Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Karede wskazał szybko ceglany piec, na którym stał srebrny puchar i dzban. Dzięki bliskości płomieni trunek pozostawał ciepły. Dzban stał tam nietknięty, odkąd przyniósł go Ajimbura po przebudzeniu się Furyka.
— Do tej pory wino może trochę się ochłodziło, ale częstuj się, proszę. A gdy przepłuczesz gardło, odpowiedz mi na pytanie. Albo bowiem podejrzewasz nas, ludzi ze Straży Skazańców, albo chcesz mnie wciągnąć w jakąś swoją gierkę, a wierz mi, że wtedy poznam, w jaką i po co.
Mężczyzna przemknął niemal nieśmiało do pieca, zerkając na gospodarza kątem oka, lecz gdy się schylił nad dzbanem, zmarszczył brwi i znieruchomiał. Obok pucharu stało naczynie, które wyglądało na obramowaną srebrem misę o podstawie z posrebrzonego rogu baraniego. O Światłości niebios, Karede kazał wszak Ajimburze trzymać ją z dala od ludzkich spojrzeń! Nie miał wątpliwości, że Mor rozpoznał przedmiot i jego przeznaczenie.
I ten mężczyzna uważał, że jeden ze Straży Skazańców dopuścił się zdrady?!
— Nalej mi także, jeśli nalewasz sobie.
Mor zamrugał, okazując lekką konsternację — trzymał w ręku jedyny prawdziwy puchar — i wtedy jego oczy wypełniło światło zrozumienia. Pojmował, lecz był zażenowany. Napełnił również miskę nieco drżącą ręką, potem wytarł dłoń w płaszcz i dopiero wówczas wziął misę. Każdy człowiek, nawet Poszukujący, ma swoje ograniczenia, a przełamując je, może się stać szczególnie niebezpieczny. Jednak Furyka widok osobliwego naczynia też wyprowadził z równowagi.
Karede przyjął puchar-czaszkę obiema rękoma, podniósł naczynie wysoko, po czym opuścił głowę.
— Za Cesarzową, niech nam żyje wiecznie w chwale i sławie. Śmierć i hańba jej wrogom.
— Za Cesarzową, niech nam żyje wiecznie w chwale i sławie — zawtórował mu Mor, również pochylając głowę i podnosząc własne naczynie. — Śmierć i hańba jej wrogom.
Furyk przytknął misę Ajimbury do warg, świadom, że Poszukujący mu się przygląda. Wino było naprawdę chłodne, a przyprawy nadały mu posmak goryczy. Wyczuł też słabą, cierpką nutę polerki do srebra, a następnie wmówił sobie, że posmak prochu jakiegoś truposza jedynie sobie wyobraził.
Mor pochłonął połowę wina w kilku pospiesznych łykach, po czym zagapił się na swój puchar, wyraźnie dopiero teraz zdając sobie sprawę, co zrobił. Widać było, że wiele wysiłku kosztuje go odzyskanie panowania nad sobą.
— Furyk Karede — odezwał się szybko. — Urodzony czterdzieści dwa lata temu wśród tkaczy, własność niejakiego Jalida Magonine, rzemieślnika z Ancarid. Jako piętnastolatek wybrany na szkolenie w Straży Skazańców. Dwukrotnie publicznie chwalony za bohaterstwo i trzykrotnie wzmiankowany w komunikatach jako weteran siedmioletnich walk, a po narodzinach Wysokiej Lady Tuon mianowany jej osobistym strażnikiem. — Wtedy, ma się rozumieć, nie nosiła takiego imienia, ale wypowiedzenie nadanego jej przy urodzeniu stanowiłoby obecnie obrazę. — W tym samym roku jako jedna z trzech ocalałych osób po pierwszym znanym zamachu dokonanym na jej życie wybrany oficerem szkoleniowym. Służba podczas Powstania Muyami i Incydentu Jianmin, a później kolejne pochwały za bohaterstwo. Znów wymieniany w komunikatach i przydzielony z powrotem jako osobisty strażnik Wysokiej Lady tuż przed dniem nadania jej pierwszego prawdziwego imienia. — Mor zerknął na swoje wino, potem szybko podniósł głowę. — Spełnili twoją prośbę. A była niezwykła. W następnym roku odniosłeś trzy poważne rany, przesłaniając Tuon i chroniąc ją własnym ciałem przed zabójcami. Wysoka Lady dała ci za twoje poświęcenie swoją najcenniejszą rzecz, lalkę. Po dalszej wybitnej służbie, kolejnych pochwałach i wzmiankach w dokumentach wybrano cię na osobistego strażnika samej Cesarzowej, niech nam żyje wiecznie, i służyłeś jej, aż otrzymałeś rozkaz towarzyszenia Wysokiemu Lordowi Turakowi na te ziemie wraz z Hailene. Zmieniły się czasy i zmienili się ludzie, jednak zanim zająłeś się ochroną tronu, jeszcze dwukrotnie wystąpiłeś z prośbą o przydział do straży przybocznej Wysokiej Lady Tuon. Bardzo to, bardzo niezwykłe. I zatrzymałeś lalkę, aż spaliła się podczas Wielkiego Pożaru Sohimy, jakieś dziesięć lat temu.
