Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 101
Перейти на страницу:

-Pewnie coś planują - dodała Rita, chcąc uprawdopodobnić atmosferę, ale Schielke szturchnął ją w bok. Wolał, żeby na samym początku jego nowi żołnierze nie zesrali się ze strachu.

-Pewnie nie żyją - mruknął. - Wyślijcie dwóch na zwiad. Reszta ubezpiecza.

-Tak jest!

Oddział musiał się składać z ludzi, delikatnie mówiąc, bardzo ostrożnych, bowiem przebycie kilkudziesięciu metrów połaci dachu zajęło im ponad piętnaście minut. Wrócili wyprostowani z bronią przewieszoną przez ramię.

-Panie kapitanie, melduję odnalezienie trzech trupów. Dwóch cywilów i jakiś facet z obrony przeciwlotniczej. Wszyscy nie żyją.

Schielke zerknął na Holmesa.

-Widziałeś coś takiego? Nieżywe trupy.

-To jakaś lokalna osobliwość w Breslau.

-Panie kapitanie - kontynuował żołnierz. - Ci dwaj cywile mieli steny i zabili tego starego. Seria w brzuch.

-No - dodał drugi zwiadowca. - Męczył się. Nawet nie chcieli go dobić, bestie.

Watson o mało nie zwymiotował po raz trzeci. Schielke zachwiał się na nogach i prawie przewrócił. Na szczęście podtrzymała go Rita.

-Chodźmy zobaczyć, jak to wygląda - powiedziała.

-Lepiej nie patrzeć. - Żołnierz usiłował ich powstrzymać. - Granat wpadł dokładnie między tych dwóch. Nieprzyjemnie to wygląda.

-Poradzę sobie - ucięła.

Widok rzeczywiście nie należał do estetycznych. Na szczęście, a może nieszczęście Schielke był myślami gdzie indziej. Automatycznie zbierał i zabezpieczał rzeczy, które rozrzucili tu wcześniej. Nawet nie potrafił powiedzieć, ile to trwało. Z onirycznego nastroju wyrwał go dopiero sygnał walkie-talkie.

-Tak?

-Tu Heini, panie kapitanie.

-Co się dzieje?

-Szybkie ostrzeżenie. Na górę jedzie samo szefostwo!

-Dobrze, dziękuję.

Pospiesznie ustawił ludzi, żeby wyglądali stanowczo i groźnie, jak szpica Wehrmachtu zajmująca Moskwę. Zdążył w ostatniej chwili. W drzwiach windy ukazał się pułkownik Tietz w towarzystwie kogoś w długim wojskowym płaszczu z błyskotkami, ale bez dystynkcji. Aha, NSDAP. Pułkownik wyraźnie uśmiechnął się na widok żołnierzy w panterkach, rozstawionych tak, jakby bronili samej kwatery fiihrera. Podszedł do Schielkego i dokonał pospiesznej prezentacji. Partyjniak okazał się zastępcą samego gauleitera Hankego. Jak każdy partyjniak w państwie totalitarnym miał twarz będącą połączeniem stanowczości i bezmyślności, której pryncypialność podkreślały wystające zęby. Nawet nie zapamiętał jego nazwiska.

-Proszę sobie wyobrazić, że byłem właśnie na spotkaniu roboczym u gauleitera - zaczął Tietz - kiedy dotarł do mnie meldunek, że tuż obok naszej siedziby zaczęła nadawanie wroga radiostacja. Chciałem opuścić spotkanie i dokładnie w tej chwili dostałem meldunek od pana, że otoczył pan wrogów. Niezwykłe, nieprawdaż?

Schielke nie widział w tym nic niezwykłego. Dobrze znał Tietza i jego przewrotną inteligencję. Stary wyjadacz oczywiście dostał obydwa meldunki jeszcze w swoim gabinecie. Skoro jednak przeczytał, że jego ludzie mają sukces w kieszeni, pognał natychmiast do siedziby gauleitera pod jakimkolwiek pozorem. Tam specjalnie poinstruowany goniec dostarczył mu jeszcze raz pierwszy meldunek. Tietz na pewno odegrał przedstawienie, podgrzewając atmosferę i sugerując kompletną bezradność służb wobec wrogich agentów w Breslau. Następnie goniec przyjechał jeszcze raz, informując, że właśnie Abwehra jako jedyna, dzięki światłym pomysłom Tietza... wyłącznie dzięki geniuszowi i wzorowej organizacji... I w ten sposób niby przypadkiem znalazł się tutaj z jakimś ważniakiem, aby spijać śmietankę. Świetnie, wbrew pozorom wszystkim zainteresowanym bardzo to odpowiadało.

-Proszę opisać, co tu się stało, kapitanie.

