Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 185
Перейти на страницу:

– Pani gospodyni, zapraszamy do środka – rzekł dowódca. – Moi żołnierze poczekają na podwórzu, a ja pójdę po dalsze instrukcje do oficera politycznego.

Żołnierze stali na baczność, nawet głuchoniemy Sun, teraz zwany Sunem Niemową, prężył się prościuteńki jak sosna.

Dowódca wybiegł na ulicę ze strzelbą na ramieniu. Weszliśmy do głównej izby. Na garnku stały dwa uplecione z bambusa i trzciny koszyczki do gotowania na parze. Stary kucharz skinął głową przepraszająco. Miał bardzo sympatyczną twarz.

– Przepraszamy, poprzestawialiśmy wam trochę w kuchni – rzekł, dorzucając drew do ognia, po czym pokazał spore wgłębienie pod paleniskiem. – Ten kanał jest lepszy niż dziesięć miechów – dodał.

Płomienie buchały z szumem, wydawało się, że garnek zaraz się stopi od żaru. Rumiana Shangguan Lingdi siedziała na progu, mrużąc oczy i wpatrując się w parę unoszącą się znad koszyczków. Siwe smugi krążyły w powietrzu, co chwila zmieniając kształt. Bardzo przyjemny widok.

– Lingdi! – zawołała matka.

– Starsza Siostro, Trzecia Siostro! – zawołały Piąta i Szósta Siostra.

Shangguan Lingdi obrzuciła nas obojętnym spojrzeniem, jakby nikogo nie poznawała, albo jakbyśmy nigdy nie opuszczali domu.

Matka rozejrzała się nieufnie po wysprzątanych pokojach, czując się nieswojo. W końcu uznała, że najlepiej wyjść z powrotem na podwórze.

Stojący w szeregu głuchoniemy Sun robił do nas miny. Mały Sima odważnie podszedł do żołnierzy i obmacywał ich nogi, starannie owinięte w onuce.

Dowódca wrócił z mężczyzną w średnim wieku, w okularach.

– Pani gospodyni, to jest oficer polityczny Jiang – oznajmił.

Jiang miał średnich rozmiarów głowę, gładką, jasną cerę pozbawioną zarostu. Był przepasany szerokim skórzanym pasem, z kieszeni na piersi wystawał mu złoty długopis. Uprzejmie skinął głową w naszą stronę, po czym z wiszącej u pasa skórzanej torby wyciągnął garść kolorowych przedmiotów.

– Proszę, młodzi przyjaciele – rzekł – skosztujcie trochę słodyczy.

Rozdzielił cukierki równo między nas, nawet zawinięte w rude kunie futro maleństwo dostało swoje dwie sztuki, które matka przyjęła w jego imieniu. Po raz pierwszy w życiu spróbowałem cukierków.

– Pani gospodyni – rzekł oficer – mam nadzieję, że zgodzi się pani, by moi żołnierze skorzystali ze wschodniego i zachodniego skrzydła pani domu.

Matka mechanicznie pokiwała głową. Oficer podwinął mankiet, spojrzał na zegarek.

– Stary Zhangu! – zawołał. – Bułki już gotowe?

Stary Zhang wybiegł na podwórze.

– Prawie gotowe! – oznajmił.

– Dajcie najpierw dzieciom coś do jedzenia – polecił oficer. – Potem poproszę o uzupełnienie waszych racji.

Stary Zhang obiecał spełnić polecenie.

– Pani gospodyni – zwrócił się oficer do matki – nasz dowódca chciałby się z panią spotkać. Bardzo proszę pójść ze mną.

Matka zamierzała oddać trzymane w objęciach niemowlę Piątej Siostrze, lecz oficer wyciągnął rękę i zaprotestował.

– Nie, nie, proszę wziąć je ze sobą.

Poszliśmy więc za oficerem – to znaczy mama poszła, ja siedziałem jej na plecach, a mała leżała w jej objęciach. Wyszliśmy na nasz zaułek, potem skierowaliśmy się główną ulicą w stronę Szczęśliwej Rezydencji. Stojący przy bramie dwaj żołnierze zasalutowali uroczyście: każdy z nich trzasnął obcasami i złożył prawą rękę na piersi, dotykając lśniącego jak śnieg w słońcu bagnetu na trzymanej w lewej ręce strzelbie. Szliśmy korytarzami, wreszcie trafiliśmy do wielkiej sali. W samym środku pomieszczenia stał purpurowy kwadratowy stół typu „ośmiu Nieśmiertelnych", czyli na osiem osób, a na nim dwa wielkie półmiski, pełne parujących potraw. Na jednym z nich pysznił się bażant, na drugim potrawka z królika; obok stał koszyczek pełen tak białych, że niemal niebieskich bułeczek gotowanych na parze. Do sali wszedł brodaty uśmiechnięty mężczyzna.

