Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «My, Dzieci Z Dworca Zoo». Краткое содержание книги:

Ta książka jest dla mnie niesamowita. Wokół słyszymy wciąż: narkomani, nie, narkotyki, nie, to niezdrowe, nie, to szkodliwe, nie, trucizna, nie, narkotyki, nie, złe towarzystwo, nie, nie i nie… A (może nie mnie, ale wielu) to wcale nie odstrasza, wręcz zaciekawia. Ta książka mówi o psychice młodej narkomanki, o skutkach nałogu, o tym, że nie mogła spełnić swych marzeń, o miłości w narkotykach, o tym, kim się staje człowiek, gdy zaczyna brać narkotyki.
Książka opowiada o narkomance z Berlina Zachodniego. Przedstawia problem wciąż aktualny, lecz nie mówiąc medycznie o chorobach, tylko o psychice narkomana. I to jest niezwykle ciekawe. Można niezwykle płakać nad tą książką. Ja sama czułam bezsilność, jakbym była w nałogu, czułam ten wstręt. Do czego? Do siebie samej. Bo czułam się, jakbym to JA była tą narkomanką. Nie Christiane. Nie. JA.
Niezwykle wciągająca książka.
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 78
Перейти на страницу:

To śmieszne coś to był detektor kłamstw. Chyba jakieś takie kultowe urządzenie tej sekty. W każdym razie, cholernie się cieszyłam, że to wahadło się nie wychyliło. Był to dla mnie dowód, że naprawdę jest mi dobrze. Byłam gotowa uwierzyć we wszystko, byle tylko wyjść z nałogu.

W ogóle robili tam różne niezwykłe rzeczy. Kiedy tego samego wieczora Christa dostała gorączki, kazali jej dotykać butelki i za każdym razem mówić, czy jest zimna, czy gorąca. Z tej gorączki na wszystko się zgodziła. Podobno po godzinie gorączka jej przeszła.

Tak się z tego wszystkiego napaliłam, że zaraz następnego dnia rano poszłam do biura poprosić o następną sesję. Cały tydzień miałam zajoba na punkcie tej sekty i wydawało mi się, że ta terapia autentycznie coś mi daje. Cały dzień były jakieś zajęcia. Sesje, sprzątanie, dyżury w kuchni, i tak do dziesiątej wieczór. W ogóle nie było czasu na myślenie.

Jedno, co mnie wpieniało, to jedzenie. W końcu nie jestem znowu taka wybredna. Ale tego żarcia, Morę nam dawali, w ogóle nie mogłam przełknąć. Wydawało mi się, że jak już biorą tyle forsy, to mogliby chociaż dawać coś przyzwoitego do żarcia. No bo poza tym nie mieli żadnych wydatków. Sesje prowadzili zwykle byli narkomani, którzy podobno nie ćpali już od paru miesięcy. Mieli powiedziane, że to należy do programu terapii, i co najwyżej dostawali jakieś kieszonkowe. Nie podobało mi się też, że szychy z Narkononu miały zawsze osobne posiłki. Trafiłam raz na porę, kiedy siedzieli przy obiedzie. Opychali się świetnym żarciem.

Którejś niedzieli miałam trochę czasu, żeby tak naprawdę pomyśleć. Zaczęłam myśleć o Detlefie i zrobiło mi się tak jakoś smutno. Potem, zupełnie na trzeźwo zaczęłam się zastanawiać, co ja takiego mogę robić po skończeniu leczenia. Spróbowałam sobie odpowiedzieć, czy te sesje rzeczywiście cokolwiek mi pomogły. Roiło się we mnie od pytań, na które nie było odpowiedzi. Chciałam z kimś pogadać. Ale nikogo takiego nie miałam. Jedną z najważniejszych reguł tego ośrodka był zakaz nawiązywania przyjaźni. A jak człowiek chciał porozmawiać o swoich problemach, to mu od razu aplikowali dodatkową sesję. Zdałam sobie sprawę, że w czasie całego pobytu tutaj nie miałam okazji tak naprawdę z kimś pogadać.

W poniedziałek poszłam do biura i wszystko im wygarnęłam. Nie dałam sobie przerwać. Zaczęłam od jedzenia. Potem powiedziałam, że mi tu zakosili prawie wszystkie majtki. Do pralni nie było się jak dostać, bo ta dziewczyna, która ma klucze, bez przerwy urywa się z ośrodka, żeby sobie władować. W ogóle było tam parę osób, które dawały dyla, żeby sobie coś wtrynić i normalnie wracały jakby nigdy nic. Powiedziałam, że takie rzeczy wcale mi nie pomagają w leczeniu. No i bez przerwy te sesje i robota. Byłam kompletnie przemęczona, bo po prostu nie było czasu porządnie się wyspać. Powiedziałam: – Okay, te wasze seanse terapeutyczne są rzeczywiście w porządku, nie ma sprawy. Ale to mi nie rozwiązuje najważniejszych problemów. Bo to jest właściwie tylko tresura. Normalnie próbujecie nas wytresować. A ja potrzebuję kogoś, z kim mogłabym sobie od czasu do czasu pogadać o swoich problemach. W ogóle muszę mieć trochę czasu, żeby sobie w spokoju te problemy przeanalizować.

