Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 135
Перейти на страницу:

– Za wcześnie? – spytałem.

– Przeciwnie, zbyt późno. Zabawa trwała do rana. W południe zawsze jest tu cicho, wtedy zaglądają tu nawet miejscowi.

Zajęliśmy jeden ze stolików, przy którym stały trzy fotele. Nasza załoga podzieliła się dziś na dwa pozornie nieznające się towarzystwa. W każdym razie chwilowo.

Przekonany, że w restauracji jest normalna obsługa, przeżyłem rozczarowanie. Nikt nie pospieszył do naszego stolika, za to w powietrzu pojawił się napis w standardzie, proponujący zamówienie żądanych dań głosem albo poproszenie o polecane zestawy.

– Obsługa na poziomie kawiarni-automatu – warknąłem.

Redrak wzruszył ramionami.

– Niestety, kapitanie… Niewielu jest chętnych do pracy w restauracji, w której niemal co wieczór dochodzi do strzelaniny. Za to kuchnia jest tu wyśmienita.

– Mogliby włączyć generator pola neutralizującego – zauważyłem.

– Wtedy przepadłaby cała romantyka Groty. Do tego miejsca przychodzi się właśnie dla ryzyka pozostania w nim na zawsze.

Zamawianie dań powierzyłem Redrakowi i Dańce. Mnie bardziej interesowali goście. Na wpół ukryte w kamiennych niszach stoły nie pozwalały się im dobrze przyjrzeć. Zresztą na razie nie dostrzegłem nic niezwykłego. Dziesięć metrów od nas dwoje młodych ludzi, czule przytulonych. Sympatyczne, ale dość naturalne. Starsza dama z dwoma facetami w średnim wieku. Trywialne. Grupka pięciu czy sześciu wstawionych pilotów w obcych mundurach – wyjątkowy banał.

– Obawiam się, że niepotrzebnie tu przyszliśmy – stwierdziłem, odbierając z okienka ogromne talerze: garnirowane mięso dla mnie, zupa i słodycze dla Dańki, trzy talerze sałatki i butelka wina dla Redraka.

– Przynajmniej nie będziemy głodni – zauważył swobodnie Redrak. – Zaraz się rozejrzę.

Napełnił swój kieliszek i niedbale wyciągnął z kieszeni okulary. Z pozoru całkiem zwyczajne, z lustrzanymi szkłami i zwykłą plastikową oprawką, ale i z elektronicznymi bajerami, które czyniły z nich skrzyżowanie lornetki i noktowizora.

– Ernado, Kleń i Lans – powiedział półgłosem. – A ja myślałem, że ich wyprzedziliśmy.

– Gdzie są?

– Po przeciwnej stronie, siedem stolików od nas. Coś jeszcze?

Redrak w milczeniu wpatrywał się w odległy kąt restauracji. Podniósł rękę do twarzy, by poprawić okulary i dostroić zbliżenie. Napił się wina, wbrew swoim zwyczajom nie próbując go najpierw.

– Redrak!

Pilot odwrócił się do mnie. W lustrzanej tafli szkieł pląsały płomienie pochodni.

– Wierzy pan w szczęście, kapitanie?

Po moim ciele przebiegł dreszcz. Wytarłem wargi serwetką, zgniotłem ją i odłożyłem na bok.

– Tak.

– On tu jest. Przy stoliku w narożnej niszy, z jakimś młokosem i dwiema dziewczynami.

– Jesteś pewien?

Redrak skrzywił się i z urazą wycedził:

– Niech pan włączy swoją bransoletkę.

– Zostawiłem na statku. Powiedz o tym Ernadowi.

Redrak skinął głową.

– Poczekamy, aż facet ruszy do wyjścia?

Zawahałem się. Najlepiej byłoby wziąć języka w jednym z licznych krętych wyjść z restauracji, ostatecznie w kabinie windy. Ale coś zimnymi młoteczkami stukało w mojej piersi: niecierpliwość, strach albo przeklęta intuicja.

– Bierzemy go natychmiast. Wariant „bezczelny kawaler”.

Redrak zdjął okulary, w milczeniu wstał od stołu i ruszył wąskim przejściem. Cały czas obracając okulary w dłoni, upuścił je, przechodząc obok stolika, przy którym siedziała druga połowa naszej załogi. Pochylił się, podniósł je i wymamrotał coś uprzejmie.

Ernado niedbale skinął głową. Odwrócił się do Lansa z uśmiechem i coś mu powiedział.

Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Za chwilę Lans z toporną delikatnością pijanego małolata zacznie odbijać piratowi damę, a potem obaj oddalą się do najbliższego korytarza, żeby sobie „porozmawiać”. Tam już będą na nich czekać Ernado i Kleń.