Nie po raz pierwszy Karede cieszył się z efektów odbytego szkolenia, na którym nauczył się zachowywać obojętne oblicze, niezależnie od wszelkich zdarzeń i słów. Nieostrożna mina mogła zdradzić przeciwnikowi zbyt wiele emocji. Furyk przypomniał sobie twarzyczkę dziewczynki, która położyła tę lalkę na jego noszach. Pamiętał jej słowa: „Ochroniłeś moje życie, więc musisz wziąć Emelę, która będzie ciebie strzec”. To były słowa małej Tuon. „Oczywiście, tak naprawdę nie zdoła cię przed niczym uchronić, bo jest tylko lalką. Trzymaj ją jednak, gdyż dzięki niej będziesz wiedział, że zawsze cię usłyszę, jeśli tylko wymówisz moje imię. Ma się rozumieć, o ile wciąż będę żyć”.
— Mój honor to lojalność — odparł, stawiając powoli misę Ajimbury na biurku i starając się nie rozlać wina na papiery. Choć jego służący wyraźnie często polerował srebro, Karede nie sądził, by Ajimbura mył to naczynie. — Lojalność wobec tronu. Dlaczego do mnie przyszedłeś?
Poszukujący nieznacznie się przesunął, toteż dzielił ich teraz fotel. Bez wątpienia próbował udawać, że stanął tak przypadkowo, jednak wyglądał na jawnie gotowego rzucić pucharem. Miał też nóż pod płaszczem na wysokości krzyża i przypuszczalnie co najmniej jeszcze jeden w innym miejscu.
— Trzy prośby, by chronić Wysoką Lady Tuon. I zatrzymałeś lalkę.
— Rozumiem, o co ci chodzi — odrzekł mu sucho Karede. Strażnicy nie powinni się przywiązywać do osób, które polecono im chronić. Straż Skazańców służyła jedynie Kryształowemu Tronowi, służyła temu, kto akurat na tym tronie zasiadał, służyła mu całym sercem i z absolutną wiernością. Furyk wszakże zapamiętał twarz tego poważnego dziecka, już wtedy świadomego, że może nie dożyć do momentu, w którym ma zacząć wypełniać swoje obowiązki. Mała usilnie się jednak starała i dlatego Karede zatrzymał lalkę. — Ale chodzi o coś więcej niż tylko o pogłoski związane z dziewczyną, prawda?
— Oddech motyla — mruknął Poszukujący. — Przyjemnie się rozmawia z kimś, kto widzi tak dogłębnie. W nocy, kiedy zamordowano Tylin, z zagród Pałacu Tarasin zabrano dwie damane. Obie były kiedyś Aes Sedai. Nie uważasz, że to zbyt wielki zbieg okoliczności?
— Każdy zbieg okoliczności zawsze wydaje mi się podejrzany, Almuracie. Jak jednak wspomniane przez ciebie pogłoski łączą się z... innymi sprawami?
— Sieć ta jest bardziej poplątana, niż sobie wyobrażasz. Owej nocy pałac opuściło także kilka innych osób, wśród nich pewien młody człowiek, zdaje mi się, ulubieniec Tylin, a także czterech mężczyzn, którzy bez wątpienia byli żołnierzami, jakiś starzec oraz niejaki Thom Merrilin... tak się w każdym razie przedstawiał... przypuszczalnie służący, choć na takowego wydawał się zbyt wykształcony. Tych wszystkich ludzi widywano czasem w towarzystwie przebywających w mieście Aes Sedai, zanim Imperium je przejęło. — Skoncentrowany na swojej opowieści Poszukujący pochylił się nieznacznie do przodu i oparł o fotel. — Być może Tylin nie zginęła dlatego, że przysięgła hołd lenny, lecz ponieważ poznała jakieś niebezpieczne nowiny. Może zaniedbała ostrożność i ujawniła swemu faworytowi wiadomości, które on przekazał Merrilinowi. Będziemy go tak nazywać, póki nie poznamy jego prawdziwego nazwiska. Im więcej się o nim dowiaduję, tym bardziej mnie ten mężczyzna intryguje: uczony, wiele wie o świecie, elokwentny, bez skrępowania rozmawia zarówno z panami wielkich rodów, jak i z koronowanymi głowami. Gdybyś nie wiedział, że jest służącym, nazwałbyś go raczej dworzaninem. Jeżeli Biała Wieża wiązała pewne plany z Ebou Dar, siostry mogły przysłać tu właśnie takiego osobnika, aby te plany przeprowadził.