Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 112
Перейти на страницу:

– Nie wiedziałam, że to piękne – powiedziała Mary do Atal.

– Oczywiście, że piękne – odparła przyjaciółka. – Dziwne, że nie mogłaś tego zobaczyć. Spójrz na tego małego...

Wskazała jedno z dzieci bawiących się w wysokiej trawie, które niezdarnie goniło za konikami polnymi, zatrzymywało się nagle, żeby obejrzeć opadły liść, przewracało się i znowu gramoliło na nogi, biegło powiedzieć coś matce, ale jego uwagę przyciągał patyk, próbowało go podnieść, zauważało mrówki na własnej trąbie i pohukiwało z przejęcia... Otaczała je złocista poświata, taka sama jak wokół szopy, sieci rybackich, wieczornego ogniska, tylko trochę silniejsza. Lecz w przeciwieństwie do tej drugiej poświatę dziecka wypełniały małe ruchliwe prądy intencji, które wirowały, załamywały się, dryfowały bezładnie i znikały, kiedy rodziły się nowe.

Natomiast wokół matki złociste iskierki świeciły dużo mocniej i tworzyły silne, stabilne prądy. Matka przygotowywała jedzenie, sypała mąkę na płaski kamień, wyrabiała cienkie placki, jak ciapaty albo tortille, i jednocześnie pilnowała dziecka, a opływające ją Cienie, sarf lub Pył tworzyły wyraźny wzór odpowiedzialności i mądrej opieki.

– Więc wreszcie widzisz – powiedziała Atal. – No, teraz musisz pójść ze mną.

Mary spojrzała na przyjaciółkę z zaskoczeniem. Atal mówiła dziwnym tonem, zupełnie jakby chciała powiedzieć: Wreszcie jesteś gotowa; czekaliśmy; teraz wszystko się zmieni.

Pojawili się inni, przybywali spoza wzgórza ze swoich chat, znad rzeki: członkowie grupy, ale również obcy, nowi dla niej mulefa, którzy zerkali ku niej ciekawie. Na ubitej ziemi ich koła wydawały niski, miarowy dźwięk.

– Dokąd muszę pójść? – zapytała Mary. – Dlaczego oni wszyscy tu przyjechali?

– Nie martw się – powiedziała Atal. – Chodź ze mną, nie zrobimy ci krzywdy.

To spotkanie wydawało się od dawna zaplanowane, ponieważ każdy wiedział, dokąd pójść i czego się spodziewać. Na skraju wioski wznosił się niski kopiec ubitej ziemi o regularnym kształcie, z rampami na obu końcach, a tłum – co najmniej pięćdziesięcioro mulefa, jak oceniała Mary – zmierzał w jego kierunku. Dym z ognisk wisiał w wieczornym powietrzu, zachodzące słońce malowało krajobraz własną złocistą poświatą; Mary czuła zapach pieczonej kukurydzy i ciepłą woń samych mulefa – zapach olejku i rozgrzanego ciała, słodkawy i trochę koński.

Atal pociągnęła ją w stronę kopca.

– Co się dzieje? Powiedz mi! – zażądała Mary.

– Nie, nie... nie ja. Sattamax przemówi...

Mary nie znała imienia „Sattamax” ani zalifa wskazanego przez Atal. Był najstarszy ze wszystkich, jakich dotąd spotkała: u podstawy jego trąby rosły rzadkie siwe włosy i poruszał się sztywno, jakby cierpiał na artretyzm. Wszyscy inni traktowali go z szacunkiem i kiedy Mary zerknęła przez lakierową szybę, poznała powód: starego zalifa otaczała Cienio-chmura tak gęsta i bogata, że sama Mary poczuła respekt, chociaż niewiele wiedziała o znaczeniu tego zjawiska.

Tłum zamilkł, kiedy Sattamax przygotował się do przemowy. Mary stała blisko kopca, wspierana bliskością Atal, czuła jednak, że wszyscy na nią patrzą, jakby była nową uczennicą w klasie.

Sattamax zaczął mówić. Głos miał głęboki, intonację bogatą i urozmaiconą, gestykulował trąbą płynnie i z gracją.

– Zebraliśmy się tutaj wszyscy, żeby powitać obcą Mary. Ci z nas, którzy ją znają, mają powody do wdzięczności za to, czego dokonała, odkąd przebywa wśród nas. Czekaliśmy, dopóki nie opanuje naszego języka. Dzięki pomocy wielu z nas, zwłaszcza zalif Atal, obca Mary teraz rozumie naszą mowę. Lecz musiała zrozumieć jeszcze jedno, czyli sarf. Wiedziała o nim, jednak nie mogła go widzieć tak jak my, dopóki nie sporządziła instrumentu do patrzenia. A skoro jej się udało, przyszedł czas, żeby dowiedziała się więcej o tym, co musi zrobić, żeby nam pomóc. Mary, podejdź tu i przyłącz się do mnie.