Niezbyt uczciwe. Ale bardzo skuteczne.

Wziąłem kieliszek Redraka i upiłem łyk kwaśnego wina. I to ma być najlepszy gatunek?

Wszystko szło doskonale. Lans powoli wstał od stolika, Ernado i Kleń znikli. W drzwiach toalety pojawił się Redrak. Miał mokrą twarz.

– Siedzisz na miejscu i do niczego się nie wtrącasz – nakazałem niczego niepodejrzewającemu Dańce. – Jak zacznie się strzelanina, nurkujesz pod stół. Jasne?

Chłopiec zakrztusił się deserem wyglądającym jak lody posypane różnokolorowym owocowym pudrem.

– Co? – zapytał.

– To rozkaz, kadecie! – warknąłem. Udało mi się przy tym nie podnieść głosu i zachować dobroduszny uśmiech. – Masz się nie wtrącać! Do każdego obcego, który podejdzie do twojego stolika, strzelaj natychmiast!

Z kieszeni kurtki wyjąłem własne okulary. Włożyłem je i dotknąłem malutkiego przycisku. Świat wokół rozrósł się i skoczył do przodu. Twarz kumpla Redraka miałem teraz tuż przed oczami. Mrok się rozproszył. Mężczyzna mówił coś z ożywieniem, energicznie gestykulując i uśmiechając się z zadowoleniem. Koleś pewnie lubił sobie pogadać. Wypić najwyraźniej też.

Drugi przycisk: mikrofony z systemem aktywnej filtracji dźwięku… Usłyszałem mlaskanie dziewczyny – dźwięk był tak nieprzyjemny, że skrzywiłem się i pokręciłem głową. Mikrofony się dostroiły.

– Mimo wszystko nie wierzę. Wybacz, Dray.

Lekkim skinieniem głowy potwierdziłem rejestrację tego głosu. Młody rozmówca naszego przyszłego znajomego nie zgadzał się z nim w jakiejś kwestii. Posłuchamy, póki Lans odgrywa komedię, obijając się od stolika do stolika i prawiąc komplementy damom. Żeby tylko nie wywołał skandalu zbyt wcześnie.

– Po co miałbym ci kłamać?

To już Dray. Człowiek, który kupował pluton w Nowym Jorku. Znowu schyliłem głowę, potwierdzając konieczność podsłuchiwania również jego. Ależ się zaprawił!

– Widzę cię po raz pierwszy i ostatni, jeśli nie oduczę się sterować statkiem… Nawet nie jesteś dla mnie człowiekiem, wiesz? Najwyżej rybą w płytkiej kałuży, kurą w klatce… Urodziłeś się na tej planecie i na niej zdechniesz… jak ci… Ziemianie. Byłem tam, rozumiesz? Byłem!

– Ale mnie mówiono – powiedział rozmówca Draya bardzo uprzejmie, nie reagując na obraźliwe słowa – że do planety, której nie ma, nie da się dotrzeć w rzeczywistej przestrzeni. Tylko przez ten, jak go tam… hipertunel.

Zacząłem wstawać, a ręka sama mi się wsuwała pod połę kurtki.

Chłopiec rozmawiający z Drayem nie był nawet wstawiony. Nie był również rdzennym Shedmończykiem. Tylko pijany i zarozumiały kretyn mógł nie zauważyć charakterystycznego gardłowego brzmienia jego standardowego galaktycznego. Brzmienia, spowodowanego odmienną budową wiązadeł głosowych.

Młodzik umiejętnie i z uporem wyciągał z Draya potrzebne mu informacje. Informacje o Ziemi. Gorliwie rozprawiająca się z kolejnym daniem dziewczyna uważnie przysłuchiwała się rozmowie. A druga, obracając w palcach kryształowy kieliszek, bacznie wpatrywała się w zbliżającego się Lansa. W jej oczach nie było znudzenia taniej prostytutki, lecz zimne wyrachowanie zawodowca.

– Głupi… Rozumiesz tyle, co ten stół… Dotarłem do planety, której nie ma, po ślepym skoku z oparciem o punkty orientacyjne Shedmona, Oara i Rega-N… A wiesz, na co orientował się wektor? Na gwiazdę…

Powiedział już wystarczająco dużo, by dało się wyznaczyć kurs.

– Na podłogę! – krzyknąłem, wyrywając blaster z kabury pod pachą. Laser o działaniu impulsowym małej mocy, z systemem chłodzenia, zasięg sto dwadzieścia metrów…

Dziewczyna, do tej pory starannie dziobiąca jedzenie, wyskoczyła zza stołu. W jej ręku błysnął metal. Nie miałem czasu na rozmyślania.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)