Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «My, Dzieci Z Dworca Zoo». Краткое содержание книги:

Ta książka jest dla mnie niesamowita. Wokół słyszymy wciąż: narkomani, nie, narkotyki, nie, to niezdrowe, nie, to szkodliwe, nie, trucizna, nie, narkotyki, nie, złe towarzystwo, nie, nie i nie… A (może nie mnie, ale wielu) to wcale nie odstrasza, wręcz zaciekawia. Ta książka mówi o psychice młodej narkomanki, o skutkach nałogu, o tym, że nie mogła spełnić swych marzeń, o miłości w narkotykach, o tym, kim się staje człowiek, gdy zaczyna brać narkotyki.
Książka opowiada o narkomance z Berlina Zachodniego. Przedstawia problem wciąż aktualny, lecz nie mówiąc medycznie o chorobach, tylko o psychice narkomana. I to jest niezwykle ciekawe. Można niezwykle płakać nad tą książką. Ja sama czułam bezsilność, jakbym była w nałogu, czułam ten wstręt. Do czego? Do siebie samej. Bo czułam się, jakbym to JA była tą narkomanką. Nie Christiane. Nie. JA.
Niezwykle wciągająca książka.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 78
Перейти на страницу:

Najważniejsza w moim domu jest sypialnia. Po prawej stronie, pod ścianą, stoi bardzo szeroki tapczan, poduchy obszyte ciemnym materiałem. Z każdej strony nocny stolik. Jeden dla Detlefa, jak będzie u mnie spał. Do tego po obu stronach tapczanu palmy. W ogóle w całym pokoju pełno roślin i kwiatów. Za łóżkiem tapeta, jakiej nie można kupić w sklepie. Na tapecie pustynia, ogromne piaskowe wydmy. I kilka palm. Oaza. Na piasku siedzą sobie beduini w białych turbanach i beztrosko popijają herbatę. Na mojej tapecie panuje kompletny spokój. Po lewej stronie sypialni, we wnęce, tam gdzie okno wpuszczone jest w ukośny dach, mam swój kącik do siedzenia. Taki kącik, jak u Arabów albo w Indiach. Dużo poduszek dookoła niskiego, okrągłego stolika. Tam siedzę sobie wieczorami, w domu kompletny spokój, nic mnie nigdzie nie gna, nie mam żadnych życzeń ani żadnych problemów.

Duży pokój jest właściwie taki sam jak sypialnia. Rośliny, dywany. Z tym, że na środku stoi duży okrągły stół, drewniany, a naokoło niego wiklinowe krzesła. Przy stole zbierają się od czasu do czasu moi najlepsi przyjaciele, jedzą to, co im ugotuję, popijają herbatę. Na ścianach wiszą półki z mnóstwem książek. Same obłędne książki, pisane przez ludzi, którzy też znaleźli spokój, znają przyrodę i zwierzęta. Półki zrobiłam sama, z desek i sznurów. Większość rzeczy w moim domu sama zrobiłam, bo w sklepach meblowych nie ma nic, co by mi się podobało. Bo wszystkie meble w tych sklepach są takie dostatnie, żeby od razu było widać, że kosztowały kupę forsy. W całym mieszkaniu nie ma drzwi, tylko same kotary. Bo«jak się otwiera i zamyka drzwi, to od razu jest hałas i pośpiech.

Mam też psa, wielkiego owczarka, i dwa koty. Wymontowałam tylne siedzenia w kabriolecie, żeby pies miał wygodnie w czasie jazdy.

Wieczorem, w kompletnym spokoju, gotuję coś do jedzenia. Bez tego wariackiego pośpiechu, jak moja mama. Potem zgrzyt klucza w zamku. Detlef wraca z pracy. Pies skacze mu z radości na ramiona. Koty wyginają grzbiety i ocierają mu się o nogi. Detlef całuje mnie na przywitanie i siada do kolacji.

Tak sobie wtedy śniłam na głodzie. Ale nie zdawałam sobie sprawy, że to tylko sen. Dla mnie to była rzeczywistość z pojutrza. Tak właśnie będzie po leczeniu, i w ogóle nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej. Wszystko było dla mnie takie oczywiste, że trzeciego dnia głodu powiedziałam wieczorem do mamy, iż po leczeniu wyprowadzam się do swojego mieszkania.

Czwartego dnia poczułam się już na tyle dobrze, że mogłam wstać. Miałam w kieszeni jeszcze 20 marek i te 20 marek strasznie mnie niepokoiło. Bo tak się składa, że dwadzieścia marek to dokładnie połowa czterdziestu. I myślałam sobie, że jakbym miała drugie dwadzieścia, tobym sobie mogła przed pójściem do Narkononu kupić jeszcze hery na ten ostatni raz.

Zaczęłam mówić do chorego kota. Powiedziałam mu, że to chyba nie będzie takie straszne, jak go na godzinę czy dwie zostawię bez opieki. Wlałam mu strzykawką trochę herbaty rumiankowej z glukozą, jedyne co jeszcze zostawało mu w żołądku, i powiedziałam: – Ty też nie umrzesz.

