Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 113
Перейти на страницу:

— Doskonale! — Benjamin uśmiechnął się, czując równocześnie, jak znikają jego ostatnie wątpliwości.

Pomimo regularnych meldunków martwił się, że zbyt wcześnie pozwolił Matthewsowi zmusić się do wyrażenia zgody na rozmowę, w efekcie czego Honor niejako wbrew sobie dała się ubrać w uniform Marynarki Graysona. Teraz wiedział, że postąpił słusznie — w jej oczach nadal kryły się cienie, ale nie było już w nich duchów. Znów była tą samą osobą, która uratowała jego, jego rodzinę i całą planetę. Oficerem, który odnalazł poczucie własnej wartości i uwierzył ponownie we własne możliwości — a być może przy okazji odnalazł także siebie.

— Doskonale — powtórzył poważniej, toteż Honor spojrzała na niego z uwagą. — Admirał Matthews dziś po południu otrzymał oficjalne zawiadomienie Admiralicji Royal Manticoran Navy o wycofaniu dwóch ostatnich eskadr dreadnaughtów z naszego systemu. W przyszłym tygodniu zostają wysłane jako wsparcie do sił admirała White Haven.

— Jestem zaskoczona, że dopiero teraz — przyznała po chwili Honor. — Ludowa Marynarka wzmacnia siły we wszystkich systemach wokół Trevor Star od chwili, w której zdołała powstrzymać jego atak w Nightingale.

— Jak rozumiem, admirał Caparelli planuje także wzmocnić siły admirała White Haven dwoma lub trzema eskadrami ze składu Home Fleet.

— Tak? — Odruchowo założyła nogę na nogę i potarła nos. — Wygląda na to, że planują wznowienie ofensywy.

— A uważasz, że nie powinni?

— Przepraszam? — zamrugała oczami zaskoczona i wytrzeszczyła je.

— Pytałem, czy uważasz, że nie powinni? — powtórzył Benjamin.

Honor uniosła brwi, więc wzruszył ramionami i dodał:

— Z twego tonu wywnioskowałem, że możesz mieć wątpliwości.

— Nie, wątpliwości nie, natomiast zastanawiałam się, czy planują ponownie zaatakować układ Nightingale — wyjaśniła, a widząc jego zdziwienie, dodała: — Admirał White Haven znany jest z niespodziewanych posunięć. Nie zawsze tak postępuje, ale robi to często. Baza Ludowej Marynarki w tym systemie jest ważnym celem, ale o tym wiedzą obie strony, toteż może to tym razem wykorzystać. W końcu jego prawdziwym celem jest zdobycie Trevor Star, a Nightingale musiał zostać poważnie wzmocniony od czasu nieudanego ataku. Jeśli więc White Haven zdoła przekonać przeciwnika, że planuje powtórzyć ten atak, podczas gdy w rzeczywistości zaatakuje gdzieś indziej…

Umilkła i wymownie wzruszyła ramionami. Benjamin uśmiechnął się ze zrozumieniem.

— Sądzę, że tę kwestię możemy spokojnie pozostawić w jego rękach — ocenił. — Jak rozumiem, przynajmniej jedna eskadra oddelegowana ze składu Home Fleet złoży nam wizytę, nim do niego dotrze. Admirał Matthews został poproszony o zorganizowanie kilkudniowych ćwiczeń, by pomóc jej jak najszybciej wrócić do pełnej zdolności bojowej.

— Świetnie! Ćwiczyliśmy z admirałem Suarezem, ale zawsze lepiej mieć nowego przeciwnika. Może dowódca tej eskadry będzie miał nowe pomysły i także nam przydadzą się ćwiczenia.

— Jestem pewna, że spróbują — wtrąciła Katherine.

— Sądzę, że masz rację — zgodziła się Honor i dodała wolniej, z namysłem: — A skoro mowa o nowych pomysłach — to zaczynają mnie poważnie niepokoić pewne wieści dochodzące z Graysona.

— Burdette i jego banda idiotów? — prychnął Protektor. Honor przytaknęła z poważną miną, toteż zmarszczył brwi i dodał:

— Wiem, że ma pretensje o tego klechę, ale jak do tej pory jedynie narobił wrzasku.

— Może tak, ale zaczyna uzyskiwać poparcie. A ja miałam już do czynienia z ludźmi, którzy najpierw narobili publicznie takiej wrzawy, że potem, gdy znaleźli się w kącie, zostali więźniami własnej retoryki.

— Chodzi ci o to, że może posunąć się jeszcze dalej? — spytała Katherine.

