Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 167
Перейти на страницу:

Pani Bonacieux powiedziała te słowa ze łzami w oczach. D’Artagnan ujrzał te łzy i zmieszany, wzruszony, padł na kolana.

— Będziesz u mnie równie bezpieczna jak w świątyni, daję ci słowo szlachcica — powiedział.

— Chodźmy — rzekła — ufam ci, mój przyjacielu.

D’Artagnan otworzył ostrożnie drzwi i oboje, lekko niby cienie, wyśliznęli się przez wewnętrzne drzwi na korytarz, bez szmeru weszli na schody i znaleźli się w pokoju d’Artagnana.

Kiedy młody człowiek był już u siebie, zabarykadował drzwi dla większej pewności; oboje zbliżyli się do okna i przez szparę w okiennicy ujrzeli pana Bonacieux, rozmawiającego z człowiekiem owiniętym w płaszcz.

Na widok człowieka w płaszczu d’Artagnan podskoczył i na wpół wyciągnąwszy szpadę z pochwy rzucił się ku drzwiom.

Był to człowiek z Meung.

— Co chcesz uczynić? — zawołała pani Bonacieux — zgubisz nas.

— Przysiągłem, że zabiję tego człowieka — rzekł d’Artagnan.

— Twoje życie nie należy w tej chwili do ciebie. W imieniu królowej zabraniam ci narażać się na jakiekolwiek niebezpieczeństwo prócz niebezpieczeństw podróży!

— A we własnym imieniu nic mi nie rozkażesz?

— We własnym imieniu — powiedziała pani Bonacieux z żywym wzruszeniem — we własnym imieniu proszę cię o to. Ale słuchajmy, zdaje się, że mówią o mnie.

D’Artagnan zbliżył się do okna i nastawił ucha.

Pan Bonacieux otworzył drzwi i widząc, że mieszkanie jest puste, wrócił do mężczyzny w płaszczu, którego zostawił na chwilę samego.

— Wyszła — powiedział — wróciła do Luwru.

— Czy jesteś pan pewien — powiedział nieznajomy — że nie przypuszczała, w jakich zamiarach wyszedłeś?

— Nie — odparł Bonacieux z zadowoleniem — to zbyt powierzchowna kobieta.

— Czy młody gwardzista jest w domu?

— Nie sądzę; jak pan widzi, okiennica jest zamknięta i nie widać żadnego światła przez szpary.

— Wszystko jedno, trzeba się upewnić.

— W jaki sposób?

— Pukając do drzwi.

— Zapytam jego służącego.

— Dobrze.

Bonacieux wszedł do swego mieszkania, wyszedł tymi samymi drzwiami, z których skorzystali uciekinierzy, wspiął się po schodach i zapukał do drzwi d’Artagnana. Nikt nie odpowiedział. Portos, by dodać sobie blasku, wypożyczył na ten wieczór Plancheta, a d’Artagnan nie dawał znaku życia.

W chwili gdy rozległo się pukanie, serca dwojga młodych drgnęły.

— Nie ma nikogo — rzekł Bonacieux.

— Wszystko jedno, chodźmy do pana, będziemy bezpieczniejsi niż stojąc na progu.

— Ach, mój Boże — szepnęła pani Bonacieux — nic nie usłyszymy.

— Przeciwnie, usłyszymy jeszcze lepiej.

D’Artagnan usunął kilka desek, na skutek czego pokój stawał się niczym ucho Dionizjosa[4], rozłożył kobierzec na podłodze, ukląkł i dał znak pani Bonacieux, by nachyliła się razem z nim nad otworem.

— Jesteś pan pewien, że nie ma nikogo? — rzekł nieznajomy.

— Ręczę za to — odparł Bonacieux.

— Myślisz więc, że twoja żona?...

— Wróciła do Luwru.

— Nie rozmawiając z nikim prócz ciebie?

— Jestem tego pewien.

— To bardzo ważne, pojmujesz mnie pan?

— A zatem wiadomość, którą ci przyniosłem, jest wielkiego znaczenia...

— Bardzo wielkiego, mój drogi Bonacieux, nie kryję tego bynajmniej.

— Więc kardynał będzie zadowolony ze mnie?

— Bez wątpienia.

— Wielki kardynał!

— Jesteś pan pewien, że w rozmowie żona nie wymieniła żadnych nazwisk?

— Tak sądzę.

— Ani pani de Chevreuse, ani księcia Buckinghama, ani pani de Vernet?

— Nie, powiedziała mi tylko, że chce mnie posłać do Londynu w sprawie dotyczącej znamienitej osoby.

— Zdrajca! — szepnęła pani Bonacieux.

— Cicho! — rzekł d’Artagnan ujmując jej rękę, na co pozwoliła bezwiednie.

