Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 113
Перейти на страницу:

— Tym niemniej, jak sądzę, podzielasz mój pogląd, że potem zboczył z boskiej drogi i robi co może, żebyśmy wszyscy wylądowali w piekle? — upewnił się Burdette.

— Podzielam — przyznał niechętnie Mackenzie.

— W takim razie pozostaje kwestia, co z tym zrobimy, prawda? — Burdette wyraźnie poweselał.

— Nie bardzo wiem, co jeszcze moglibyśmy zrobić — Mackenzie wzruszył ramionami. — Wspieraliśmy cię dotąd i myślę, że będziemy cię nadal wspierali… Wszyscy ponosimy koszty wysłania na południe ludzi próbujących przemówić do rozsądku poddanym Harrington. Dodatkowo przyłączyłem się do twojego protestu przed Synodem i rozmawiałem o całej sprawie z Protektorem. Musimy natomiast pamiętać, że poza granicami naszych domen mamy niewielkie możliwości i jeśli Protektor i Synod są zdecydowani kroczyć tą drogą, możemy jedynie ufać, że Bóg wskaże im, iż błądzą, nim będzie za późno.

— To nie wystarczy! — zaprotestował Burdette. — Bóg oczekuje po wiernym działania, a nie bezczynnego oczekiwania na Jego interwencję. Chyba że sugerujesz, żebyśmy po prostu zignorowali test, który nam zesłał?

— Niczego takiego nie sugeruję! — Widać było, że Mackenzie z trudem nad sobą panuje: pochylił się i oparł pięści na kolanach, ale nadal mówił spokojnie. — Po prostu przypomniałem, że mamy ograniczone możliwości, i jak sądzę, wyczerpaliśmy je. I w przeciwieństwie do ciebie nie wierzę, by Bóg pozwolił komukolwiek wieść swój lud w grzech i potępienie. Chyba że ty sugerujesz, żebyśmy zapomnieli, jaką moc ma modlitwa?!

Burdette zgrzytnął zębami i poczerwieniał, ale nie odezwał się. Mackenzie po paru chwilach opadł na oparcie fotela i przestał zaciskać dłonie w pięści. Dopiero wtedy dodał łagodniej:

— Nie powiedziałem, że się z tobą nie zgadzam. Będę cię wspierał, ale nie ma sensu udawać, że możemy zrobić więcej, niż naprawdę jesteśmy w stanie.

— Ale to za mało! Ten świat jest poświęcony Bogu! Święty Austin przywiódł tu naszych przodków, by zbudowali święte miejsce rządzące się prawami boskimi! — wybuchnął Burdette. — Ludzie nie mają prawa mieszać się do boskich praw czy zmieniać ich tylko dlatego, że jakiś pogański uniwersytecik na innej planecie przekonał Protektora, że to co było, jest już „niemodne”! John, nie potrafisz tego dostrzec, do nagłej cholery?!

Twarz rozmówcy zbielała i stężała. Przez długą, pełną napięcia chwilę siedział bez ruchu, po czym wstał i spojrzał na Muellera. Ten jednakże nadal siedział i wpatrywał się w kielich, wyraźnie unikając jego wzroku.

— Podzielam twoje uczucia — oznajmił Mackenzie spokojnie, ale słychać było, że sporo go to kosztowało — ale obaj powiedzieliśmy, co mieliśmy do powiedzenia, i nie przekonamy się nawzajem. Uważam, że zrobiliśmy wszystko, co tylko mogliśmy, i teraz pozostało nam jedynie ufać, iż Bóg dokona reszty. Ty się z tym nie zgadzasz, a ja nie mam ochoty się z tobą kłócić. W tych warunkach sądzę, że lepiej będzie, jak odejdę, zanim któryś z nas powie coś, czego obaj będziemy żałować.

— Też tak myślę — przyznał chrapliwie Burdette.

— Samuel? — Mackenzie spojrzał na Muellera.

Zapytany potrząsnął jedynie głową, nie unosząc wzroku. Stojący spoglądał na niego przez moment, odetchnął głęboko i spojrzał na gospodarza. Ten podniósł się. Obaj wymienili płytkie, oficjalnie uprzejme ukłony i Mackenzie wymaszerował długimi krokami, nie kryjąc rozdrażnienia.

Dopiero gdy zamknęły się za nim drzwi, ostatni z obecnych wstał z krzesła, na którym dotąd siedział z boku w milczeniu, i odniósł kielich Mackenziego na stolik. Brzęk kryształu o drewno rozbrzmiał w ciszy panującej w bibliotece niczym dzwon. Mueller wreszcie uniósł głowę.

— On ma rację, William — powiedział cicho. — Wyczerpaliśmy wszystkie możliwości legalnego działania.

