Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 71
Перейти на страницу:

Wniosek drugi stanowi uzupełnienie pierwszego. Oni także potrafią zamieniać przestrzeń w masę, lecz nie posługują się reakcją odwrotną — zamianą masy w przestrzeń. Najwidoczniej jeszcze jej nie odkryli. Jest to w pewnym stopniu zrozumiałe, gdyż rozszerzanie przestrzeni prowadzi do osłabienia pól ciężkości, które Niszczyciele starają się wzmocnić.

— Wytwarzanie przestrzeni jest niezawodną bronią przeciwko nim — zakonkludowała Olga. — Niestety nie mamy zbyt wielkich zapasów substancji anihilującej i nie wytrzymamy wielokrotnych starć kosmicznych. Teraz o naturze ich niewidzialności. Również i tu, moim zdaniem, rozwiązanie zagadki kryje się w umiejętności wytwarzania przez nich nie znanych nam rodzajów pól o wielkiej intensywności. Nazwijmy je umownie mikrograwitacyjnymi. Widziałam zwłoki niewidzialnego. Budowa ciała jest wspaniale przystosowana do pełnienia funkcji niewidzialnego żołnierza. Serce — grawitator wytwarza wokół ciała stożek zakrzywionej przestrzeni. Promień światła padającego na ten stożek nie przenika go i nie odbija się, lecz ugina się i wychodzi po drugiej stronie dokładnie na przedłużeniu swej pierwotnej drogi. Wszystko, co znajduje się wewnątrz stożka — i on, i jego łup — jest oczywiście niewidzialne i niedostępne dla zwykłych lokatorów.

Zapytałem: — Nie wydaje ci się, Olgo, że ich łączność jest doskonalsza od naszej? Moim zdaniem wykryli oni jakiś momentalnie rozchodzący się czynnik i modulując go doskonale porozumiewają się między sobą w obszarze nadświetlnym.

— Tak, to jest możliwe — przyznała Olga. — Stąd wynika jeszcze jeden wniosek: w obszarze nadświetlnym należy unikać spotkania. Wątpliwe, aby ich flotylla poruszała się na oślep, jak to, niestety, my musimy robić. Jest jednak pewna sprzyjająca nam okoliczność. Fale grawitacyjne rozchodzą się z prędkością światła, wobec czego Niszczyciele mogą nas atakować jedynie w przestrzeni optycznej, gdyż w przeciwnym wypadku wyprzedziliby swe własne ciosy. Innymi słowy, przed atakiem musimy ich zobaczyć.

Zwróciłem się do Romera, sądziłem bowiem, że wizerunki na stereoekranie wywarły na nim jakieś wrażenie. Paweł gniewnie ściskał rękojeść swojej laseczki.

— Widzi pan teraz, że nie możemy stać z boku? Ich zbrodnie wołają o pomstę…

Romero spojrzał na mnie wyniośle.

— Moje ucho nie słyszy wołań, gdyż rozlegają się zbyt daleko od Układu Słonecznego. Któż zresztą woła? Kogo bierzecie w obronę? Do pająków i węży dodajecie świerszcze i dla nich gotowiście ryzykować istnieniem ludzkości! Czyżbyście nie pojmowali, z jakim potężnym przeciwnikiem świadomie nas skłócacie? Andre już zginął, nie wiadomo dlaczego i po co, a wam jeszcze tego mało?

— Andre został porwany — powiedziałem. Serce zabiło mi mocno, bałem się, że głos mi zadrży. — Jestem przekonany, iż Andre żyje.

Romero powiedział:

— A propos naszego nieszczęśliwego przyjaciela Andre. Ciągle pan powtarza, że nie zginął, lecz został porwany. Sądzę, iż nikt nie wątpi, że chętnie oddałbym własne życie, aby go uratować. Ale jeśli mam być szczery, to byłoby lepiej dla nas i dla całej ludzkości, a nawet dla tak przez pana ukochanych półrozumnych gwiezdnych zwierzaków, gdyby Andre zginął w walce z niewidzialnym.

— Czy pan zdaje sobie sprawę z tego, co pan mówi, Pawle?

— Całkowicie. Andre zbyt wiele wie na temat osiągnięć ludzkości. Nie wie natomiast, czym są tortury, fizyczne i moralne. Jeżeli Niszczyciele znają chociażby taką technikę przesłuchań, jaką stosowano w lochach starożytnych władców Ziemi… Pan mnie rozumie?