— Wszystko jedno — ciągnął mężczyzna w płaszczu — jesteś głupcem, jeśli nie udałeś, że przystajesz na tę misję, miałbyś teraz list w ręce, zagrożone państwo byłoby uratowane, a pan...

— A ja?

— A pan! Kardynał nadałby ci tytuł szlachecki...

— Mówił panu o tym?

— Tak, wiem, że chciał ci zrobić tę niespodziankę.

— Niech pan będzie spokojny — podjął Bonacieux — żona mnie uwielbia, mamy jeszcze czas.

— Osioł! — szepnęła pani Bonacieux.

— Cicho! — rzekł d’Artagnan ściskając mocniej jej rękę.

— Jak to mamy jeszcze czas? — powiedział mężczyzna w płaszczu.

— Udam się do Luwru, zawezwę żonę, powiem jej, że się namyśliłem, że podejmuję się zadania, wezmę list i pośpieszę do kardynała.

— Dobrze, ale szybko; wrócę wkrótce, by dowiedzieć się, jak się panu powiodło.

Nieznajomy wyszedł.

— Nędznik! — rzekła pani Bonacieux pod adresem męża.

— Cicho! — powtórzył d’Artagnan ściskając jej rękę jeszcze mocniej.

Straszliwy wrzask przerwał rozmyślania d’Artagnana i pani Bonacieux. To mąż, zauważywszy brak trzosa, wzywał pomocy.

— O! mój Boże — zawołała pani Bonacieux — postawi na nogi całą dzielnicę!

Bonacieux krzyczał długo, ponieważ jednak podobne wrzaski rozlegały się zbyt często przy ulicy Fossoyeurs, by ściągnąć kogokolwiek, a dom kramarza cieszył się od niejakiego czasu nie najlepszą opinią, Bonacieux widząc, że nikt nie nadchodzi, wyszedł z domu wciąż krzycząc i skierował się w stronę ulicy du Bac.

— A teraz, kiedy już wyszedł, i pan musisz się oddalić — rzekła pani Bonacieux. — Odwagi, ale przede wszystkim ostrożności i pamiętaj, że należysz do królowej.

— Do niej i do ciebie! — zawołał d’Artagnan. — Bądź spokojna, piękna Konstancjo, powrócę godzien jej wdzięczności; ale czy będę również godzien twego serca?

Młoda kobieta nie odpowiedziała, tylko zarumieniła się mocno. W kilka chwil potem d’Artagnan wyszedł z domu owinięty w wielki płaszcz, pod którym zawadiacko sterczała długa szpada.

Pani Bonacieux odprowadziła go długim miłosnym spojrzeniem, jakim kobieta odprowadza mężczyznę, gdy czuje, że jest kochana; ale kiedy znikł za węgłem ulicy, padła na kolana i zawołała składając ręce:

— O mój Boże, miej w swej opiece królową, miej mnie w swej opiece!

Rozdział XIX

PLAN WYPRAWY

D’Artagnan udał się wprost do pana de Tréville. Doszedł do wniosku, że za kilka minut kardynał będzie już wszystko wiedział od tego przeklętego nieznajomego, niechybnie agenta Jego Eminencji, i nie bez racji sądził, że nie ma ani chwili do stracenia.

Serce młodzieńca przepełnione było radością. Oto okazja zdobycia sławy i pieniędzy, i ta okazja zbliżała go do uwielbianej kobiety. Przypadek ofiarowywał mu więcej, niż śmiałby prosić Opatrzność.

Pan de Tréville był jak zwykle w salonie, w towarzystwie panów szlachty. D’Artagnana znano w pałacu, udał się więc wprost do jego gabinetu i kazał oznajmić kapitanowi, że chce się z nim widzieć w bardzo ważnej sprawie.

Zaledwie minęło pięć minut, kiedy wszedł pan de Tréville. Widząc radość malującą się na twarzy młodzieńca, od razu zrozumiał, że istotnie zaszło coś nowego.

Przez całą drogę d’Artagnan namyślał się, czy zwierzyć się panu de Tréville, czy tylko poprosić go, by pozostawił mu swobodę działania w pewnej poufnej sprawie. Pan de Tréville odnosił się do niego zawsze tak życzliwie, tak był oddany królowi i królowej, tak serdecznie nie cierpiał kardynała, że młodzieniec postanowił wszystko mu powiedzieć.

вернуться

4

Ucho Dionizjosa — więzienie podziemne, zbudowane w kształcie ucha na rozkaz Dionizjosa, tyrana Syrakuz (405-367 p.n.e.), który siedząc w ukrytej komnacie mógł z niej słyszeć wyznania więźniów.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)