Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 113
Перейти на страницу:

Honor przytaknęła ponownie i ze zdziwieniem stwierdziła, że bawi się wiszącym na szyi kluczem. Skrzywiła się, puściła oznakę swego stanowiska cywilnego i spytała:

— A wyniki badania opinii publicznej? Mnie i Gregowi wychodzi, że decyzja Synodu miała na to wpływ. Większość tych, którzy mają wątpliwości co do mojej osoby w roli patronki, przyznaje, że wynikają one z faktu, że jestem poganką.

— Owszem — zgodził się Benjamin. — Ale mieszkańców twojej domeny to nie martwi, a prawdę mówiąc to, co myślą o tobie mieszkańcy pozostałych, ma niewielkie znaczenie. Obaj z wielebnym spodziewaliśmy się negatywnych reakcji w początkowej fazie, ale mamy czas, by ją zrównoważyć, a fakt, że nigdy nie ukrywałaś swoich przekonań religijnych, powinien w tym pomóc. Taką uczciwość mieszkańcy Graysona zawsze doceniali, jeśli tylko zastanowili się spokojnie. W tych warunkach uważam, że Hanks postąpił słusznie: cała ta banda dewotów przynajmniej wie, że jest granica, której przekroczenia Synod nie będzie tolerował.

— Wolałabym, żeby taka granica nie była potrzebna, ale cóż… — Honor potrząsnęła głową. — Żałuję, że dostarczyłam powodu do tego całego wariactwa.

— A ja żałuję, że znalazłaś się w sytuacji, w której idioci zdeterminowani, by zatrzymać moją planetę gdzieś w mrokach średniowiecza, mogą cię obrażać i napastować tylko dlatego, że jesteś lepsza od nich — powiedział cicho, lecz z mocą Benjamin.

— Nie o to mi chodziło, tylko… — Zarumieniła się, ale przerwał jej łagodnie.

— Wiem, o co ci chodziło, i masz w pewien sposób rację: skupili się na tobie. Kiedy wrobiłem cię w zostanie patronką, powiedziałem ci, że będziesz potrzebna jako przykład i wyzwanie — i miałem rację. Nie ostrzegłem cię jednak, bo sam nie do końca zdawałem sobie z tego sprawę, że jako żywy przykład tego, do czego może dojść i powinna dążyć kobieta, staniesz się wrogiem każdego idioty przekonanego, że kobieta nie może i nie potrafi taka być. Uczciwość nakazuje mi przyznać, że nawet gdybym zdał sobie z tego sprawę, nie powstrzymałoby mnie to, podobnie jak twoje poczucie obowiązku nie pozwoliłoby ci odmówić mojej prośbie. Prawda była i jest brutalnie prosta: potrzebujemy cię, a moim obowiązkiem jako Protektora jest sprawić, byśmy cię mieli. Nie czerwień się, to prawda, nie komplement. I musisz zrozumieć, że gdyby ci durnie nie mieli ciebie, znaleźliby sobie kogoś innego lub coś innego, co byłoby dla nich kamieniem obrazy. Ludzie zdecydowani stać na drodze postępu zawsze znajdą jakiś emocjonalny hak, na którym próbują powiesić przeciwników. Tak się zdarzyło, że to ty stałaś się takim właśnie hakiem dla tej konkretnej grupy durniów, bo dla nich jesteś najniebezpieczniejszą osobą na całym Graysonie. I z ich punktu widzenia jest to szczera prawda.

— Tak? — zdziwiła się Honor.

— Tak — zapewnił ją poważnie. — Jesteś bohaterką nawet dla tych, którzy mają wątpliwości odnośnie reform, a to daje ci możliwości znacznie przekraczające możliwości zwykłego patrona choćby dlatego, że twoje wpływy nie kończą się wraz z granicami twojej domeny. Liczba wątpiących w ciebie chwilowo będzie rosła, ale dla przeważającej większości pozostałaś kobietą i oficerem, który uratował nasz świat od odwiecznego wroga, czym równocześnie podważyłaś zakorzenione w nas przekonanie, iż kobieta jako słabsza musi być chroniona. Dokonałaś nadzwyczajnych rzeczy jako patronka, co stanowi niemożliwe do przemilczenia wyzwanie dla konserwatywnych patronów, święcie przekonanych, że żadna kobieta nie potrafi robić tego co oni. I na dodatek jesteś „niewierna”, tylko w dziwny sposób, bo szanujesz naszą wiarę i chronisz ją w swej domenie, i zapoznałaś się z nią na tyle dokładnie, by wygrać z klechą pojedynek na cytaty ze świętych tekstów. Ten zasrany świętoszek obrzucił cię obelgami, za co wziął słusznie po pysku, dlatego że zabrakło mu argumentów merytorycznych. Jeśli połączy się to wszystko, staje się jasne, że nie może na tej planecie istnieć żaden zdewociały tradycjonalista, który nie traktuje cię jako osobistego zagrożenia swojej pozycji i przekonań. A wszystko to jest moją winą, bo zmusiłem cię, żebyś została patronką.

Honor długą chwilę przyglądała mu się uważnie, nim przeniosła wzrok na Katherine. Ta potwierdziła ruchem głowy, że całkowicie zgadza się z mężem.