Czuła się oszołomiona, skrępowana, ubawiona, ale wypełniła polecenie i weszła na górę do starego zalifa. Pomyślała, że powinna coś powiedzieć, więc zaczęła:

– Wszyscy sprawiliście, że czuję się waszym przyjacielem. Jesteście mili i gościnni. Pochodzę ze świata, gdzie życie jest zupełnie inne, ale niektórzy z nas wiedzą o  sarfie tak jak wy. Dziękuję, że pomogliście mi sporządzić ten przyrząd, przez który go widzę. Jeśli mogę wam jakoś pomóc, chętnie to zrobię.

Mówiła bardziej kulawo niż podczas rozmów z Atal i bała się, że nie wyraża się dostatecznie jasno. Trudno sobie poradzić, kiedy trzeba jednocześnie mówić i gestykulować. Oni jednak chyba ją rozumieli.

Sattamax powiedział:

– Dobrze słyszeć, jak mówisz. Mamy nadzieję, że nam pomożesz. Jeśli nie, z pewnością nie przetrwamy. Tualapi zabiją nas wszystkich. Jest ich więcej niż kiedykolwiek, co roku ich liczba się zwiększa. Coś złego dzieje się ze światem. Prawie od trzydziestu trzech tysięcy lat, odkąd istnieją mulefa, opiekowaliśmy się ziemią. Wszystko było w równowadze. Drzewa rosły, trawożercy żyli zdrowo i nawet jeśli co jakiś czas nadciągały tualapi, ich liczba i nasza się nie zmieniały. Lecz trzysta lat temu drzewa zaczęły chorować. Pilnowaliśmy ich czujnie i troszczyliśmy się o nie, a jednak wydawały coraz mniej strąków nasiennych, zrzucały liście w niewłaściwej porze i kilka nawet uschło, co nigdy się nie zdarzało. W całej naszej pamięci nie znaleźliśmy przyczyn takiego stanu rzeczy.

Oczywiście wszystko odbywało się powoli, ale taki jest rytm naszego życia. Nie wiedzieliśmy o tym, zanim się zjawiłaś. Widywaliśmy motyle i ptaki, ale one nie mają sarfu. Ty masz, chociaż wyglądasz tak dziwnie; ale jesteś szybka jak błyskawica, jak ptaki, jak motyle. Zobaczyłaś, że potrzebujesz czegoś, co ci pomoże zobaczyć sarf, i natychmiast z materiałów znanych nam od tysięcy lat sporządziłaś instrument do tego celu. W porównaniu z nami myślisz i działasz szybko jak ptak. Tak nam się wydaje i stąd wiemy, że nasz rytm życia tobie wydaje się powolny.

Lecz ten fakt jest naszą nadzieją. Widzisz rzeczy, których my nie widzimy, widzisz powiązania, alternatywy i możliwości dla nas niewidoczne, podobnie jak sarf był niewidoczny dla ciebie. Więc chociaż sami nie potrafimy znaleźć sposobu na przetrwanie, mamy nadzieję, że ty znajdziesz. Mamy nadzieję, że szybko rozpoznasz przyczynę choroby drzew i odkryjesz lekarstwo; mamy nadzieję, że wymyślisz, jak pokonać tualapi, tak liczne i potężne. I mamy nadzieję, że dokonasz tego szybko, bo inaczej wszyscy pomrzemy.

Tłum wydał pomruk potwierdzenia i aprobaty. Wszyscy patrzyli na Mary, która znowu poczuła się jak uczennica w nowej szkole, wśród wyjątkowo wymagających nauczycieli. Jednocześnie to jej dziwnie pochlebiało; porównanie do szybkiego, śmigłego ptaka sprawiło jej przyjemność, ponieważ zawsze uważała się raczej za wołu roboczego. Lecz jednocześnie ogarnęło ją przeświadczenie, że nastąpiła okropna pomyłka; że błędnie ją ocenili; że wcale jej nie zrozumieli; że nie potrafi spełnić ich rozpaczliwej prośby.

Ale przecież musiała. Oni czekali.

– Sattamaksie – powiedziała– mulefa, dołożę wszelkich wysiłków, żeby nie zawieść waszego zaufania. Przyjęliście mnie gościnnie, wasze życie jest dobre i piękne, więc postaram się wam pomóc, a odkąd zobaczyłam sarf, rozumiem, co robię. Dziękuję wam za zaufanie.

Kiwali głowami, pomrukiwali i głaskali ją trąbami, kiedy schodziła z kopca, myśląc z przerażeniem, na co się zgodziła.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)