– Witamy, witamy! – oznajmił.

– Szanowna pani, to jest dowódca naszego plutonu, pan Lu – poinformował oficer.

– Słyszałem, że pani też nazywa się Lu – rzekł dowódca. – Pięćset lat temu byliśmy jedną rodziną.

– Panie dowódco, czy zrobiliśmy coś złego?

Dowódca zdumiał się, po czym wybuchnął serdecznym śmiechem.

– Pani gospodyni, to jakieś nieporozumienie. Zapraszając panią tutaj, nie mieliśmy nic podobnego na myśli. Dziesięć lat temu pani zięć, Sha Yueliang i ja byliśmy w wielkiej przyjaźni, więc gdy tylko się dowiedziałem, że wróciliście, kazałem przygotować posiłek i wino na powitanie.

– On nie jest moim zięciem – odparła matka.

– Zapraszam, proszę się posilić. Wiem, że jesteście bardzo głodni.

– Panie dowódco, na nas już czas – wymówiła się matka.

– Ależ proszę się tak nie śpieszyć. Sha Yueliang przesłał mi w liście prośbę, bym zaopiekował się jego córką. Wie, że bardzo wam ciężko. Mała Tang!

Do sali natychmiast wpadła piękna młoda dziewczyna w mundurze.

– Proszę zaopiekować się dzieckiem tej pani, żeby mogła spokojnie zjeść – polecił Lu.

Żołnierka podeszła do matki i wyciągnęła ręce z uśmiechem.

– To nie jest córka Sha Yuelianga – oświadczyła matka zdecydowanym tonem. – To moja wnuczka.

Przeszliśmy z powrotem tymi samymi korytarzami, potem główną ulicą; w końcu dotarliśmy do naszego zaułka i znaleźliśmy się z powrotem w domu.

W ciągu następnych kilku dni urodziwa Mała Tang nieustannie znosiła nam jedzenie i odzież. Przynosiła ciasteczka, wycinane foremkami w kształty zwierząt – psów, kotów i tygrysów, szklane butelki z mlekiem w proszku, gliniane dzbanki, pełne przezroczystego miodu. Przynosiła też jedwabne ubrania – były wśród nich haftowane pikowane kurteczki i spodnie, była nawet ciepła czapeczka z doszytymi „uszami" z króliczego futra.

– To wszystko przysyła wam pan dowódca Lu i oficer Jiang – mówiła dziewczyna, pokazując trzymane przez matkę niemowlę. – Oczywiście, mały braciszek też może skorzystać – dodała, wskazując mnie.

Matka spojrzała z chłodną obojętnością na uprzejmą żołnierkę o policzkach rumianych jak jabłuszka i oczach wielkich jak morele.

– Proszę to zabrać, panno Tang – rzekła – dziecko z biednej rodziny nie potrzebuje tych wszystkich luksusów.

Wypowiedziawszy te słowa, wetknęła mi sutek do buzi, a drugą pierś podała małej potomkini rodu Sha. Dziewczynka ssała z zadowoleniem, ja – z wściekłością. Jej rączka dotknęła mojej główki, a moja noga w odpowiedzi kopnęła ją w pośladek, na co mała wybuchnęła głośnym płaczem. Dobiegło mnie także ledwie słyszalne łkanie Ósmej Siostry, Shangguan Yunü – tak słabe i delikatne, jakby było przeznaczone tylko dla uszu Słońca i Księżyca.

Panna Tang poinformowała nas, że oficer Jiang wymyślił dla małej imię. Jest wykształconym intelektualistą, skończył uniwersytet Chaoyang w Beipingu, potrafi pisać i malować obrazy, zna też doskonale angielski.

– Sha Zaohua [20] – ładne imię, prawda? Proszę pani, niechże pani nie będzie przesądna – nasz dowódca, pan Lu, jest naprawdę dobrym człowiekiem. Gdybyśmy rzeczywiście chcieli porwać dziecko, zrobilibyśmy to z łatwością, nieprawdaż?

Panna Tang wyciągnęła zza pazuchy szklaną butelkę, na którą nasadzono sztuczną brodawkę z jasnobrązowej gumy. Wsypała biały proszek do miski, dodała miodu. Poczułem zapach cudzoziemki, która zabrała Qiudi – to musiało być sproszkowane mleko z jej piersi. Dolała gorącej wody, wymieszała, a potem przelała do butelki.

вернуться

[20] Imię Zaohua po chińsku oznacza „kwiat daktylowca".

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)