Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 167
Перейти на страницу:

— Chciałeś się ze mną widzieć, mój chłopcze? — zapytał pan de Tréville.

— Tak, panie — powiedział d’Artagnan — i wybaczy mi pan, sądzę, że mu przeszkodziłem, kiedy dowiesz się, o jak ważną sprawę chodzi.

— Mów więc, słucham.

— Chodzi o honor, a może i życie królowej — rzekł d’Artagnan zniżając głos.

— Co powiadasz! — rzekł pan de Tréville rozglądając się wokół, czy nikt ich nie słyszy, i patrząc pytająco na d’Artagnana.

— Powiadam, że przypadek pozwolił mi poznać tajemnicę...

— Której nie wydasz, mam nadzieję, nawet za cenę życia.

— Ale muszę ją panu zwierzyć, tylko pan bowiem może mi pomóc w wypełnieniu zadania, które zleciła mi Jej Królewska Mość.

— Czy to twoja tajemnica?

— Nie, panie, królowej.

— Czy Jej Królewska Mość upoważniła cię do podzielenia się tą tajemnicą ze mną?

— Nie, panie, przeciwnie, zalecono mi najściślejsze milczenie.

— Dlaczego więc chcesz mi ją zdradzić?

— Dlatego że, jak powiedziałem, bez pana nic nie mogę zdziałać, a mógłbyś mi nie udzielić swej pomocy, jeśli nie będziesz wiedział, w jakim celu cię proszę.

— Zachowaj swą tajemnicę, młodzieńcze, i powiedz, czego pragniesz.

— Pragnę, by uzyskał pan dla mnie u pana des Essarts zwolnienie na piętnaście dni.

— Od kiedy?

— Jeszcze tej nocy.

— Opuszczasz Paryż?

— Udaję się z misją.

— Czy możesz mi powiedzieć dokąd?

— Do Londynu.

— Czy jest ktoś zainteresowany w tym, żebyś nie przybył do celu?

— Myślę, że kardynał dałby wiele za to, by mi w tym przeszkodzić.

— Jedziesz sam?

— Sam.

— W takim razie nie dojedziesz dalej jak do Bondy[*], jakem Tréville!

— Dlaczego?

— Zamordują cię.

— Zginę spełniając swój obowiązek!

— Ale zadanie nie zostanie wykonane.

— To prawda — rzekł d’Artagnan.

— Wierzaj mi — ciągnął Tréville — w takich przedsięwzięciach trzeba czterech, by jeden doszedł do celu.

— Ma pan rację — rzekł d’Artagnan — ale znasz, panie, Atosa, Portosa i Aramisa i wiesz, że mogę na nich liczyć.

— Nie zwierzając im tajemnicy, której poznać nie chciałem?

— Przysięgliśmy sobie raz na zawsze ślepe zaufanie i wierność w każdej próbie; zresztą możesz im pan powiedzieć, że mi ufasz, a uwierzą mi jak i pan.

— Mogę każdego z nich zwolnić ze służby na dwa tygodnie; Atosa, któremu rana wciąż daje się we znaki, by udał się do wód w Forges[*], Portosa i Aramisa, by towarzyszyli druhowi, którego nie chcą opuścić w tak opłakanej sytuacji. Jeśli przyślę im zwolnienie, będzie to znaczyć, że upoważniam ich do wyjazdu.

— Dziękuję ci, panie, jesteś niezmiernie dobry.

— Idź więc do nich natychmiast i niechaj wszystko będzie załatwione tej nocy. Najpierw jednak napisz mi prośbę do pana des Essarts. Może szpieg depcze ci po piętach, a w takim razie kardynał wie już o twojej wizycie i trzeba mieć dla niej uzasadnienie.

D’Artagnan napisał prośbę i pan de Tréville biorąc papier zapewnił go, że przed drugą po północy cztery zwolnienia znajdą się w mieszkaniach czterech podróżnych.

— Bądź pan łaskaw przesłać moje zwolnienie do Atosa. Obawiam się, że gdybym wrócił do domu, naraziłbym się na jakieś niemiłe spotkanie.

— Bądź spokojny. Do widzenia i szczęśliwej podróży! Ale, zaczekaj no jeszcze! — rzekł pan de Tréville.

D’Artagnan zawrócił.

— Czy masz pieniądze?

D’Artagnan brzęknął trzosem, który miał w kieszeni.

— Wystarczy? — zapytał pan de Tréville.

— Trzysta pistoli.

— Wybornie, można z tym pojechać na koniec świata; ruszaj więc.