— Legalnego? — powtórzył dotąd milczący świadek ich rozmowy. — A według jakich praw: ludzkich czy boskich?

— Nie podoba mi się dokąd zmierza ta dyskusja, bracie Marchant — upomniał go Mueller, ale nie tak stanowczo jak powinien.

Skarcony wzruszył ramionami — miał swoje wątpliwości odnośnie Muellera, ale wolał ich głośno nie wyrażać.

Mueller był za sprytny, by oficjalnie sprzeciwiać się Protektorowi, ale był też głęboko wierzący i zdecydowanie przeciwny jego reformom. Pod tym względem nie ustępował ani na krok patronowi Burdette. A to, że miał przy tym bardziej doczesne cele na względzie, cóż — Bóg posługiwał się rozmaitymi narzędziami, a ambicja i niechęć, by ktokolwiek ograniczał jego władzę, w przypadku Muellera stanowiły naprawdę skuteczne narzędzia.

— Może i ma pan rację, patronie Mueller — odezwał się po chwili Marchant. — Nie chciałem urazić ani pana, ani patrona Mackenziego, ale chyba zgodzi się pan, że prawa boskie są znacznie ważniejsze od praw stworzonych przez człowieka. Są bowiem prawami naturalnymi.

— Oczywiście.

— W takim razie jeśli ludzie czy to ze złej woli, czy to po prostu błądząc, łamią boskie prawa, to czyż obowiązkiem innych ludzi nie jest zmiana tego stanu rzeczy i przywrócenie naturalnego, boskiego porządku?

— On ma rację. — Burdette nie musiał już ukrywać wściekłości. — Obaj z Johnem gadacie o „legalnych” sposobach. Wasze prawo! Tylko popatrzcie, do czego nas doprowadziło użycie waszych prawnych metod. Ta kurew jedna pozwoliła swoim bandytom prawie zatłuc brata Marchanta tylko za to, że głosił wolę bożą!

Mueller zmarszczył brwi — widział nagrania całego zajścia i był pewien, że jedynie interwencja Gwardii Harrington uratowała Marchanta przed samosądem, z którym Harrington też nie miała wiele wspólnego. No, ale z drugiej strony nie mogła dopuścić do jego śmierci, bo to przecież jej ludzie, pracownicy Sky Domes przewodzili grupom rozbijającym wcześniej demonstracje przed Harrington House. Większość ludzi nie zwróciłaby na to uwagi, ale on zwykł bacznie uważać na drobiazgi i w tym przypadku niechętnie, ale musiał przyznać, że dobrze to obmyśliła. Ukrycie własnego udziału w sprawie było proste, acz skuteczne, tyle że nie mogła dopuścić do śmierci Marchanta, który zresztą sam się o nią prosił, łamiąc wszystkie zasady traktowania kobiety, bo wtedy wszystko by się wydało. A gdyby tak się stało, reszta mieszkańców Graysona zobaczyłaby, jaką w rzeczywistości jest grzesznicą i sługą zła.

— Może masz rację — przyznał w końcu. — Ale nadal nie wiem, co moglibyśmy zrobić. Współczuję bratu Marchantowi, ale wszystko odbyło się zgodnie z prawem i…

— Prawo! — Burdette prawie splunął tym słowem. — a od kiedy to taki samozwańczy gówniarz jak Mayhew ma prawo dyktować patronowi, co ten ma robić we własnej domenie!

— Momencik! — W oczach Muellera błysnęła złość, choć nie skierowana przeciw gospodarzowi. — To akurat zarządził nie sam Protektor, ale także Synod i parlament! Większość patronów poparła projekt przedstawiony przez wielebnego Hanksa. Zgadzam się, że za wszystkim stał Mayhew i że to był jego pomysł, ale za dobrze zatarł ślady, by był sens wszczynać otwartą walkę o przywileje patrona. Sam dobrze zresztą o tym wiesz.

— A dlaczego patroni poparli projekt?! — warknął Burdette. — Powiem ci dlaczego. Z tego samego powodu, dla którego rok temu siedzieliśmy jak wykastrowane eunuchy i pozwoliliśmy Mayhewowi zrobić z tej dziwki patronkę! Dobry Boże, ona cały czas pieprzyła się z tym, jak mu tam… Tankersleyem, zdaje się, i Mayhew o tym wiedział. Ale nam nic nie powiedział, bo miał świadomość, że wtedy nie byłby w stanie wymusić na nas zgody!

— Przesadzasz. To, czy się pieprzyła czy nie, było bez znaczenia: uratowała nam wszystkim życie i wiesz o tym. Gdyby nie ona, ci idioci z Masady zmieniliby nas w radioaktywny pył.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)