Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Meduza: Tygrys w opałach [Medusa: A Tiger by the Tail - pl]
Meduza: Tygrys w opałach [Medusa: A Tiger by the Tail - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Meduza: Tygrys w opałach [Medusa: A Tiger by the Tail - pl]

Электронная книга - «Meduza: Tygrys w opałach [Medusa: A Tiger by the Tail - pl]». Краткое содержание книги:

Umysły czterech kryminalistów zastąpiony umysłem najlepszego agenta Konfederacji. Agenci wysłani na Lilith, Cerbera i Charona odnieśli sukces. Wyrafinowany plan Konfederacji zaczął przynosić efekty.
Tarin Bul wylądował na Meduzie.
Na tej mroźnej planecie szybko dołączył do miejscowych konspiratorów, którzy zamierzali obalić znienawidzonego Lorda Talanta Ypsira; cel buntowników doskonale mu odpowiadał. Jednak połączenie, jakie stanowili obcy i tajna moc Ypsira, okazała się ponad jego siły.
Do akcji wkroczył Agent Bez Imienia, nadzorujący wszystkich czterech wysłaninników. Był zmuszony wykazać się swoimi nadzwyczajnymi umiejętnościami, gdyż wszystko sprzysięgło się przeciw niemu.
W czwartej ostatniej księdze ekscytującej tetralogii Jack Chalker doprowadza do dramatycznego zakończenia epicką konfrontację pomiędzy potężną Konfederacją a małymi — ale równie potężnymi — światami Rombu Wardena.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 94
Перейти на страницу:

Teraz miał nastąpić etap największego zagrożenia — ze strony „demonów”, ponieważ pod lodem kryła się poszarpana i nieregularna linia brzegowa, a granica pomiędzy nią i zamarzniętym oceanem była zupełnie niewidoczna. Ostatniego dnia mieliśmy iść dosłownie po wodzie, co było szczególnie niebezpieczne, jako że pod lodem ocean szalał wzburzony gorącymi prądami. Pokrywający go lód był na tyle cienki, iż mógł w każdej chwili załamać się pod ciężarem człowieka. Aż dziw bierze, że znalazł się ktoś, kto w ogóle odkrył to ponure i mroźne przejście i przebył drogę tam i z powrotem.

Korzystaliśmy z rakiet śnieżnych, w które wyposażono nas jeszcze w cytadeli; na nogach mieliśmy zaś buty wykonane ze skóry i futra tubrów, buty tworzące dosłownie całość z rakietami śnieżnymi. Choć to może wydawać się zaskakujące, ten wietrzny mróz, zbliżający się zapewne do minus 60°C, nie był zbyt dokuczliwy. Nie mogłem odgadnąć, jakie to też wewnętrzne zmiany wywołane zostały w nas przez nasze „wardenki” po to, by utrzymać nas przy życiu, zauważyłem tylko, że nasz apetyt wzmagał się wraz ze spadkiem temperatury, a wszyscy zyskali widoczną warstwę tkanki tłuszczowej pod skórą. Zadziwiające, że byliśmy w stanie przeżyć w tym zimnie, chociaż wiedziałem przecież, że na wielu światach istnieją zwierzęta, włącznie z dużą liczbą ssaków, które nie tylko są w stanie przetrwać w podobnych warunkach, ale wręcz czują się w nich doskonale. Wątpię, by ktokolwiek z nas mógł egzystować w tych warunkach, ale wszyscy je jakoś znosiliśmy.

Nietrudno było znaleźć Górę Boga na tej płaskiej i rozległej przestrzeni. Jej pokryte lodowcem zbocza wznosiły się przed nami jak biały monolit, przytłaczający swą wielkością sąsiednie góry, które same nie były przecież ułomkami. Sam jej widok wywoływał uczucia grozy i podziwu. Łatwo było odgadnąć, dlaczego nazywają ją kręgosłupem Meduzy. Erozje i zlodowacenia ukształtowały bowiem jej szczyt na podobieństwo kręgosłupa jakiejś czworonożnej bestii.

Nasze „wardenki” pracowały pewnie pełną parą i to w nadgodzinach, żeby było nam ciepło i w miarę wygodnie i żeby ochronić nasze oczy i inne partie ciała wystawione na działanie mrozu. Jakieś dwa tygodnie wcześniej nam wszystkim, zarówno mężczyznom jak i kobietom, zaczęło wyrastać owłosienie na całym ciele, z twarzami włącznie, a teraz i to owłosienie, i nasza skóra zaczynały przybierać mlecznobiały odcień, coraz mniej kontrastujący z kolorytem otoczenia. Najbardziej interesującą i najbardziej zarazem irytującą zmianą było to, że nasze powieki bardzo szybko stawały się przezroczyste. Wkrótce więc maszerowaliśmy po lodzie z zamkniętymi oczami i tym samym zyskaliśmy ochronę przed wiatrem i kryształkami lodu, a mimo to widzieliśmy doskonale.

Spanie jednak — i to nawet w zupełnej ciemności — było istną katorgą. A przecież sypianie w tym lodowatym krajobrazie i tak nigdy nie było wygodne i nigdy nasz sen nie trwał zbyt długo. To było jeszcze jedno utrudnienie, do którego należało przywyknąć. Byłem pełen podziwu dla poświęcenia tych wszystkich, którzy odbywali pielgrzymkę powodowani wiarą lub niechęcią konfrontacji swoich przekonań z rzeczywistością i pragnieniem pozbycia się dręczących ich wątpliwości, a nie, tak jak ja, gnani jedynie zwykłą ciekawością.

