Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
Sprawa oparła się o samego cesarza, lecz ten podobno tylko rzucił okiem na dokument i uśmiechnął się. W Imperium bowiem prawa nie zawsze były najlepsze, lecz zawsze ich przestrzegano. A poza tym trzydziestotysięczny obóz warowny, postawiony na drodze ewentualnego se-kohlandzkiego najazdu, był więcej wart niż niejedna twierdza. Zwłaszcza że jego mieszkańcy nienawidzili koczowników jak nikogo na świecie.
Powoli kończyli szczotkowanie Toryna. Kailean miała niejasne podejrzenie, że jej wierzchowiec tylko dlatego dał się wyciągnąć ze stajni przy zajeździe, że wiedział, jakie przyjęcie go tu czeka. Uśmiechnęła się i poklepała go czule po grzbiecie.
– Cieszysz się, że wróciliśmy do domu, co?
Toryn zwrócił ku niej łeb i parsknął łagodnie.
– Dobrze się dogadujecie?
– Dobrze, wuju. Jest uparty, na wpół dziki i trochę za bardzo lubi gryźć inne konie. I ludzi też. Ale poza tym to najlepszy koń w czaardanie. – Zdjęła zgrzebło, wyczyściła i odłożyła na miejsce. – Kto pracuje?
– Bliźniaki. I jak znam życie, znów bardziej się wygłupiają, niż robią coś pożytecznego. Ale cóż, lepiej niech siedzą w kuźni, niż mieliby ganiać po karczmach. Idź się przywitać, a potem leć do ciotki, bo pęknie z niecierpliwości.
* * *
Kuźnia składała się z solidnego dachu, stojącego na czterech równie solidnych słupach, i plecionych z wikliny, przewiewnych ścian. Dziedzictwo karawan, w których jeśli już rozkładano warsztat, robiono to właśnie w ten sposób: dach, słupy i symboliczne ściany. Można go szybko rozłożyć – i równie szybko złożyć, kiedy trzeba ruszać dalej. No i przy takich upałach ściany z gałązek nie trzymały ciepła wewnątrz. Inaczej nie dałoby się pracować.
Choć i tak gorąc buchający z wnętrza zatrzymał ją w progu. Nagle wydało jej się, że upał i spiekota najgorętszych godzin południa wcale nie są tak dokuczliwe. Przynajmniej jeśli porównać je z tym, co działo się w pobliżu paleniska.
Dwóm śniadoskórym młodzikom wcale to nie przeszkadzało. Rozebrali się do pasa, pozostawiając na gołym ciele skórzane fartuchy, i uwijali się wokół kowadła. Młoty waliły w kawałek rozżarzonego niemal do białości metalu, kolejnymi uderzeniami nadając mu coraz bardziej wydłużony kształt.
– Ojciec wie, że psujecie dobre żelazo? – zagadnęła od wejścia, przekrzykując łoskot.
Nie obejrzeli się ani nie drgnęli, zaskoczeni. Dranie – uśmiechnęła się pod nosem. Oczywiście wiedzieli, że jest w domu, lecz w tej chwili najważniejszy był ten kawałek żelaza, bezlitośnie maltretowany na kowadle. Kwestia odpowiedniej temperatury, siły, kierunku i częstotliwości uderzeń wygrała z powitaniem przybranej kuzynki.
Wreszcie jeden z braci szybkim ruchem przeniósł metal do kadzi z wodą. Zasyczało, uniósł się niewielki kłąb pary.
Bliźniacy najpierw wyjęli swoje dzieło i przyjrzeli się mu z uwagą, a dopiero potem przenieśli spojrzenia na Kailean. Uśmiechnęli się jednocześnie, z identycznymi, kpiącymi grymasami.
– Coś musiało się stać na Stepach, że kuzynkę przyniosło.
– Pewnie wszystka woda się spaliła i cała trawa wyparowała, czy jakoś tak.
