Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 96
Перейти на страницу:

— No jas… — przerwałem i rozejrzałem się wokół. — Nie wiem. — Szedłem przed siebie zupełnie automatycznie, z całą uwagą skupioną na moim gniewie. Teraz stwierdziłem, że nie rozpoznaję żadnych punktów orientacyjnych.

— Mam wrażenie, że zabłądziłem.

— Jestem tego pewna.

Odnalezienie drogi zajęło nam pół godziny. Okolica wydawała się znajoma, lecz nic nie było dokładnie takie, jak przedtem. Odnalazłem miejsce, gdzie powinna się mieścić restauracja „U Rona”, lecz jej nie było tam. W końcu policjant wskazał nam drogę do misji…, która znajdowała się teraz w innym budynku. Ku mojemu zdziwieniu spotkaliśmy tam brata McCaw, który jednak nie poznał nas, a jego nazwisko brzmiało teraz McNabb. Odeszliśmy stamtąd z taką dozą godności, jak to było możliwe, to jest niewielką.

Podążyliśmy wolniutko tą samą drogą, którą przyszliśmy. Nie było gdzie się śpieszyć.

— Marga, znaleźliśmy się w tym samym punkcie co trzy tygodnie temu. Mamy lepsze buty, to wszystko. Nasze kieszenie są pełne pieniędzy, ale nie mają tu one żadnej wartości… gdybyśmy spróbowali je wydać, z pewnością zapewnilibyśmy sobie spokojny wypoczynek za kratkami.

— Masz chyba rację, kochanie.

— Tu na rogu jest bank. Zamiast próbować je wydać, mógłbym po prostu wejść do środka i zapytać, czy te pieniądze są cokolwiek warte.

— To chyba nie może zaszkodzić, prawda?

— Nie powinno. Ale nasz przyjaciel Loki może jeszcze wyciąć nam dodatkowy numer. Hmm. Musimy się poinformować. Poczekaj, weź wszystko, poza jednym banknotem. Jeśli mnie aresztują, udawaj, że mnie nie znasz.

— Nie!

— Co to znaczy „nie”? Nie ma sensu, żebyśmy oboje poszli do pudła.

Milczała z upartą miną. Jak można się spierać z kobietą, która nie odzywa się ani słowem?

Westchnąłem:

— Posłuchaj, kochanie. Jedyne inne wyjście, to znaleźć kolejną pracę przy zmywaniu naczyń. Może brat McNabb pozwoli nam dzisiaj przespać się w misji.

— Ja też mogę poszukać pracy. Potrafię zmywać naczynia, gotować i wiele innych rzeczy.

— Zobaczymy. Chodź ze mną, Marga! Najwyżej wsadzą nas oboje. Chyba jednak wymyśliłem sposób, aby tego uniknąć.

Zmiąłem jeden z banknotów i oderwałem jego róg. Następnie weszliśmy razem do banku. Trzymałem banknot w ręku, jak gdybym przed chwilą go znalazł. Nie podszedłem z nim do kasy, lecz do balustrady, za którą siedzieli urzędnicy bankowi.

Przechyliłem się przez balustradę i przemówiłem do najbliższego z nich, na którego biurku stała tabliczka informująca, że jest on zastępcą kierownika.

— Przepraszam pana bardzo! Chciałem pana o coś zapytać.

Wyglądał na zniecierpliwionego, lecz nie okazał tego w słowach.

— Proszę bardzo. O co panu chodzi?

— Czy to prawdziwe pieniądze, rekwizyt teatralny, czy coś innego?

Spojrzał na banknot, po czym przyjrzał mu się uważniej.

— To ciekawe. Skąd pan to ma?

— Moja żona znalazła to na chodniku. Czy to prawdziwe pieniądze?

— Oczywiście, że nie. Kto słyszał o banknocie dwudziestodolarowym? To chyba rekwizyt albo jakiś chwyt reklamowy.

— A więc nie ma żadnej wartości?

— Jest wart tyle, ile papier, na którym go wydrukowano, to wszystko. Nie można chyba nawet nazwać go falsyfikatem, ponieważ nawet nie próbowano upodobnić go do prawdziwego banknotu. Niemniej inspektorzy Departamentu Skarbu będą chcieli go obejrzeć.

— W porządku. Może się pan nim zaopiekować?

— Tak jest. Będą jednak chcieli porozmawiać też z panem. Niech pan poda nazwisko i adres. I żony też, ponieważ to ona go znalazła.

— Niech mi pan wyda pokwitowanie.

Podałem nazwiska „pan i pani Hergensheimer” oraz adres (lecz nie nazwę) „U Rona”. Następnie z poważną miną przyjąłem pokwitowanie.

Gdy znaleźliśmy się na chodniku, stwierdziłem:

— No cóż, nie jest gorzej, niż się spodziewaliśmy. Pora się rozejrzeć za jakimiś brudnymi naczyniami.