Już po kilku godzinach wędrówki przez, ostatni odcinek naszej drogi, ponieśliśmy pierwszą ofiarę. Jedna z kobiet weszła na obszar nie wyróżniający się absolutnie niczym i zniknęła pod lodem, który nagle się pod nią załamał. Kiedy dotarliśmy do otworu i zastanawialiśmy się, co też należy uczynić, na naszych oczach woda ponownie zamarzła.

Straciliśmy jeszcze dwoje towarzyszy, nim dotarliśmy do ostatniej zatoczki tuż pod górą; ten drugi zniknął pod lodem podobnie jak tamta kobieta, trzeci zaś wpadł w szczelinę, która otwarła się nagle, kiedy nastąpiło niewielkie przesunięcie dwóch sąsiadujących ze sobą płyt lodowych. Szczelina zamknęła się prawie natychmiast, miażdżąc uwięzioną w niej ofiarę.

Pozostało nas dziewięcioro. Obejrzałem się za siebie i pokręciłem z podziwem głową, ujrzawszy ten potworny krajobraz za nami, tę przestrzeń, którą udało nam się już przebyć.

— I pomyśleć, że musimy przejść tamtędy jeszcze raz w drodze powrotnej — powiedziałem.

Prawie w tej samej chwili, kiedy wymawiałem te słowa, lód załamał się pode mną i poczułem, że spadam. Wrzasnąłem i wyciągnąłem ramiona, by się czegoś chwycić. Znalazłem się pod wodą i wtedy poczułem uchwyt silnych rąk, które jednak ześlizgiwały się, nie mogąc mnie utrzymać. Wiedziałem już, że to koniec… za chwilę się utopię… ale prawie w tym samym momencie, gdy już pogodziłem się ze swoim losem, poczułem, jak unoszą mnie do góry i opuszczają na lód.

Przez chwilę nie wiedziałem, co się ze mną dzieje; pamiętam tylko widok przerażonej i przejętej twarzy Ching, a także postaci Quarl i Sitztera, robiących coś szybko i nerwowo przy mnie. Zanurzałem się powoli we mgle nieświadomości, podczas gdy moje „wardenki” walczyły z tym jedynym wrogiem, którego tak trudno było im pokonać, z szokiem. Minął jakiś czas, nim doszedłem do siebie. Było ciemno, a ja leżałem w wapti, jednym z tych przenośnych skórzanych namiotów, cały owinięty w futra. Weszła Hono z zatroskanym wyrazem twarzy, zerknęła na mnie, a zobaczywszy, że nie śpię, uśmiechnęła się.

— Witamy ponownie w naszym towarzystwie.

— Dzięki. — Zakasłałem. — Jak długo byłem nieprzytomny?

— Kilka godzin. Gadałeś coś do siebie groźnym głosem przez cały ten czas, ale wydaje się, że w ogóle samonaprawa przebiega zupełnie prawidłowo. Uważam, że rano powinieneś już być całkiem sprawny… skoro udało ci się przeżyć do tej pory.

— Przeżyję — zapewniłem ją. — Nie zamierzam leżeć na tym barłogu ani chwili dłużej niż jest to konieczne.

Skinęła głową usatysfakcjonowana, po czym wskazała palcem na coś w moim pobliżu. Odwróciłem głowę i zobaczyłem Ching śpiącą twardo obok mnie i pochrapującą głośno przez sen.

— To ona cię uratowała — powiedziała Hono. — Nie widziałam jeszcze, by ktoś się poruszał tak szybko, jeśli stawką nie było jego własne życie. Była przy tobie momentalnie, chwyciła cię za ramiona i trzymając je, wrzeszczała dopóty, dopóki nie znaleźliśmy się przy tobie. Zużyła bardzo wiele energii, ale to ona wyciągnęła twą głowę spod wody.

Popatrzyłem na śpiącą twardo dziewczynę i poczułem, jak wzbiera we mnie fala uczucia.

— A tak się starałem ją przekonać, by z nami nie szła.

— Bardzo cię kocha. Sądzę, że oddałaby za ciebie życie. Szczerze mówiąc, jestem tego pewna. Masz coś bardzo rzadkiego, cennego i ważnego, Tari. Dbaj o to. Doceń to.

Powinienem czuć się szczęśliwy, dumny i radosny. Dlaczego więc czułem się jak ostatni łajdak?

To jest właśnie to, powiedziałem sobie, i tym razem nie żartowałem. Doszedłszy tak daleko, przebędziemy i resztę drogi, a potem wrócimy. Ale to już będzie wszystko. Przykro mi, dranie, moja robota na tym się zakończy. Koniec. Kiedy stąd odejdziemy, wrócimy do cytadeli, przyjmiemy na świat i wychowamy dzieci, i jeszcze więcej dzieci, i wykroimy kawał życia dla nas wszystkich. Pozwoliły mi odejść, bo mnie kochają. Ching poszła ze mną, bo też mnie kocha. A ja, to stare egoistyczne ja, czy dałem im w zamian coś poza odrobiną nasienia? Pierwszy raz w życiu przyjrzałem się samemu sobie — dokładnie i obiektywnie — i bardzo mi się nie spodobało to, co zobaczyłem. Musiało się wydarzyć aż coś takiego, żebym mógł uświadomić sobie swój egoizm, swoje samolubstwo i cały ten romans ze sobą samym. A przecież ja nie byłem kimś ponad miłością… Miłość była mi potrzebna. I one mi były potrzebne. Miłość, co teraz zrozumiałem, nie była czymś, co się wyłącznie otrzymywało, ale czymś, co się oddawało innym tą samą miarką.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)