Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 151
Перейти на страницу:

– Jak ktoś, kto posyła niemowę z wiadomością?

– Na pewno nie jak ktoś, kto nie chce, żeby wszyscy wiedzieli, po co posłałem po jednego z naszych gości. Poza tym ty i Domah doskonale się dogadujecie, wiedziałem, że zrozumiesz go bez słów.

– Aha. Ale ja nie jestem głupcem. Jeśli Rada nie chce tego… gorącego węgla, to znaczy, że my musimy się nim zająć. A ty posyłasz po mnie, przeorze. Dlaczego czuję się jak ktoś, komu wręcza się pudełko z wężem w środku?

Uśmiech przeora był radosny i szczery jak grymas rekina tuż przed atakiem.

– Musimy wysłać ją do swoich i to tak, by umknęło to uwadze naszych sąsiadów. Jeśli Ghamlakowie albo Oomni dowiedzą się o Ynao, bo tak ma na imię, Ynao z klanu Udruich plemienia Białych Uwerunków, zażądają jej wydania. Miasto może odmówić, ale wtedy te dwa wielkie plemiona uznają to za obelgę. A oba kontrolują handel bursztynem i dębem anuhijskim. Straty będą ogromne. – Uśmiech starca zgasł, przeradzając się w pogardliwy grymas. – Powtarzam to, co usłyszałem na spotkaniu z Radą, gdzie wszyscy moi rozmówcy mieli w oczach szalki ważące złoto. Ale gdy zgodzimy się ją wydać, stracimy południe. Klany zza rzeki mogą nienawidzić się równie mocno co nasze, ale jeśli dowiedzą się – a zapewniam cię, że dowiedzą się szybko – że Kamana wydała jedną z ich kobiet północnym plemionom, każdy z nich poczuje się urażony. I nasi kupcy za to zapłacą, bo żadna karawana nie będzie mogła dłużej bezpiecznie handlować z południem. Tamtejsze złoża cyny i agatów zostaną stracone.

– Wygląda na to, że najlepiej by było, gdyby dziewczyna nagle zmarła.

Enroh spojrzał na złodzieja oczyma mrocznymi i zimnymi jak jamy wypełnione lodem.

– A wiesz, że kilku radnych wypytywało mnie usilnie o jej zdrowie? Czy nie jest aby śmiertelnie wycieńczona albo ranna? Wspominali przy tym, że Rada rozważa podarowanie klasztorowi tego kawałka ziemi, który jeszcze niedawno chciała nam sprzedać – starzec nieświadomie zaciskał i prostował pięści – by odpłacić się za łaski Pani spływające na miasto. Zastanawiam się… Nasza Pani powiedziała, że powinniśmy być cierpliwi i wyrozumiali dla ludzkich słabości, ale zastanawiam się czasem, co powinniśmy robić, kiedy słabość zamienia się w podłość i najbardziej parszywe sukinsyństwo. I czy brat Domah nie ma racji, cytując swoją heretycką księgę w chwilach, gdy rozwala komuś głowę.

– W armii jest prościej – zaryzykował złodziej.

– O wiele. Póki nie awansujesz do stopnia, z którego twoi dowódcy przestają być półbogami, a stają się zwykłymi ludźmi, czyli bandą przeklętych głupców, a żołnierze nie stają się jeszcze bezimienną masą, bo większość zdążyłeś przez ten czas poznać, więc ich strata zwyczajnie boli. I nie podchodź mnie tak, synu, bo w klasztorze nie tylko ty masz prawo do własnych sekretów. Niektórzy z radnych pytali mnie też, kto wie o jej obecności u nas. Oprócz mnie, oczywiście.

Altsinowi stanął przed oczyma Raja, przeliczający pilnie pieniądze otrzymane za garść informacji. Ciekawe, ile w tutejszym cenniku kosztowałoby pozbycie się przeora klasztoru i kilku mnichów. A wszystko z powodu dziewczyny, która łowiąc ryby, znalazła się w niewłaściwym czasie i miejscu.

Nie. Z powodu tego, że stała się pyłkiem, mogącym zniszczyć kruchą miejscową równowagę. A to dla niektórych oznaczałoby tysiące, dziesiątki tysięcy cesarskich orgów strat. Znacznie większe koszty niż wynajęcie zabójców.

Gorzka jak żółć ślina napłynęła mu do ust wraz z pogardą wypełniającą umysł. Gdyby w tej chwili stał przed Radą Kamany, trzymając w ręku jeden z alchemicznych wynalazków, których używał w PonkeeLaa… najlepiej taki rozpuszczający ciało i kości…

Unik. Głęboki oddech, rozwarcie zaciśniętych pięści.

Przestań. Natychmiast.

– I co… odpowiedziałeś?

– Nic. Wyszedłem ze spotkania. Jestem za stary, by się przejmować takimi groźbami, i oni chyba też to zrozumieli. A sposób, w jaki odpychasz od siebie dzikie myśli i emocje, jest imponujący, wiesz?