Wysłuchali wszystkiego z tym ich niezmiennym uśmieszkiem. W ogóle nic na to nie powiedzieli. Jak już skończyłam, wlepili mi dodatkową sesję, która ciągnęła się przez cały dzień, aż do dziesiątej wieczór. Byłam po tym znowu kompletnie otępiała. Pomyślałam sobie wtedy: może oni naprawdę wiedzą, co robią. Przy którejś wizycie mama powiedziała, że te pieniądze, które musiała za mnie wyłożyć, zwrócą jej w Opiece Społecznej. No więc stwierdziłam, że jak państwo za to buli, to cała sprawa musi być chyba w porządku.

Inni mieli tu jeszcze gorsze problemy niż ja. Na przykład taka Gabi. Zakochała się w jednym chłopaku i koniecznie chciała się z nim przespać. Naiwna jak dziecko wyszła z całą sprawą do tych z Narkononu i z miejsca dostała dodatkową sesję. Kiedy potem parę razy jednak się z tym chłopakiem przespała, wszystko się wydało i oboje zostali ośmieszeni przed całą grupą. Gabi prysnęła jeszcze tego samego dnia i już nie wróciła. Ten chłopak, który podobno nie ćpał już od paru lat i pracował w Narkononie jako pomocnik, urwał się trochę później. Znowu zaczął ćpać na całego.

Tym z Narkononu nie zależało nawet tak bardzo, żeby się ludzie nie rżnęli. Dla nich ważniejsze było, żeby nie powstawały przyjaźnie. Ale ten chłopak był tu już przecież cały rok, a jak tu wytrzymać tyle czasu bez przyjaźni.

Krótki czas wolny późnym wieczorem spędzałam zawsze z młodszymi. Byłam najmłodsza ze wszystkich. Ale w paczce, która zaczęła się powoli tworzyć, nikt nie miał więcej niż 17 lat. To była właśnie pierwsza fala tych, co zaczęli ćpać jeszcze jako dzieciaki. Po dwóch, trzech latach wszyscy byli tak samo rozwaleni, jak ja, bo w okresie dojrzewania trucizna działa chyba bardziej niż potem. Tak jak i ja nie mieli szans dostać się na leczenie gdzie indziej.

Większość z nich po pewnym czasie też już nie mogła na tych sesjach. Jak się trafiło chociaż dwoje z młodszych w jednej grupie, to z całego seansu terapeutycznego robił się jeden wielki wygłup. Zresztą, jak tu zachować powagę na dalszą metę, kiedy każą człowiekowi wrzeszczeć na piłkę albo godzinami patrzeć sobie nawzajem w oczy. Nawet nie musieliśmy potem iść do tego idiotycznego detektora kłamstw, bo i tak od razu mówiliśmy, że sesja nic nam nie dała. Cały czas się tylko chichraliśmy. Biedni prowadzący byli coraz bardziej zrozpaczeni, kiedy im przychodziło z nami pracować.

W czasie wolnym w naszej paczce był tylko jeden temat: hera. Z niektórymi gadałam nawet o tym, jak stąd prysnąć.

Po dwóch tygodniach w Narkononie ułożyłam plan ucieczki. Ja i jeszcze dwóch chłopaków przebraliśmy się za brygadę porządkową. Z kubłami na śmieci, szczotkami do podłóg i wiaderkami przeszliśmy przez wszystkie drzwi. Wszyscy troje cieszyliśmy się jak wariaci. Mało się nie porobiliśmy z radości, że już niedługo sobie władujemy. Rozdzieliliśmy się przy kolejce podziemnej. Ja pojechałam na dworzec Zoo, żeby zobaczyć się z Detlefem.

Detlefa nie było. Była za to Stella. Mało nie padła z radości, że mnie znowu widzi. Opowiadała, że ostatnio nikt Detlefa nie spotkał. Trochę się bałam, czy go nie przymknęli. Stella powiedziała, że teraz kiepsko z klientami na dworcu. Poszłyśmy zapolować na samochodziarzy przy Kurfürstenstrasse. Tam też fatalnie. Przeszłyśmy cały kawał od dworca Kurfürstenstrasse do Lutzowplatz, zanim się jakiś zatrzymał. Znałyśmy ten wóz i tego jelenia. Nieraz już za nami jechał. Nawet jak szłyśmy do szaletu, żeby władować. Zawsze dotąd myślałyśmy, że to tajniak. Ale okazało się, że to facet, który specjalizuje się wyłącznie w supermłodych ćpunkach.

Chciał tylko mnie, ale zgodził się, żeby Stella też wsiadła.

Powiedziałam: – Trzydzieści pięć za minetę. U mnie chodzi tylko ten numer.

On mi na to: – Dam ci sto marek.

Zatkało mnie. Z czymś takim się jeszcze nie spotkałam. Jelenie z najelegantszych mercedesów żyłują każde pięć marek. A tu facet ze skorodowanego garbusa sam wyskakuje ze stówą. Za chwilę oświadczył, że jest oficerem kontrwywiadu. Znaczy, kompletny czubek. Ale z takiego świrniętego szpanera najlepszy klient, bo forsą też musi szpanować.

Faktycznie dał mi tę stówę. Stella od razu kupiła towar i na początek wtryniłyśmy sobie w wozie po działce. Pojechaliśmy do pensjonatu „Ameise”. Stella została na korytarzu. Ja zostałam z facetem trochę dłużej niż normalnie, bo byłam kompletnie zaćpana po tym pierwszym razie od dwóch tygodni. No i przecież w końcu przyzwoicie zapłacił. Byłam taka nagrzana, że nawet mi się nie chciało podnieść z tej leżanki w ohydnym hotelowym pokoju.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 78
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)