D’Artagnan skłonił się przed panem de Tréville, który wyciągnął do niego rękę; d’Artagnan uścisnął ją z szacunkiem i wdzięcznością. Od chwili gdy przybył do Paryża, mógł tylko dziękować Bogu, że poznał tego wspaniałego człowieka, tak zawsze godnego szacunku, prawego i wielkiego.

Naprzód udał się do Aramisa; nie był u swego przyjaciela od owego wieczoru, kiedy szedł za panią Bonacieux. Co więcej, za każdym razem kiedy go spotykał, dostrzegał głęboki smutek malujący się na twarzy młodego muszkietera.

Tego wieczora Aramis nie spał jeszcze, pogrążony w smutnych rozmyślaniach; widząc tę głęboką melancholię, d’Artagnan zadał mu kilka pytań. Aramis wyjaśnił, że na przyszły tydzień musi napisać po łacinie komentarz do osiemnastego rozdziału św. Augustyna i ta praca całkowicie go pochłania.

Gdy dwaj przyjaciele tak rozmawiali, wszedł służący pana de Tréville niosąc zapieczętowaną kopertę.

— Cóż to takiego? — zapytał Aramis.

— To zwolnienie, o które pan prosił — odparł służący.

— Nie prosiłem o żadne zwolnienie.

— Milcz i bierz — rzekł d’Artagnan. — A oto, mój poczciwcze, pół pistola za twój trud; powiedz panu de Tréville, że pan Aramis bardzo dziękuje. Ruszaj.

Służący skłonił się do ziemi i wyszedł.

— Co to ma znaczyć? — zapytał Aramis.

— Weź, co ci trzeba do dwutygodniowej podróży, i chodź ze mną.

— Ale ja nie mogę opuścić Paryża w tej chwili nie wiedząc...

Aramis urwał.

— Co się z nią stało, prawda? — ciągnął d’Artagnan.

— Z kim? — rzekł Aramis.

— Z kobietą, która była tutaj, z właścicielką haftowanej chustki.

— Kto ci powiedział, że była tu kobieta? — odparł Aramis blady jak śmierć.

— Widziałem ją.

— I wiesz, kto to jest?

— W każdym razie mogę przypuszczać.

— Posłuchaj — rzekł Aramis — skoro wiesz tyle, czy wiesz także, co się z nią stało?

— Sądzę, że wróciła do Tours.

— Do Tours? Tak, to się zgadza, znasz ją. Ale jakże mogła wrócić do Tours nic mi nie mówiąc?

— Obawiała się, że ją aresztują.

— Dlaczego nie napisała do mnie?

— Nie chciała cię skompromitować.

— D’Artagnanie, wracasz mi życie! — zawołał Aramis. — Sądziłem, że wzgardzono mną, że mnie zdradzono. Byłem tak szczęśliwy ujrzawszy ją znowu! Nie mogłem uwierzyć, że naraża swą wolność dla mnie, a jednak, co za sprawa sprowadziła ją do Paryża?

— Ta sama, dla której dziś jeszcze musimy jechać do Londynu.

— A mianowicie? — zapytał Aramis.

— Dowiesz się kiedyś, Aramisie; na razie będę naśladował obyczaje siostrzenicy doktora.

Aramis uśmiechnął się przypomniawszy sobie bajkę, którą opowiedział pewnego wieczora przyjaciołom.

— A zatem, skoro jesteś pewien, że ona opuściła Paryż, nic mnie już nie zatrzymuje i mogę ci towarzyszyć. Powiadasz, że udajemy się?...

— Na razie do Atosa; jeśli chcesz iść, pośpiesz się, ponieważ straciliśmy już wiele czasu. Ach, jeszcze coś, Uprzedź Bazina.

— Bazin wyrusza z nami? — zapytał Aramis.

— Być może. W każdym razie dobrze byłoby, gdyby nam towarzyszył tymczasem do Atosa.

Aramis wezwał Bazina i rozkazał mu, żeby poszedł za nimi do Atosa.

— Chodźmy — powiedział do d’Artagnana biorąc płaszcz, szpadę, trzy pistolety i na próżno otwierając po drodze wszystkie szuflady w poszukiwaniu zabłąkanego pistola. Kiedy przekonał się, że te poszukiwania są bezowocne, ruszył za d’Artagnanem zadając sobie w duchu pytanie, jakim cudem ten młokos z gwardii wie równie dobrze jak on, kim była kobieta, której udzielił gościny, i lepiej niż on, co się z nią stało.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)