Siedzieliśmy w kuchni, nie mówiąc za wiele, popijając herbatę i paląc papierosy. Ronnie miała umysł zaprzątnięty innymi sprawami i, o ile mogłem to po amatorsku stwierdzić, płakała. Albo przecierała oczy, aby fantazyjnie rozmazać tusz do rzęs. Zaproponowałem szkocką, ale nie była zainteresowana, więc poczęstowałem się ostatnimi czterema kroplami z butelki, usiłując zatrzymać ich smak w ustach. Starałem się skoncentrować na niej, zapomnieć o Lucasie, Barnesie i Morderstonie, ponieważ była smutna i ponieważ była ze mną w jednym pokoju. Tamci nie byli.
— Thomas, mogę cię o coś zapytać?
— Jasne.
— Jesteś homo?
No, naprawdę… Tak od razu, z pierwszej piłki? Powinno się zacząć od rozmowy o filmach, przedstawieniach teatralnych i ulubionych trasach narciarskich. Od tego typu spraw.
— Nie, Ronnie, nie jestem homo — powiedziałem. — A ty?
— Nie.
Gapiła się w dno kubka. Ale ponieważ zaparzyłem herbatę w torebkach, nie znalazła tam żadnych odpowiedzi.
— Co się stało z tym, jak mu tam było? — zapytałem, zapalając papierosa.
— Philip. Śpi. Albo gdzieś wyszedł. Naprawdę nie wiem. Szczerze mówiąc, niewiele mnie to obchodzi.
— Ej, Ronnie. Chyba tylko tak mówisz.
— Nie, mówię serio. Chuj mnie obchodzi.
Zawsze jest coś osobliwie fascynującego w tym, że kobieta wysławiająca się na co dzień bardzo poprawnie, przeklina.
— Posprzeczaliście się — stwierdziłem.
— Rozstaliśmy się.
— Posprzeczaliście się, Ronnie.
— Mogę spać dziś z tobą? — zapytała.
Zamrugałem. Po czym, żeby upewnić się, że sobie — tego nie wyobraziłem, zamrugałem ponownie.
— Chcesz ze mną spać?
— Tak.
— Nie chodzi ci o to, żeby spać jednocześnie ze mną, tylko miałaś na myśli w jednym łóżku?
— Proszę.
— Ronnie…
— Jeżeli chcesz, będę spała w ubraniu. Thomas, nie każ mi prosić jeszcze raz. To fatalnie wpływa na kobiece ego.
— Ale fantastycznie na męskie.
— Och, zamknij się — ukryła twarz, pochylając się nad kubkiem. — Właśnie przestałam cię lubić.
— Ha! — powiedziałem. — Podziałało.
Ostatecznie wstaliśmy i udaliśmy się do sypialni.
Tak się złożyło, że nie zdjęła ubrania. Tak się złożyło, że ja też nie. Leżeliśmy obok siebie na łóżku i przez chwilę wpatrywaliśmy się w sufit, a kiedy uznałem, że chwila jest wystarczająco długa, wziąłem ją za rękę. Jej dłoń była ciepła, sucha i bardzo przyjemna w dotyku.
— o czym myślisz?
Prawdę mówiąc, nie pamiętam, kto pierwszy zadał to pytanie. Przed świtem oboje zadaliśmy je około pięćdziesięciu razy.
— O niczym.
Oboje również wielokrotnie odpowiadaliśmy w ten sposób.
Ostatecznie rzecz sprowadzała się do tego, że Ronnie nie czuła się szczęśliwa. Nie mogę powiedzieć, że opowiedziała mi całą historię swojego życia. Dozowała ją po — kawałku, z długimi odstępami między kolejnymi porcjami, co przypominało członkostwo w wysyłkowym klubie książki, ale kiedy pierwszy kur zastąpił na stanowisku słowika, wiedziałem już całkiem sporo.
Była drugim dzieckiem, co prawdopodobnie skłoniłoby wiele osób do powiedzenia „ach, no wiesz, mówi się trudno”, ale ja również jestem drugim dzieckiem i nigdy mi to jakoś specjalnie nie przeszkadzało. Jej ojciec pracował w City, dojąc biedaków, a obaj bracia, starszy i młodszy, najwyraźniej zmierzali w tym samym kierunku. Kiedy Ronnie była nastolatką, jej matka rozwinęła w sobie pasję do rybołówstwa dalekomorskiego i odtąd każdego roku spędzała sześć miesięcy, oddając się jej na dalekich oceanach, podczas gdy ojciec wziął kochankę. Ronnie nie wyjaśniła, gdzie.
— O czym myślisz? — Tym razem ona.
— O niczym — To ja.
— Daj spokój.
— Nie wiem. Tak sobie… myślę.
Pogłaskałem jej dłoń.
— O Sarze?
Przeczuwałem, że zada to pytanie. Mimo to świadomie — pilnowałem, aby moje drugie serwisy lądowały głęboko, i nie wspominałem ponownie o Philipie, żeby nie mogła się zbliżyć do siatki.
— Między innymi. Między innymi ludźmi, chciałem powiedzieć — lekko ścisnąłem jej dłoń. — Spójrzmy prawdzie w oczy, ledwie znam tę kobietę.
— Ona cię lubi.
Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu.
— Wydaje mi się to absolutnie nieprawdopodobne. Kiedy się poznaliśmy, sądziła, że próbuję zabić jej ojca, a kiedy widzieliśmy się po raz ostatni, przez większą część wieczoru chciała mi przyznać białe piórko za tchórzostwo w obliczu wroga.
Uznałem, że najlepiej będzie w tej chwili nie wspominać o pocałunku.
— Jakiego wroga? — zapytała Ronnie.
— To długa historia.
— Masz miły głos.
Obróciłem głowę na poduszce i spojrzałem na nią.
— Ronnie, jeżeli ktoś w naszym kraju mówi, że to długa historia, chce w ten sposób uprzejmie dać do zrozumienia, że nie zamierza ci jej opowiedzieć.
Obudziłem się, co wskazywało na możliwość, że zasnąłem, ale nie mam pojęcia, kiedy to się stało. Nie potrafiłem skupić myśli na niczym poza faktem, iż dom stoi w płomieniach.