Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 185
Перейти на страницу:

Z niemowlęciem na rękach, powtarzając groźby o rzuceniu go na pożarcie żółwiom, psom czy też wronom, matka biegała jak szalona po pobliskich uliczkach. Popędziła w końcu nad rzekę, po czym zawróciła na drogę; znalazłszy się na drodze, znów pognała w stronę rzeki. Stopniowo zwalniała, jej pomstowanie cichło; była jak traktor, któremu zaczyna brakować paliwa. Przysiadła w miejscu, gdzie skoczywszy z wieży, pastor Malloy rozstał się z życiem, i zadzierając głowę, spojrzała na zrujnowaną dzwonnicę, mamrocząc:

– Jedni poumierali, inni pouciekali. Tylko ja zostałam. I co teraz zrobię? Co zrobię z gniazdem pełnym rozdziawionych dziobów, czekających na robaki? Panie, Boże Wszechmogący, powiedz mi, co ja mam robić?

Zacząłem płakać, moje łzy kapały na matczyny kark. Mała dziewczynka też się rozpłakała, łzy spływały do wnętrza jej wielkich uszu.

– Jintong – pocieszała mnie matka – ty jesteś moim oczkiem w głowie. Nie płacz. A ty, biedne dziecko – zwróciła się do małej – nie powinnaś była się tu zjawiać. Mleka twojej babki nie starcza nawet dla twojego małego wuja. Gdybym zaczęła cię karmić, oboje umarlibyście z głodu. Twoja babka nie jest okrutna. Twoja babka po prostu nie ma wyjścia…

Matka położyła zawinięte w kunie futro niemowlę na stopniach kościoła i popędziła w stronę domu, jakby ją ktoś gonił. Po dziesięciu krokach stanęła; nie była w stanie się ruszyć. Żałosny płacz małej, niczym kwik zarzynanego prosięcia, trzymał ją jak na niewidzialnej linie.

Po trzech dniach całą dziewięcioosobową rodziną udaliśmy się do stolicy powiatu na targ ludzi. Matka szła ze mną na plecach, trzymając w ramionach podrzutka z rodu Sha. Czwarta Siostra niosła na plecach bękarta Simę, Piąta Siostra – Ósmą Siostrę, a Szósta i Siódma Siostra szły na własnych nogach.

Na śmietniku wygrzebaliśmy trochę nadgniłych jarzyn i pożywiliśmy się, po czym dalej podążaliśmy wytrwale na rynek. Matka zawiesiła na szyjach Piątej, Szóstej i Siódmej Siostry pętle ze słomy na znak, że czekają na kupujących.

Naprzeciwko nas stał rząd drewnianych ruder. Ściany i dachy z desek, pobielone wapnem, oślepiały jasnością. Z wystających ze ścian blaszanych kominów buchały w górę kłęby czarnego dymu; wiatr przywiewał je w naszą stronę, po drodze zmieniając ich kształty. Co jakiś czas z domków wyłaniały się prostytutki z rozpuszczonymi włosami, wydekoltowane, o skórze białej jak śnieg, jaskrawoczerwonych wargach i zaspanych spojrzeniach, niosące miski albo wiadra i szły do publicznej studni po wodę. Nad studnią górował kołowrót z liną, z jej wnętrza buchała para. Kobiety z wysiłkiem kręciły ciężką korbą, trzymając ją białymi, wiotkimi rękami; naprężona lina wydawała suche poskrzypywania. Gdy spory drewniany cebrzyk pojawiał się u wylotu studni, kobiety wystawiały obute w drewniaki stopy, pomagając stabilnie przesunąć wiadro na krawędź. Wokół studni wytworzyła się gruba warstwa lodu, pokryta nierównościami w kształcie bułek gotowanych na parze bądź sutków. Kobiety biegały nieustannie tam i z powrotem z pustymi lub pełnymi wiadrami, drewniane chodaki stukały dźwięcznie; zimne, na wpół obnażone piersi wydzielały woń podobną do siarki. Obserwowałem te dziwne kobiety z daleka, patrząc matce przez ramię, lecz widziałem tylko ich tańczące, drżące piersi, jak pączki opiumowego maku, jak stada motyli fruwających w górskiej dolinie. Budziły też zainteresowanie moich sióstr. Usłyszałem, że Czwarta Siostra szeptem wypytuje matkę, lecz matka milczała.

Staliśmy pod wysokim, grubym murem, który chronił nas przed północno-zachodnim wiatrem, zapewniając odrobinę ciepła. Po obu naszych stronach kulili się tacy jak my: wychudzeni, o żółtawej cerze, drżący, cierpiący z głodu i zimna. Mężczyźni i kobiety. Matki z dziećmi. Mężczyźni byli postarzali, przypominali usychające drzewa o spróchniałych pniach, wielu było ślepych, wszyscy bez wyjątku mieli czerwone i zapuchnięte oczy. Obok nich stały lub kucały dzieci, chłopcy albo dziewczynki. Trudno było odróżnić ich płeć, ponieważ wszystkie były tak usmolone, jakby wyszły z komina – dzieci sadzy. Wszystkim też wetknięto za kark suche źdźbła, głównie pożółkłą słomę, która przywodziła na myśl jesień i zapach koni żujących siano głęboką nocą, z przyjemnym dla ucha, końskiego i ludzkiego, radosnym odgłosem. Niektórym zza kołnierzy wystawały zerwane gdzieś po drodze dzikie trawy – „psie ogony" albo „ośle ogony". Większość matek, podobnie jak naszą, otaczały wianuszki dzieci, lecz żadna nie miała ich tyle co nasza. U niektórych wszystkie dzieci miały słomę na szyjach, u innych tylko część. Przeważnie była to słoma zbożowa; suche źdźbła rozsiewały aromat jesieni i żniw. Nad głowami dzieci ze słomą na szyjach kołysały się ciężkie łby koni, osłów i mułów o oczach wielkich jak blaszane dzwonki i wydatnych lubieżnych wargach, porośniętych tu i ówdzie twardą szczeciną, między którymi błyskały rzędy równych białych zębów.

