rzą.

Je­den ko­niec wozu zaj­mo­wał piec i kil­ka sza­fek ze wszyst­ki­mi nie­zbęd­ny­mi przy­bo­ra­mi. W dru­gim kró­lo­wał dłu­gi stół, oto­czo­ny umo­co­wa­ny­mi do ścian sie­dze­nia­mi. Po ich pod­nie­sie­niu moż­na się tu było cał­kiem swo­bod­nie po­ru­szać. Poza tym ta­kie sie­dze­nia są po pro­stu lżej­sze niż zwy­kłe krze­sła czy ławy. A gdy od wagi za­le­ży, jaki od­ci­nek dro­gi po­ko­nasz w cią­gu dnia, li­czy się każ­dy funt.

Ka­ile­an za­wsze ude­rza­ło, że wszyst­ko w do­mach-wo­zach jej przy­bra­nych krew­nych opo­wia­da­ło o tym, iż tak na­praw­dę są one miej­scem za­miesz­ka­nia no­ma­dów; że te dłu­gie do­mo­stwa po­win­ny stać na ko­łach i cią­gnię­te przez po­czwór­ne za­przę­gi, wę­dro­wać w wiel­kich ka­ra­wa­nach. Ława przy­mo­co­wa­na do pod­ło­gi, pod­no­szo­ne sie­dzi­ska, pół­ki i szaf­ki z drzwicz­ka­mi za­bez­pie­czo­ny­mi przed przy­pad­ko­wym otwar­ciem, garn­ki i pa­tel­nie mo­co­wa­ne do ścian do­dat­ko­wy­mi uchwy­ta­mi. Piec. Na­wet po tylu la­tach przy­mu­so­we­go po­sto­ju ten wóz był przy­go­to­wa­ny do wy­ru­sze­nia. A ciot­ka, mimo że uśmie­cha­ła się sze­ro­ko i żar­to­wa­ła ze sta­rych na­wy­ków, nie mo­gła ja­śniej wy­ra­zić swo­jej tę­sk­no­ty.

Tyl­ko że o tym rów­nież się nie roz­ma­wia­ło.

Przy­sia­dła na roz­kła­da­nej ła­wie obok okna. Je­śli ja­kimś cu­dem po­ja­wi się wiatr, nie omi­nie jej ża­den po­dmuch. Pot nie spły­wał jej już tyl­ko po twa­rzy. Lnia­na ko­szu­la le­pi­ła się do ple­ców i pier­si; się­gnę­ła do gor­se­ci­ka i po­lu­zo­wa­ła go. Le­piej.

Ciot­ka Vee’ra sta­ła do niej ty­łem, mie­sza­jąc coś za­wzię­cie w wiel­kim ga­rze. Była pięk­ną ko­bie­tą, wy­so­ką i szczu­płą i mimo uro­dze­nia dzie­siąt­ki dzie­ci, wciąż mia­ła ta­lię dwu­dzie­sto­lat­ki. Lecz zwa­żyw­szy, ile cza­su spę­dza­ła w sau­nie, w któ­rą zmie­niał się pod­czas go­to­wa­nia wóz ku­chen­ny, nie po­win­no to ni­ko­go dzi­wić.

Od­wró­ci­ła się z uśmie­chem, wy­cią­ga­jąc w jej stro­nę głę­bo­ką gli­nia­ną mi­secz­kę.

– Czę­stuj się, Ka­ile­an. Po­win­na być już do­bra.

Ka­ile­an wzię­ła na­czy­nie. Ostroż­nie siorb­nę­ła. Zupa była pysz­na – od­po­wied­nio do­pra­wio­na, z ła­god­nym, wy­raź­nym sma­kiem doj­rza­łe­go sera i uno­szą­cą się nad wszyst­kim nutą ostrych przy­praw i ziół. Na chwi­lę za­po­mnia­ła o du­cho­cie i o tym, że wła­śnie pije coś, co nie­wie­le róż­ni się tem­pe­ra­tu­rą od wrząt­ku.

– Mmmm, prze­pysz­na, cio­ciu. Jed­nak po­win­naś dać się na­mó­wić Aan­dur­so­wi i za­cząć u nie­go pra­cę. Choć­by ze dwa razy w mie­sią­cu. Ostat­nio pod­bił prze­cież cenę.

Wła­ści­ciel Ven­do­ra, za­przy­jaź­nio­ny z ro­dzi­ną ko­wa­la, od wie­lu lat pro­po­no­wał Vee’rze pra­cę, bę­dąc świę­cie prze­ko­na­ny, że jej ta­lent roz­sła­wi za­jazd na wie­le mil. Na ra­zie nie­wie­le wskó­rał.

– Może kie­dyś, jak będę mia­ła mniej na gło­wie. Poza tym wiesz prze­cież, że ja w ob­cej kuch­ni... – Ciot­ka wzru­szy­ła ra­mio­na­mi i wró­ci­ła do mie­sza­nia zupy.

Po chwi­li przy­tłu­mi­ła hu­czą­cy w pie­cu ogień, przy­kry­ła gar i zręcz­nie mi­ja­jąc Ka­ile­an, usia­dła przy niej na ła­wie.

– Co sły­chać w sze­ro­kim świe­cie? – za­ga­iła.

– W sze­ro­kim świe­cie jak to w sze­ro­kim świe­cie, cio­ciu. – Ka­ile­an wzru­szy­ła ra­mio­na­mi. – Ty mi ra­czej po­wiedz, dla­cze­go do­pie­ro przy­pad­kiem do­wia­du­ję się, że bliź­nia­cy wy­ku­wa­ją swo­je ka­vayo? Hę?

Gli­nia­na mi­ska za­czę­ła ją pa­rzyć w pal­ce, lecz i tak ma­chi­nal­nie po­cią­gnę­ła ko­lej­ny łyk. Kub­ki sma­ko­we za­pia­ły z za­chwy­tu.

Star­sza ko­bie­ta uśmiech­nę­ła się rzew­nie.

– Dla mnie to też była nie­spo­dzian­ka, dziec­ko. Duża nie­spo­dzian­ka. Ale gdy ostat­nio ich przy­tu­li­łam, to oka­za­ło się, że są już wy­żsi i ode mnie. Nie da się po­wstrzy­mać źre­biąt od do­ra­sta­nia.

– Źre­biąt, co? To za­wia­dom mnie, jak już bę­dzie­cie te źre­bię­ta pod­ku­wać. Dla ta­kie­go wi­do­ku prze­bę­dę każ­dą dro­gę.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)