Altsin zamrugał gwałtownie, usiłując skupić wzrok na przeorze.

– Ale to twój sekret, mój synu, prawda? I tak jak ja nie będę dochodził, co za demony – w przenośni, oczywiście, gdybyś był opętany, nasi inkwizytorzy z pewnością by to odkryli – cię tu przygnały, tak ty nie będziesz już rzucał prostackich aluzji do mojej przeszłości. Zapewniam, że jest znacznie banalniejsza, niż ci się wydaje.

Uśmiech Enroha był spokojny, uprzejmy i grzeczny. Ale ucinał dyskusję natychmiast niczym dobra klinga.

– Rozumiem, wasza świątobliwość.

– O. Takim cię lubię, tę mieszaninę kpiarstwa i bezczelności. A teraz pytanie, na które nie mogę się doczekać, a które ty bardzo chcesz mi zadać. No już… pytaj.

Złodziej westchnął.

– Dlaczego ja?

– O… dobrze, że pytasz. – Starzec uniósł w górę palec, jakby przypomniał sobie właśnie coś ważnego. – Musimy jak najszybciej wyprawić stąd naszego gościa. Najlepiej, zanim ktoś w Radzie zdecyduje się popełnić jakąś głupotę, a Sever da się oślepić złotem.

Altsin uznał, że lepiej nie pytać, od jak dawna przeor zna przywódcę złodziei. I czy dobrze się bawił, udając, że nie ma o nim pojęcia.

– Jak już ustaliliśmy, podróż lądem odpada, ale przecież jesteśmy na wyspie. A nasi bracia cały czas podróżują łodziami do jej najbardziej niedostępnych rejonów. Zazwyczaj wynajmujemy jakiegoś miejscowego rybaka, ale tym razem wolałbym tego uniknąć, więc przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Pochodzisz z PonkeeLaa, bywałeś też marynarzem, jak sam raczyłeś mi wyznać. Więc wynajmiemy łódź i popłyniecie z naszym małym problemem dookoła wyspy. Zamiast dwudziestu, podróż powinna wam zabrać cztery–pięć dni, w zależności od wiatrów i fal. Gdy dostarczycie ją do klanu, wrócicie.

– Wrócimy?

– Ty, brat Domah i brat Naywir. W ten sposób Ynao szybko i bezpiecznie wróci do swoich, co może w przyszłości sprawić, że jej rodacy szerzej otworzą serca na słowa Naszej Pani. A jednocześnie wy znikniecie z miasta na czas potrzebny, by wystygły gorące głowy. Wszystko wróci do normalności.

– A klasztor zyska ziemię.

– Nie możemy odmawiać darów przekazywanych Naszej Matce ze szczerego porywu serca. – Przeor pokornie skłonił głowę. – To byłby wyraz pychy.

Przez chwilę milczeli, spacerując korytarzem. Altsin lubił Enroha i większość mnichów, dobrze czuł się w klasztorze, ale…

– A jeśli odmówię? Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia w mieście.

– Ja słyszałem coś innego.

Starzec wyjął z rękawa sakiewkę i demonstracyjnie wysypał na dłoń garść monet. Złodziej rzucił okiem i skrzywił się kwaśno. W tym samym woreczku wręczył wczoraj zapłatę Raji.

– Jak wysoki był ten datek?

– Pięćdziesiąt orgów. Bardzo szczodry jak na miasto, w którym nawet rajcy ledwo sypną garścią miedziaków. A wracając do tematu. – Sakiewka znikła w drugim rękawie. – Mówiłem już, że wśród ludzi, z którymi się spotykałeś, są wierni synowie naszej Pani. Stąd wiem, że twoje poszukiwania zostały zwieńczone sukcesem, choć nie takim, jak byś chciał. Mam wątpliwości, chłopcze, duże wątpliwości, czy naprawdę chodzi ci tylko o okazję do ubicia korzystnego interesu za pośrednictwem seehijskiej wiedźmy. Ale, jak wspomniałem, nasi inkwizytorzy oraz wspierający nas wierni zza murów nic podejrzanego w tobie i wokół ciebie nie znaleźli, więc nie będę dociekał, po co właściwie chcesz się z nią spotkać.

Altsin spojrzał w oczy przeora.

A gdybyś się dowiedział, starcze, to co? Upadłbyś przede mną na kolana, czy wezwał wszystkich swoich przyjaciół, żeby mnie zabili? Jawynder, ten cholerny półbóg rzeki, bał się walki ze mną i zrobił wszystko, by mnie usunąć z miasta. Czy Kamana przetrwałaby, gdyby Bitewna Pięść Reagwyra, szalony fragment jego duszy, chciał lub musiał naprawdę mnie Objąć? Cholera, czy ta wyspa by przetrwała?

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)