Obok białych domków wybuchło jakieś zamieszanie. Wywrzaskiwane kobiecym głosem krzyki i obelgi przecięły rozświetlone słońcem powietrze. Dwie kobiety szarpały się przy studni. Jedna miała na sobie czerwone spodnie, druga zielone. Kobieta w czerwonych spodniach wbiła paznokcie w twarz kobiety w zielonych spodniach. Kobieta w zielonych huknęła pięścią w klatkę piersiową kobiety w czerwonych. Następnie obie cofnęły się o kilka kroków, obserwując się nawzajem. Nie mogłem dojrzeć wyrazu ich twarzy, ale domyślałem się ich. Nie wiem, czemu wyobraziłem sobie, że mają twarze moich starszych sióstr, Shangguan Laidi i Shangguan Zhaodi. Nagle skoczyły ku sobie niczym walczące koguty. Ich sylwetki podskakiwały jak psy biegnące przez łany dojrzałej pszenicy. Wymachiwały rękami, ich piersi się kołysały, krople śliny fruwały w powietrzu niby stada małych żuków. Kobieta w czerwonych spodniach złapała kobietę w zielonych spodniach za włosy, a ta w zielonych złapała za włosy tę w czerwonych. Tamta z kolei przechyliła głowę i ugryzła swoją przeciwniczkę w lewe ramię, by w tej samej chwili także zostać ugryzioną. Siły były wyrównane. Kobiety walczyły, okrążając studnię; pozostałe albo stały w drzwiach, patrząc obojętnie i paląc papierosy, albo kucały na kamieniach, myły zęby i płukały usta, plując białą pianą. Inne śmiały się, klaszcząc w ręce, kilka rozwieszało na drutach uprane nylonowe pończochy. Przed domkami, na dużym okrągłym kamieniu stał wyprostowany mężczyzna w lśniących czarnych oficerkach. Miał w ręku trzcinkę i machał nią ze świstem to w lewo, to w prawo, jakby to był miecz, a on właśnie ćwiczył szermierkę. Kilku niskich mężczyzn z wystającymi brzuchami, w otoczeniu kilkunastu chudych, wysokich osobników bez żadnych brzuchów, nadchodziło z południowego wschodu, spomiędzy rzędów chorągwi. Jeden z grubasów śmiał się głosem podobnym do kurzego gdakania: gdak, gdak, gdak, aaa! Gdak, gdak, gdak, aaa! Jego osobliwy śmiech dźwięczał mi w uszach; przypomniałem sobie o tym, co działo się w pobliżu studni. Grubi mężczyźni wraz z eskortą kierowali się w stronę domków; gdaczący śmiech brzmiał coraz wyraźniej. Człowiek, który ćwiczył szermierkę na kamieniu, czym prędzej zeskoczył i wśliznął się do jednego z domków. Gruba niska kobieta podeszła kołyszącym się krokiem do studni. Miała tak maleńkie stopy, że prawie ich nie było; jej nogi wyglądały tak, jakby końce łydek bezpośrednio stykały się z ziemią. Szybkie ruchy jej pulchnych ramion świadczyły o tym, że biegnie, posuwała się jednak w zaskakująco wolnym tempie. Kołysanie się oraz przemieszczanie względem siebie pokładów tłuszczu na jej ciele zużywało większą część energii. Z odległości stu metrów, może nieco bliższej, słyszeliśmy wyraźnie ciężki oddech. Buchająca z ust para spowijała całą postać kobiety; wyglądała jak w saunie. Wreszcie udało jej się dobiec do studni. Wykrzykiwane przez nią obelgi, przerywane kaszlem i dyszeniem, były kompletnie niezrozumiałe. Domyślaliśmy się, że jest kimś w rodzaju zwierzchniczki dwóch kłócących się kobiet, a jej bieg do studni i krzyki miały na celu rozdzielenie ich. One jednak znajdowały się już w zwarciu, niczym sokół i gołąb, sczepione pazurami; było już za późno, by przerwać walkę. Raz jedna napierała, a druga się cofała, raz na odwrót. Kilka razy mało brakowało, by któraś z nich wpadła do studni, wypadkowi zapobiegł jednak kołowrót. Gruba kobieta, chcąc rozdzielić walczące, sama też omal nie wpadła do wody – kołowrót ocalił ją również. Gdy oparła się o niego, zaczął się kręcić z łoskotem, a ona, próbując odzyskać równowagę, pośliznęła się na lodowych naroślach, podobnych do bułek gotowanych na parze albo do sutków i runęła na zadek. Usłyszeliśmy odgłos podobny do łkania niemowlęcia – czyżby się rozpłakała?

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)