Bursztynowa Luneta
- Автор: Пулман Филип
- Серия: Mroczne Materie #3
- Язык: польский
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:
Аннотация
Bursztynowa Luneta„Na-podobieństwo” stanowiło ich określenie metafory, jak odkryła Mary. Więc powiedziała:
– To nie jest naprawdę światło, ale widzicie to i wygląda jak światło na wodzie o zachodzie słońca?
– Tak – potwierdziła Atal. – Wszyscy mulefa to mają. Ty to masz. Stąd wiedzieliśmy, że jesteś jak my, nie jak roślinożercy, którzy tego nie mają. Chociaż wyglądasz tak dziwacznie i strasznie, jesteś jak my, ponieważ masz – i znowu padło to słowo, którego Mary nie słyszała na tyle wyraźnie, żeby powtórzyć: coś jak sraf albo sarf, czemu towarzyszyło machnięcie trąbą w lewo.
Mary poczuła podniecenie. Musiała zapanować nad sobą, żeby znaleźć właściwe słowa.
– Co o tym wiecie? Skąd to pochodzi?
– Z nas i z olejku – brzmiała odpowiedź Atal i Mary wiedziała, że chodzi o olejek w wielkich kołach-strąkach nasiennych.
– Z was?
– Kiedy dorośniemy. Ale bez drzew to by znów zniknęło. Z kołami i olejkiem to zostaje.
„Kiedy dorośniemy”... Mary znowu musiała zapanować nad podnieceniem. Od dawna już podejrzewała, że dzieci i dorośli inaczej reagują na Cienie albo przyciągają inny rodzaj Cienio-aktywności. Przecież Lyra mówiła, że naukowcy w jej świecie odkryli coś podobnego na temat Pyłu, bo tak tam nazywali Cienie. I znowu to napotkała.
Dostrzegała również związek z tym, co przekazały jej Cienie na ekranie komputera, tuż zanim opuściła własny świat. Cokolwiek znaczyło to pytanie, dotyczyło wielkich zmian historii ludzkości, symbolizowanych przez mit Adama i Ewy: kuszenie, upadek, grzech pierworodny, podczas badania skamieniałych czaszek jej kolega Oliver Payne odkrył, że około trzydziestu tysięcy lat temu nastąpił znaczny wzrost liczby Cienio-cząsteczek połączonych z ludzkimi szczątkami. Coś wtedy zaszło, jakiś postęp ewolucji, który uczynił z mózgu ludzkiego idealny kanał dla wzmocnienia tego efektu.
– Od jak dawna żyją tutaj mulefa? – zapytała.
– Trzydzieści trzy tysiące lat – odpowiedziała Atal.
Wtedy potrafiła już odczytywać mimikę Mary, przynajmniej najbardziej oczywistą, więc wybuchnęła śmiechem, kiedy przyjaciółce opadła szczęka. Śmiech mulefa był radosny, swobodny i tak zaraźliwy, że Mary zwykle musiała się przyłączyć, tym razem jednak pozostała poważna i zdumiona.
– Skąd wiecie tak dokładnie? – zapytała. – Czy znacie historię tego całego okresu?
– O tak – zapewniła Atal. – Odkąd posiedliśmy sarf, mamy pamięć i świadomość. Przedtem nie wiedzieliśmy nic.
– W jaki sposób zdobyliście sarf?
– Odkryliśmy, jak używać kół. Pewnego dnia istota bez imienia znalazła strąk nasienny i zaczęła się nim bawić, i podczas zabawy zobaczyła...
– Ona?
– Tak, ona. Przedtem nie miała imienia. Zobaczyła węża przepełzającego przez otwór w strąku i wąż powiedział...
– Wąż przemówił do niej?
– Nie! Nie! To na-podobieństwo. W opowieści wąż zapytał ją: Co wiesz? Co pamiętasz? Co widzisz przed sobą? A ona odpowiedziała: Nic, nic, nic. Więc wąż powiedział: Włóż nogę w otwór strąka, gdzie się bawiłem, a staniesz się mądra. Więc włożyła nogę tam, gdzie przedtem był wąż. A olejek przeniknął do jej stopy i sprawił, że widziała wyraźniej niż przedtem, i jako pierwsza zobaczyła sarf. To było takie dziwne i przyjemne, że natychmiast zapragnęła podzielić się tym ze wszystkimi krewnymi. Więc ona i jej samiec wzięli pierwsze koła i odkryli, że wiedzą, kim są, że są mulefa, nie roślinożercami. Nadali sobie nawzajem imiona. Nazwali się mulefa. Nazwali drzewo nasienne i wszystkie rośliny i zwierzęta.
– Ponieważ byli inni – wtrąciła Mary.
