Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 113
Перейти на страницу:

— Jakiego przypomnienia? — na wpół wyszeptał Mueller, czując dziwną chęć działania.

Miał też niezrozumiałe przeczucie, że broń potrzebna do przywrócenia światu równowagi, jaką znał i rozumiał, może znajdować się prawie w zasięgu jego ręki…

Burdette uśmiechnął się z satysfakcją.

ROZDZIAŁ XIV

Honor obserwowała z uśmiechem pełnym zadowolenia, jak pinasa zbliża się ku powierzchni planety. Nie była w mundurze i cieszyła się z tego, bowiem wieczorowy strój damski przyjęty na Graysonie może i był dziwaczny, ale nieporównanie wygodniejszy od jakiegokolwiek munduru obowiązującego w Marynarce Graysona. W kroju tychże uniformów nie było zresztą także logiki ani użyteczności. Przeciągnęła palcem po grzbiecie Nimitza, który nadstawił się bezwstydnie, i poczuła jego pełne zadowolenia oczekiwanie. Nimitz lubił Benjamina Mayhewa i całą jego rodzinę, a oni wręcz go uwielbiali. Naturalnie byli mu wdzięczni — w końcu to on i Honor uratowali im życie — co ją nadal wprawiało w zakłopotanie. Za to Nimitz całkowicie bezwstydnie to wykorzystywał. Zawsze czekał na niego przygotowany świeży zapas selera, po którym niewiele zostawało, a poza tym trzy starsze pociechy: Rachel, Theresa i Jeanette, uważały, że jest najlepszą futrzaną zabawką we wszechświecie. Osobista ochrona Protektora mało zawału nie dostała, gdy jego córki pierwszy raz odkryły, że można się z treecatem bawić. Każdy z nich na pamięć znał nagranie z przebiegu ataku i wiedział, jak skutecznie i błyskawicznie potrafił zabijać, ale nie byli w stanie nic poradzić. Jedna Honor się tym nie przejmowała — Nimitz uwielbiał zabawę i radosne, niczym nie skrępowane dziecięce uczucia, a treecaty jako takie miały za sobą wystarczająco trudną ewolucję, by przeżyć wszystko, na co mogły być narażone w kontaktach z ludzkim dwulatkiem. Obserwując ich zabawy, czuła się tak, jakby obserwowała własne dzieciństwo, gdy odkryła istnienie Nimitza, i z rezygnacją godziła się, że na ten czas łącząca ich więź zostawała „zawieszona”.

Ta wizyta była zdecydowanie mniej radosna od dotychczasowych — choć od ponad miesiąca nie opuszczała okrętu, śledziła rozwój wydarzeń na planecie, a Greg Paxton pomagał w ich interpretacji. Wiele się od niego nauczyła, gdyż posiadał rzadką umiejętność przedstawiania sytuacji i jej konsekwencji w sposób obiektywny, odcinając się od kultury i zasad moralnych, które mu wpojono. Było to podejście właściwe naukowcowi, niestety niewielu naukowców potrafiło się na nie zdobyć. Greg koncentrował się nie tylko na rejestrowaniu zdarzeń, ale i na ich zrozumieniu, a dzięki tej umiejętności analitycznego spojrzenia był prawie równie dobrym obserwatorem wydarzeń co ona sama.

I podobnie jak ona był poważnie zaniepokojony uporem, z jakim patron Burdette odmawiał pogodzenia się z decyzją Synodu dotyczącą Marchanta. Co więcej: zauważył i połączył w jedną całość inne alarmujące informacje, które Honor umknęły. Jak na przykład że liczba protestantów przywożonych do domeny Harrington uległa powiększeniu mimo nieobecności Honor, o czym wiedziała z raportów pułkownika Hilla. Nie zdawała sobie jednak sprawy z kosztów całego przedsięwzięcia oraz z tego, że było coraz lepiej zorganizowane, a protestujący posługiwali się coraz lepszymi chwytami propagandowymi.

Oznaczało to, że rzeczywiści organizatorzy protestów znacznie zwiększyli poparcie finansowe, co było alarmujące, bowiem oznaczało sprawnie działającą organizację, która zdołała dotąd pozostać w cieniu. Jak dotąd nawet Hill zdołał zidentyfikować jedynie kilku pośredników.