— Nie chcę być taką ogniskową i to nie dlatego, że nie lubię, jak mnie nienawidzą… — powiedziała powoli Honor. — z tym da się żyć, choć nie jest to przyjemne. Nie chcę dlatego, że mogę w ten sposób stać się środkiem, który wykorzystają do ataku na reformy.

— Gdybyś nie istniała, znaleźliby sobie kogoś innego — powtórzył Benjamin. — Tak się złożyło, że jesteś kluczem do całego problemu, acz przyznaję, że z mojej perspektywy bardzo dobrym kluczem. Obojętne czego by nie wykazywały sondaże, musiałabyś coś naprawdę konkursowo spieprzyć, by stać się rzeczywiście negatywnym czynnikiem dla mnie i moich reform. A nie jesteś osobą, która ma zwyczaj pieprzyć cokolwiek, że się tak dosadnie wyrażę. Prawdę mówiąc, dużą ulgę sprawiła mi świadomość, że to właśnie ciebie ta banda próbuje wykorzystać. Jeżeli jesteś tak wspaniałomyślna, że nie masz mi za złe wpakowania cię w sam środek takiego bagna, to na miłość boską nie obwiniaj siebie o to, że się tam znalazłaś!

— Ale… — Honor ugryzła się w język i uśmiechnęła złośliwie. — Dobrze: zamknę się i będę grzeczna, ale pan będzie uważał na rozwój wydarzeń?

— A pani uważa na przygotowania przeciwnika, admirał Harrington? — spytał takim samym tonem Protektor, a gdy przytaknęła, dodał: — Będę na nich uważał. Ta oślizgła zgraja może mnie zaskoczyć, ale nie dlatego, że nie zwracam na nich wystarczającej uwagi. Zapewniam. Zadowolona?

— Zadowolona.

— To dobrze, bo jeśli mnie słuch nie myli, to skończył się spokój, co oznacza, że najwyższy czas na kolację!

Sądząc po gwałtownie zbliżającym się zamieszaniu, Protektor Benjamin Mayhew miał świętą rację.

ROZDZIAŁ XV

Towarzyszka wiceadmirał Esther McQueen nie znała dokładnie celu operacji „Pozór”, ale wiedziała, w jak ciężkiej sytuacji w pobliżu Trevor Star znajduje się Ludowa Marynarka, co w połączeniu z siłami, jakie oddano pod jej rozkazy, oznaczało, że cel operacji jest zaiste doniosły. „Pod jej rozkazy” było zresztą eufemizmem — 30. Zespołem Wydzielonym tak naprawdę dowodził komisarz przysłany przez bezpiekę. I to, że Komitet usunął jej z drogi wszystkich oficerów pochodzących z rodów legislatorskich, dzięki czemu została wreszcie admirałem, nie rekompensowało bynajmniej wkurzenia z powodu stałego nadzoru, jakiemu była poddana zawodowo. Naturalnie niczego podobnego nie okazywała przesiadującemu prawem kaduka na pomoście flagowym towarzyszowi komisarzowi Fonteinowi, ale pewnego pięknego dnia nadejdzie czas zapłaty…

Fontein uśmiechnął się do niej ze zwyczajowym zakłopotaniem, które wykazywał, jeśli chodziło o wszystkie kwestie związane z działaniami wojskowymi. Widok satysfakcji, która błysnęła w jej oczach, zirytował go też jak zwykle — nie lubił być traktowany jak dureń, zwłaszcza przez kogoś, kto tak źle to ukrywał, ale sam tego chciał. Sporo się zresztą napracował, nim ją przekonał, że jest tylko zwykłym głupim Prolem — ignorantem, który tylko dzięki własnej niekompetencji zdobył taką pozycję. Nie miał najmniejszego zamiaru odkrywać, jak dobrze zna się na taktyce czy zasadach działania floty… ani że znacznie lepiej od niej rozumie cele operacji i jej znaczenie. Bezpieka wybrała Erasmusa Fonteina na komisarza wiceadmirał McQueen mimo niechęci sekretarza Saint-Justa do rozstawania się z nim. Fontein wyglądał jak zasuszony i całkiem nieszkodliwy wujek, co było w najwyższym stopniu mylące. Większość towarzyszy komisarzy (a naturalnie o hołocie należało teraz mówić per „towarzysz”, a nie „Prol”, bo to było plutokratyczne i obelżywe określenie wymyślone przez poprzedni reżim, a próba wprowadzenia zwrotu „obywatel” nie powiodła się) wywodziła się z grona tych, którzy z niewiadomych przyczyn najbardziej nienawidzili legislatorów. W części przypadków powodem były doznane krzywdy, ale w większości działał ten sam motyw co w przypadku szpicli — byli nimi przegrani. Dlatego tak wielu prawdziwą przyjemność czerpało z udowadniania przy każdej okazji, że teraz oni mają władzę, mimo że oficerowie, których nadzorowali, bynajmniej nie byli ulubieńcami tamtego reżimu. Wychodzili z prostego założenia: oficerowie byli uprzywilejowani, a oficer to oficer, liczy się sztuka — skoro nie mogli się zemścić na tych, którzy wyrządzili im jakąś krzywdę, to rozładowywali się na tych, których mieli pod ręką.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)