Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 236
Перейти на страницу:

— Lepiej, żebyś miała coś ważnego, Joline — oznajmił zamiast powitania. Rozpiął płaszcz i starał się go otrząsnąć z wody. Pomyślał, że najkorzystniej było go wykręcić. — Właśnie się dowiedziałem, że w noc, w którą odeszliśmy, gholam zabił Tylin, więc nie jestem w nastroju do wysłuchiwania skarg.

Joline powoli zaznaczyła stronę haftowaną zakładką i złożyła ręce na zamkniętej książce. Aes Sedai nigdy się nie śpieszyły, chociaż od wszystkich innych osób w swoim otoczeniu wiecznie oczekiwały pośpiechu. Bez pomocy Mata Joline prawdopodobnie do tej pory nosiłaby już a’dam, ale Cauthon nigdy nie zauważył u tej Aes Sedai szczególnych objawów wdzięczności. A teraz zignorowała także to, co powiedział o Tylin.

— Blaeric twierdzi, że artyści powoli wyruszają — oznajmiła chłodno. — Musisz ich zatrzymać. Luca posłucha tylko ciebie. — Po tych słowach nieznacznie zacisnęła wargi. Siostry nie były przyzwyczajone do braku posłuchu, a Zielonym najtrudniej przychodziło ukrywanie niezadowolenia. — Na razie powinniśmy porzucić pomysł o Lugard. Trzeba wsiąść na prom w porcie i udać się do Illian.

Nie była to może najgłupsza z sugestii, jaką od niej usłyszał, tyle że Joline nie uważała wcale swej propozycji za sugestię, bardziej za polecenie. W tym względzie Aes Sedai była gorsza od Egeanin. Skoro połowa artystów już wyruszyła albo była gotowa do odjazdu, cały dzień zajęłoby im samo dotarcie do przystani promów, zresztą po drodze musieliby wejść do miasta. A skierowanie się do Lugard odciągnie ich od Seanchan najszybciej jak można, szczególnie że żołnierze obozowali aż do granicy z Illian, a może i dalej.

Egeanin nie była chętna powiedzieć, co wie, Thom wszakże miał swoje sposoby na odkrywanie takich tajemnic. A Mat nie zamierzał mu w tym przeszkadzać. Nie potrzebował.

— Nie — wtrąciła Teslyn napiętym głosem z silnym illiańskim akcentem. Pochyliła się obok Edesiny; wyglądała, jakby zamiast normalnych posiłków trzy razy dziennie żuła kamienie. Miała mocną twarz o wyraźnie zarysowanych szczękach, lecz w jej oczach Cauthon dostrzegł nerwowość, którą złożył na karb wielotygodniowego wcielania się w rolę damane. — Nie, Joline. Mówiłam ci, że nie odważymy się ponieść takiego ryzyka! Nie odważymy się na nie!

— O Światłości! — prychnęła Joline, zrzucając książkę na podłogę. — Weź się w garść, Teslyn! Nie możesz się załamywać tylko dlatego, że na krótki czas cię uwięziono!

— Załamywać? Załamywać się? Pozwól sobie nałożyć ten kołnierz na szyję, a potem porozmawiamy o załamaniu! — Teslyn podniosła rękę do gardła, jakby nadal czuła tam kołnierz a’dam. — Pomóż mi ją przekonać, Edesino. Przez nią znowu nas złapią i uwiążą na smyczy!

Edesina cofnęła się do ściany za łóżkiem. Ta szczupła, urodziwa kobieta o czarnych włosach sięgających talii zawsze milczała, gdy Czerwona i Zielona się sprzeczały, co zdarzało im się niezwykle często. Joline zaledwie na nią zerknęła.

— Prosisz o pomoc buntowniczkę, Teslyn? Powinniśmy zostawić ją Seanchanom! Posłuchaj mnie. Na pewno czujesz to samo co ja. Naprawdę potrafisz zaakceptować większe niebezpieczeństwo, by uniknąć mniejszego?

— Mniejszego?! — odburknęła Teslyn. — Nie wiesz nic o...!

Renna wyciągnęła swoją książkę na długość ramienia i upuściła ją na podłogę z hukiem.