Inną niepokojącą kwestią była skuteczność protestów. W jej domenie nie dawały żądanych rezultatów, a raczej dawały wręcz przeciwne — coraz częściej jedynie szybkość ucieczki lub policja ratowały demonstrantów przed pobiciem i to ledwie zaczynali protestować. W końcu policja musiała od początku do końca chronić takie demonstracje. Wywoływało to rozmaite, nie zawsze przyjazne komentarze w innych domenach, które media starannie odnotowywały. Protesty jako takie działały w praktyce jedynie na tych, którzy wcześniej już mieli zastrzeżenia co do kobiety-patrona, natomiast na innych nie zdawały się wywierać wrażenia. Niestety Paxton zauważył znacznie bardziej niepokojące zjawisko — otóż kilku patronów wyraziło nader ostrożne, ale jednak zrozumienie dla protestujących.

Było to coś nowego, gdyż jak dotąd poza patronem Burdette, od chwili wystąpienia Marchanta głośno wyrażającym swoje stanowisko, pozostali zachowywali całkowite milczenie w tej kwestii. Nawet ci, którym nie podobało się, iż kobieta została patronem. Sprawiało to wrażenie, jakby uważali, że atak na któregokolwiek patrona jest atakiem na wszystkich. To podejście najwyraźniej się zmieniło. Patron Mueller pierwszy zasugerował publicznie, że mogą istnieć dwie strony problemu: patronka Harrington jakby nie było nie urodziła się i nie wychowała na Graysonie i jest na dodatek innej wiary, więc trudno się dziwić, że część mieszkańców planety obawia się, iż ktoś taki dysponuje taką władzą, i wyraża głośno te obawy.

Było to niezwykle stonowane oświadczenie, ale stanowiło pierwszy wyłom w zmowie milczenia. Po nim czterech innych patronów zabrało głos w tym samym duchu: Kelly, Michaelson, Surtees i Watson. Z powodu starannie zrównoważonego tonu nie sposób było nazwać ich wypowiedzi atakami, ale nie były przez to mniej niebezpieczne, bowiem stwarzały wszelkie pozory sensowności. Ci, którzy na samą myśl o zmianach, nie reagowali odruchową wrogością, byli skłonni wysłuchać i zastanowić się nad nimi, tym bardziej że ich autorami byli darzeni ogólnym szacunkiem przedstawiciele starych rodów.

Nawet w Kościele Ludzkości Uwolnionej Paxton znalazł subtelne oznaki erozji. Wielebny Hanks i Synod zajęli zdecydowane i jednoznaczne stanowisko i żaden ksiądz im się nie sprzeciwił. Jak jednak słusznie zauważył Paxton, istniała drobna, acz zasadnicza różnica między brakiem sprzeciwu a poparciem. A spora liczba księży zachowywała dumne i wymowne milczenie w tej kwestii. Przy dokładnym sprawdzeniu okazało się, że ich parafie leżą w domenach patronów, którzy zabrali głos w tej sprawie.

Honor czuła się nieco winna, że szef jej pokładowego wywiadu spędza tyle czasu na analizie materiału nie mającego nic wspólnego z sytuacją militarną, i miała cichą nadzieję, że jego wnioski są przesadzone. Tym niemniej zaczynała się niepokoić. Co prawda sondaże nadal wykazywały, że Protektor ma przytłaczające poparcie mieszkańców planety, ale zaczynała rosnąć liczba osób mających przynajmniej drobne zastrzeżenia co do jej osoby zgodnie ze starą zasadą: nie ma dymu bez ognia…

Równowaga sił powolutku zmieniała się. Nie było konkretnego powodu, ale zbierało się na burzę i mogła mieć tylko nadzieję, że mniej groźną niż przewidywali oboje z Paxtonem.

Benjamin Mayhew wraz z rodziną oczekiwali na nią w tej samej prywatnej jadalni, w której próbowano ich zabić. Honor nie pierwszy raz od tamtego pamiętnego dnia jadła w niej obiad, ale jak zawsze poczuła dreszcz, wchodząc do pomieszczenia. Przesiąknięty krwią dywan został naturalnie dawno zastąpiony nowym, a podziurawione kulami ściany naprawiono i pomalowano, ale meble pozostały te same i kolejny raz zastanawiała się, jak Mayhewowie radzą sobie ze wspomnieniami — w końcu jedli tu codziennie.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)