-Dzięki temu, że pan pułkownik stworzył grupę szybkiego reagowania... - Schielke z wrodzoną grzecznością i taktem chciał wejść przełożonemu w dupę, ale przerwał mu partyjny ważniak.

-A ten tu, to kto? - Wskazał na najbliższego trupa.

-To jest agent brytyjskiego wywiadu, Julien Bow.

-Aha. A jaki jest jego pseudonim?

Schielke nie znał pseudonimu Anglika. Musiał wymyślać na poczekaniu.

-Tricky Dicky.

-O - powiedział partyjniak. - O! - spojrzał na pułkownika, podniósł palec i powtórzył: - O!

-No, staramy się - odparł Tietz. - Abwehra, jak widać, jest zawsze na szpicy.

-To wielki sukces, panie pułkowniku, jutro dowie się o tym doktor Goebbels. I na pewno przekaże fiihrerowi. Wielki sukces służb i władz w Breslau!

Aha. „I władz”. Stało się jasne, że ktoś jeszcze zamierza się podczepić do triumfalnego pociągu.

-A tego Trikiego Dzikiego to do gazety dać. I pokazać, że go złapaliśmy i zabiliśmy!

-Oczywiście.

-No właśnie! A teraz proszę zebrać tych dzielnych żołnierzy. Wygłoszę do nich patriotyczne przemówienie!

-Tak jest! - Schielke zaczął zbierać wszystkich swoich dekowników, krętaczy tyłowych i cwaniaków batalionowych, których tak skwapliwie starały się pozbyć macierzyste jednostki. Szybko ustawił ich w szeregu.

-Żołnierze! - ryknął partyjniak i zaczął skandować tekst, którym posługiwał się zazwyczaj, mówiąc do oddziałów frontowych. - Pod świat-łym kie-ro-wnict-wem na-szej partii, po raz kolej-ny udo-wod-niliście, że je-steście so-lą tej zie-mi. Partia oraz naro-dowo-socja-listyczne idee spra-wiły, że staliś-cie się śmie-tanką na-szej armii...

Wszyscy dekownicy i oddziałowi cwaniacy jak jeden mąż patrzyli na niego w bezbrzeżnym zdumieniu.

Schielke wykorzystał chwilę i podszedł do Tietza.

-Panie pułkowniku, proszę na słowo - szepnął.

Nie trzeba było dwa razy powtarzać. Znaleźli ustronny zakątek w restauracji, tuż przy ciągle jeszcze zaopatrzonym barze. Pułkownik poprosił o brandy, więc Schielke chętnie zamienił się w barmana.

-Muszę się przyznać do pewnego przestępstwa przeciwko regulaminowi.

Pułkownik podniósł brwi, spodziewając się czegoś ciekawego.

-Nie zdążyłem choćby pobieżnie przeanalizować zdobytych materiałów. Ledwie rzuciłem okiem.

-To zrozumiałe. - Tietz pociągnął spory łyk brandy. Albo potrzebował czegoś, co go rozgrzeje, albo po prostu świętował swój sukces. - Ale do czego pan zmierza?

-Znalazłem przy Angliku pewną kopertę. I nie dość, że ją ukradłem, to jeszcze nie zamierzam o niej wspomnieć w raporcie.

Pułkownik odstawił kieliszek. Był naprawdę inteligentny i czuł, że czeka go druga gratka. I chyba po raz pierwszy rzeczywiście zaczął doceniać swojego kapitana.

-Sekundę - powiedział. - Gdyby w raporcie miał się pan trochę mijać z prawdą, to, hm, będzie to zupełnie zrozumiałe.

-A podkreślenie jakich aspektów sprawy rzucałoby na nią korzystne światło? - spytał Schielke wprost.

-Myślę, że warto byłoby opisać nasze wielomiesięczne wysiłki włożone w sprawę fuliena Bowa oraz fakt, że został złapany bezpośrednio po stworzeniu oddziału szybkiego reagowania.

-Oczywiście.

-A tak z ciekawości, jaki dokument jest na tyle niewygodny, że postanowił go pan nie włączać do akt sprawy?

Schielke położył przed nim kopertę, którą z Holmesem nazywali „perełką”. Tietz bez słowa wziął ją do ręki i schował do kieszeni płaszcza.

-I znowu z ciekawości... Co w niej jest?

-Kilka dokumentów świadczących o korupcji wśród niektórych oficerów różnych służb tego miasta.

-Hm, znamy kogoś bliżej?

-Znamy nawet bardzo blisko. Na przykład Krupmanna.

-Ha! - Tietz wychylił resztę brandy i podsunął kieliszek Schielkemu. - Proszę mi jeszcze nalać, panie kapitanie. - Rozparł się w barowym fotelu i popatrzył na światła przeciwlotniczych reflektorów usiłujących odgonić bombowce atakujące miasto. - Co za piękna noc, nieprawdaż?

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)