Miałam ochotę jeszcze raz, na pełnym luzie, połazić po Kudammie. Bo wiedziałam, że w Narkononie nie dają przepustek, a jak jest wyjście, to pod opieką. No i chciałam coś przedtem władować, bo jak człowiek nie jest naćpany, to Kudamm wcale nie jest aż taki super. Brakowało mi tylko tych 20 marek. Musiałam jeszcze trafić klienta. Ale nie chciałam spotkać na dworcu Detlefa, bo musiałabym mu powiedzieć: Wiesz, sama zrobiłam odtrucie, poszło genialnie. A teraz czekam na klienta, bo mi brakuje dwudziestu marek na działkę. Sto procent, że nic by z tego nie zrozumiał. Normalnie by mnie wyśmiał i powiedział: Jesteś stara ćpunka i taka już zostaniesz. A tego chciałam za wszelką ceną uniknąć.

Ten pomysł przyszedł mi do głowy dopiero w metrze: zrobić jakiegoś z samochodem. Pomyślałam o tym z powodu tych 20 marek. Jak się wsiadało do kogoś do wozu, często były z tego tylko dwie dychy. Babsi i Stella zarabiały już nieraz w ten sposób na Kurfürstenstrasse i Genthiner Strasse. Ale ja zawsze miałam cholernego cykora przed włażeniem do wozu nieznanego faceta. Nie podobało mi się już samo to, że taki klient nie przychodzi do mnie, jak ci na dworcu, których sobie mogę spokojnie obejrzeć, tylko, że muszę włazić do wozu faceta, który na mnie kiwa. Przy takim tempie nie było mowy, żeby się zorientować, co to za jeden.

Najgorzej, jak się trafiło na alfonsa. Alfonsy często udawały klientów. Jak już się wsiadło do takiego, to koniec. Większość alfonsów nie miała zamiaru zatrudniać narkomanek, bo za dużo forsy szło na herę. Chodziło im tylko o to, żeby przegnać ćpunki z Kurfürstenstrasse, bo takie siusiary strasznie zarywały ceny zawodowym prostytutkom.

Babsi wsiadła raz do wozu takiego alfonsa. Zwinął ją na trzy dni. Normalnie ją torturował. Potem przepuścił przez nią całe tabuny facetów. Kasztanów, zarzyganych włóczęgów i innych w tym stylu. Oczywiście Babsi była przez cały czas na głodzie. Po tych trzech dniach dostała autentycznej szajby. Ale dalej łaziła na Kurfürstenstrasse. W końcu z tą swoją anielską twarzyczką, bez zadka, bez piersi, była tam autentyczną królową.

Zawodowe prostytuty były prawie tak samo groźne jak alfonsy. Od Potsdamer Strasse, gdzie jest rewir najgorszych berlińskich kurew, do Kurfürstenstrasse, gdzie kręcą się siusiary, jest tylko dwieście metrów. Czasami prostytuty urządzały regularne polowania na ćpunki. Jak dorwały taką, to pazurami robiły jej z twarzy siekaninę.

Wysiadłam na dworcu Kurfürstenstrasse i od razu dostałam nieziemskiego cykora. Przypomniałam sobie wszystkie rady, jakie Babsi i Stella mi dawały: żadnych młodziaków w sportowych wozach, to alfonsy. Starsi faceci z brzuszkami, krawat, może być kapelusz w porządku. Najlepsi są tacy, co mają na tylnym siedzeniu fotelik dla dziecka. Grzeczni ojcowie rodzin, którzy chcą na chwilkę jakiejś odmiany od ciepłej żonki i bardziej robią w majtki, niż ta, co do nich wsiada.

Przeszłam sobie te sto metrów od dworca kolejki podziemnej do Genthiner Strasse, gdzie jest „Sound”. Zachowywałam się tak, jakbym w ogóle nie wyszła na zarobek. Nie szłam od strony jezdni, tylko pod samymi domami. Mimo to od razu się jakiś zatrzymał. Wydał mi się jakiś dziwny. Może z powodu brody. Wyglądał tak jakoś agresywnie. Pokazałam mu, żeby się wypchał i poszłam dalej.

Na ulicy nie było żadnej innej dziewczyny. W końcu przedpołudnie. Wiedziałam z opowiadań Babsi i Stelli, że faceci najbardziej są napaleni, jak uda im się wyrwać na drobne pół godzinki, a dziewczyn akurat nie widać. Czasem na Kurfürstenstrasse było więcej klientów niż dziewczyn. Zaraz znowu zatrzymało się paru. Udawałam, że ich w ogóle nie widzę.

Popatrzyłam na wystawę sklepu meblowego i od razu wrócił ten sen o mieszkaniu. Powiedziałam do siebie: Dziewczyno, weź się w garść. Raz dwa załatw sprawę tych gównianych 20 marek. Wystarczy się sprężyć i po krzyku. W tych sprawach zawsze musiałam się starać, żeby to mieć jak najszybciej za sobą.

Zatrzymał się biały commodore. Wprawdzie bez fotelika dla dziecka, ale facet wydał mi się w porządku. Wsiadłam, bo nie było się co zastanawiać. Umówiłam się na 35 marek.

Pojechaliśmy na Askanischer Platz. Tam jest stary dworzec podlegający pod kolej NRD. Podjechaliśmy tam. Poszło dosyć szybko. Facet był miły, tak, że od razu wrócił mi dobry nastrój. Nawet zapomniałam, że to klient. Powiedział, że chętnie by się jeszcze ze mną spotkał. Tylko na razie nic z tego, bo za trzy dni wyjeżdża z żoną i dwójką dzieciaków na urlop do Norwegii.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 78
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)