– Tak, byli inni. Podobnie jak ich dzieci, ponieważ kiedy spadały następne strąki nasienne, pokazywali swoim dzieciom, jak ich używać. A kiedy dzieci dorosły, również zaczęły wytwarzać sarf, i kiedy już mogły jeździć na kołach, sarf wrócił z olejkiem i został z nimi. Więc zobaczyli, że muszą wyhodować więcej strąkowych drzew, ze względu na olejek, ale strąki były takie twarde, że rzadko kiełkowały. I pierwsi mulefa zrozumieli, co muszą robić, żeby pomóc drzewom, czyli jeździć na kołach, żeby popękały, i odtąd mulefa i drzewa strąkowe zawsze żyli razem.
Mary zrozumiała bezpośrednio najwyżej jedną czwartą opowieści Atal, ale dzięki pytaniom i domysłom dopowiedziała sobie resztę; coraz lepiej władała językiem mulefa. Jednak im więcej wiedziała, tym trudniejsza stawała się nauka, ponieważ każda nowa rzecz pociągała za sobą pół tuzina pytań, każde prowadzące do kolejnego pytania.
Skupiła się jednak na temacie sarfu, jako najważniejszym; i dlatego właśnie pomyślała o lustrze.
Ten pomysł podsunęło jej porównanie sarfu do błysków na wodzie. Światło odbite, na przykład od morza, było spolaryzowane; może Cienio-cząsteczki, kiedy podobnie jak światło przybierały postać falową, również mogły ulegać polaryzacji.
– Nie widzę sarfu tak jak ty – powiedziała Mary – ale chciałabym zrobić lustro z żywicznego lakieru, które pomoże mi to zobaczyć.
Atal zapaliła się do tego pomysłu, więc natychmiast wyciągnęły sieć i zaczęły zbierać potrzebne rzeczy. W sieci znalazły się trzy piękne ryby – dobry znak.
Żywiczny lakier wytwarzały inne, znacznie mniejsze drzewa, które mulefa hodowali w tym celu. Gotując żywicę i rozpuszczając w alkoholu, który wyrabiali z destylowanego soku owocowego, otrzymywali substancję o konsystencji mleka i delikatnym bursztynowym zabarwieniu, używaną do lakierowania. Nakładali do dwudziestu warstw na drewno lub muszlę i pozwalali każdej warstwie wyschnąć pod wilgotną szmatą, zanim położyli następną, aż powstawała powierzchnia bardzo twarda i błyszcząca. Zwykle matowili ją rozmaitymi tlenkami, ale czasami zostawiali przezroczysty lakier i taki właśnie interesował Mary, ponieważ czysty bursztynowy lakier posiadał takie same przedziwne właściwości jak minerał o nazwie islandzki szpat. Rozszczepiał promienie słoneczne na dwoje, toteż patrząc przez niego, widziało się podwójnie.
Mary nie była pewna, co chce osiągnąć, wiedziała tylko, że jeśli popracuje nad tym dostatecznie długo, bez nerwów i ponaglania, znajdzie odpowiedź. Przypomniała sobie, jak cytowała Lyrze słowa poety Keatsa, a Lyra od razu zrozumiała, że opisywały stan jej umysłu podczas odczytywania aletheiometru – tego właśnie Mary musiała się nauczyć.
Więc zaczęła od wyszukania stosunkowo płaskiego kawałka drewna podobnego do sosny, a potem szlifowała powierzchnię kawałkiem piaskowca (nie ma metalu: nie ma hebli), aż uzyskała względnie gładką płaszczyznę. Taką metodę stosowali mulefa i sprawdzała się, chociaż wymagała czasu i wysiłku.
Potem Mary odwiedziła w towarzystwie Atal zagajnik drzew lakierowych i dokładnie wyjaśniwszy, czego potrzebuje, poprosiła o pozwolenie na zebranie żywicy. Mulefa chętnie jej pozwolili, zbyt zajęci, żeby zwracać na nią uwagę. Z pomocą przyjaciółki Mary ściągnęła trochę lepkiego żywicznego soku, po czym rozpoczął się długi proces gotowania, rozpuszczania, ponownego gotowania, aż lakier był gotowy do użytku.
Mulefa nakładali go za pomocą tamponów z bawełnistych włókien jeszcze innej rośliny. Stosując się do instrukcji rzemieślnika, Mary pracowicie pomalowała swoje lustro kilkakrotnie. Za każdym razem prawie nie widziała różnicy, ponieważ warstwa lakieru była bardzo cienka, ale pozwalała im powoli wysychać i stopniowo przekonała się, że powstaje coraz grubsza powłoka. Nałożyła ponad czterdzieści warstw – straciła już rachubę – lecz zanim lakier jej się skończył, uzyskała powłokę grubości co najmniej pięciu milimetrów.