– Nie było mnie ledwo dziesięć czy dwanaście dni, maluchy, nie przesadzajcie.
Fen’doryn i Gen’doryn byli najmłodszymi synami And’ewersa, bliźniakami identycznymi jak dwie krople wody, co według wierzeń Verdanno stanowiło zapowiedź dziwnego i pokręconego losu. Na razie jednak siedzieli w domu i pod okiem ojca uczyli się fachu. I rośli. Mieli dopiero po piętnaście lat, lecz w ciągu ostatniego roku strzelili w górę o dobre cztery cale. To tempo zaskakiwało w rodzinie chyba najbardziej Kailean. Czasem nie odwiedzała kowala przez miesiąc lub dłużej, wędrując z czaardanem po pograniczu, więc gdy wracała wreszcie do kuźni, widziała wyraźnie kolejne pół cala, które im przybyło. Mimo wszystko nadal nazywała ich maluchami. W końcu była przybraną starszą kuzynką i powinni się jej słuchać.
– Co tam znów zmajstrowaliście, hę? Na podkowę zbyt proste, a na miecz za krótkie. Będzie z tego coś więcej niż garść hufnali?
Fen’doryn – poznała po małej bliźnie nad lewym okiem – uniósł kawałek ciemnego już i wychłodzonego metalu i podał jej. Broń, widać było bowiem od razu, że to ostrze, była jednocześnie dziwna i znajoma. Dwunastocalowe ostrze wyraźnie rozszerzało się ku górze i zaginało. Lecz zaginało w przód, mając krawędź tnącą po wewnętrznej stronie. Trzymała w ręku głownię kavayo – bojowego noża Verdanno, zwanego także przecinaczem gardeł albo otwieraczem czaszek. Całość ważyła prawie dwa funty, po dodaniu rękojeści i małego jelca na pewno będzie cięższa. Taką klingą można bez trudu odciąć rękę czy rozrąbać na pół głowę. A jeśli kolczuga nie była naprawdę mocna, to pchnięcie kavayo przeszywało ją jak lnianą szmatę. Te noże uchodziły za tak dobre, że uzbrajali się w nie chętnie nie tylko Wozacy. Broń wojowników.
– Ojciec wie? – zapytała już na poważnie i zaraz skrzywiła się na własną bezmyślność. Oczywiście, że wiedział. Wiedział o wszystkim, co powstawało w jego kuźni.
Obaj uśmiechnęli się z politowaniem.
– A drugi? – Przynajmniej to pytanie miało sens.
Gen’doryn zdjął z wiszącej przy słupie półki drugie ostrze. Identyczne, co do ułamka cala, ale już niemal wykończone. Krawędź tnącą zahartowano i wstępnie wyostrzono. Lekko falisty wzór błękitnej stali nadawał klindze wrażenie lekkości i szybkości, i to pomimo szerokiego, tępego grzbietu. Gdy głownia zostanie już osadzona w rękojeści i ostatecznie naostrzona, utworzy piękną i zabójczą broń.
– Kiedy zamierzacie je skończyć?
– Za miesiąc, nie ma pośpiechu. Jeszcze rękojeści i pochwy, i ostrzenie, i szlif. To musi być zrobione dobrze, prawda, Fen?
Fen’doryn uśmiechnął się i pieczołowicie odłożył oba ostrza na półkę.
Bliźniacy byli synami kowala i własnoręcznie wykonywali swoje kavayo. Za miesiąc, gdy skończą pracę, And’ewers podda ich noże drobiazgowym oględzinom i testom. Sprawdzi ostrość, wyważenie, odporność na zginanie. Jeśli wszystko wypadnie dobrze – a znając bliźniaków, nie wątpiła w to – obaj chłopcy wejdą w świat mężczyzn. Tak jak reszta jej przybranych braci. I wtedy w domu nie będzie już dzieci, tylko sami dorośli.