— Jeśli, mój panie, wybaczysz nam na chwilę, ciągle mamy nasze a’dam i natychmiast możemy nauczyć te dziewczyny odpowiedniego zachowania. — W jej intonacji była swego rodzaju melodyjność, jednak mimo uśmiechu na wargach brązowe oczy pozostały poważne i srogie. — Zbyt wiele wolności nigdy nie wychodzi na dobre. — Seta pokiwała ponuro głową i wstała, prawdopodobnie zamierzając pójść po smycze.

— Myślę, że skończyłyśmy z a’dam — oświadczyła Bethamin, lekceważąc zaszokowane spojrzenia pozostałych dwóch sul’dam. — Istnieją wszakże inne sposoby uspokojenia tych dziewcząt. Mogę zasugerować, byś, mój panie, powrócił za godzinę? Wtedy może nie będą mogły usiąść bez bólu, ale z pewnością powiedzą ci wszystko, co chcesz usłyszeć. I to bez niepotrzebnej pyskówki. — Sądząc po jej tonie, naprawdę miała zamiar odpowiednio się rozprawić z krnąbrnymi damane.

Joline zagapiła się na trzy sul’dam z obrazą i niedowierzaniem, jednak Edesina usiadła prosto i z determinacją na twarzy zacisnęła palce na rękojeści noża za paskiem. Teraz Teslyn przylgnęła nerwowo do ściany, a dłońmi objęła się mocno w talii.

— To nie będzie konieczne — odparł Cauthon po chwili. Zaledwie po chwili. Jakkolwiek satysfakcjonujące byłoby „uspokojenie” Joline, Edesina mogłaby naprawdę wyciągnąć nóż, a wtedy Mat, niezależnie od dalszego przebiegu wypadków, znalazłby się niczym kot między kurczętami. — O jakim większym niebezpieczeństwie mówisz, Joline? Joline?! Co nam obecnie zagraża bardziej niż Seanchanie?

Zielona uznała, że jej spojrzenie nie robi na Bethamin żadnego wrażenia, więc popatrzyła bezpośrednio na Cauthona. Różniła się od Aes Sedai, Mat powiedziałby, że wyglądała na nadąsaną. Joline nie lubiła niczego wyjaśniać.

— Jeśli musisz wiedzieć, ktoś tu przenosi Moc.

Teslyn i Edesina kiwnęły głowami, Czerwona siostra niechętnie, Żółta z naciskiem.

— Tu, w obozie? — spytał z trwogą. Automatycznie podniósł prawą rękę i przycisnął do wiszącego pod koszulą srebrnego medalionu z głową lisa, jednak medalion pozostał ciepły.

— Gdzieś dalej — odparła Joline, wciąż z niechęcią w głosie. — Na północy.

— Dużo dalej, niż któraś z nas potrafi wyczuć przenoszenie — dorzuciła Edesina z lekkim strachem. — Ilość saidara, którą ta istota włada, jest wyraźnie ogromna, wręcz niepojęta. — Zamilkła, dostrzegłszy ostre spojrzenie Joline, choć ta sekundę później ponownie przeniosła wzrok na Cauthona i przyglądała mu się z uwagą, jakby decydowała, ile powinna mu powiedzieć.

— Z tej odległości — podjęła w końcu — nie potrafiłybyśmy wyczuć żadnej siostry przenoszącej w Wieży Moc. Saidara muszą więc obejmować Przeklęci, a cokolwiek robią, nie chcemy do nich podchodzić ani trochę bliżej niż to konieczne.

Mat znieruchomiał na moment.

— Jeśli są daleko, możemy się trzymać planu — odparł wreszcie.

Joline dalej się spierała, lecz Cauthon nie miał ochoty jej słuchać. Ilekroć pomyślał o Randzie albo Perrinie, przed oczyma pojawiały mu się kolory. Sądził, że wiązały się z jego rolą ta’veren. Tym razem nie pomyślał o żadnym z przyjaciół, a jednak barwy nagle się zjawiły — wachlarz tysiąca tęcz. W dodatku właśnie niemal skonstruowały obraz, stworzyły niewyraźny efekt, który mógł być mężczyzną i kobietą siedzącymi na ziemi twarzą w twarz. Miraż zniknął prawie od razu, jednak Mat wiedział, kogo uosabiał. Znał imię tego mężczyzny. Nie, nie, nie chodziło o żadnego z Przeklętych. To był Rand! Cauthon nie potrafił się powstrzymać przed pytaniem, co Rand akurat robił, gdy kości w jego głowie znieruchomiały?!

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)