— Alec…

— Słucham, kochanie?

— Mieliśmy pojechać do Kansas.

— Mieliśmy. Ale nasze pieniądze na bilety to teraz zwykła makulatura. Będę musiał zarobić nowe. Potrafię tego dokonać. Udało mi się raz, uda i drugi.

— Alec. Pojedźmy do Kansas teraz.

W pół godziny później szliśmy na północ brzegiem autostrady prowadzącej do Tucson. Machałem ręką na wszystkie mijające nas samochody w nadziei, że któryś z nich nas zabierze.

Skorzystaliśmy aż z trzech okazji, aby dotrzeć do Tucson. Stamtąd równie dobrze mogliśmy udać się na wschód, do El Paso, jak podążać dalej autostradą 89, która zakręca na zachód, zanim skieruje się na północ, do Phoenix. Przypadek zdecydował, że pierwszy wóz, jaki złapaliśmy w Tucson, jechał na północ.

Udało się nam złapać go na postoju dla ciężarówek przy skrzyżowaniu autostrady 89 i 80. Muszę przyznać, że podwiózł nas ze względu na urodę Margrethe. Gdybym był sam, mógłbym tam tkwić wieki. Muszę od razu przyznać, że cała nasza podróż zależała od urody i wdzięku Margrethe w równym stopniu jak od mojej gotowości do wykonywania każdej uczciwej pracy, niezależnie od tego, jak była trudna, ciężka czy brudna.

Ciężko mi było się z tym pogodzić. Wciąż przychodziły mi do głowy ponure myśli o żonie Putyfara czy historia o Zuzannie i starcach. Zauważyłem, że Margrethe zaczyna mnie drażnić, choć jej jedyną winą było to, że była jak zwykle ciepła, sympatyczna i pełna wdzięku. Niewiele brakowało, bym jej powiedział, żeby przestała się uśmiechać I spoglądać na obcych mężczyzn. Najmocniej odczułem tę pokusę właśnie tego pierwszego dnia o zachodzie słońca, gdy ciężarówka zatrzymała się na postoju przy autostradzie, gdzie znajdowała się restauracja i stacja benzynowa.

— Zamówię dwa piwa i smażoną polędwicę — oznajmił szofer. — Co dla ciebie, Maggie, maleńka? Może krwisty befsztyk? Tutaj dosłownie przepędzają tylko krowę przez kuchnię.

Uśmiechnęła się do niego.

— Dziękuję ci, Steve, ale nie jestem głodna.

Moja ukochana mówiła nieprawdę. Wiedziała o tym i ja również o tym wiedziałem. Byłem pewien, że Steve również o tym wiedział. Naszym ostatnim posiłkiem było śniadanie w misji — jedenaście godzin i jeden wszechświat temu. Chciałem umyć naczynia w zamian za posiłek na postoju dla ciężarówek w Tucson, lecz odmówiono mi raczej stanowczo. Wszystkim, co spożyliśmy przez cały dzień, była woda z hydrantu.

— Możesz to powiedzieć babci, Maggie. Byliśmy w drodze przez cały dzień. Musisz być głodna.

Odezwałem się szybko, bo nie chciałem, aby Margrethe powtarzała nieprawdę, którą powiedziała, byłem tego pewien, z naszego powodu.

— Chciała powiedzieć, Steve, że nie przyjmuje zaproszeń na obiad od obcych mężczyzn. To ja powinienem zapewnić jej obiad. Dziękuję ci jednak za to w jej imieniu i oboje dziękujemy ci za podwiezienie. Jesteśmy bardzo wdzięczni.

Wciąż siedzieliśmy w kabinie jego ciężarówki, Margrethe pośrodku.

— Alec, chyba myślisz, że chcę się dobrać do majtek Maggie?

Odpowiedziałem mu sztywnym tonem, że nic podobnego nie przyszło mi do głowy, a jednak odniosłem wrażenie, że cały czas usiłuje zrobić właśnie to… czułem się urażony nie tylko jego prostackimi awansami, lecz również wulgarnym językiem, którym się posługiwał. Nauczyłem się już jednak, że w innych wszechświatach niekoniecznie przestrzegano zasad uprzejmego wysławiania się, obowiązujących w świecie, w którym się wychowałem.

— Tak jest, właśnie tak myślisz. Nie urodziłem się wczoraj. Spędziłem kupę czasu na drodze i wybito mi z głowy masę złudzeń. Myślisz, że chcę przerżnąć twoją kobietę, ponieważ każdy chłop, który ją zobaczy, próbuje się do niej dobrać. Pozwól, synku, niech ci coś powiem. Nigdy nie pukam do domu, w którym nikogo nie ma. Zawsze potrafię to poznać. Maggie nie pójdzie na żadne numery. Sprawdziłem to już dawno. Gratuluję ci. Nie tak łatwo znaleźć wierną kobietę. Mam rację?

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)