— Coś w tym rodzaju, ale… — Honor umilkła i dodała po chwili namysłu: — Jestem pewna, że dysponujecie lepszymi źródłami informacji niż ja, ale Gregory Paxton jest doskonały, a oboje staraliśmy się śledzić rozwój wydarzeń. Dostaję też regularne raporty od Howarda i Hilla i z naszej perspektywy wygląda to tak, że Burdette nie jest jedynym problemem.

— Tak? — zachęcił ją Benjamin.

— Wygląda na to, że ktoś splata kilka wątków w jedną całość. Na pierwszy rzut oka wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego, ale tylko na pozór. Pierwszym są publiczne wystąpienia patrona Burdette przyciągające powszechną uwagę. Ale są też inne, znacznie cichsze…

— Chodzi ci o Muellera, Michaelsona i resztę? — spytał Mayhew.

— Właśnie. — Nie całkiem udało się jej ukryć ulgę w głosie i Protektor uśmiechnął się w sposób dziwnie przypominający grymas. — Nie chcę zostać uznana za paranoiczkę, ale wydają mi się znacznie groźniejsi niż Burdette, raz dlatego, że ludzie mogą dać im posłuch, dwa, że trudno powiedzieć, co naprawdę planują. A wystarczy, że ludzie zaczną słuchać takiej „umiarkowanej krytyki” i w niedługim czasie dla sporej części z nich żądania ekstremistów nie będą już przesadzone.

— Rozumiem, o co ci chodzi — przyznała zamyślona Katherine i spytała męża: — Czy nie o tym w zeszłym tygodniu dyskutowałeś z Prestwickiem?

— Dyskutowałem. I w tej chwili ani my obaj, ani planetarna służba bezpieczeństwa nie widzimy konkretnych powodów do zmartwień.

— Konkretnych powodów? — powtórzyła Katherine. Mayhew uśmiechnął się kwaśno.

— Wy obie jesteście zbyt podejrzliwe, zbyt bystre, by wyszło to wam na dobre — ocenił. — Chodzi o to, że sytuacja może się zmienić i wówczas pojawią się takie powody czy powód.

— A jak bardzo może na to wpłynąć decyzja Synodu dotycząca Marchanta? — spytała Honor, a widząc jego pytające spojrzenie, wyjaśniła: — Oboje z Gregiem próbowaliśmy sami do tego dojść, ale nie mieliśmy wystarczających informacji. Co nie zmienia faktu, że niepokoi mnie to, jak zareagują bardziej ortodoksyjni i fanatyczni z mieszkańców planety. Poza tym wyniki ostatniego sondażu… poważnie mnie zaniepokoiły.

— Decyzja ukarania Marchanta była decyzją wewnątrzkościelną — odparł po chwili Benjamin. — Wielebny Hanks naturalnie przedyskutował ją ze mną, jako że Protektor technicznie jest władzą wykonawczą kościoła, ale decyzja została podjęta przez większość członków Synodu. Jak znam Hanksa, na pewno przyczynił się do tego, by taki właśnie był wynik, ale na samym początku zdecydowałem, że nie będę się wtrącał w wewnętrzne sprawy kościoła. Biorąc pod uwagę krytykę, jaką ściągnąłem na siebie przy okazji czysto świeckich reform, ostatnią rzeczą, której potrzebuję, jest to, by zaczęto uważać, że zmuszam kościół do czegokolwiek!

Poczekał, aż Honor przetrawi jego słowa. Dopiero gdy kiwnęła głową, kontynuował:

— Tym niemniej zgadzam się z Hanksem. Marchant nie tylko zachował się w sposób niegodny kapłana, ale na dodatek wystąpił świadomie wbrew stanowisku kościoła, czego Synod po prostu nie mógł zignorować. Należało go ukarać i to szybko i ostro, zanim zebrałoby się wokół niego grono konserwatywnych kapłanów. Co może wyniknąć ze schizmy, większość aż za dobrze pamięta. Zdaję sobie sprawę i sądzę, znając Paxtona, iż ty także o tym wiesz, że niektórzy księża zaczęli stosować bierny opór. Jak dotąd do niczego więcej się nie posunęli z obawy przed konsekwencjami i sądzę, że o to właśnie chodziło Hanksowi. Wielebny próbuje teraz stłumić ten ogień, nie dostarczając mu paliwa, a z drugiej strony zachęca bardziej postępowych księży, by wypowiadali się odważniej, kierując się głosem rozsądku, a nie skostniałą tradycją.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)