Na to również nie odpowiedziałem. Myślałem o losie oczekującym Andre, jeśli został przy życiu. Miły i genialny, rozpieszczony i miękki Andre najmniej z nas wszystkich zdolny był znieść gwałt i cierpienie. „Eli! Eli!” — krzyczał znikając. Dlaczego on, czemu nie ja! Gdyby mi pozwolono zamienić z nim losy, z jaką ulgą i radością bym to uczynił!

Po statku przetoczył się ryk syreny, zabrzmiał władczy głos Leonida:

— Wszyscy na miejsca! Statki wroga w przestrzeni optycznej! Alarm bojowy!

14

Alarm! Alarm! Alarm! — huczał statek.

Moje stanowisko bojowe znajdowało się przy pulpicie wielkich deszyfratorów MUK. Wypadłem z klubu, gdzie się naradzaliśmy, do sali obserwacyjnej, gdyż stamtąd miałem najlepszą łączność z deszyfratorami. Wraz ze mną biegli na swoje stanowiska alarmowe inni członkowie załogi. Hałas trwał jeszcze parę chwil, a potem w gwiazdolocie zapanowała pełna napięcia cisza.

Byliśmy gotowi do walki.

Do walki! Przez niemal pięćset lat ludzkość nie używała tego słowa w jego pierwotnym znaczeniu. Istniało jeszcze w języku jako słownikowe kuriozum, jak temat do uczonej rozprawy o przeszłości, lecz nie stała już za nim rzecz najważniejsza — działanie. Ludzie mego pokolenia, piętnastego już z kolei pokolenia nie znającego wojny, utracili wojowniczość. Urodziliśmy się w pokoju i w wiecznym pokoju powinniśmy umrzeć, tak nam się przynajmniej wydawało. O nie, nie byliśmy zniewieściali, duch nasz nie osłabł. Po prostu od dawna zapomnieliśmy, czym jest wojna. Siła nie stanowiła już na Ziemi argumentu i byliśmy szczerze przekonani, że pozbyliśmy się nawet instynktu walki.

Ale okrutne okoliczności narzuciły nam walkę i w każdym z nas natychmiast obudził się wojownik. Skupieni trwaliśmy na swych stanowiskach bojowych, w milczeniu oczekując na atak. Wróg w swym szaleństwie napadł na nas i musi być surowo ukarany — myślał każdy z nas. MUK nieustannie sumował nasze myśli oraz odczucia i niezwłocznie meldował je dowódcy statku: były niemal identyczne. Około setki kobiet i mężczyzn, starych i młodych, zrównoważonych i porywczych, poważnych i wesołych stało się nagle jednym organizmem, ożywianym nieugiętą wolą i wspólnym rozumem. Na statku panowała cisza pełna pasji i napięcia.

Byliśmy gotowi do walki!

Wtedy zobaczyliśmy krążowniki przeciwnika. Wyhamowawszy z obszaru nadświetlnego w zwykłą przestrzeń wrogie statki wyskoczyły z pseudoniebytu w świat normalnych ciał i wielkości. Bez względu na to, co Olga mówi na temat niebezpieczeństwa bliskich ciosów grawitacyjnych, główne zagrożenie kryło się w niespodziewanym pojawianiu się wrogów.

Tym razem Niszczyciele się przeliczyli. Gdyby skrycie podlecieli bliżej, byłoby nam znacznie trudniej. Ale ujawnili się o jakieś dziesięć milionów kilometrów od nas. Błąd tym dziwniejszy, że lecąc w przestrzeni dla nas niewidzialnej sami nas doskonale widzieli, podobnie jak my lecąc w obszarze nadświetlnym widzimy ciała kosmiczne, do których się zbliżamy. Jedynie przekonanie o własnej potędze, która do tej pory nie napotykała godnego siebie przeciwnika, mogło wytłumaczyć ten nierozważny krok.

Naliczyłem szesnaście kul mknących ku nam ze wszystkich kierunków. Później dołączyły do nich jeszcze dwa statki, które pozostały w tyle za głównym szykiem.

Ze swymi osiemnastoma krążownikami przeciwko dwóm naszym statkom Niszczyciele mogli liczyć na łatwe zwycięstwo. Całkowicie o nim przekonani troszczyli się głównie o to, abyśmy nie uciekli. Zamknęli nas w sferę — pierścień, jak mówili nasi przodkowie walczący jedynie w przestrzeni dwuwymiarowej. Zwyczajem wszystkich piratów nie próbowali nawet pertraktować z nami, badać naszych zamiarów, lecz natychmiast po utworzeniu szyku zaatakowali. Znów zagrały anihilatory Taniewa przekształcone w baterie zaporowe.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)